wtorek, 31 sierpnia 2010

Autorytetem pod żebro, czyli co kto lubi

Pompowanie Henryki Krzywonos, zgodnie z wyrażonymi przeze mnie jeszcze wczoraj prognozami, trwa w najlepsze. Jak się dowiaduję, na Facebooku (a jakże!) pojawiło się jakieś świeże towarzystwo uwielbienia dla legendy pani Krzywonos, i jak się na dziś wydaje, już tysiące fanów tej szczególnej damy się tam zarejestrowało. Ale co tam Facebook! Nawet tu, na naszym skromniusieńkim blogu, pojawiło się paru wysłanników owego fanklubu, żeby nas uświadomić, jak to przez minione trzydzieści lat, Solidarność miała dwóch bohaterów – Lecha i panią Henię. W tym tempie może się okazać, że na przyszłorocznej maturze dzieci nie będą musiały pisać wypracowania z przesłania, jakie nam zostawił Leszek Kołakowski, ani z artystycznego dorobku Kazimierza Kutza, lub podstaw filozofii Adama Darskiego, ale właśnie z Krzywonos. Mocne.
Mam wrażenie, że już kiedyś – chyba przy okazji, jak pewien krakowski patriota wraz z paroma swoimi wychowankami chcieli mnie albo zapędzić pod sąd, albo mi zwyczajnie wpieprzyć – o tym wspominałem. Ale nigdy za dużo prawdy, więc co nam szkodzi się powtórzyć? Pamiętam jak kiedyś, jeszcze w latach 80-tych, miałem ucznia, który bardzo aktywnie udzielał się w KPN-ie, i w ramach tej działalności albo się gonił z milicją po ulicach Katowic, albo chodził pod Kopalnię Wujek i tam palił świeczki. Miał ów ten mój uczeń dziewczynę – osobę niezwykłej urody i ogólnego uroku – która dzieliła z nim jego zainteresowania. Któregoś dnia esbecja zdjęła ją spod tej kopalni, jak tam przyszła kłaść kwiatki, zawlokła na komendę, rozbabrała ją do naga i kazała jej robić żabki dookoła jakiegoś pokoju tak długo, aż ona padła z wymęczenia. Gwoli sprawiedliwości, o ile mi wiadomo, nikt jej nawet nie tknął palcem. To by ją akurat różniło od Henryki Krzywonos. No ale, jak wiemy, historia rozdzieliła sprawiedliwie – jedni stali się bohaterską legendą, a innych znam tylko ja. I to też przez głupi przypadek.
Pompowanie legendy Henryki Krzywonos – wedle wyrażonych przeze mnie oczekiwań i zgodnie z zasadami sztuki – nabiera rozpędu. Nie wiemy, jak to się skończy. Z tego co wiem, ona przez trzydzieści lat nie znalazła w sobie wystarczająco dużo determinacji i tego czegoś, co pozwala robić karierę na każdym poziomie, żeby zyskać odpowiednią dla swoich zasług popularność. Przy jej poglądach i towarzyskiej pozycji, droga do medialnego mainstreamu wydawałaby się stać otworem. A tymczasem tu, nawet to że ona – jak ktoś mnie dziś informuje – zgłosiła się do Gazety Wyborczej z prośbą o wywiad, obiecując że za tę uprzejmość, dla nich skopie Jarosława Kaczyńskiego, też wciąż jej nie pomogło się wybić. Ktoś powie, że trudno robić gwiazdę z kogoś takiego jak Krzywonos. Nie zgadzam się. Taki Piotr Semka wygląda od niej znacznie gorzej, a proszę, jak sobie radzi!
Dopiero wczoraj się wreszcie udało. No ale pytanie wciąż pozostaje, czy to wystarczy? A jeśli tak, to na jak długo? Jest bardzo możliwe, że pani Henryka Krzywonos zniknie z publicznej przestrzeni tak szybko, jak się w niej pojawiła. Kto się wtedy pojawi zamiast niej? A może jednak jej się tym razem uda? Może jednak przyszłoroczni maturzyści już powinni zacząć zbierać informacje na temat działalności gdańskiej tramwajarki? Nie wiadomo. Jednego jednak zawsze możemy być pewni. Że System na polu autorytetów zawsze sobie poradzi. Kolejka jest długa. I po stronie zysków i po stronie strat. A ruch w interesie jak zawsze duży. Zawsze jest do czego sięgnąć. Czy to po to, żeby komuś tylko przypieprzyć, czy może po to, żeby go zniszczyć, czy wręcz w celu pozbawienia kogoś życia. Żeby nikt mi nie zarzucił, że jestem ogarnięty obsesją na punkcie pani Heni, pozwolę sobie przypomnieć pewien mój stary wpis, jeszcze ze stycznia ubiegłego roku, w którym o dziś poruszanym problemie pisałem bardziej szeroko i zdecydowanie bardziej uniwersalnie. Niedługi. Akurat taki, by z tym wstepem dał się przeczytać w normalnym tempie. Zapraszam.





