Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2017

Gdy Adrian ostatecznie zdechł

          I oto nadzszedł odpowiedni moment, by zamieścic tu mój najnowszy felieton dla „Warszawskiej Gazety”. Bardzo, moim zdaniem, pouczający. Zachęcam. Wprawdzie ostatnie deklaracje prezydenta Dudy odnośnie ustaw reformujących sądownictwo, ale też ogólna, zdecydowanie lepsza atmosfera na linii rząd – prezydent, pozwalają nam poczuć odrobinę optymizmu, uważam jednak, że dobrze by było się zastanowić, dlaczego w ogóle doszło do kryzysu. Wśród głosów stawiających diagnozy, na pierwszy plan wybijają się te, które sugerują, że tak naprawdę Prezydent nigdy nie był „nasz”, że jego dawny epizod w Unii Wolności, podobnie jak rodzinne związki z Kornhauserami, czy wreszcie towarzyskie powiązania z krakowskimi elitami, determinują ów brak charakteru, który się ujawnił przy wetowaniu sejmowych ustaw. Pojawia się też argument, że sam Jarosław Kaczyński, zgłaszając kandydaturę Dudy na prezydenta, traktował go wyłacznie jako kartę przetargową i tak naprawdę nigdy nie wierzył, że ów człowie

Co po latach mówi do nas pan McLuhan?

        Posłanka Platformy Obywatelskiej, co ciekawe, jedna z bardziej medialnie rozrywanych, Kinga Gajewska, w wywiadzie udzielonym Robertowi Mazurkowi pochwaliła się, że uwielbia czytać, a ostatnio właśnie skończyła „Annę Kareninę”. Trudno powiedzieć, czy to z powodu jakichś wcześniejszych uprzedzeń, czy może przez to, że posłanka Gajewska zrobiła na nim odpowiednie wrażenie podczas samego spotkania, jednak usłyszawszy hasło „Anna Karenina”, Mazurek zareagował pytaniem „Autor?”, na co Gajewska najpierw zdębiała, a potem odpowiedziała pytaniem „Bułhakow?” Efekt jest taki, że w tej chwili z Gajewskiej śmieje się połowa Internetu, wymyślając jej od idiotek, a ja się zastanawiam, jak trzeba być nieprzytomnym, by w czasach, do których doprowadziła nas III RP, wierzyć jeszcze w to, że, opowiadając o przeczytanych lekturach, można komukolwiek zaimponować.        Musimy bowiem to wreszcie zrozumieć, że czytanie – i to czytanie czegokolwiek – dla większości społeczeństwa stało się zajęciem

Kiedy post-prawda dostała w nos

Obraz
Na dziś miałem w głowie coś zupełnie innego, jednak wczoraj żona moja podrzuciła mi coś, co moim zdaniem kradnie każdy show, a więc nie pozostaje mi nic innego jak wrzucic to tutaj z nadzieją, że znajdzie się wystarczajaco dużo osób choćby z podstawową znajomością języka, by to przyjąć. Naprawdę warto. Oto przed nami coś, co już nawet zyskało swoją unikalną nazwę: post-fact, względnie post-truth era. Szczęśliwie, reakcja była równie szybka. Zapraszam: Przypominam, że nasze książki dostępne są w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl .

Sześć krótkich kawałków na dłuższą refleksję

Jak się dowiadujemy, przez pewien czas „Polska Niepodległa” będzie dwutygodnikiem. Wedle informacji, które do mnie docierają, już za niedługo jednak to naprawdę ciekawe pismo wróci do cyklu tygodniowego, w większej objętości z nowymi autorami. Sam nie mogę się doczekać. Tymczasem zapraszam do swoich krótkich kawałków. Gdyby ktoś jeszcze parę lat temu nam powiedział, że przyjdzie czas kiedy to gdziekolwiek pojawi się  Ludwik Dorn, będzie go witał albo szyderczy śmiech, albo pełne zażenowania milczenie, na te proroctwa wzruszylibysmy ze wzgardą ramionami. Tymczasem okazuje się, że los potrafi płatać figle, jakich dotychczas wydawało się, że świat nie uniesie. I oto, jak się okazuje, wspomniany Ludwik Dorn, nie dość, że czołowy polityczny komentator stacji TVN24, to jeszcze felietonista tygodnika „Polityka”, na łamach tego drugiego, komentując przyznanie w Krynicy tytułu „Człowieka Roku” premier Szydło, spłodził takie oto zdanie: „ Najpierw zatrudnieni komentatorstwem biegli teoret

Kiedy wujcio Pawcio ostatecznie zwariuje?

