Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Maleńczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Maleńczuk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 grudnia 2016

Uwaga: Będą rozpierdalać!

        O Macieju Maleńczuku pisałem tu jeden jedyny raz i to dość już dawno temu, bo w roku 2008, w dodatku jedynie w formie dygresji, a to przy okazji informacji, że podczas jednego ze swoich koncertów ów były już muzyk, kompozytor, autor tekstów i piosenkarz zawołał w stronę zgromadzonej publiczności, by ci, którzy w ostatnich wyborach głosowali na Prawo i Sprawiedliwość „wyp…dalali”. Apel ów zainteresował mnie z dwóch względów. Przede wszystkim przez to, że choć dziś tego typu ekstrawagancja w wykonaniu, jak by nie było, estradowca, który żyje z tego, że ludzie płacą, by go oglądać, jak śpiewa, tańczy i robi miny, ekstrawagancją już raczej nie jest, to wówczas to „wyp…dalać” zrobiło na mnie wrażenie. Drugi powód, dlaczego się owym występem przejąłem, był już z wiązany z samym Maleńczukiem. Otóż od czasu, jak go pierwszy raz usłyszałem, przez kilka kolejnych lat uważałem go za być może najwybitniejszego polskiego wykonawcę rockowego, lepszego być może nawet od Kazika na Żywo. Dlatego też pomyślałem sobie, że jestem w stanie sobie łatwo wyobrazić, że i ja, wyborca PiS-u, znalazłbym się na tym koncercie i to mi by Maleńczuk kazał „wyp…dalać” i ja wtedy musiałbym wejść na scenę i zażądać zwrotu za bilet i stracony czas. W końcu, z tego co wiem, na plakatach zapraszających ludzi na występ, nie było napisane, że „pisobolszewia k… precz!” No i przez te myśli doszedłem do refleksji bardziej ogólnych, no i powstał tamten tekst, tak naprawdę w ogóle nie o Maleńczuku.
      Dziś wspominam o nim, ponieważ właśnie moja córka poinformowała mnie, że na swoim profilu na Facebooku Maleńczuk chwali się, jak to podczas niedawnej manifestacji obrońców życia on jednemu z nich „wypłacił piąchę” i jednocześnie zapowiada, że za chwilę tam wróci i „rozp…dala tą pikietę”. W tej zatem sytuacji, ja mam prawo podejrzewać, że on zamierza „wypłacać” owe „piąchy” również podczas swoich koncertów, których, jak wiem skądinąd, jest ostatnio dość dużo. Wystarczy, że wśród publiczności wypatrzy jakiegoś obrońcę życia, czy człowieka z białoczerwonym znaczkiem w klapie, nie będzie kazał „wyp…dalać”, ale normalnie zejdzie ze sceny i go „rozp…doli”.
      I pewnie nie pisałbym dziś o tym, gdyby nie fakt, że w ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z paroma innymi wystąpieniami tak zwanych „ludzi kultury”, którzy zdecydowanie przestali kontrolować to, czego się od nich oczekuje, kim tak naprawdę są, no i przede wszystkim, po co. Czy to jest aktor Olbrychski, czy piosenkarz Mozil, czy pisarz Twardoch, czy reżyser Fedorowicz, czy choćby wreszcie rysownik Mleczko, można się obawiać, że oni wszyscy ni stąd ni z owąd poczują się tacy ważni, że lada chwila postanowią wyjść z tych swoich kryjówek, wezmą w dłonie kije od unijnych flag i zaczną nas tropić i nas tymi kijami „rozp…dalać”.
      I tu pojawia się element kabaretowy. Otóż ja oczyma wyobraźni widzę tę scenę, jak wspomniani celebryci wybiegają nagle na nasze ulice z tymi drzewcami i albo kompletnie zaćpani, albo po prostu nawaleni, walą się nimi po łbach. Mniej więcej tak, jak bohaterowie słynnego skeczu Monty Pythona o konkursie na głupka roku, gdzie podczas strzelania do celu, każdy z zawodników strzela sobie w łeb.
     A skoro zrobiło się nam już naprawdę wesoło, proponuję wrócić na koniec do Facebooka Maleńczuka i jego komentarza odnośnie incydentu z pobitym działaczem. Mówi Maleńczuk:
      „Są chwile gdy nie dać w mordę to szczyt chamstwa”.
      I to jest nauka, którą winniśmy zachować w pamięci, na wypadek, gdyby się nam przyszło przy jakiejś okazji spotkać.