Tyle się ostatnio zdarzyło rzeczy ważnych, czy choćby tylko ciekawych, że zupełnie niepostrzeżenie narobiłem sobie poważnych opóźnień. Zaglądam dziś rano przy śniadaniu w weekendowy Dziennik a tam, w tym ich Magazynie, artykuł jakiejś Magdaleny Salik zatytułowany Uległość silniejsza od etyki z podtytułem Powtórzono słynny eksperyment Milgrama: wciąż lubimy zadawać ból innym. http://www.dziennik.pl/nauka/article299001/Uleglosc_silniejsza_od_moralnych_hamulcow.html
Tu, na tym blogu, jeszcze wiosną zeszłego roku, była mowa o tym niezwykłym eksperymencie. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, króciutkie przypomnienie. W roku 1963, amerykański psycholog z Yale, Stanley Milgram opublikował artykuł zatytułowany „Behawioralne studium posłuszeństwa”, a oparty na wynikach serii eksperymentów, które sam przeprowadził w roku 1961. Milgram, zainspirowany ledwo co rozpoczętym procesem niemieckiego zbrodniarza Adolfa Reichmanna, postanowił zbadać wpływ autorytetów na zachowanie się ludzi. W wyniku tych badań doszedł do wniosku, że człowiek, odpowiednio zaprogramowany na posłuszeństwo autorytetom i odpowiednio w tym kierunku wytresowany, jest gotów zaakceptować każdą podłość, nawet wbrew sobie, byle tylko „mądrzejsi od niego” takie podłe postępowanie zaakceptowali.
Ciekawe przy tym było nawet nie to, że – skądinąd zwykli, dobrzy ludzie – dopuszczali się zła, ale to, że robili to właśnie często kompletnie wbrew sobie, często wręcz przy tym autentycznie się męcząc, ale byli posłuszni, bo posłuszeństwo to wymógł na nich ktoś, kto wcześniej przedstawił się im jako autorytet.
Więc dowiadujemy się, że – jak podaje Dziennik – eksperyment powtórzono i okazało się, że wszystko jest tak samo jak kiedyś. Bierzemy zwykłego obywatela, mówimy mu, że ma przed sobą bardzo mądrego profesora, albo kogoś ogólnie szanowanego i wybitnego, a później mu każemy robić najróżniejsze dziwne rzeczy, powtarzać za nami najbardziej idiotyczne opinie, wykonywać najgłupsze możliwe ruchy, a obywatel – tylko dlatego, że uważa, że z mądrzejszymi od niego nie ma co dyskutować – postępuje dokładnie tak, jak sobie tego życzymy. A jeśli ktoś będzie miał wątpliwości, to albo się mu powie, że jest tropicielem spisków, albo ostatecznie przyprowadzi mu się obywatela i on potwierdzi ze zbolałym uśmiechem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
W sumie jednak – mimo że zawsze jest miło się dowiedzieć, że to co widzimy i to co wiemy z własnego doświadczenia, jest jakoś podparte naukowo – artykuł w Dzienniku nie tworzy jakiejkolwiek nowej jakości. Gdyby jeszcze miało się okazać, ze pani Salik – pisząc o tym powtórzonym eksperymencie – miała na myśli eksperyment, który przeprowadzono niedawno w Polsce, na żywym, bezbronnym organizmie społeczeństwa, to można by było się tym zainteresować. Choćby z tego powodu, że dobrze by było zobaczyć, jak ludzie pokroju Cezarego Michalskiego czy Roberta Krasowskiego wycofują się rakiem, jęcząc „Ojej, nie wiedzieliśmy że to tak będzie…” Jednak nic z tego. Ci dwaj najprawdopodobniej są wciąż z siebie bardzo zadowoleni i uważają, że jeśli ktoś tu uległ podszeptom złych ludzi, to raczej tacy jak my, niż tacy jak oni.
Więc nie byłoby o czym gadać, gdyby nie jedna rzecz. Otóż, jak już wspomniałem, podtytuł artykułu w Dzienniku brzmi Powtórzono słynny eksperyment Milgrama: wciąż lubimy zadawać ból innym. Fakt jest taki, że, według wszelkich relacji dotyczących eksperymentu o którym mowa, niemal żadna z osób wykorzystanych przez Milgrama nie czuła się szczególnie dobrze, realizując narzucony jej program. Wręcz przeciwnie. Wiele z tych osób wręcz prosiło, żeby pozwolić im przestać, ale nacisk był tak duży – połączony wręcz z moralnym szantażem – że się w końcu poddawali. Jednak w niemal każdym wypadku zło rodziło się jakby wbrew tym ludziom, a nie dla ich wygody. Nawet w samym artykule Dziennika jest to stwierdzone explicite: „Milgram wspomina, że większość "nauczycieli" chciała dość wcześnie przerwać eksperyment. Jednak profesor, w rzeczywistości wykładowca biologii, odwodził ich od tego. Najpierw prosił, potem nalegał, że doświadczenie trzeba kontynuować, wreszcie ostrzegał, że uczestnik nie ma wyboru. Pod jego wpływem "nauczyciele" ciągnęli dalej "lekcję". I to nawet wtedy, gdy sami zaczynali odczuwać z tego powodu silny stres.”
Więc czemu ktoś w Dzienniku postanowił napisać, że eksperyment Milgrama był o tym, że lubimy zadawać ból innym, a nie – jak było w rzeczywistości – że mamy skłonność do wysługiwania się fałszywym autorytetom? Przecież to głupie. Przecież cały sens tego co przedstawił Milgram polegał właśnie na tym, żeby przestrzec ludzi nie przed złem, które w sobie skrywają, lecz, żeby pokazać nam, że to dobro, które w nas jest, stanowi wielką wartość, której nie powinniśmy się wstydzić nawet wtedy, gdy namawiają nas do tego źli ludzie. Więc dlaczego Dziennik – albo z wyrachowania, albo przez zwykły odruch – próbuje to, co od wielu miesięcy, wraz z innymi specjalistami od dłubania w ludzkich sumieniach, tak bezlitośnie wyprawia, zwalić na nasze sumienia? Dlaczego próbuje nam wmówić, że jeśli dokonujemy w życiu złych wyborów, jeśli dajemy się wykorzystywać i oszukiwać, jeśli dajemy sobą tak głupio manipulować, to nie dlatego, że naprzeciwko nas stanęli bardzo źli ludzie, ale dlatego, że sami jesteśmy jak zwierzęta?
Co za perfidia! Banda wyrachowanych zbirów, która w pewnym momencie polskiej historii, postanowiła w najbardziej prymitywny sposób, z wykorzystaniem najbardziej trywialnej wiedzy psychologicznej, podporządkować sobie cały duży odłam społeczeństwa – wykorzystując bezlitośnie naturalny u zwykłych ludzi szacunek do wiedzy i do autorytetu – nagle robi niewinne miny, spuszcza skromnie oczy i mówi, że to co się wokół nas od paru lat dzieje, to wynik naszej naturalnej skłonności do zła. Od lat, przed naszymi oczami przesuwa się cały zestaw tzw. autorytetów – profesorowie, artyści, lekarze, prawnicy, wybitni politycy, czasem nawet dziennikarze – a głos ‘zza kadru’ mówi nam, ze wszystko co oni nam powiedzą, mamy przyjąć i postępować zgodnie z podanym wzorem. I nagle dziś okazuje się, że jeśli słyszymy żarty na temat tego, jak można skutecznie ‘stuknąć’ na przykład Prezydenta, to mamy do czynienia z naszym naturalnym zamiłowaniem do „zadawania bólu innym”.
Jest jednak w ostatnio obserwowanym ciągu wydarzeń coś pocieszającego. Mianowicie ta autentycznie naturalna eliminacja tego co złe. Po niejakim Paziku poleciał Ćwiąkalski. Oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji. Bo mimo że fizycznie obaj panowie są – jak to oceniła Toyahowa – do siebie niezwykle podobni, to jednak faktycznie jeden i drugi reprezentują kompletnie inne, że tak powiem, odcienie ciemności. Stąd każdy z nich poniósł karę jak najbardziej sprawiedliwą. I tak jest dobrze.

