Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska Niepodległa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska Niepodległa. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 października 2021

Ostatnia tablica na zakończenie kolejnego etapu

 

Myślę że po tych wszystkich latach, a minęło ich już mocno ponad osiem, powinienem urządzić jakieś poważne wydarzenie, a przynajmniej otworzyć flaszkę, ale wygląda na to, że zamkniemy sprawę po cichutku. A rzecz ma się tak, że oto po wspomnianych ośmiu latach z grubym hakiem postanowiłem zakończyć swoją współpracę z Piotrem Bachurskim i jego kolejnymi medialnymi projektami, w tym przede wszystkim „Warszawską Gazetą”. Ja zdaję sobie sprawę z tego, co wielu czytelników tego bloga myśli sobie o tym co się właśnie stało, z mojej strony chciałbym natomiast zakomunikować zupełnie szczerze zarówno tym rozczarowanym jak i zadowolonym, że – choć machnąłem na to całe doświadczenie ostatecznie ręką – nie widzę dziś nikogo, kto poza Bachurskim byłby mnie jeszcze w stanie zachęcić do współpracy tego typu. A zatem, na wypadek gdyby komukolwiek z nich jakimś cudem, od Karnowskich przez Lisickiego i Sakiewicza do TVP Info, przyszło do głowy by mnie do czegokolwiek namawiać, to niech się nie fatyguje, bo mowy nie ma.

A tymczasem, przedstawiam swój najnowszy zestaw krótkich kawałków, pisanych dotychczas do „Polski Niepodległej”, które też kończą swój żywot. Pozostaje więc już tylko ten blog. I tak będzie najlepiej.

 

 

 

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, zapytany przez jak zawsze pozostające w pełnej gotowości media, jak on widzi kwestię organizacji tegorocznego Marszu Niepodległości, odpowiedział, że jest bezwzględnie za tym, by organizacji Marszu zakazać, ponieważ mamy, jak wiemy, pandemię i zgromadzenie w jednym miejscu aż tylu osób – swoją drogą, ciekawe, ilu? – mogłoby stanowić zagrożenie dla zdrowia mieszkańców stolicy. Ponieważ jednak ledwie dzień czy dwa wcześniej na Placu Zamkowym w Warszawie zebrała się potężna – swoją drogą, tu też ciekawe, czy równie potężna jak którykolwiek z Marszów Niepodległości – demonstracja w obronie tak zwanego członkowska Polski w Unii Europejskiej, i zarówno Rafal Trzaskowski jak i cała banda jego politycznych przyjaciół nie widzieli w niej nic niestosownego, gdy chodzi o troskę o zdrowie obywateli, padło oczywiste pytanie o równie oczywiste stosowanie przez Ratusz podwójnych standardów. Na to jednak prezydent Trzaskowski miał odpowiedź przygotowaną: Na Marszu Niepodległości pojawiają się hasła i symbole, które zdaniem władz miasta powinny być zdelegalizowane i z tego punktu widzenia, sprawa jest wyjaśniona.

***

Od czasu gdy po raz pierwszy, z zamieszczonej na portalu onet.pl relacji muzyka Michała Urbaniaka, dowiedziałem się że Rafał Trzaskowski, kiedy jeszcze był dzidziusiem i wobec faktu, że jego rodzice dzień w dzień ze swoim warszawskim towarzystwie bawili się przy wódce, pozostawał pod wyłączną opieką Urbaniaka właśnie, który wówczas pełnił tam jednocześnie funkcję klasycznej au pair i, gdy dziecko akurat spało, dostarczyciela kolejnych flaszek, to od tego czasu każdy idiotyzm, który ów Trzaskowski dziś wypowie, czy zrobi, zrzucam na karb jego trudnego dzieciństwa i staram się mu wybaczyć tak jak wybaczam każdej ofierze losu.

***

Gdyby jednak chodziło tylko o Trzaskowskiego, sprawa nie byłaby szczególnie interesująca. W końcu nawet w dzisiejszych, w miarę przecież cywilizowanych czasach, to tu to tam potykamy się o jakąś patologię. Wygląda jednak na to, że gdy chodzi o ten konkretny rodzaj zidiocenia, mamy do czynienia z pandemią wcale nie mniejszą od zarazy koronawirusa. W moim sąsiedztwie mieszka pewien pan, który w tych dniach niespodziewanie wywiesił za oknem niebieską flagę Europy. Dlaczego mówię, że niespodziewanie? Otóż powody są dwa. Pierwszy to ten, że o ile czegoś nie przegapiłem, on nigdy za mojej pamięci nie wywieszał jakichkolwiek flag, ani 3 maja, ani 15 sierpnia, ani 11 listopada, ani nawet, gdyby ktoś pytał, 1 maja oraz 22 lipca. A tu proszę: jest flaga i to niemal bez okazji. Drugi powód jest taki właśnie, że tu na zdrowy rozum okazji absolutnie żadnej nie ma. Ktoś na to powie, że to przecież dlatego, że Donald Tusk ogłosił, że Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii, no i mój sąsiad się wystraszył i postanowił dać świadectwo. Otóż, proszę sobie wyobrazić, że ja w tej kwestii przeprowadziłem odpowiedni wywiad i zapytałem mojego sąsiada, o co mu chodzi. Rozmawialiśmy chyba z pół godziny, i w tym czasie ja owemu człowiekowi przedstawiłem wszystkie możliwe dowody na to, że o żadnym wyjściu z Unii ani nie ma mowy, ani – choćby ze względów czysto technicznych – być nie może, a nawet gdyby, to z pewnością nie z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który nie mógł być inny niż był. I wiecie Państwo jak to się skończyło? Gdy już został ostatecznie przyparty do muru, mój sąsiad zawołał: „Jebać PiS!”.

Rozumiemy więc już, mam nadzieję o co chodzi? Nie o żadną Unię Europejską, nie o żaden Trybunał Konstytucyjny, nie o demokrację czy Konstytucję, ale wyłącznie o PiS, który należy xxxxx.

***

No dobrze, ktoś powie, że my tu też nie lubimy Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, czy Romana Giertycha, a nie urządzamy jakichkolwiek demonstracji, choćby w postaci wywieszania za oknem biało-czerwonych flag, w dodatku ubarwionych napisem „Pedały na Madagaskar”. I tu jest tak zwany pies pogrzebany. My przede wszystkim od tak naprawdę 30 już lat zachowujemy pełny spokój, wierząc w to, że nie takie kryzysy nasza Polska przechodziła, a poza tym jesteśmy na tyle mądrzy i doświadczeni, że nie ma takiej możliwości żeby jakiś chłystek zachęcił nas do aktywności w sprawach, o które my sami potrafimy zadbać. Oni natomiast mają tak, że od rana do wieczora znajdują się w stanie takiego wzmożenia, że wystarczy jeden gwizdek, by, tak jak w tym wypadku, biegli do swoich okien lub balkonów i zmieniali dekoracje z europejskich gwiazd na czerwone błyskawice, a z błyskawic na odpowiednio podzielone siedem gwiazd, by następnie znów wrócić do błyskawic. Tak to z nimi jest i aż trudno nie zauważyć, że to jest odruch jakiego w normalmnym stanie rzeczy moglibyśmy się spodziewać wyłącznie po naszych psach, kiedy im się rzuci piłkę, lub patyk. I to jest coś nad czymś naprawdę warto sie w tych dziwnych czasach zastanowić.

***

Miejsce gdzie się regularnie spotykamy zostało przez red. Bachurskiego oznaczone tytułem „Wezwani do tablicy” i w istocie rzeczy, miesiąc w miesiąc wzywamy tu do tablicy tego czy owego gagatka. Był już więc tu już dziś z nami Rafał Trzaskowski, a nawet anonimowy zupełnie, i równie zupełnie obłąkany obywatel, ale część z nas mogłaby się zaniepokoić, że mimo tak fantastycznej wręcz okazji, jaką stanowił ów liczny rzekomo wiec poparcia dla obecności Polski w Europie, nie pojawiły się tu tak wybitne jednostki jak –  że wymienię owe gwiazdy w kolejności przypadkowej – Maja Komorowska, Krystyna Janda, Jerzy i Maciej Stuhrowie, Daniel Olbrychski, Janusz Gajos, Agnieszka Holland z córką i żoną córki – swoją drogą, ciekawe jak się tytułuje żonę córki, „córkowa”? – Leszek Balcerowicz, Marek Kondrat, czy któryś z powszechnie znanych księży, jak Kazimierz Sowa, Adam Boniecki, czy Grzegorz Kramer. Co tu się aż tak niedobrego stało, że przez te wszystkie lata towarzystwo się najwidoczniej poważnie wykruszyło? Ja wiem, że oni wszyscy to w głównej mierze czysty żart, ale mimo wszystko owego braku bym nie lekceważył.

***

Z postaci powszechnie rozpoznawalnych i tu i ówdzie szanowanych wystąpiły w tych dniach natomiast dwie osoby; aktorka Maja Ostaszewska oraz muzyk Zbigniew Hołdys. Od razu muszę się zastrzec, że podczas gdy Maja Ostaszewska jest aktywną bardzo aktorką, to Zbigniew Hołdys, o ile pamiętam, gitary w ręku nie trzymał od czasów PRL-u, gdzie funkcjonował jako pierwszy pieszczoch komunistycznej władzy, więc określając go mianem muzyka popełniam swego rodzaju nadużycie, no ale co mam zrobić? Napisać „Hołdys – znany pajac”?

A zatem pojawili się na medialnej scenie Maja Ostaszewska i Zbigniew Hołdys i żadne z nich nie dało nam powodu, by sobie z nich pożartować. Maja Ostaszewska plotła coś na temat zwierząt, które cierpią niemal tak samo jak dzieci na polsko-białoruskiej granicy, Hołdys opowiadał jak to kiedyś był młody i walczył z komuną, i pewnie całą zabawę trzeba by było zakończyć, gdyby na scenę nie wszedł Jerzy Owsiak i nie ogłosił, że on w tej wyjątkowej, pełnej miłości i pozytywnej energii atmosferze nie wezwie do tego by xxxxx xxx, ale tylko przypomni, że już za trzy miesiące styczeń i on bardzo prosi, by wszyscy byli gotowi na kolejną składkę. Bo w końcu jebanie PiS-u jest bardzo ważne, ale to co się naprawdę liczy to forsa. No i miłość.