Jeśli ktoś ma pomysł, by przed Świętami zrobić komuś, czy choćby i sobie, ładny prezent, jeszcze dziś ma okazję, by zajrzeć do księgarni pod adresem www.coryllus.pl i kupić którąś z moich książek. Zachęcam szczerze.

środa, 27 sierpnia 2008

Przepraszam bardzo, ale czy ktoś mi może kazał "wypierdalać"?

Przyznam, że trochę zdopingowany krytycznymi głosami, które znalazły się pod moim poprzednim wpisem, szczególnie ze strony osób, które zawsze uważałem za swoich sojuszników, postanowiłem zajrzeć do wieczornego programu telewizji TVN24 i ewentualnie zweryfikować swoje poglądy na temat bojkotu i utrącania tego bojkotu przez prawicowych polityków, kiedyś w PiS-ie, obecnie już poza. Akurat dziś w studio TVN24 nie pojawił się ani Artur Zawisza, ani Marek Jurek, a tym bardziej Jerzy R. Nowak, ale za to do starcia z Olejniczakiem i Stefanem Niesiołowskim, Mariusz Walter, czy kto tam się tym zajmuje, desygnował Jarosława Sellina.
Wszystko odbywało się dokładnie tak, jak to bywało w ciągu poprzednich wielu, wielu miesięcy, czyli Stefan Niesiołowski jeździł po Prezydencie, tak jak tylko on potrafi, Olejniczak potwierdził wszystko, co wcześniej przedstawił Niesiołowski, tyle, że jeszcze dodał swoje trzy grosze na temat Platformy i Donalda Tuska, a Jarosław Sellin w tej interesującej wymianie poglądów dopełnił tak zwanego parytetu, o którym też już pisałem. Niestety nie mogę nic więcej powiedzieć na temat tego, co tam się między panami działo, bo – szczerze powiem – dalej już nie oglądałem, tylko siadłem do komputera i zacząłem pisać ten oto tekst. Nie sądzę jednak, żebym przegapił jakieś szczególne momenty, które pomogłyby mi przemyśleć na nowo moje dotychczasowe poglądy.
Teraz jednym uchem słyszę z za ściany miękki głos Ujazdowskiego na przemian z szorstkim, męskim tonem Leszka Millera, i też wydaje mi się, że co mam wiedzieć, to już i tak wiem. Czego więc nie przegapiłem? Tego mianowicie, że w studio TVN24 propagandową ofertę stacji pomagali realizować ważny działacz SLD, bardzo ważny polityk rządzącej partii... i pewien pan poseł, reprezentujący w tym wypadku głównie siebie i swojego niezłomnego ducha. Oto układ sił, oraz stojący za tym układ argumentów, z jakim mieliśmy do czynienia akurat dzisiejszego wieczora.
Moi uprzejmi polemiści w Salonie twierdzą, że dobrym prawem Sellina i jego wielce honorowych przyjaciół, jest występować ze swoimi poglądami, gdzie dusza zapragnie, i walczyć o swoje polityczne cele na ile tylko potrafią. I tu nie mam absolutnie argumentów. Tak jest – Jarosław Sellin robi, co chce, a jego sędzią będzie tylko jego sumienie i jego ewentualny polityczny sukces. Ewentualnie porażka. Choć, tak już zupełnie na marginesie sądzę, że Jarosław Sellin akurat nie poniesie porażki. Tacy jak on zawsze wygrywają. Na tej samej jednak zasadzie, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń i pretensji do postępowania właścicieli TVN-u. Robią, co chcą. Mają takie plany, jakie im pasują. I realizują je dokładnie według swoich własnych kalkulacji. Trudno im w tym przeszkadzać. Trudno im się dziwić. I trudno się tu akurat w jakikolwiek sposób mądrzyć. Oni też zresztą zawsze wygrywają.