68 komentarzy:

  1. Toyahu, o tym, jak pani Krzywonos "zastopowała trójmiejską komunikację" pisze leszek.sopot tutaj: http://leszek.sopot.salon24.pl/223769,strajk-komunikacji-miejskiej-w-sierpniu-1980-r. Warto poczytać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Freeman
    Mocne jak cholera. Dziękuję bardzo. To by pewnie załatwiało sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah

    podeslalem Ci to pod poprzednim wpisem.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. I jeszcze to:

    http://filipmemches.salon24.pl/224059,henryka-apolityczna#comment_3174797

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. @all

    Spontaniczna Henia:

    http://img291.imageshack.us/i/spontanicznahenrykakrzy.jpg/

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah

    Nie znam przebiegu, ani treści eksperymentu Milgrama. Obstawiam jednak (na czuja), że trudniej poddaliby się mu ludzie cyniczni i jakoś tam wyrachowani. Po prostu, tacy mają nieco inaczej skonstruowany ośrodek motywacji.

    Powodzenie obecnego, knajackiego ustroju trzeba odgadywać w elektoralnej fuzji pod jedną flagą tych nieodpornych od Milgrama oraz tych odpornych (np. Rychy, Zbychy, et cons.).

    Liczbowo, tych drugich wraz z dorosłymi członkami ich rodzin ocenia się na jakieś 2,5 mln tych, których los (posady, zlecnia, granty, przetargi, przewały) zależy od niezmienności obecnej władzy. Gdyby się waaadza zmieniła, ich lodokręctwo stanie w niebezpieczeństwie już tylko z powodu groźby roszad personalnych. Dodawszy podobną ilość tych pierwszych i jeszcze taką ilość ogłupionych, dostajemy circa sumę elektoratu Komorowskiego.

    Ale wynika stąd ważniejsze odkrycie numerologiczne: ile mianowicie potrzeba elektoratu, żeby (tak na dzień-dobry) tylko zrównoważyć ten pełowski handicap.

    Piszę "handicap", bo co najmmniej połowa ichniego elektoratu funkcjonuje na nasz własny koszt. Bo nie tylko drobne Rychy i Zbychy, ale też tutejsze "Milgramy" też żyją z posad, zleceń, grantów, przetargów, przewałów i z innych przyczyn kryzysu finansów publicznych.

    Oto "Polska A" i dlatego kandydat Komorowski tak zaprzeczał, że istnieje.

    Ciekawe, ilu jest takich "a" wierzących, że te tuskizmy, to są naprawdę, a nie dla jaj i ogłupiania ich samych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Toyahu,właśnie przeczytałam,że pod Krzyżem wlepiają mandaty za składanie zniczy i kwiatów.
    Za zanieczyszczanie terenu.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Bendix & All
    To świadectwo Wyszkowskiego warto tu przytoczyć w całości:
    ""Henryka Krzywonos zarzuciła Jarosławowi Kaczyńskiemu, że skłamał twierdząc, iż podczas Wielkiego Strajku Lech Kaczyński wywierał presję na członków Komisji Ekspertów, by podporządkowali się woli strajkujących i zrezygnowali z projektu wypracowania ugody akceptującej ramy komunistycznego ruchu związkowego (CRZZ). Krzywonos (a także inni koncesjonowani przez dominujące media działacze) twierdzą, że pomiędzy MKS i strajkującymi z jednej strony, a doradcami z drugiej nie było żadnego sporu w kwestii żądania wolnych związków zawodowych.
    Tadeusz Mazowiecki z kolegami przyjechali do Stoczni z zamiarem namówienia strajkujących do odstąpienia od postulatu nr. 1 czyli WZZ i zadowolenia się demokratycznymi wyborami w ramach CRZZ. Rozmawiałem z Mazowieckim zaraz po jego przybyciu do Sali BHP i wskazał mi właśnie taką granicę pisząc na kartce różne możliwości. Takie stanowisko doradców potwierdzają dokumenty dostępne w IPN. Wie to każdy, kto był wtedy w Stoczni i kto wykazuje minimalne zainteresowanie dla opublikowanych już opracowań tematu. Henryka spędzała w Stoczni sporo czasu, ale nie zawsze była w stanie, powiedzmy, rejestrować sytuację i musiałem nawet w takiej sprawie ostro interweniować.
    Dlatego nie zwracam się Henryki, a wzywam do zabrania głosu jej przyjaciela i sponsora - Bogdana Borusewicza, bo to on ustalał z Lechem Kaczyńskim sposoby nacisku na doradców. To Borusewicz nazwał doradców "różowymi pająkami" wskazując w ten sposób, że tylko niewiele różnią się od "czerwonych pająków", czyli komunistów. To Borusewicz (wspomagany przez Konrada Bielińskiego) na posiedzenie Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej tak ostro atakował doradców, że Bohdan Cywiński chciał natychmiast opuścić Stocznię. To Borusewicz z Jackiem Kuroniem (wspomagany przez Adama Michnika i całą Kuroniadę) już po strajku zwalczał doradców, jako ugodowców realizującym interesy własne, a nie Solidarności.
    Henryka Krzywonos nie odróżnia lojalności wobec "Solidarności" od ambicji własnych, ale mam nadzieję, że Bogdan Borusewicz, Konrad Bieliński, Adam Michnik i inni będą mieli odwagę zaświadczyć, że Lech Kaczyński reprezentował wobec doradców stanowisko WZZ i KSS "KOR"."

    http://www.wyszkowski.com.pl/index.php/artykuy/26/1569-krzywonos-kamie

    OdpowiedzUsuń
  9. @Bendix
    Obrazek mi się nie otwiera.