***

Nasza „tablica” nie byłaby tym czym jest, gdyby na sam koniec nie pojawił się pan Bolek. Otóż, tak jak to dziś ma miejsce po kilka razy dziennie, były prezydent Lech Wałęsa wystąpił na swoim profilu facebookowym i wrzucił nań zdjęcie swoich zoranych kompletnie przez cukrzycę stóp. Przy całym szacunku dla ludzkiego cierpienia, muszę powiedzieć, że zdjęcie, które wrzucił Wałęsa robiło wrażenie najbardziej dosłownej i obrzydliwej pornografi. Ale i tu, któryś z komentatorów pozwolił sobie na dość nieładną ironię i okreśłił owo zdjęcie jako „naprawdę piękne”. I teraz uwaga, bo będzie ostro: otóż Lech Wałęsa podziękował mu za słowa uznania.

 


 

    

 

 

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Pięć osobnych kawałków na tematy różne

 Dziś, po wakacyjnej przerwie przedstawiam kolejną serię bieżących refleksji pisanych na zamówienie "Polski Niepodległej", a jako specjalny bonus dla czytelników tego bloga refleksja zupełnie najświeższa.


Nie mam pojęcia, jak czytelnicy „Polski Niepodległej” zareagują na to w jaki sposób rozpoczniemy dziś naszę przepytywanie, ale co robić? Zawsze przychodzi ten moment, gdy z tej całej mierzwy całkiem niespodziewanie wyskoczy jakieś kompletne nieszczęście, a gdy się  baczniej przyjrzymy, to się okazuje że to nikt inny jak żona Lecha „Bolesława” Wałęsy, Danuta. Bez niepotrzebnych wstępów, bardzo proszę. Danka mówi:

„Kaczyński nie walczył z komuną. On jest teraz komunistą na 300 proc. Kaczyński dla mnie nic nie zrobił i nie ma żadnych zasług w walce o wolną Polskę. Czy my do końca żyjemy w wolnej Polsce, to ja nie jestem przekonana. Dla mnie ja nie żyję w wolnej Polsce. Ludzie PiS-u i ludzie Rydzyka to są ludzie zakłamani, ludzie oszołomieni, w jakimś amoku, to jest jakaś sekta. Dla mnie to jest nawet niebezpieczne.

Ja mogę powiedzieć, że Kościół spełnił swoją rolę w latach 80. Rzeczywiście był wsparciem i ostoją grupy, która organizowała to całe powstanie i ja nawet mówiłam, że powinni bardziej pewne rzeczy popierać, mówić o nich. A teraz to, co się dzieje, to dla mnie jest koszmarem.

Powinien być rozdział między Kościołem a państwem. Ze smutkiem to mówię, ale taka prawda, bo co innego jest wiara, chrześcijaństwo, a co innego jest obecna władza, która nie ma nic wspólnego z pobożnością, z wiarą. To są tylko ludzie religijni, a religijność jest tylko na pokaz. Ten Rydzyk, to dla mnie nie jest żaden ksiądz. To nie jest człowiek, który jest pełen jakiegoś uduchowienia. Ja poznałam tego pana w Fatimie w 1991 roku. Bardzo mi przykro, że odniosłam takie wrażenie. Moim zdaniem to było tak, jakby Rydzyk był opętany. Nie potrafił się modlić, tak jak potrzeba.

I tu nadchodzi moment gdy trzeba by było się pokusić o jakiś merytoryczny komentarz, ale myślę że sami widzimy, że tu, gdybyśmy mieli się nad tymi słowami zatrzymać, to nie wygrzebalibyśmy się z nich do końca dnia. Ja zatem mam tylko jedną uwagę, dotyczącą nie samej Danuty, ale w ogóle owego małżeństwa, które zawraca nam głowę w ten czy inny sposób od 40 już z górą lat. Drobny wiejski cwaniaczek i jakaś wiejska bida, którzy któregoś dnia znaleźli się razem w królewskim łożu w Bickingham Palace i to im tak zawróciło w głowie, że on dziś studiuje doniesienia na temat obcych cywilizacji na youtubie, a ona się wymądrza na temat roli Kościoła we współczesnym świecie. A banda idiotów udziela im głosu. Rozpacz.

***

Skoro już jednak jesteśmy w temacie, to proponuje wejść stopień wyżej – względnie zejść stopień w dół – i zajrzeć, co tam słychać u Lecha. Otóż on ledwo co wrócił do Gdańska z wypoczynku w ośrodku spa w Arłamowie, a następnie udał się do Gołębiewskiego do Mikołajek, gdzie spędził tydzień czy dwa i który to pobyt relacjonował na bieżąco na swoim Facebooku. Oglądaliśmy więc wszyscy te zdjęcia, a ja w przerwie między jednym a drugim zajrzałem do oferty owych Mikołajek i wygląda na to, że tam jeden dzień z pełną obsługą – a takąż się Lech Wałęsa chwalił – może kosztować parę tysięcy złotych. Czy ja mam do niego pretensję o to, że wydaje ciężko zdobyte w walce o wolną Polskę pieniądze? Ależ skąd! To natomiast co mnie zastanawia, to jak to jest, że on z jednej strony publicznie jęczy, że jego całą prezydencka emeryturę w wysokości 6 tys. zł. zabiera Danka, a jego nie stać już na nic poza żebraniem o marny grosz, a tu się okazuje, że wspomniana Danka dokonała cudownego rozmnożenia owych sześciu patyków. I to nie na życie, ale na oczywiste zbytki. I jak to jest, że są wśród nas ludzie, którzy, widząc co się dzieje, jedyne co potrafią, to zawołać: „Panie Lechu, niech Pan się nie przejmuje głosami hejterów i zawistników! Kochamy Pana!”

***

Choć w sumie, jest całkiem możliwe, że Lech Wałęsa szczęśliwie wyszedł z finansowego kryzysu i jeśli dzis używa owych luksusów, to dzięki pomocnej dłoni jaką do niego wyciągnął sam Janusz Palikot. Otóż proszę sobie wyobrazić, że niesławny Palikot, wspólnie z równie niesławnym Kubą Wojewódzkim, zarejstrowali ostatnio nowy alkoholowy biznes, a twarzą reklamowej kampanii owego projektu został właśnie nasz były prezydent. Poza serią zdjęć, jaką pozwolił sobie wykonać w ramach owej kampanii, złożył Lech Wałęsa specjalne oświadczenie, w którym podziękował Palikotowi za zaufanie i wsparcie w trudnych pandemicznych czasach, ogłaszając:

„RODACY . Przyjaciół, szczerość, charakter poznaje się w kłopotach, w biedzie. O moich kłopotach informowałem publicznie. Podał mi ratującą dłoń Pan Janusz Palikot. Zawsze będę pamiętał o tym fakcie”.

Mało tego. Gdyby fani Pana Bolesława mieli jakieś wątpliwości, dalej następuje odpowiednie wyjaśnienie:

„Alkohol jest lekarstwem, ale i trucizną, ja jeśli będę reklamował, to lekarstwo, a nie truciznę”.

I tu może, zamiast zachwycić się interpunkcyjną sprawnością służb dbających o wizerunek byłego prezydenta, skończmy z tym nieszczęściem i przejdźmy do spraw bardziej bieżących.

***

Oto, jak wiemy, rząd premiera Morawieckiego, wspólnie z prezydentem Dudą postanowili otworzyć front przeciwko siłom tak potężnym że na ich tle Trybunał Sprawiedliwości Unii Europekskiej w sojuszu z Parlamentem Europejskim jawi się jako majowy wietrzyk, a mianowicie Stanom Zjednoczonym i Izraelowi. My tu oczywiście nie mamy bladego pojęcia, jak to się wszystko skończy, bo jak słyszymy, wartość TVN-u to miliardy dolarów, a to i tak zaledwie początek, no a z Żydami to nigdy nie wiadomo, kiedy oni żartują, a kiedy mówią poważnie, niemniej jednak pewne napięcie możemy zaobserwować. To jednak co nas tu powinno, jak sądzę, zainteresować najbardziej, to reakcja na działania polskiego rządu zjednoczonej opozycji. Otóż zarówno w jednej kwestii jak i drugiej, czołowi jej przedstawiciele jednoznacznie pokazali, że trzymają sztamę nie z Polską, ale z Żydami i Amerykanami, a tak naprawdę, jeśli sobie wszystko dobrze policzyć, to z Żydami.

Na pierwszy rzut poszła grupa zorganizowana jak sądzę przez reżyser filmową Agnieszkę Holland, która wysłała list do wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Kamali Harris o takiej między innymi treści:

„Obecny rząd naszego kraju zamierza, poprzez zmianę prawa, nie przedłużyć koncesji bezstronnemu, profesjonalnemu i bardzo cenionemu przez obywateli kanałowi informacyjnemu (TVN24), którego właścicielem jest amerykański koncern Discovery [...] Zdajemy sobie sprawę, że rządzący obecnie w Polsce wygrali wybory, notabene wykorzystując do tego propagandową telewizję publiczną. Wygrana w wyborach nie jest jednak jedynym narzędziem demokracji, są nim przede wszystkim wolne media, bez których demokracja traci swój partycypacyjny charakter”.

Z kolei, w odpowiedzi na zawieszenie przez Izrael stosunków dyplomatycznych z Polską, zabrał głos redaktor naczelny wydawanej w Polsce niemieckiej odsłony amerykańskiego tygodnika „Newsweek” Tomasz Lis, i skomentował obecny kryzys w następujący sposób:

„No to obok wojny z Ameryką wojenka z Izraelem. Banda idiotów”.

Niech ten komentarz posłuży nam za podsumowanie tego, jak powinniśmy widzieć aktualny stan wojny, w jakiej nasza Polska zmuszona jest brać udział. Wydaje się, że nigdy w całej światowej historii nie było takiej sytuacji, że autentyczna banda idiotów uzyskała taką pozycję na rynku bieżącej propagandy, by całkowicie bezkarnie, w świetle jupiterów i wśród entuzjazmu gawiedzi, mogła tak donośnym głosem wygłaszać jakiekolwiek opinie.