Po co więc piszę ten tekst? Oczywiście powód jest zawsze ten sam. Człowieka coś gryzie, więc pisze z nadzieją, że ktoś inny to przeczyta i być może go wesprze w jego emocjach, czy to radosnych, czy może czasami bardziej refleksyjnych. Ewentualnie go poprawi w błędzie. Ale dziś mam jeszcze jeden powód, a właściwie dwa. Parę dni temu odbył się festiwal w Sopocie, na którym – według doniesień – Szymon Majewski wypatrzył wśród publiczności posła Jacka Kurskiego i wezwał swoich fanów do wyszydzenia polityka PiS. Według tych samych relacji, przynajmniej znaczna część publiczności podjęła wezwanie ważnego tefauenowskiego pajaca i wygwizdała Kurskiego. Domyślam się jednak, że na publiczności musiała siedzieć również pewna część zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i oni musieli poczuć pewien dyskomfort. Oni musieli tam być. Nawet jeśli założyć, że z jakiegoś powodu na imprezach typu Sopot Festival znajduje się znaczna nadreprezentacja ludzi, którzy nienawidzą Jacka Kurskiego, to nie ulega wątpliwości, że jakaś polityczna i kulturowa przede wszystkim mniejszość też tam była. Sam Jacek Kurski, na przykład, przyznał, że on bardzo zawsze lubił zespół Modern Talking. Chodzi o to, że tych kilkunastu być może tylko ludzi, dla których Jacek Kurski pozostaje po prostu miłym, inteligentnym i sympatycznym panem z polityki, kupili bilety, przyszli na koncert po to, żeby miło spędzić wieczór, mieli pewnie jakieś tam związane z tym wydarzeniem oczekiwania i nadzieję i w pewnym momencie, na życzenie przedstawiciela telewizji TVN, czyli organizatora festiwalu, zostali wraz z Jackiem Kurskim wybuczeni.
Jakie można mieć w tym momencie refleksje? Różne. Ja mam swoje. Wy, Moi Drodzy, macie pewnie swoje. Ale jest jeszcze jedna historia, na temat podobny. Niedawno, czytałem w Rzeczpospolitej, że artysta popularny Maciej Maleńczuk, podczas jednego ze swoich występów zawołał do zgromadzonej publiczności, domyślam się, głównie ludzi, którzy zapłacili za bilety, bo lubią piosenki Maleńczuka i – podobnie zresztą, jak publiczność sopocka – chcieli spędzić miły wieczór, żeby ci, którzy głosowali na PiS „wypierdalali”.
Nie wiem, ilu z tych, którzy lubią Maleńczuka, jako artystę – ja na przykład bardzo lubię – akurat na sali było i nie wiem też, czy Maleńczuk planował tym osobom, które wyprosił z sali zwrócić za bilety. Myślę jednak, że ani Szymon Majewski, ani Maciej Maleńczuk w ogóle nie patrzą na ten problem, jako na problem. Oni, reprezentując wyłącznie swoje osobiste emocje – bo nawet niekoniecznie emocje cudze – je sobie swobodnie wyrażają, raz dlatego, że im wolno, a dwa, że im wolno szczególnie. Dlaczego im wolno szczególnie? Dlatego mianowicie, że oni tymi swoimi emocjami wyrażają nadzieje i pragnienia tej części społeczeństwa, która wypełnia całą popularną domenę i dla której to wszystko, co w kulturze popularnej się dzieje, dzieje się właśnie dla nich. I tam nie ma miejsca ani dla mnie, ani dla Piotra Strzembosza, ani dla Maryli, ani dla Pawła Milcarka, czy Jana Pospieszalskiego, ani dla wielu, wielu innych osób, którzy po prostu mają zniknąć.
I teraz, proszę mi pozwolić, że określę stan tej rozgrywki, a przy okazji spróbuję przestawić faktycznego - a nie urojonego - wroga. Z jednej strony jest Szymon Majewski, a z drugiej Jacek Kurski. Z jednej Jarosław Sellin, a z drugiej Stefan Niesiołowski. Z jednej Maciej Maleńczuk – z drugiej jestem ja. Niestety mam jeszcze jedną parę. Z jednej strony jest Jarosław Kaczyński, a po przeciwnej stronie Marek Jurek. Dlaczego ta ostatnia potyczka martwi mnie szczególnie? Dlatego, że – i proszę się na mnie nie gniewać – jestem pełen obaw, że doprowadził do niej Marek Jurek w głębokim przekonaniu, że tak mu rozkazał Duch.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...