    OdpowiedzUsuń
  10. Toyahu.

    Wtorek. Radio TOK FM. Pani Dominika Wielowieyska była gospodarzem.

    Najpierw był przegląd prasy. Potem goście. Warto to zobaczyć. Bardzo Ciebie, komentatorów i czytelników zachęcam.

    Pozdrawiam.

    M.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Gemba
    Nie rozumiem. Gdzie mam to zobaczyć? Przecież już środa. Może opowiedz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy przy poprzednim wpisie odpowiadając na głupstwa "a" stwierdziłem, że należy odróżnić prawdziwych bohaterów od malowanej legendy miałem właśnie na myśli to, co Leszek z Sopotu napisał w załączonym linku.

    Bo było tak. Żeby uczciwie i należycie przyłączyć się do strajku w stoczni trzeba było mieć legitymację. To znaczy najpierw trzeba było ten strajk wywołać, a potem głosami załogi zostać wybranym przewodniczącym komitetu.

    W moim przypadku było to niezmiernie trudne, bo przecież marynarze byli rozsiani po całym świecie. Więc najpierw wysyłanie przez zaprzyjaźnioną radiostację pytania, czy w ogóle przystępujemy do strajku, a potem odbieranie listów z głosami poparcia.

    Nie wyobrażałem sobie, że można inaczej. Ale inni tak. Że po prostu, ot tak sobie można się udać do stoczni, zgłosić, że się reprezentuje np. fabrykę główek do zapałek i zostać przyjętym. A potem już wystarczyło mieć silny głos, tupet i chwytliwe słowa w gębie. I często tylko dzięki tym, nie najprzyzwoitszym cechom, zostawało się legendą.

    Tam panował totalny chaos, jak pamiętam, dużo przekrzykiwania i sprzecznych doniesień. Co się zresztą dziwić. To była wielka improwizacja, chociaż dzisiaj wiem, że mistrzowsko podmanipulowana.

    Wyrok w sprawie Wyszkowski - Wałęsa wystarczy za resztę komentarza.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze mały aneks dla wszystkich trolli, co to wiedzą tylko tyle o historii co im pan redaktor powie:

    http://cogito.salon24.pl/224090,mit-wyzwolony

    OdpowiedzUsuń
  14. Milgram!

    "And this in a goy's mouth, Larry!"

    Don Milgram, przyjaciel Larry'ego Gopnika, prawnik.

    Russell Kraus (= Bertrand Russell, Karl Kraus)

    U Coenów nic nie istnieje przypadkiem.

    I w świecie też.

    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dałem upust temu wszystkiemu w notce salonowej
    a jej koniec tutaj przytoczę:
    ...Tak dla Krzywonos splendor i medialna chwała, dla Walentynowicz pijany wieniec!
    Oto Polska wyśniona i wymarzona kraina podatków ściągania…

    Ale to się zmieni już niedługo już czuję to, już słyszę, już prawie widzę...



    link: dech

    OdpowiedzUsuń
  16. @jazgdyni
    Dziękuję Ci za to wspomnienie. Mówi wiele.
    Co do wyroku, bez znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  17. „Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział,
    Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział;”

    Ci miłościwie, a sobie, dziś panujący od dawna pragną zainstalować sobie jakiegoś laickiego świętego. Próby trwają od dawna (np. na Kuroniu, Geremku … et. cons.), ale nic z tego nie wychodzi. Stopniowo sięga się więc do szeregów jeszcze wczoraj odległych. To się nazywa metoda stopniowych ustępstw znana na rynku matrymonialnym pod: "może być o jednym oku, byle w tym roku".

    Występ elegancko ubranej Heni K. w eleganckim towarzystwie jak zawsze ujutnej Jolanty K. nie był – Boże broń! - takim sobie byle-lansem. Był samą sztuką i kulturą współczesną. Przesądza o tym jego niepowtarzalny styl: szeleszczących jedwabi, kontrastu temperamentów, a w tym także słownictwa.

    Ufajmy zatem, że Henia K. będzie już stałą przyjaciółką, Jolanty K., której salon dzięki temu znacznie się ozdobi */. Radość jest tym większa, że wreszcie, rzec można, namacalnie, znikają te – jak się ongiś wyraził Wojciech J. – „bolesne linie podziałów”.

    Już wtedy, najszybszym sposobem było stanięcie wszystkich po tej samej stronie. Jak to się więc mówi: lepiej późno, niż wcale. Spotkanie obu pań K. stwarza nowe nadzieje.

    Przypisy:
    */ Cóż za symboliczny, niczym z jakiej kabały, przypadek, że obie panie są na „K”.

    OdpowiedzUsuń
  18. @jazgdyni
    @toyah

    Ten wyrok ma jednak znaczenie. Choćby tylko dla samego Wyszkowskiego i tylko niczym strzelenie kontaktowej bramki.

    Gdy jest taka posucha, trzeba się cieszyć nawet małymi okazjami.