***

Kiedy pisałem powyższy tekst, naturalnie nie objawił nam się jeszcze Władysław „Władek” Frasyniuk ze swoim najświeższym oświadczeniem w sprawie moralnej kondycji Polskiego Wojska. Ja oczywiście mam ochotę, by jego słowa jakoś skomentować, ale zdecydowałem, że tak jak trudno jest dyskutować z zawartoscia mózgu Lecha Wałęsy, tak samo nie jest łatwo odnosić się do tego co ma w głowie wspomniany Władek. O wiele zatem bardziej ciekawi mnie postać dziennikarza stacji TVN24, Grzegorza Kajdanowicza, który słysząc jak Władek nazywa żołnierzy „psami” oraz „śmieciem”, nie dość że nie zwraca uwagi temu idiocie na niestosownosc jego zachowania, to jeszcze go w nim wspiera. Tuż zanim dotarła do nas informacja o owym wystąpieniu, rozmawiałem z moją córką o tym, czy oni wszyscy są zdesperowanymi cwaniakami, czy klasycznymi wariatami, no i ja zasugerowałem, że oczywiscie autorzy komentarzy na Twitterze i Facebooku, to durnie, natomiast taki Kajdanowicz dokonale wie, w co gra. Teraz wiem już na pewno. Myliłem się. Tusk, Szczerba, Jachira, Budka, Kidawa, Joński, no i oczywiście dziennikarze stacji TVN24, to ludzi psychicznie chorzy. Ot tak, po prostu.



 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 18 maja 2021

Osiem krótkich kawałków na część pisarza Andrzeja Stasiuka

 

Poniższe refleksje muszą jeszcze czekać ponad dwa tygodnie aż wraz z najnowszym numerem „Polski Niepodległęj” trafią do kiosków, ponieważ jednak główny ich temat już dziś nawet wydaje się być mocno zwiędły, nie ma co czekać i rzutem na taśmę zachęcić do chwili gorzkiego, bo gorzkiego, ale jednak uśmiechu.

 

 

 

Nie wiem czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie zamilkli tak zwani artyści. Oto mam wrażenie, że niemal cała dyskusja na tematy bieżące prowadzona jest między politykami oraz wynajętymi przez polityków dziennikarzami, gdy natomiast chodzi o głos wspomnianych artystów, na placu boju pozostała właściwie już tylko, wraz ze swoim facebookowym kontem, Manuela Gretkowska, no a poza tym to już chyba tylko ledwo zipie jeszcze jeden pisarz, Andrzej Stasiuk. Gdy chodzi natomiast o przedstawicieli branży aktorskiej, czy muzycznej, które dotychczas zadawały szyku na scenie społeczno-politycznej, mamy dramatyczną posuchę. Człowiek rozgląda się oraz nastawia ucha, by usłyszeć co na interesujące nas tematy mają do powiedzenia Daniel Olbrychski, Agnieszka Holland, Maja Komorowska, stary Stuhr wraz z synem, że już nie wspomnę o Januszu Gajosie, czy muzyku Zbigniewie Hołdysie, a tu kompletna cisza. Przepraszam bardzo za sianie defetystycznych klimatów, ale czy to przypadkiem nie oznacza, że oni już się tylko czają aż minister Gliński raczy im sypnąć jakimś choćby najskromniejszym groszem?

 ***

 Na szczęście jest jeszcze wspomniany Andrzej Stasiuk oraz niezastąpiona „Gazeta Wyborcza”, która udzieliła mu głosu no i jego słynna już tu i ówdzie wypowiedź, w której stwierdza on, że: „Ale przecież nic innego nie mamy. Żadnych właściwie osiągnięć poza przetrwaniem. A bardzo byśmy chcieli mieć. Żeby świat docenił. A świat nie jest zwyczajnie zainteresowany. Bo ile można słuchać o Skłodowskiej i Janie Pawle – tym bardziej że temu drugiemu jakby się termin ważności kończył? Nie, no oczywiście mamy jeszcze Auschwitz w skali światowej, ale jednak Niemcy nam to zbudowali”. Jak mówię, owa wypowiedź została już odpowiednio rozpowszechnioną i zrobiła na wielu z nas odpowiednie wrażenie, natomiast rozmowa jaką przeprowadziła „Wyborcza” ze Stasiukiem jest znacznie dłuższa i obejmuje znacznie większy zakres owego, z jednej strony, zidiocenia, a z drugiej klasycznego zbydlęcenia, jaki Andrzej Stasiuk zaprezentował w tych kilku zdaniach. Nie będziemy więc już może się skupiać na tym Auschwitz, ale zajrzymy głębiej w umysł tego dziwnego człowieka i jego rozmówcy z „Gazety Wyborczej”, bo tam się dzieją rzeczy naprawdę warte uwagi.

 ***

 Mówi wybitny pisarz, autor wielu bestsellerowych książek, Andrzej Stasiuk:

„Więc u nas zjawy mają się dobrze. Zawsze znajdą ciało, w którym mogą zamieszkać. To są nasze narodowe zaświaty, ale absolutnie pogańskie. Bo nie ma z nich wyjścia, nie ma zbawienia ani odkupienia. W chrześcijaństwie śmierć jednak miała czemuś służyć, miała być bramą. My się w śmierci tylko babramy. To jest nawet ciekawe, ten horror. Tylko nie opowiadajmy bzdur, że jesteśmy chrześcijańscy czy katoliccy. Czcimy zjawy, wielbimy zombi. Wystarczy się przyjrzeć postsmoleńskiej nekrofilii tych wszystkich odkopywań, zakopywań i znowu odkopywań. To już nawet nie jest rekonstrukcja, tak modna dziedzina sztuki narodowej, to ekstremalne jeden do jeden. Smród rozłożonej tkanki, mięso odłazi od kości, trzeba to robić w lateksowych rękawiczkach, w maskach, bo przecież dech zapiera. Przekładanie, dopasowywanie tej pramaterii, bo już w zasadzie niczego ludzkiego nie przypomina, tylko kości mają jeszcze formę. Kości i czaszki w trupim prosektoryjnym świetle, no to jest danse macabre odarte z jakiejkolwiek estetyki. W ten taniec śmierci wpisują się relacje z Marszów Niepodległości: w ciemnościach listopada czerwony ogień, płomienie, dym, piekło jakieś zimne, deszczowe, ciemne. Breughlowski obraz, prawda? I zieje tym ogniem gdzieś spod ziemi, z zaświatów na wieki, bo żaden Zbawiciel tam nie zejdzie, bo przecież jak to tak? A co my w tej Polsce będziemy robić, jak Zbawiciel przyjdzie i te trupy nam powskrzesza?”

 ***

   Jeśli Czytelnik pragnie bym ja ten bełkot jakoś skomentował, bo o analizie mowy być oczywiście już nie może, to, przepraszam bardzo, ale nic z tego. To się już wyłącznie nadaje do wdeptania w piach. Jest jednak coś co wypada powiedzieć. Może akurat nie o samym tekście, ale o jego autorze i pewnym zjawisku. Mamy oto takiego Andrzeja Stasiuka, jednego z uznanych polskich współczesny pisarzy, i prosimy go o wyrażenie opinii na jakikolwiek temat i okazuje się, że on nie potrafiąc tego co mu siedzi w głowie wyrazić w paru krótkich, precyzyjnych słowach, zaczyna się popisywać swoją niby erudycja, tak jakby chciał zakomunikować światu, że w tej dokładnie chwili ów świat powinien paść na kolana i zamknąć się w niemym podziwie, bo oto pojawiła się ostateczna mądrość. A to co tu robi wrażenie szczególne to to, że przed sobą mamy jedynie jakiegoś przybłędę, który najprawdopodobniej gdy chce w swoim lokalnym sklepie kupić flaszkę, jedyne co potrafi powiedzieć to: „Pani Lusiu kurwa pić mi się kurwa chce”.

 ***

 A to przecież nie koniec. Co ja mówię „koniec”. To nawet jeszcze nie początek. Oto w dalszej części owego wywiadu pojawia się coś takiego:

„No więc niczego specjalnego nie mamy, to w obronnym odruchu odwracamy się tyłem do świata i zaczynamy sycić się przeszłością i wsobnością. Ja to rozumiem. Tutaj od setek lat wszystko było z importu. I dobre, i złe. I wolność, i niewola. Byliśmy kolonizowani przez armie, idee i ustroje. Tego można mieć dość i to się czkawką w końcu odbiło. A spryciarze w rodzaju Rydzyka i Kaczyńskiego tylko na to czekali”.

I w momencie gdy pojawia się nadzieja w postaci wyrażonej przez pracownicy „Wyborczej” sugestii, że „większość tych od Rydzyka i Kaczyńskiego wymrze niebawem, bo demografia jest nieprzejednana”, Stasiuk nie pozostawia żadnej nadziei:

„A teraz to pani jest naiwna, bo nawet ci, co ten wysiłek próbowali podjąć na serio, ci, którzy zgodzili się na kolejną, tym razem soft kolonizację, po prostu małpili i się przebierali. Zaczęli się częściej myć, coraz dalej wyjeżdżać na wakacje, gapić się w coraz większe telewizory i po angielsku narzekać, że naród ciemny, zabużański i z wolności nie potrafi korzystać. To jest jak z tymi obejściami, z których zniknęły kacze wygony, rogacizna i psy na łańcuchach i teraz jakieś miniwersale po wsiach za kutymi ogrodzeniami widać. I od razu można poznać, kto gdzie na gastarbajt jeździł: jak sadystycznie poprzystrzygane, to raczej do Austrii, jak lwy z betonu, to raczej do Włoch. I tak sobie hula ta polska udręczona dusza transformacyjna”.

 ***

 Kiedy obserwujemy sposób myślenia oraz zachowania owej części klasy politycznej, ale również reprezentowanych przez Stasiuka przedstawicieli opinii publicznej, musimy zauważyć, że choć tam pojawia się cały wachlarz różnego rodzaju mądrości, wśród nich jest jeden stały element wspólny. Otóż oni wszyscy, gdy wypowiadają słowo „Polska”, zostają w jednej chwili opanowani przez poczucie nieskończonej wręcz pogardy przechodzącej w obrzydzenie. Kiedy przed sobą widzą innego człowieka, w jednej chwili nabierają przekonania, że oto już za chwilę zostaną albo obrzygani, albo wręcz zatruci oddechem niosącym ze sobą wspomnienie owych „kaczych wygonów, rogacizny i psów na łańcuchach”.

 ***

Będziemy już na dziś kończyć, ale dobrze by było jeszcze zwrócić uwagę na jedno. Andrzej Stasiuk to jest zaledwie pionek w ich grze, któremu oni, gdy przyjdzie mu wreszcie opuścić ten padół, nie poświecą nawet jednej szpalty w tym swoim szmatławcu. Problemem bowiem nie jest on, ale ci, którzy przez minione lata mu o owych „kaczych wygonach, rogaciźnie i psach na łańcuchu” śpiewali do snu. A my znamy ich nazwiska i starajmy się ich nie zapomnieć.