    Sam Wyszkowski, we wczorajszym (17:55) mailu do PAP Gdańsk, poinformował:

    "Po ogłoszeniu wyroku rozmawiałem z dwoma byłymi kolegami Lecha Wałęsy z Wydziału W-4 i otrzymałem od nich podziękowania za przetarcie drogi do ujawnienia
    pełnej prawdy o krzywdach, jakie wyrządził wielu bohaterom Grudnia`70.
    Teraz ofiary donosicielskiej
    działalności t.w. Bolka mają otwartą drogę do uzyskania od
    niego przeprosin za wyrządzone im krzywdy."

    OdpowiedzUsuń
  19. „[…] Zebrane relacje świadków przeczą budowanej legendzie, jakoby tramwajarka Henryka Krzywonos, zatrzymując tramwaj linii nr 15, rozpoczęła strajk komunikacji miejskiej w Gdańsku, a nawet w Trójmieście. Wyjeżdżając bowiem na trasę (i później zatrzymując tramwaj), Henryka Krzywonos nie mogła rozpocząć strajku, gdyż od tego samego rana, od ok. 4.30, na trasy nie wyjechali kierowcy z zajezdni autobusowej przy ul. Karola Marksa (obecnie Józefa Hallera) w Gdańsku. Zostały spisane postulaty, […], wybrano komitet strajkowy, którego pierwszym przewodniczącym został Jan Wojewoda. Postulaty przedłożono dyrektorowi […].

    Drugim zakładem komunikacji miejskiej, którego pojazdy nie wyjechały od rana 15 sierpnia na trasę, była zajezdnia tramwajowa we Wrzeszczu przy ul. Wita Stwosza. […] Postulaty przedstawiono dyrektorowi i sekretarzowi Komitetu Zakładowego PZPR […] Przewodniczącym komitetu Strajkowego został motorniczy Stanisław Bagnecki.

    Motorniczowie (m.in. Henryka Krzywonos) z dwóch pozostałych zajezdni tramwajowych – w Gdańsku Nowym Porcie i przy ul. Łąkowej – wyjechali tego dnia na trasę, jednak zorientowawszy się, że nie kursują tramwaje z Wrzeszcza i strajkuje zajezdnia autobusów przy Karola Marksa, przyłączyli się do rozpoczętego protestu.”

    W przypisach, IPN powołuje następujące relacje:
    W. Olkowicza (wówczas mistrza zajezdni we Wrzeszczu),
    S. Kinala (który nie uległ groźbie zwolnienia z pracy, a zatrzymał tramwaj ustawiony jako pierwszy w kolejce do wyjazdu z Wrzeszcza na trasę),
    oraz S. Stencla, W. Wożniak, R. Zimmera i relację J.Wojewody wysłuchaną przez Z.Kwokę

    Źródło: najnowszy biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej
    nr 09-10 2010, str. 25, Sierpień'80 w Gdańsku, autor: Arkadiusz Kazański.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Toyah
    Dzień dobry! Parę dni nie mogłam tu zaglądać. ani nie miałam do czynienia z prasą i telewizją. Dziękuję Toyahu za wszystkie wpisy - chyba nikt już nie potrafi tak trzymać się prawdziwego głównego nurtu.
    @Orjan
    Ten wyrok ma znaczenie dla nas wszystkich. Może inni sędziowie, nie całkiem cyniczni, nabiorą nieco odwagi. A dla samego Wyszkowskiego to wielka sprawa. Przez lata walczył o prawdę ryzykując całkowitą ruinę finansową. Wątpię, czy ktokolwiek by mu pomógł. Należą mu się gratulacje i podziękowania na www.wyszkowski.com.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. "Nawet tu, na naszym skromniusieńkim blogu, pojawiło się paru wysłanników owego fanklubu, żeby nas uświadomić, jak to przez minione trzydzieści lat, Solidarność miała dwóch bohaterów – Lecha i panią Henię."

    ^^ @Toyah,

    Jak rozumiem kłamstwo to masz już we krwi genetycznie ? Słowo "Wałęsa" nie padło w żadnym z moich postów, do "fanklubu" pani Henryki też się nie zapisałem, ponadto nie uważam ani jej ani Wałęsy za jedynych bohaterów Solidarności jak raczyłeś kłamliwie stwierdzić.

    Zwróciłem Tobie jedynie uwagę, że pisanie na temat pani Krzywonos takiego paszkwila niezbyt dobrze świadczy o Tobie. Czytanie ze zrozumieniem się kłania - to nie powinno być chyba trudne dla człowieka legitymującego się (ponoć) wyższym wykształceniem ? Czyżby miłość do Jarosława spowodowała aż takie klapki na oczach, że dwóch prostych postów nie jesteś w stanie zrozumieć ?

    OdpowiedzUsuń
  22. @Michał Dembiński
    Bardzo dobre! Popatrz że nawet tego nie zauważyłem. Dobrze Cię tu mieć.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Cmentarny Dech
    Też sobie o tym pomyślałem wczoraj, kiedy patrzyłem na tę laurkę, jaką TVN przygotował dla Krzywonos zaledwie w jeden dzień. Walentynowicz nigdy nie dostała od nich nawet ułamka tego.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Orjan
    One podobno są skumplowane od dawna. Swoją drogą, ciekawe po co Kwaśniewskiej ktoś taki? Może dobrze się z nią chleje?

    OdpowiedzUsuń
  25. @Orjan
    Ja mam wrażenie, że Wałęsa ostatnio bardzo dołuje. To już chyba końcówka. Dziś napiszę o tym więcej.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Orjan
    Dlatego myślę że tu sprawa rozwiąże się znacznie szybciej niż z tym płotem Wałęsy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Przesłałem fotkę na mail-a.
    Pozdrawiam i dziękuję .

    OdpowiedzUsuń
  28. @ All

    Czy też zauważyliście, że od wyborów, gdy JK zapowiedział drążenie do końca tragedii smoleńskiej, nastąpiło gwałtowne zagęszczenie gorących tematów w mediach. Co rusz wyskakuje jakaś Krzywonos i skupia na sobie uwagę.

    To taktyka tuskowych hord, by zaciemnić, rozmyć i zamazać Smoleńsk. No i nie dopuścić by się o tym mówiło i pisało

    OdpowiedzUsuń
  29. @Marylka
    Dobrze że jesteś. Razem raźniej.