***

 Ponieważ zrobiło się zbyt ponuro, proponuję zakończyć tę część naszych lekcji rzutem oka na ulicę Polanki w Gdańsku i się choć na chwilę uśmiechnąć. Otóż, jak słyszymy, Lechowi zostało na koncie zaledwie 5 tys. złotych, a problem w tym, że na nich już swoją łapę położyła Danuśka. Gdzie te czasy gdy oni się gonili po królewskim łóżku w Buckingham Palace?



czwartek, 22 kwietnia 2021

Kilka słodko-gorzkich kawałków na zimę co się nie chce skończyć

 

I znów za nami kolejny miesiąc, a przed nami kolejna część serii, jaką od paru już lat zamieszczam w „Polsce Niepodległej” pod tytułem „Wezwani do tablicy”. Zachęcam zarówno do czytania tych moich kawałków, jak i do kupowania owego miesięcznika.

 

 

Jak czytelnikom „Polski Niepodległej” wiadomo, rubryka ta stara się od samego początku utrzymywać nastrój raczej pogodny, tym razem jednak chciałbym zacząć od refleksji zdecydowanie ponurej i oto od razu – zachowując oryginalną pisownię – przedstawiam zamieszczoną na Facebooku wypowiedź znanej nam aż nazbyt dobrze pisarki Marii Nurowskiej:

„Od roku jestem tzw. niepełnosprawna. Udar głowy, ze wszystkim można sobie poradzić.ale nie z udarem głowy w godzinach nocnych. Budzsisz się i nie bardzo wiesz, co cię obudziło.Po chwili czujesz b:ól rozsadzający połowę czaszki!Ból nie do wytrzymania.Budzisz opiekunkę. ona mierzy ci ciśnienie; pani Mario wysokie. chronimy wątrobę! No jasne... znosić te igły na połowie głowy, które są jakieś jak nie z tego świata...Może uda się zasnąć....wiem,że nie, że będę jakimś strzępem ludzkim,który musi doczekać godziny, gdy Można Wziąć lek”.

Wiadomość straszna, a jeśli zwrócimy uwagę na formę jej podania, wręcz wstrząsająca, przy okazji jednak zmuszająca do sięgnięcia nieco głębiej, bo kiedy to zrobimy, trafimy na dość dawny, bo jeszcze sprzed trzech lat, komentarz Nurowskiej zamieszczony na tym samym Facebooku, następującej treści:

„Stało się, zrobiłam laleczkę prokuratora Piotrowicza i wbijam w nią szpilki. Jego dni są policzone”.

Ktoś powie, że rozważanie owej serii, jak widać, nadzwyczaj niefortunnych wypadków, ma w sobie coś z bardzo paskudnego okrucieństwa, jednak nie o okrucieństwo tu chodzi. Żaden bowiem normalny człowiek, który ma w sobie choć odrobinę współczucia, nie będzie tu próbował tryumfować, zwłaszcza gdy, jak sądzę, niemal każdemu z nas zdarzylo się, i to nie raz, przekląć kogoś kim szczególnie mocno gardzimy. Tu jednak mamy do czynienia z czymś znacznie gorszym niż zwykłe życzenie komuś wszystkiego najgorszego; tu stoimy wobec jak najbardziej realnej modlitwy do Szatana, a tu już nie ma mowy o odruchach. Dlatego zachęcam wszystkich czytających mój dzisiejszy komentarz, by przekazali tę wiadomość jak najszerzej, by nie dali sobie wmówić, że mają do czynienia z jakąś „karmą”. Nie tym razem i nie w tym wypadku.

 

***

 

Żeby chwilę jeszcze pozostać przy temacie, chciałbym zwrócić uwagę na dalszy ciąg owej zabawy Nurowskiej i na słowa, jakimi zareagowała na nią znana nam niestety równie dobrze Agnieszka Holland, apelując do swojej przyjaciółki:

„Marysiu, ja to zrobiłam w młodości 2 razy, za każdym razem ze skutkiem śmiertelnym. Obiecałam sobie i mojej córce, że już nigdy żadnego voodoo nie wykonam. Jestem przeciwna karze śmierci!”

I tu Nurowska ani drgnęła i, choć najwyraźniej zgadzając się co do tego, że kara śmierci to gest niehumanitarny i stojący w sprzeczności z wartościami europejskimi, powtórzyła:

„Więc ja jestem za laleczką voo-doo, nie musi od razu zabijać, wystarczy mały wylew i paraliż. [...] To się dzieje natychmiast, albo bardzo powoli, ale dolegliwie! Nauczyła mnie tego specjalistka!”

A mnie już tylko pozostaje powtórzyć to co już powiedziałem wcześniej: Owszem, można się od czasu do czasu głupio zabawić, jednak najlepiej robić to samemu, a jeśli już w towarzystwie, to dobrze jest wcześniej owo towarzystwo dokładnie sprawdzić, bo ci którzy pojawią się jako pierwsi potrafią być bardzo nieprzewidywalni i wybitnie okrutni. Jak okrutni, wystarczy jeszcze raz uważnie się przyjrzeć temu, w jaki to sposób Maria Nurowska poinformowała nas o swoim nieszczęściu.

 

***

 

Swoją drogą, to naprawdę robi wrażenie jak nie tylko Nurowska, Holland i wspomniana przez Nurowską specjalistka, ale wiele innych, wydawałoby się przynajmniej w stopniu podstawowym inteligentnych osób, z takim zacięciem uznaje za stosowne kręcić się po owych tak bardzo niebezpiecznych ścieżkach. Oto branżowa koleżanka Nurowskiej, Manuela Gretkowska, również na Facebooku, opublikowała swoje zdjęcie z popularnym na muzycznym rynku satanistą Adamem Darskim, podpisując je słowami „Nergal pan ciemności i ja anioł zagłady”. Na ową demonstrację głupiej odwagi zareagowała natychmiast telewizyjna dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska i również pochwaliła się zdjęciem z Darskim, a dalej to już tylko cała kupa miłośników aniołów śmierci oraz panów ciemności, z deklaracjami, jak oni zazdroszczą owej znajomości i jak bardzo też by chcieli mieć takie samo zdjęcie. A ja bym już tylko chciał zwrócić uwagę na to, że ów przekaz, choć skierowany niby w stronę Darskiego, najprawdopodobnie zostanie przekazany pod bardziej konkretny adres i tam może zostać wysłuchany wbrew wyobrażeniom każdego tego czy owego miłośnika owych igraszek. Sam Darski bowiem nie robi wrażenia jak by był zainteresowany swoją kreacją i nawet jeśli tu i ówdzie udziela wypowiedzi, w których zapewnia, że gdyby istniał termometr do badania temperatury religijnych uczuć, to on by go sobie „wsadził w dupę i w ten sposób sprawdzał, kiedy przekracza granice”, jego podstawowym celem jest wyciągnięcie od durniów w rodzaju wyżej wymienionych pań jak najwięcej pieniędzy na tak zwaną „obronę przed katolickim fundamentalizmem”. Jak donoszą wszystkie możliwe media, włącznie ze światowymi gigantami takimi jak BBC, czy „The Guardian”, dotychczas udało mu się już w ten sposób zarobić 160 tysięcy złotych, a my wiemy, że to z całą pewnoscią nie jest jeszcze koniec, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że wśród odbiorców wspomnianego BBC, czy „Guardiana” jest znacznie więcej idiotów, gotowych do tak zwanego „wydojenia” niż w Polsce.

 

***

 

Może jednak przestańmy się zajmować większymi czy mniejszymi satanistami i wróćmy na Ziemię, bo tam czekają na nas osoby zaledwie aspirujące do tego by się znaleźć w tym towarzystwie. Weźmy choćby takiego Donalda Tuska. Ja sobie oczywiście zdaję sprawę z tego, że gdzieniegdzie od czasu do czasu pojawia się podejrzenie, że on akurat stanowi przykład klasycznego opętania, ja jednak sądzę, że kim jak kim, ale Donaldem Tuskiem Szatan by się nie zainteresował. No bo co ktoś taki jak Tusk miałby mu do zaoferowania? Że raz na tydzień na Twitterze będzie publikował idiotyczne komentarze? Że w wypowiedzi dla TVN-u poobraża prezydenta Dudę, czy prezesa Kaczyńskiego? Nie żartujmy. W końcu, nawet gdyby przyjąć że by mu zależało na wyszydzeniu kolejno wszystkich polityków PiS-u, to po cholerę miałby szukać kogoś do tej roboty aż w Brukseli, skoro tu na miejscu ma posłów Szczerbę i Jońskiego, że już nie wspomnę o takim Kazimierzu Marcinkiewiczu?

 

***

 

Inna sprawa, że Niemiec (swoją drogą, to bardzo ciekawe, że w polskiej ludowej tradycji Diabeł bardzo często występuje jako Niemiec właśnie) również do Marcinkiewicza nie mógłby mieć żadnego interesu. Co ja mówię, Niemiec! Trudno sobie wyobrazić, że do niego akurat interes miał ktokolwiek. A jednak, proszę sobie wyobrazić, chętni się znaleźli, w postaci czegoś, co się nazywa Fundacja Braci Collins i zaprosili Kaza do osobistego udziału w walce bokserskiej z jednym owych Collinsów, która ma się stać wielkim hitem zorganizowanej przez Fundację dobroczynnej gali. Do Marcinkiewicza jeszcze przejdziemy, teraz natomiast parę słów na temat działalności i celó owej fundacji:

„Fundacja Braci Collins powstała z potrzeby serca, aby pomagać tym, którzy mają w życiu mniej szczęścia. Pełni empatii, pokory i oddania pragniemy nawiązywać i pielęgnować trwałe relacje, oparte na uczciwości, honorze i wzajemnym poszanowaniu. Pracujemy z pasją i dzielimy się dobrem, które - w co wierzymy - tkwi w każdym z nas”.

Są Państwo pod wrażeniem? Spokojnie, to jeszcze nie koniec. Otóż na temat zbliżającej się walki, w wywiadzie dla Onetu, wypowiedział się sam Kaz. Proszę się trzymać foteli:

 

„Sport daje możliwość odbicia się od różnego rodzaju problemów. Dodaje sprawności i kreatywności. Jest parę rzeczy w życiu, które budują kreatywność człowieka, a jedną z nich – obok znajomości języków obcych i podróży – jest sport. Kreatywność jest człowiekowi niesamowicie potrzebna, bo daje możliwość podejmowania fajnych decyzji w różnych sytuacjach. Wiem, że mam to w dużej mierze dzięki sportowi [...]. Na razie uczę się kroku, trzymania gardy i wyprowadzania ciosów. To musi trochę potrwać. Na szczęście mam dużą wytrzymałość, jestem dosyć sprawny sportowo. Nie spodziewałem się natomiast tego, że boks to jest sport techniczny. To nie jest bicie się po gębach. Tu w odpowiedni sposób muszą pracować ręce i nogi. Trzeba uczyć się zadawania ciosów, robienia uników. To bardzo trudne, ale myślę, że dam sobie radę”.

Ja akurat wątpię, czy Kaz da sobie radę. Zwłaszcza teraz, gdy dopiero teraz się dowiedział, że boks jest sportem technicznym, gdzie chodzi o coś więcej niż żeby walić się po gębach, a bez pracy rąk i nóg boksu nie ma. A i tak znacznie większym problemem jest to, że bez głowy też. 



 

 

 

 

 

 

niedziela, 21 lutego 2021

Cztery wesołe kawałki na powitanie wiosny

 

Skoro wczoraj mieliśmy tu mój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”, to myślę, że nie zaszkodzi mi pójść z ciosem i przedstawić zestaw najnowszych kawałków pisanych co miesiąc dla „Polski Niepodległej”. Bardzo proszę.

 

 

Przyznać muszę, że chyba po raz pierwszy od czasu jak zaczęliśmy się tu spotykać, mam poczucie, że nie dzieje się absolutnie nic, czego można by się było uczepić. Próbuję sobie przypomnieć jakieś pojedyncze, choćby najbardziej nędzne wystąpienie którejś z goszczących tu od czasu do czasu sław, i mam wrażenie, że oni wszyscy jakby zapadli się pod ziemię. Gdyby nie to, że od czasu do czasu umrze któryś z aktorów i pojawia się okazja pokazania się na pogrzebie, można by było uznać, że oni wszyscy, za namową Stuhra juniora, wyjechali na zawsze za granicę. Szukałem więc, szukałem i szukałem i nagle trafiłem na coś, co świadczy o tym, że chyba faktycznie nastała jakaś posucha. Tu zresztą okazał się nie do zastąpienia sam Lech Wałęsa i na swoim facebookowym profilu umieścił zdjęcie okładki „Gazety Wyborczej” dokładnie sprzed dwóch lat, gdzie znalazł się komunikat o tym, że Jarosław Kaczyński wziął łapówkę od niegdysiejszego austriackiego dewelopera i przekazał ją jakiemuś księdzu. Przepraszam bardzo, ale jeśli tam naprawdę nie ma już czego komentować, to jakie możliwości mam ja, skromny niszowy publicysta?

***

Trochę jednak, muszę przyznać, kokietuję, bo nawet jeśli faktycznie jest ciężko, to nie ma takiej możliwości bym sobie z czymś takim nie poradził. Oto na fali awantury między kompulsywnymi mordercami dzieci nienarodzonych a równie kompulsywnymi owych niewiniątek obrońcami, wystąpił – oczywiście w telewizji TVN24 – człowiek, którego tu jeszcze nie zaszczyciliśmy choćby jednym słowem, a mianowicie pisarz nazwiskiem Miłoszewski, i rozszerzając nieco swoją wypowiedź jeszcze z zeszłego roku na temat Kościoła Katolickiego jako „naszego wroga, kartelu, źródła wszelkiego zła i wspólnym mianownika tych strasznych krzywd, nieszczęść i wykluczeń”, nadał jej charakter bardziej osobisty i powiedział co następuje:

„Mnie tak naprawdę PiS nie dotyka, bo jestem zamożny. Moje młodsze dziecko chodzi do prywatnej szkoły, żeby się nie uczyć bez przerwy o Janie Pawle II i o tym, że trzeba gonić geja. Moja żona albo córka, gdyby były w niechcianej ciąży, to następnego dnia będziemy w hotelu w Amsterdamie i jeszcze zrobimy sobie z tego fajną wycieczkę po Europie”.

A ja sobie myślę, że może lepiej by było dla niego, by pozostał przy oryginalnej wypowiedzi i nie wchodził na zbyt trudne dla siebie ścieżki. Ja oczywiście wiem, że im którykolwiek z nich zobowiązania, tym bardziej musi przy każdej okazji podkreślać, jest bardziej wplątany w nałogi, kredyty i różnego rodzaju że jest bardzo zamożny. Niedawno mieliśmy, również pisarza, Szczepana Twardocha, który opowiadał o tym jak praktycznie na okrągło spędza czas w Toskanii, zażerając się truflami, po czym, w reakcji na tę żenadę, został potraktowany szyderstwem jakiego świat nie widział, a teraz ten biedaczek naraża się na kpiny, choćby ze strony takiego artysty estradowego Zenka Martyniuka, czy znanej z Internetu komediowej trupy o nazwie Abstrachuje. I jeszcze na dodatek wystawia na pośmiewisko swoje Bogu ducha winne dziecko, donosząc, że zmuszone ono jest chodzić do prywatnej szkoły. I to w czasach gdy nawet najbardziej tępi nowobogaccy wieją z prywatnych szkół gdzie pieprz rośnie, w obawie, że na starość będą musieli utrzymywać jakiegoś tragicznego idiotę. Swoją drogą, czy to możliwe, że mały Zygmuś też wyszedł z którejś z prywatnych szkół?

***

Nieco wcześniej wspomniałem o aktorze Macieju Stuhrze, który śladem swoich słynnych kolegów celebrytów, w wypowiedzi dla tygodnika „Wprost” oświadczył, że zdecydował się na emigrację. Jeśli ktoś przegapił ową deklarację, służę uprzejmie:

„Czy mnie się jeszcze w ogóle chce być patriotą? Czy mam w sobie wystarczająco dużo determinacji, by toczyć bój o sprawy, o które w mojej opinii walczyć trzeba? Czy zostawić to innym? Bo ileż można się kopać z koniem? Może trzeba rzucić kraj, wyjechać w cholerę, żyć gdzie indziej, przestać się zamartwiać tym, co się dzieje w Polsce? Bo, czy nie szkoda życia na to? Rozmawiam z żoną o tym, czy nie warto byłoby pokazać dzieciom jakiejś innej rzeczywistości, może nie na zawsze, może na rok?”

Oczywiście nikt w tę gadkę Stuhrowi nie uwierzył, zwłaszcza gdy nikt tak dobrze jak on sam nie wie, że nigdzie nie będzie mu tak wygodnie jak w Polsce, ale coś tam się jednak musiało podziać, bo chwilę później, jak się właśnie dowiedziałem, Stuhr wszystko odwołał, powiedział, że się nigdzie nie wybiera, państwowe media jego wypowiedź przekręciły i na koniec dodał, że w jednej z krakowskich parafii jest ksiądz, którego on życzy sobie widzieć w swoim teatrze.

Swoją drogą to bardzo ciekawe. Czyżby jemu w czasach pandemii tak dobrze się powodziło, że planuje przeprowadzać weryfikację widzów pod kątem ich stosunku do Strajku Kobiet i przed każdym spektaklem będzie wychodził na scenę i krzyczał: „Pisiory wypierdalać!”?

***

A to przecież i tak nie stanowiłoby czegoś szalenie oryginalnego. Jeszcze w roku 2008, tuż po tym jak Prawo i Sprawiedliwość zostało w ciągu zaledwie trzech tygodni zniszczone przez projekt „Schowaj babci dowód”, na początku jednego ze swoich występów popularny artysta estradowy Maciej Maleńczuk wrzasnął w stronę publiczności, by wszyscy ci, którzy głosowali na PiS „wypierdalali”. Jak wspomniałem, był to rok 2008, a zatem ponad 12 lat temu, gdy polityka miłości Donalda Tuska dopiero się rodziła, więc cokolwiek byśmy sobie o Maleńczuku myśleli, musimy docenić nie tylko jego obywatelskie zaangażowanie, ale może przede wszystkim autentyczny dar prorokowania. Jest jednak jeszcze coś. Otóż będąc autentycznym pionierem czasów, które dopiero miały nadejść, nie dał się on złamać ani kolejnym latom rządów Platformy Obywatelskiej, ani Katastrofie Smoleńskiej, ani zapowiadanemu przez pełne osiem lat końcu Prawa i Sprawiedliwości, ani wreszcie spektakularnemu upadkowi wspieranego przez siebie projektu, i dziś, po wszystkich tych latach nagrywa piosenkę, w której wyśpiewuje takie oto słowa:

„Nowi Polacy, skąd wzięli się tacy
Nagle na tacy coś dostał pod nos
I choć kołaczy nie ma bez pracy
Kołacze Polaczek i zasila trzos
Brzuch swój za darmo napełnia złą karmą
Pcha się w kolejce po tani los
Za całą tą egzystencję marną
Jak psu każą dać mu głos
”.

Otóż ja oczywiście nie mam żadnego interesu, by dbać o kondycję naszej opozycji i coś tym nieudacznikom doradzać, ale co mi tam, niech znają moje dobre, a bezinteresowne serce. Drodzy Państwo, choćbyście się wspięli na wyżyny politycznej przebiegłości i od jutra zaczęli wygrywać każdą kolejną potyczkę z prezesem Kaczyńskim i jego ludźmi, cały Wasz wysiłek zostanie w jednej chwili unicestwiony przez aktywną obecność osób takich jak Maciej Maleńczuk. Mało tego. Nawet gdyby udało się Wam gdzieś znaleźć nowego Cybę, tyle że znacznie bardziej od pierwowzoru skutecznego, do czasu gdy wciąż Was będą reprezentowali ludzie o inteligencji i wrażliwości Macieja Maleńczuka, pokona Was nawet pozostały po Prezesie kot Czaruś.

***

A propos Czarusia, wciąż nie znamy przyszłych losów Rafała Trzaskowskiego. Po ostatnich wyborach prezydenckich wydawało się, że wznosząc na swoich sztandarach ową jak najbardziej godną szacunku liczbę 10000000, ruszy on w bój i stworzy siłę, która pozwoli mu na wiele kolejnych lat stać się opozycyjnym przywódcą na miarę wyzwań jakie ową opozycję niechybnie jeszcze czekają. Tymczasem, jak wiele na to wskazuje, wystarczyło że jakiś żartowniś na Twitterze rozpuścił plotkę, że Trzaskowski jest tak naprawdę grubaskiem o bardzo niedużym wzroście, by on nie był w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek sensownego ruchu dopóki nie udowodni światu, że tak naprawdę jest człowiekiem bardzo wysokim. I teraz właściwie jego przeciwnicy mają niezwykle proste zadanie: ile razy Rafał Trzaskowski spróbuje powiedzieć, czy zrobić coś godnego uwagi, wystarczy że gdzieś w Internecie ktoś zapyta, czy to prawda, że on ma półtora metra wzrostu, Wiadomości TVP to powtórzą, jego służby prasowe natychmiast mu o tym doniosą i to wystarczy, by z niego uszła cała para.