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah

    Dlaczego przeciwstawiasz swoją piękną znajomą ze Śląska i panią Krzywonos? Czy to, że jedną kobietę milicja upokorzyła w Katowicach w jakikolwiek sposób umniejsza to, że w Gdańsku ubecja skopała inną kobietę (i vice versa)? Czy odwaga pierwszej niweluje poświęcenie drugiej???

    Po co ten jad, czy na prawdę musisz obrzygać panią Krzywonos zamiast po prostu w jakiś sposób kultywować pamięć tej dziewczyny z Katowic? Takich ludzi, którzy za swoją odwagę zapłacili często najwyższą cenę były tysiące. I na Śląsku, i na Pomorzu. Pamiętając o jednych nie trzeba być wcale przeciw innym. Takie podejście próbują Polakom wmówić takie szumowiny jak ty, ale to kłamstwo i dobrze o tym wiesz.

    Wczoraj sugerowałeś, że wiesz coś o wymordowanych w latach 90 polskich politykach. Kiedy poprosiłem o szczegóły (wszak w mediach o tym nie infromują, a w szkołach o tym nie uczą, to jako niby nauczyciel powinienneś wiedzieć) napisałeś, że oczywiście mi nie powiesz bo jestem za młody:))))

    To oczywiście żałosne, ale też szalenie zabawne, jak pies upodabnia się do swojego pana:) Przecież to czysty Jarek Kaczyński - "wiem straaaaaszliwe rzeczy, ale niestety nie mogę teraz o nich powiedzieć":))) Brawo, brawo. Wódz byłby z ciebie dumny.

    OdpowiedzUsuń
  31. @lordpilot
    Masz rację. Jestem genetycznym kłamcą. Solidarność miała więcej legend i bohaterów niż tych dwoje. Oprócz pana Bolka i pani Heni, był jeszcze pan Wojciech, pan Czesław, pan Jerzy, pan Florian, a nie wolno też zapominać o wielu anonimowych i zapomnianych bojownikach o nowy ład. Sam najlepiej wiesz, o kim myślisz.
    Przepraszam. A teraz możesz wypieprzać.

    OdpowiedzUsuń
  32. @a
    Tak właśnie jest. Ani nie mówią z mediach, ani nie uczą z szkołach, ani nie komentują na blogach. To znaczy, mówią, uczą i komentują. Tyle że nie ci co trzeba i nie tak jak trzeba. A więc jestes usprawiedliwiony. Możesz się dalej się mądrzyć. W końcu nie po to włożyli w Ciebie tyle pracy, żebyś im się teraz zmarnował.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah

    [IMG]http://i54.tinypic.com/35koho9.jpg[/IMG]

    ewentualnie:

    http://i54.tinypic.com/35koho9.jpg

    OdpowiedzUsuń
  34. @Toyah

    Tu się chyba nie da wklejać bezpośrednio obrazków.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  35. @Bendix
    Pierwsze się nie otwiera, drugie przepiękne! Już się wkuła tekstu i usiłuje oddać autorom czy może wyszykowała coś od siebie i prosi o konsultacje?

    OdpowiedzUsuń
  36. @toyah

    "To znaczy, mówią, uczą i komentują. Tyle że nie ci co trzeba i nie tak jak trzeba."

    No wiesz, jeśli nawet na takim blogu jak ten, który jak rozumiem jest w swoim założeniu wysepką prawdy w morzu relatywizmu i zakłamania, autor tego bloga nie chce o tych pomordowanych męczennikach lat 90tych informować, to już naprawdę tracę nadzieję, że kiedyś się o nich dowiem. No chyba, że na jakichś tajnych kompletach... Tak, to chyba jedyny sposób, jak będę w Warszawie muszę się pokręcić po Żoliborzu, może w piwnicach jednej z willi Wódz dokształca patriotycznie nastawioną młodzież... W końcu kto lepiej opowie ci bajkę niż jej autor.

    OdpowiedzUsuń
  37. @All

    A może ktoś z was może mi pomóc i powiedzieć coś o tych wymordowanych w latach 90tych polskich politykach?

    Toyah co prawda nie chce mi nic ujawnić ze swojej mrocznej wiedzy na ten temat, ale skoro to taka oczywista wiedza w kręgach prawdziwych patriotów, to pewnie wy wszyscy świetnie wiecie co on ma na myśli i może chciałoby się wam mi to wytłumaczyć. Cenię wasz czas, nie proszę o wiele - cztery, pięc zdań, parę nazwisk, okoliczności mordu na nich dokonanego. No po prostu dajcie mi wędkę, żebym mógł sam dalej zgłębiać zagadnienie, bo boję się że jak wpiszę w google "polskie ofiary czystek lat 90" to nic sensownego nie znajdę...

    OdpowiedzUsuń
  38. @a
    Już przestań skomleć. Skoro jesteś takim specjalistą, że o Krzywonos usłyszaleś już miesiąc temu, to musisz tym bardziej znać i te nazwiska. Możliwe, ze wyparłeś je z siebie w ramach ratowania wizerunku III RP. Ale z pewnością sobie przypomnisz. Skup się.
    A poza tym, pomyśl tylko, po cholerę Ci one? Z Ciebie i tak już nic nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Marylka
    To jest ten sam. Fajny. Jest jeszcze jeden, z dorysowanymi dymkami. Bardzo zabawny.

    OdpowiedzUsuń
  40. @Toyah
    To poproszę link do tego z dymkami!

    OdpowiedzUsuń
  41. @Toyah

    Tak to ten sam obrazek - miałem nadzieję że się może tu wklei i będzie goi widać - stąd 2 linki na test.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. @Toyah, @all

    I jeszcze 2 obrazki + inna wersja sierpnia by_krzywonos

    http://www.ars.com.pl/data/news/image/jolanta_kwasniewska_i_henryka_krzywonos.jpg

    http://g.dziennik.pl/pliki/1524000/1524850.jpg

    I jeszcze trzecia wersja jej "bohaterstwa" by gówniana


    "Prowadziła "piętnastkę". Choć nikt jej o to nie prosił, pod gdańską operą wysadziła pasażerów. Pustym tramwajem zjechała do zajezdni.

    Potem szło siłą rozpędu. Tramwajarze wybrali ją przewodniczącą komitetu strajkowego, posłali do stoczni. Pod bramę nr 2 przyjechała zakładowym żukiem na sygnale."

    Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,8316944,Henia_tamta___ta.html#ixzz0yGkzkEPl

    teraz skonfrontowac to z obecnie propagowana wersja przez przekaziory ( rowniez GW ), gdzie mowa o tym, ze zatrzymala tramwaj pod Opera paralizujac w ten sposob komunikacje w 3miescie.

    Trzecia wersja - przedstawiona przez Leszka z Sopotu....

    Nie wierze tej babie za grosz.
    2010-09-01 11:42
    eliot

    http://chlodnyzolw.salon24.pl/223954,spontaniczna-akcja-pani-henki#comment_3177747

    OdpowiedzUsuń
  43. @all

    Jeszcze 2 obrazki + nowa wersja historii by GeWu.

    http://www.ars.com.pl/data/news/image/jolanta_kwasniewska_i_henryka_krzywonos.jpg

    http://g.dziennik.pl/pliki/1524000/1524850.jpg

    I jeszcze trzecia wersja jej "bohaterstwa" by gówniana


    "Prowadziła "piętnastkę". Choć nikt jej o to nie prosił, pod gdańską operą wysadziła pasażerów. Pustym tramwajem zjechała do zajezdni.

    Potem szło siłą rozpędu. Tramwajarze wybrali ją przewodniczącą komitetu strajkowego, posłali do stoczni. Pod bramę nr 2 przyjechała zakładowym żukiem na sygnale."

    Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,8316944,Henia_tamta___ta.html#ixzz0yGkzkEPl

    teraz skonfrontowac to z obecnie propagowana wersja przez przekaziory ( rowniez GW ), gdzie mowa o tym, ze zatrzymala tramwaj pod Opera paralizujac w ten sposob komunikacje w 3miescie.

    Trzecia wersja - przedstawiona przez Leszka z Sopotu....

    Nie wierze tej babie za grosz.
    2010-09-01 11:42
    eliot

    http://chlodnyzolw.salon24.pl/223954,spontaniczna-akcja-pani-henki#comment_3177747

    OdpowiedzUsuń
  44. @Marylka

    Dymki:

    H : - Dopisałam to o Lechu, ale teraz nie pasuje z poprzednim zdaniem.
    B : - To zostaw samo imię.
    D : - Tak, czy owak, mamy tu przechlapane,

    OdpowiedzUsuń
  45. @Marylka
    Ja widziałem inne. Ale Twoje są śmieszniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  46. @Bendix
    Miało być do Marylki i do Ciebie. Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  47. @a

    Pomijam sam rok 1989 (ks.,ks. Niedzielak, Suchowolec, Zych) bo dla upierdliwych to jeszcze nie lata 90-te.

    A już za roczek, tj. od 1990, prąbaaaardzo - polityczne morderstwa dokonane na osobach związanych z polityką polską:

    Marek Karp, Marek Papała, Jacek Dębski, żona Jerzego Jachowicza (pewnie zamiast niego), Ireneusz Sekuła, Walerian Pańko (+ nieco później jego kierowca i dwaj policjanci, pechowo dla siebie pierwsi na miejscu śmierci Pańki), Michał Falzmann, Piotr Jaroszewicz + żona, Jerzy Fonkowicz (też długo przedtem torturowany), Tadeusz Steć, prokurator Regulski, Tadeusz Kowalczyk (ten badał niewyjaśnione zgony w stanie wojennym), Adam Hodysz (ten ledwo przeżył!), Henryk Lenarciak, Andrzej Stankiewicz, Andrzej Krzeptowski, Waldemar Grudziński -skarbnik ROP, Andrzej Suglik, Mieczysław Zapór (ochroniarz Stuglika, dwa lata po nim), Stanisław Helski …

    No, teraz spieprzaj stąd i dla wiedzy poguglaj sobie.

    OdpowiedzUsuń
  48. @orjan

    Marek Papała, Jacek Dębski, Ireneusz Sekuła, Piotr Jaroszewicz + żona

    To akurat ofiary porachunków mafijnych, a w przypadku Jaroszewiczów rozboju. Nie dorabiaj do tego jakiejś politycznej martyrologii.

    Co do reszty chętnie się zapoznam (być może to takie same "ofiary mordów politycznych" jak Dębski czy Sekuła), przyznam że część tych nazwisk słyszę po raz pierwszy. Dzięki.

    Aha, zapomniałeś słowa "dziadu". Mówi się "spieprzaj dziadu", zapomniałeś nauki wielkiego męża stanu?

    OdpowiedzUsuń
  49. @ a

    Wczoraj wypytywales, co Kaczynski robil podczas strajkow sierpniowych. Bo go Henryka nie widziala w Stoczni. Oto odpowiedz z "Encyklopedii Solidarnosci"

    "W VII 1980 [JK] wspomagał strajki we Wrocławiu, w VIII 1980 aresztowany, zwolniony po podpisaniu Porozumień Sierpniowych; od IX 1980 w „S”, kierownik sekcji prawnej Ośrodka Badań Społecznych przy MKZ, nast. Regionie Mazowsze."

    OdpowiedzUsuń
  50. Toyahu.

    Przepraszam, wczoraj po napisaniu komentarza musiałem odejść od komputera. Oczywiście nie wkleiłem linków do wczorajszego poranka w TOK FM. Czynię to teraz.

    Rozmowa z Januszem Śniadkiem. http://www.tok.fm/TOKFM/0,88789.html

    Rozmowa z Jackiem Kurskim. http://www.tok.fm/TOKFM/0,88789.html

    Warto posłuchać.

    Pozdrawiam.

    M.