W sumie to bardzo ciekawe, czy on przypadkiem nie chodził do prywatnej podstawówki?

 

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Sześć krótkich kawałków na zasypanego śniegiem koronawirusa

 

Po dwumiesięcznej, świątecznej przerwie przedstawiam swój najnowszy zestaw krótkich kawałków do zabawy, które już niedługo ukażą się w kolejnym wydaniu miesięcznika „Polska Niepodległa”. Swoją drogą polecam.

 

 Dziś wprawdzie większość z nas żyje przejęta sposobem w jaki System dał nam do zrozumienia, że jesteśmy nikim i że można nam to pokazać, gasząc nas dokładnie tak jak się gasi światło i pewnie wypadałoby powiedzieć coś na ten temat, zanim jeszcze nasze słowa zostaną zamienione w nic nie znaczącą papkę, ja jednak spróbuję – zgodnie z zaleceniami nieśmiertelnego Norwida – owemu złu się „odejrzeć” i robić swoje, jak gdyby nigdy nic. A przyznać należy, że rozmawiać jest o czym. I to nie wychylając się poza te nasze polskie poletko. Róbmy więc. Swoje.

 

***

 

Oto, proszę sobie wyobrazić, kierowany przez niejaką Aleksandrę Sobczak portal wyborcza.pl opublikował list pewnej mamy, która postanowiła się podzielić troską o to w jaki sposób jej córka jest traktowana przez swoje szkolne koleżanki. A jest mianowicie tak, że w klasie do której owo dziecko uczęszcza zapanowała moda na tak zwaną „nowoczesność”, w związku z czym rządząca w klasie grupa zażądała od całej reszty, by ta przestała się identyfikować jako „chłopak”, czy „dziewczyna”, i od dziś występowała jako „osoba”. Jak rozumiem, presja była tak duża, że owo szkolne towarzystwo solidarnie przyjęło nowy styl, z wyjątkiem córki owej skarżącej się pani, która uparła się, że jest dziewczynką. W efekcie jest ona przez większość koleżanek dręczona do tego stopnia, że jej życie w klasie stało się udręką, no i w obronie swojego dziecka jej mama napisała do redakcji „Wyborczej” swój list.

Czytałem to co owa mama napisała i muszę przyznać, że ów list jest tak łagodny, uprzejmy i pełen zrozumienia dla wrażliwości drugiej strony, że ja bym tak zwyczajnie nie potrafił. Można wręcz odnieść wrażenie, że owa kobieta bardziej niż z pretensjami, zgłasza się do „Wyborczej” z prośbą o dyskusję, w jaki sposób można by było doprowadzić do zgody między zaangażowanymi w sprawę stronami. I oto, proszę sobie wyobrazić, najpierw na list zareagował na Twitterze znany w środowisku artysta-homoseksualista Jacek Dehnel publikując komentarz, w którym ową mamę i jej córkę brutalnie wyszydził, po nim odezwała gromada wspierających go hejterów, na końcu redakcja „Wyborczej” list wspomnianej mamy usunęła, a naczelna Sobczak opublikowała następujące wyjaśnienie:

„Usuwamy ten list. Bardzo przepraszam za tę publikację. Nie mam nic na nasze usprawiedliwienie. W czwartek fundacja Trans-Fuzja zrobi szkolenie dla naszej redakcji. Mam nadzieję, że to pomoże zwiększyć naszą wrażliwość. Jeszcze raz bardzo bardzo przepraszam”.

A mnie już nie pozostaje nic więcej jak wyrazić nadzieję, że owo szkolenie zaczęło się w czwartek o 7 rano i trwało do 21, z przerwą na podwieczorek, podczas której również można było skorzystać z toalety i szybkiego seksu.

 

***

 

Przyznać tu jednak muszę, że z tym seksem to chyba jednak mnie poniosło, bo diabli wiedzą co z tego wyniknie. Wprawdzie oni wszyscy robią wrażenie jakby byli w kondycji, gdzie o jakiejkolwiek prokreacji być nie może, ale kto wie, co natura może wymyślić, nawet gdy trafi na jakiegoś Jasia Kapelę. Kapela ów, człowiek w towarzystwie, owszem, popularny ogłosił niedawno, że jego „osoba partnerska” zaszła w ciążę, a w związku z tym nawet zdecydowała się zlecić owego dziecka zabójstwo, i on z niej dziś jest bardzo dumny. Ja oczywiście – mając okazję owego Kapelę widzieć raz na żywo – nie wierzę, żeby cała ta historia, włączając w to wspomnianą „osobę partnerską”,  miała cokolwiek wspólnego z prawdą, niemniej, jak mówię, diabli wiedzą. A zatem, może lepiej by było gdyby tej całej bandzie w jakiś sposób ograniczyć prawo do seksu. W jaki sposób? Tego oczywiście nie wiem, ale w końcu od czego mamy polityków Prawa i Sprawiedliwości? Oni nie takie problemy potrafili  rozwiązywać.

 

***

 

Swoją drogą dyskusja na temat tego kto jest głupszy, politycy , dziennikarze, czy artyści, trwa od lat i wydaje się nie mieć końca. W ostatnich latach politycy jakimś cudem zostali przez artystów i dziennikarzy odsunięci na dalszy plan, po pewnym czasie na pewien czas wrócili, głównie za sprawą Borysa Budki oraz Marcina Kierwińskiego, by znów przegrać, tym razem z Tomaszem Lisem i Bartoszem Węglarczykiem, ostatnio jednak wydaje się, że pod – swoją drogą bardzo niepokojącą – nieobecność Daniela Olbrychskiego, na czoło wysuwa się ekipa artystów. O pisarzu Dehnelu wspominałem w pierwszej odsłonie dzisiejszej „Tablicy”, tymczasem nie mogę nie wspomnieć o wystąpieniu znanego powszechnie Krzysztofa Materny. A wszystko zaczęło się od tego, że na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, uznając że lekarze jako twardzi zawodnicy, mogą poczekać, zaszczepiono cała grupę artystów właśnie, w tym wspomnianego Maternę. Kiedy sprawa przybrała rozmiary ogólnopolskiej afery, głos zabrał Minister Zdrowia i wezwał wszystkich tych przedstawicieli sztuk wszelakich, by w ramach ekspiacji zgodzili się przepracować określoną liczbę godzin jako wolontariusze na oddziałach szpitalnych, gdzie toczy się walka o życie osób zakażonych koronawirusem. Propozycja jak propozycja – wyjątkowo niemądra, zwłaszcza gdy wyobrazimy sobie katastrofę do jakiej musiałoby dojść gdyby nagle szpitale zostały opanowane przez bandę półprzytomnych pijaków, to natomiast co na mnie osobiście szczególnie poruszyło, to reakcja na ów apel wspomnianego Materny, który bardzo rozsądnie uniknął zastawionej na siebie pułapki. Posłuchajmy:

„Jestem wolontariuszem od bardzo dawna, ja pomagam służbie zdrowia od lat, ja w okresie pandemii przekazałem swoją emeryturę na rzecz pielęgniarek, ja wspierałem razem z Krystyną Jandą strajk lekarzy-rezydentów, ja interesuję się służbą zdrowia i wszystkimi niedoskonałościami w tej służbie od lat. Wziąłem udział, tak samo jak cała grupa moich przyjaciół, którzy uczestniczą w tej całej aferze, w tysiącach akcji charytatywnych. Ja, zanim się szczepiłem przypadkowo, mogę powiedzieć bardzo śmiało, że na temat szczepień publicznie mówiłem tysiące razy, napisałem na ten temat felieton”.

Ja oczywiście pozostaję pod ogromnym wrażenie tego „tysiąca akcji charytatywnych”, w których wziął udział Krzysztof Materna, a zwłaszcza wspomnianego „felietonu”, który on napisał na temat szczepień, niemniej muszę przyznać, że najbardziej mnie jednak cieszy to, że on – podobnie jak większość jego kolegów artystów – zamiast na terenie szpitali, będzie dalej pił u siebie w domu. W końcu, nawet w nowych, tak szybko zmieniających się czasach, pewne granice powinny zostać zachowane.

 

***

 

A przyznać trzeba, że z tym nie jest łatwo. Oto, gdy wydawało się że przynajmniej wspomniany wcześniej Daniel Olbrychski nie będzie się już nam pokazywał na oczy, okazało się że wykrakałem, bo w dokładnie w tej samej chwili gdy piszę te refleksje, ów ciekawy człowiek jednak się nam objawił i to nie na plotkarskich portalach z plastrem na czole, ale u samej redaktor Moniki Olejnik w kultowym gdzieniegdzie programie „Kropka nad i”. Choć muszę z góry zastrzec, że ze względu na wyjątkowo egzotyczną naturę bohaterów wspomnianego zdarzenia, nie jesteśmy w stanie ogarnąć faktycznego przebiegu zdarzeń i ich sensu, niemniej wydaje się, że było tak iż poproszony przez Olejnik o opinię na temat afery ze szczepionkami dla celebrytów, stwierdził, że „Krysia” na tę szczepionkę zasłużyła, ale Polacy nie potrafią tego przyjąć do wiadomości, bo są „bezdennie głupi”, ktoś tam na Wiertniczej zadecydował, że tego akurat ludziom puścić nie można, Olbrychski na to dostał jasnej cholery, zadzwonił do Olejnik i ją zwyzywał, ona się obraziła i zażądała przeprosin... no i obecnie państwo prowadzą ze sobą wymianę za pośrednictwem emisariuszy, czyli z jednej strony, „partnera” Olejnik, niejakiego Tomka, a z drugiej, którejś z żon Olbrychskiego, czyli Olbrychskiej.

 

***

 

Ja akurat bym na tę Olbrychską dziś jeszcze większej uwagi raczej nie zwracał, jednak uważam, że nie zaszkodzi mieć na nią oko. Otóż ona w reakcji na tę awanturę wewnątrz szajki, która, jak się zdaje, zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, opublikowała na Facebooku sążnisty elaborat na ponad tysiąc słów, w którym wspomina coś o „szanowanej hierarchii” i robi to tak, że można poczuć ów słynny „zapach napalmu o poranku” Coppoli. Proszę posłuchać:

„Cała ta ‘szczepionkowa afera’ została bardzo precyzyjnie przygotowana żeby po raz kolejny uderzyć w ludzi ważnych, szanowanych, cenionych i lubianych. Zasłużonych. Atak na wartości, na ważne zasady życia społecznego, na szanowaną hierarchię, zwykle zaczyna się od uderzenia w kulturę. Tego jesteśmy świadkami. Pamiętamy, tak było w Chinach. Uderzyć w kulturę to zachwiać najtrwalszym porządkiem rzeczy”.