    OdpowiedzUsuń
  51. @a
    Masz rację niczym kreatywny księgowy. To tylko mafijne porachunki.

    Domniemani sprawcy tzw. rozboju na Jaroszewiczach zostali ostatnio uniewinnieni, bo to nie był rozbój i nie ci sprawcy. Nie nadążasz.

    Naucz się zadawać pytania. Pytałeś o zamordowanych polityków a nie o mordy polityczne. Te sobie pooglądaj w telewizorni. Dębski, i Sekuła są zamordowanymi politykami.

    Czy my naprawdę rozmawialiśmy o mężach stanu, czy Ty po prostu nie panujesz nad nienawiścią? Przez co wszystko Ci się kojarzy.

    Dobra, pomogłem, podpowiedziałem, więcej odpowiadać nie będę. Baw się sam.

    OdpowiedzUsuń
  52. @a
    Panie "a" .
    Pan ani Toyaha ani jego gości nie może obrazić, może Pan co najwyżej zdenerwować.
    P.S z jakiej racji"dziadu"?- dziad ma swój honor .

    OdpowiedzUsuń
  53. @Orjan
    No popatrz! A tu mi się zarzuca, że jestem naiwny i za dobry. Tłumaczysz coś dupkowi, który nie dość że w życiu nie słyszał nazwiska Pańko, to nie wie, co znaczy 'spieprzaj'. Tyle dobrego, że powspominaliśmy trochę III RP.

    OdpowiedzUsuń
  54. @Orjan
    Skoro jednak już zaczęliśmy, to jeszcze Adwent z rodziną. O tyle ciekawe że to już lata 2000, a więc Polska XXI wieku. Hurra!

    OdpowiedzUsuń
  55. @toyah

    No, ja przecież nawet nie probowałem skompilować pełnej listy. Kłopot z trolami polega tu na tym, że podpierają się oficjalnymi maskirowkami. Czyli czymś na kształt załganej tyż prawdy. No bo przecież jakie mordy?

    Pyjas, ani chybi sam spadł ze schodów. Pewnie umordowany pijaństwem.

    Pańko sam sobie koło odkręcił, Oj, ktoś się namordował przy tym kole.

    itd.

    Najlepiej to mieli ci dwaj świadkowie policjanci od Pańki, którzy, obaj na raz, utopili sie w czasie wędkowania, stojąc w wodzie po kolana. Jaki mord zatem? A w ogóle, to czy oni byli politykami, żeby zaraz mord polityczny? Raczej umordowanie wędkarskie.

    PS. Ja celowo wymieszałem polityków z różnych stron barykady, bo, po pierwsze, kostucha wszystkich zrównuje. Po drugie założyłem, że szkolenie głupka obejmuje tylko przypadki politycznie wyselekcjonowane. Stąd połowy nazwisk nie skojarzył i nie zajarzył.

    Smutek tropików.

    OdpowiedzUsuń
  56. @All
    Litości, kursant z tymi wskazówkami będzie szukał po internecie, żeby znów zacząć się wymądrzać i wymyślać Toyahowi i innym od kłamców.
    @Bendix
    Dziękuję za dymki. Swoją drogą żaden karykaturzysta nie jest w stanie doścignąć fotografa, który zrobił to zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  57. Ale i mnie się coś jeszcze przypomniało. Jan Olszewski w latach 90. bardzo ciężko i długo chorował,najprawdopodobniej podtruwany w kawiarni sejmowej.

    OdpowiedzUsuń
  58. @Marylka

    Nie martw się. Ja wskazówki pomieszałem znacznie głębiej, niż wspomniałem Toyahowi.

    Dzięki temu troll będzie miał więcej pracy. Przy odrobinie szczęścia może przejrzy. Praca czyni cuda.

    OdpowiedzUsuń
  59. @Orjan

    Po co z nim podejmujecie polemikę. Zalać betonem takie g...o.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  60. @Orjan
    Przecież to nie jest ktoś, kto naprawdę chciałby się czegoś dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  61. @Marylko

    Kiedyś była taka studencka piosenka rajdowo imprezowa z refrenem:

    "Czy normalny, polski student,
    Chociaż czasem, chociaż z trudem?
    Ależ, owszem, czemu nie,
    Jemu też należy się."

    Współczesność dodałaby nowe zwrotki, np:

    "Czy przeciętne blogo-trolle,
    Z definicji są głupole?
    Ależ, owszem, czemu nie,
    Trollom też należy się.

    OdpowiedzUsuń
  62. @Orjan
    Dobrze że ich wymieszałeś, bo to też pokazuje, że Sytem działa ponad tym całym gównem.

    OdpowiedzUsuń
  63. Dobrze, że Orjan miał trochę cierpliwości, a jeśli już się wyczerpała, też dobrze. Dostał swoją szansę (ten "a") i to jest słuszne, moim zdaniem: wielu trolli prowokuje, bo faktycznie nie wiedzą, kogo popierają. A rodzice zapewniają im niezłą michę i nie tylko - dzięki temu, że należą do układu. To typowe podejście moich uczniów z Ursynowa.
    Swoją drogą, może jeszcze gorzej świadczy o Was, że pamiętacie to i owo - można się spodziewać wkrótce liczniejszego najazdu (oby się nie spełniło...).

    Szacun dla Was, jak zwykle!

    OdpowiedzUsuń
  64. @Yo

    jest zasada pewna jak mur:

    Kto Cię okłamuje, ten Cię jutro okradnie. Albo jeszcze dziś.

    Prawda jest potrzebna nie tylko dla dobrego samopoczucia, ale wręcz dla bezpieczeństwa.

    Nieprawda, to niebezpieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  65. @Orjan
    Krótko i pięknie wyrażona onaż!

    OdpowiedzUsuń
  66. Witaj,
    chcielibyśmy przeczytać ten post w niedzielnej audycji.
    Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko.
    MarkD

    OdpowiedzUsuń
  67. @Niepoprawne RadioPL
    Bardzo proszę. Czytajcie do woli.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.