A więc, jak mówię, śpijmy z jednym okiem otwartym, bo oni chyba dopiero nam pokażą, co im leży na tych ich czarnych sercach.

 

 


 

 

niedziela, 22 listopada 2020

Kilka krótkich kawałków na pożegnanie roku

 

Ponieważ coś mnie powstrzymało przed kolejną notką na tematy amerykańskie, a z kolei nie umiałem się zainteresować niczym innym, na tyle mocno, by z tego powstały jakieś szczególnie ciekawe refleksje, pomyślałem sobie, że może przedstawię najnowszą serię moich krótkich kawałków, jakie publikuję od pewnego czasu dla miesięcznika „Polska Niepodległa”. Bardzo proszę.

 

 

 

Gdy dziś cały świat świat żyje dwoma wydarzeniami, a więc COVID-em oraz Ameryką szykująca się do wojny domowej, to i my chyba nie mamy wyjścia, jak machnąć ręką na cały ten tak zwany Ogólnopolski Strajk Kobiet i zająć się sprawami poważnymi. Chyba jednak byśmy tego nie przeżyli, gdybyśmy nie odstąpili choć odrobinę miejsca głównej bohaterce owego wspomnianego strajku i tym, którzy najpierw zamontowali jej pod pachami te sznurki, a dziś za nie z coraz większym zaangażowaniem pociągają. Otóż osobiście nie mam pojęcia, co to za czarny umysł wpadł na pomysł, by głównym hasłem owego ruchu uczynić hasło „Wypierdalać”, a następnie kazać wszelkie inne obelżywości publicznie wykrzykiwać na co dzień zupełnie porządnym i grzecznym dzieciom, przyznać jednak muszę, że to autentycznie działa. Działa do tego stopnia, że nawet sama Marta Lempart nakręciła się aż tak bardzo, że na urządzanych każdego dnia przez siebie konferencjach prasowych wykrzykuje do dziennikarzy, których nie lubi, owo niezwykłe zupełnie hasło. Co ciekawe, ona nie dość że czyni to zupełnie bezkarnie, to jeszcze jest do tego zachęcana przez uniwersytety oraz Polską Akademię Nauk, z których nadeszły poważne, podpisane przez najwybitniejszych profesorów ekspertyzy, że używanie zamiast przecinków słowa „kurwa”, może być traktowane jako zarówno dowód cywilizacyjnego upadku, jak i intelektualnej wzniosłości... zależnie od miejsca i okoliczności. I to jest, moim zdaniem, moment, w którym możemy przejść do sytuacji w Stanach Zjednoczonych.

 

***

 

Do dnia, w którym realnie dowiemy się, kto przez najbliższe cztery lata będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych, zostały jeszcze ponad dwa miesiące, ale już dziś widać, że światowe media, oraz pozostałe lewactwo, zaczynają czuć pismo nosem i szykują się do wojny jakiej współczesny świat nie widział. Oto dziś, gdy piszę te słowa, po wpisaniu do wyszukiwarki hasła „Donald Trump” Google proponuje trzy artykuły, wszystkie z CNN. Pierwszy z nich zadaje pytanie, czy Donald Trump przygotowuje zamach stanu, drugi czy on nadal planuje chodzić obrażony, podczas gdy Ameryka umiera na COVID, no i trzecie, już z bezpośrednim pyatniem kierowanym do czytelnika, czy on jest za Trumpem, czy za demokracją. A ja w tym akurat przypadku zauważam pewną istotną zamianę. Otóż po kilku tygodniach nieustannego bombardowania opinii publicznej informacją, że wybory są już rozstrzygnięte i Donald Trump powinien pakować manatki, kolejne doniesienia na temat kolejnych wyborczych oszustw, najwyraźniej sprawiają, że zarówno CNN i cała reszta zdecydowali się zwrócić już bezpośrednio do Trumpa z pytaniem, czy on faktycznie chce utopić Amerykę w morzu krwi.  Proszę zwrócić uwagę na to, co się dzieje: otóż oni najpierw doprowadzili ludzi do czystej, histerycznej wręcz euforii, wmawiając im, że dzięki ich wspólnemu wysiłkowi Donald Trump został pokonany, a dziś zaczynają im walić kijem po kratach, powtarzając w kółko, że jednak dziś kolacji nie będzie. Czy to nam przypadkiem czegoś nie przypomina?

 

***

 

Oczywiście że tak. Ową metodę utrzymywania ludzi w stanie nieustannego podenerwowania znamy bardzo dobrze, obserwując w jaki sposób ona jest realizowana tu u nas w Polsce. Od niemal sześciu już lat najbardziej agresywne lewactwo jest na zmianę atakowane albo radosną informacją, że zwycięstwo jest tuż-tuż, albo kolejną, że niestety to jeszcze nie teraz. Emocjonalny poziom owych doniesień jest tak wielki, że ci, do których one są kierowane, żyją w stanie ciągłej histerii, z której jedynym wyjściem w pewnym momencie jest wyjście na ulicę z wrzaskiem „wypierdalać” na ustach. A ja myślę sobie, że to wciąż nie jest jeszcze nic złego. Gorzej, gdy oni zaczną biegać z nożami i wbijać je we wszystko co spotkają na swojej drodze. Aby zrozumieć,  że tak może się jak najbardziej stać, wystarczy spojrzeć na zachowanie nie tyle tych dzieci z czerwonymi, nazistowskimi błyskawicami wymalowanymi na czołach, bo one, jak tylko każe im się wrócić do szkoły, to o wszystkim zapomną, czy nawet na tę całą Martę Lempart, która, co by nie mówić o psychicznym stanie w jakim się znalazła, głównie jednak dba o swoje finansowe interesy, ale na to co mówią i jak się zachowują tak zwane gwiazdy, a więc aktorzy, pisarze, czy piosenkarze. Oto przed nami piosenkarka pełną gębą, czyli niejaka Natalia Przybysz. Z pewnym smutkiem muszę tu powiedzieć, że z korzyścią dla przekazu o wiele lepiej byłoby, gdybyśmy mogli wysłuchać pani Przybysz na żywo, wraz z głosem, obrazem i gestem, no ale może nam się uda przynajmniej częściowo skorzystać z własnej wyobraźni. Proszę zatem o uwagę:

„To co mi przeszkadza w Polakach to to, że oni średniowieczem się tak fascynują. I w ogóle wydaje mi się, że Polacy w masie takiej, takiej mięsożernej masie, po prostu utknęli mentalnie w czasach średniowiecza.  Pojechałam na spływ kajakowy, płynęliśmy przez piękne okolice, ale co jakiś czas rzeka okazywała się plażą. I na tej plaży po prostu lud się kąpał. I te dźwięki, które wydają zmasowani ludzie, Polacy, z grillem, z kiełbasą, z brzuchem, z czerwoną, opaloną głową, to jest coś średniowiecznego. To jest coś co mnie przeraża w Polakach. Średniowiecze”.

A ja powiem szczerze, że się pani Przybysz nie dziwię, bo to jest właśnie efekt tego nieustannego atakowania jej biednej głowy raz informacją wywołującą u niej szaloną radość, a raz wisielczą rozpacz, i tak na zmianę, godzina po godzinie, dzień po dniu. W końcu, kto by to wytrzymał i nie zwariował?

 

***

 

A co powiedzieć, gdy do tego nagle dojdzie jeszcze cały ten COVID, te maseczki, tak zwany „dystans społeczny”, a na to jeszcze zostaną nałożone owe godziny dla seniorów? Oto, proszę sobie wyobrazić, że w ostatnich dniach gwiazdą medialnych doniesień na temat pandemii została piosenkarka Edyta Górniak, która, jak się okazuje, związała się ze środowiskami narodowymi i prawdopodobnie pod wpływem ich liderów, ogłosiła że wirus nie istnieje, w szpitalach nie leżą ludzie autentycznie chorzy, lecz „statyści”, a całą tę zarazę wymyślił Bill Gates w celu zdepopulowania ludzkości przy pomocy stworzonej przez siebie szczepionki. Ja oczywiście owej fascynacji opiniami kogoś takiego jak Edyta Górniak nie rozumiem, ale jej słowa wywołały prawdziwą burzę, podczas której wypowiedzieli się zarówno politycy, dziennikarze, artyści, lekarze, prawnicy, a nawet sami chorzy, z których kilku odpowiedziało piosenkarce nawet napisanymi przez siebie wierszami. Doszło wręcz do tego, że pojawiły się propozycje, by Górniak za negowanie pandemii wsadzić za kraty. Przypominam, mówimy o piosenkarce Edycie Górniak. Ona sama zresztą się tym atakiem nie przejęła i wygłosiła potężny manifest, którego pełnej treści tu przytoczyć nie jestem w stanie, ale uważam, że drobny fragment nie zaszkodzi:

„Ten nieskończenie piękny, stary Świat rozpada się na Naszych oczach. Co myśmy wszyscy sobie wzajemnie zrobili... (?) Czy możemy jeszcze samych siebie ocalić ?

Mieliśmy 2.000 lat na zrozumienie, czym jest istota życia. Czym jest Dusza Ziemi, która pozwala nam tu żyć i czym w człowieku jest Miłość.

Mieliśmy tyle czasu na zrozumienie, że tylko język Miłości i łagodności może cokolwiek uleczyć, cokolwiek zbudować i ochronić.

Jeśli historia się powtórzy znaczy to, że niczego się nie nauczyliśmy i rozpoczniemy ten sam proces samozniszczenia i samozagłady, jaki znamy z historii Naszych Przodków.

Nie chodzi o to, aby być biernym i uległym lecz o to, aby zrozumieć, że Cud dokonać może się wyłącznie wtedy, kiedy staniemy w obronie Źródła dobra i Miłości. W innym wypadku, to Nie Bóg stanie przy Naszym ramieniu, lecz ktoś inny... A wtedy nastanie koniec człowieka w człowieku

Wciąż powtarzamy te same błędy. My, ludzie inteligentni, mądrzy, pracowici, kreatywni i wrażliwi, którzy dostaliśmy Wolną Wolę nadal nie pojmujemy czym Ona jest. Nadal nie potrafimy właściwie z niej korzystać. Żaden z Nas”.

I co? Zatkao kakao? Na takie dictum nawet Joe Biden ze swoim sztabem szulerów nie pomoże.



 

 

poniedziałek, 19 października 2020

Cztery krótkie refleksje na tematy psychiatryczne

 

Ci co lubią mieć wszystko na papierze, muszą poczekać do listopada, ale ponieważ wydarzenia zmieniają się z dnia na dzień i na nas nie czekają, więc tu już dziś najświeższy zestaw moich krótkich refleksji pisanych co miesiąc dla „Polski Niepodległej” pod wspólnym tytułem „Wezwani do Tablicy”. Swoją drogą, polecam.

 

Po wielu latach, wydawało się że daremnych oczekiwań, cała Polska usłyszała nazwisko Roman G., a Bóg mi świadkiem, że wielu z nas owego dnia wyczekiwało jak kania dżdżu. No więc stało się i choć doświadczenie uczy, że koniec owej satysfakcji będzie równie raptowny jak jej pojawienie się, darowanemu, nomen omen, koniowi w zęby zaglądać nie wypada. Oto przy okazji wspomnianego wydarzenia mogliśmy przeżyć dwa dodatkowe wesołe momenty. Pierwszy z nich to błyskawiczna wręcz reakcja stacji TVN24, która tego samego dnia zoraganizowała rozmowę z żoną Pana Mecenasa, Barbarą Giertych, która wystąpiła w sztandarowym projekcie stacji „Kropka nad i” i zupełnie jak zagubione we mgle dziecko oświadczyła, że „mój mąż nie jest pospolitym przestępcą, którego trzeba zakuwać w kajdanki”. Oczywiście, najciekawsze w tym wszystkim jest zapewnienie pani Giertychowej, że Roman nie jest „pospolitym przestępcą”. Przepraszam wszystkich bardzo, ale gdybym ja został zatrzymany przez CBA, to jestem oczywiście pewien, że moja żona i dzieci by mnie broniły, ale nie wyobrażam sobie, by którekolwiek z nich robiło to, zapewniając, że ja nie jestem przestępcą „pospolitym”. Oni oczywiście by pewnie mówili, że jestem człowiekiem niewinnym, a kto wie, czy wręcz nie świętym, że to zatrzymanie to pomyłka, że ja nigdy w życiu nie zrobiłem nic złego, no a może nawet że ze mnie „dupa nie przestępca”, ale tego by którekolwiek z nich uznało za stosowne robić mi reklamę, twierdząc, że ja nie jestem przestępcą „pospolitym”? Nie, to jest nie do wyobrażenia. 

Nie znam Barbary Giertych z jej innych wystąpień, ale trudno mi sobie wyobrazić, że ona jest aż tak głupia, by aż tak fatalnie wrabiać swojego było nie było męża. A jeśli mam rację, to jedynym wyjaśnieniem tego czegoś jest tak zwana „freudowska pomyłka”. Ona chciała powiedzieć „przestępca”, a wskoczyło jej jeszcze to słowo „pospolity”. No a skoro tak, to możemy podejrzewać, że ona jest naprawdę w ciężkiej histerii. No a skoro tak, to tym razem zapewne idzie na ostro.

***

Druga rzecz, na którą zwróciłem uwagę, to ten, że pani Giertychowa w ogóle ma pretensje, że agenci CBA założyli jej mężowi kajdanki. I znów bardzo przepraszam, ale nawet gdyby on faktycznie był zaledwie zwykłym rabusiem, a nie człowiekiem od specjalnych zleceń, to ich psim obowiązkiem było mu te kajdanki założyć. Dlaczego? Nie trzeba otóż być uznanym adwokatem, by wiedzieć, że od momentu gdy państwowe służby zatrzymają kogokolwiek, ten ktoś w tym samym momencie trafia pod opiekę państwa i ono nie może go na moment spuścić z oka, choćby po to, by on sobie czegoś złego nie zrobił, tak choćby jak to było w przypadku niegdysiejszej Barbary Blidy. To zresztą akurat jest bardzo dobry przykład. Jak wiemy, Blida popełniła samobójstwo w momencie gdy poszła zrobić siusiu i na tę jedną chwilę, funkcjonariuszka dyskretnie odwróciła od niej wzrok. Niewykluczone, że tu sytuacja była – lub mogła być –  bardzo podobna. Jak wiemy, w pewnym momencie G. zażyczył sobie udać się do toalety, jednak tym razem funkcjonariusz udał się tam razem z nim i jak podejrzewam, miał na niego oko przez cały czas. Co tam się działo, pojęcia nie mam i mieć nie mogę, ale ponieważ wiemy, że w pewnym momencie  G. padł tam zemdlony i trzeba go było odwieźć do szpitala, nie zdziwiłbym się gdyby on tam się udał nie po to, by się wysiusiać, czy nawet zrobić coś większego, ale w zupełnie innym celu i to czujne oko agenta CBA tak go zestresowało, że niemal nie wykitował. Niech więc pani Giertychowa przestanie marudzić, a za to wykaże wdzięczność polskiemu państwu za to, że pozwoliło jej mężowi nadal cieszyć się życiem. Że cieszyć się nie w pełni, to inna sprawa. Najważniejsze jednak, że człowiek żyje.

***

Ponieważ dzisiejszy dzień w ogóle aż błyszczy od kolejnych zatrzymań i zrobiło się w związku z tym tak radośnie, że nawet pojawiły się żarty, że może niedługo, gdy tylko dzienna liczba zachorowań z powodu koronawirusa przekroczy w Polsce poziom dwudziestu tysięcy, to dojdzie też do aresztowania Donalda Tuska, mógłbym właściwie całe dzisiejsze wydanie „Wezwanych” poświęcić innym „niepospolitym” przestępcom, których dobre wychowanie nie pozwala zakuwać w kajdanki, ale może dziś akurat machnę na nich ręką i skupię się na wspomnianym Donaldzie Tusku. Ten, podobnie jak telewizja TVN, również w jednej chwili zareagował na zatrzymanie Romana G. – przy okazji przepraszam bardzo, że z uporem godnym lepszej sprawy, zamiast pisać normalnie „Giertych”, używam tej literki, ale nie mogę sobie pożałować tej przyjemności – i zamieścił na Twitterze taki oto swój tweet sprzed kilku miesięcy :

„Roman Giertych naraził się władzy ujawniając jej korupcyjny charakter i broniąc jej oponentów. Dziś po raz kolejny obnażył też istotę jej bezprawnych działań w wymiarze sprawiedliwości. Nie darują mu tego. Możemy się z nim różnić, ale w tej sprawie bądźmy z nim solidarni”.

A przypominając go, dodał swój aktualny komentarz: „ Nie myliłem się, niestety. Za dobrze ich znam”.

To jak się zachowuje Donald Tusk od czasu gdy przestał być „Królem Europy”, stanowi moim zdaniem bardzo dobry temat na światowy zjazd psychiatrów, ja bym jednak chciał zwrócić uwagę na tę wypowiedź z jak najbardziej merytorycznego punktu widzenia. Z tego co widzimy, dziś w Polsce są całe miliony ludzi, którzy w przeróżny sposób, często jak najbardziej agresywny i wcale nie mniej spektakularny od G., ujawniają „bezprawny charakter działań obecnej władzy” oraz obnażają „istotę jej bezprawnych działań”. Są to i różnego szczebla związani z opozycją politycy, ale również dziennikarze, działający zarówno centralnie jak i lokalnie, ale też mniej lub bardziej popularni uczestnicy różnego rodzaju forów internetowych. Krótko mówiąc, w niektórych kręgach informacja, że Polska wpadła w ręce najbardziej skorumpowanej władzy od wieków, stanowi powszechnie uznaną prawdę. Jeśli więc nagle ktoś taki jak Donald Tusk sugeruje, że pewien upadły polityk, a dziś związany z opozycją adwokat, stanowi dla tej władzy aż takie zagrożenie, że ona nie spocznie dopóki go nie zniszczy, to znaczyć musi, że on wie coś znacznie więcej nie tylko od nas, ale przede wszystkim od samej tej rzekomo tak bardzo zepsutej władzy. A ja mam oczywiście wielką nadzieję, że doczekam dnia, kiedy on nam sam opowie, co pisząc tego dziwnego tweeta miał na myśli.

***

Ponieważ obawiam się, że część Czytelników może być zawiedziona, że dzisiejszy odcinek nie przyniósł im żadnych doniesień z terenów w których gniją tak zwani celebryci, na sam koniec chciałbym parę słów poświęcić bywającej tu od okazji do okazji pisarce Marii Nurowskiej, zwłaszcza że pojawił się temat zabójstw politycznych. Otóż owa dziwna kobieta, udzielając się ostatnio, podobnie jak Donald Tusk, w mediach społecznościowych, zamieściła komentarz na temat śp. Lecha Kaczyńskiego, w którym wyraziła opinię, że zmarły w Smoleńsku Prezydent: „Zniknie z pomników. Tak będzie! Niczym sobie nie zasłużył na pamięć, poza tym, że zginął w wypadku, ale wraz z nim odeszli bardziej zasłużeni od niego ludzie”. W dalszej kolejności Pani Pisarka swój komentarz uzupełniła następującą informacją:

„Po moim wpisie o Kaczyńskim zadzwonił do mnie mój francuski tłumacz: Maria, co ty wypisujesz, nie dotykaj sprawy Lecha Kaczyńskiego, to są bardzo niebezpieczni ludzie, oni ciebie zabiją! Odpowiedziałam mu: Umierać za ojczyznę jest słodko...”.

Ktoś powie, że to jest bardzo ciekawe, że Donald Tusk, po tych wszystkich latach, postanowił konkurować z kimś takim jak pisarka Maria Nurowska. Kto inny, nie skory do ironii, zauważy słusznie, że jest czymś absolutnie obrzydliwym stroić sobie żarty z ludzi, którzy naprawdę ginęli za Ojczyznę, w przekonaniu, że śmierć za Ojczyznę to dobra śmierć, a czymś jeszcze bardziej obrzydliwym jest się ową obrzydliwością chwalić publicznie. Ja jednak nad tą panią wyżywać się nie mam zamiaru. Wystarczy że powiem, że jest mi naprawdę bardzo miło czuć tę satysfakcję, że po tylu latach wyczekiwania, udało nam się doprowadzić zarówno ją, jak i samego Donalda Tuska, do psychicznej choroby. Jak słyszę tu i ówdzie, nie ma nic gorszego co może człowieka w tym życiu spotkać.



 

 

 

 

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...