       Niedawno, oglądając telewizję, wśród innych reklam lekarstw, banków, oraz samochodów, zobaczyłem i taką. Oto mały chłopoczyk pyta swoją mamę: „ Dlaczego wujcio Pawcio przy babci Marynce robi się taki malutki ”, na co mama odpowiada: „ Bo babcia go trzyma w kieszeni ”. W tym momencie pojawia się pytanie: „ A ty?” i widzimy Marka Kondrata, który, patrząc nam prosto w oczy, odpowiada: „ A ja sobie tego oszczędzam ”, a my już wiemy, że trzeba to co mamy w kieszeni natychmiast wyjąć, wpłacić do banku ING i cieszyć się swoją przezornoscią.        Kiedy po raz pierwszy obejrzałem tę reklamę, przyznaje, że byłem zdziwiony. Mimo że całemu systemu bankowemu życzę wszystkiego najgorszego i tylko wypatruję dnia, kiedy to wszystko runie, nigdy by mi nie przyszło do głowy, że ów upadek będzie tak szybki. Przepraszam bardzo, ale co to ma być??? Czy naprawdę doszło już do tego, że, jeśli oni wydają pieniądze, to już nie po to, by z tego mieć jakiś zysk, lecz wyłącznie w jednym jedynym celu,

Do czego służy Niemcom Wojciech Cejrowski?

Dziś proponuję, byśmy sobie poczytali mój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. On oczywiście nie zmieni w najmniejszym stopniu pozycji zajmowanej przez tego dziwnego człowieka w publicznej przestrzeni, niemniej nie ma nic gorszego, jak milczeć, podczas gdy trzeba krzyczeć. Jestem pewien, że gdyby zapytać któregokolwiek z czytelników „Warszawskiej Gazety”, kim jest Wojciech Cejrowski, nie znalazłaby się jedna osoba, która by zapytała: „Cej… co?”. Rzecz w tym, że są niewątpliwie w Polsce ludzie, którzy nie wiedzą, kim jest Maryla Rodowicz, czy zmarły niedawno Grzegorz Miecugow, że już nie wspomnę o Janie Pietrzaku, czy Jerzym Urbanie, natomiast to kim jest Wojciech Cejrowski, wie każdy. Czemu tak się stało, powiem szczerze, nie wiem, natomiast wiem na pewno, że tak jest. Wojciech Cejrowski to, pomijając prezydenta Andrzeja Dudę, prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czy premier Beatę Szydło, najbardziej rozpoznawalna osoba w Polsce. Jak wygląda sytuacja poza granicami, tego również

Madame L'Oréal, czyli historia pewnego opętania

Oto dotarła do nas wiadomość, że w wieku 94 lat zmarła Liliane Bettencourt i dziś najbogatszą kobietą świata jest jej córka, Francoise. Wiadomość jak wiadomość, natomiast wszystko nagle zaczyna wyglądać inaczej, gdy przeczytamy tekst, który się znalazł w mojej książce „39 wypraw na dziewiąty krąg”. Polecam serdecznie. Kiedy przyglądamy się tu życiu i karierze potężnych rodzin finansowych, i to niezależnie od tego, czy to jest rodzina tak liczna i słynna jak Waltonowie, lub Kennedy, czy już nie tak spektakularnie wypełniająca stronice kolorowych pism, jak powiedzmy synowie Truetta Cathy, praktycznie w każdym z tych przypadków można zaobserwować pewne stałe zjawisko, a mianowicie niezwykłą wewnętrzna solidarność. Oczywiście zdarza się niekiedy, że gdzieś tu i ówdzie trafi się jakaś czarna owca, niemniej reguła jest taka, że oni stoją wobec całego świata, jak skała. Czemu tak się dzieje? Wydaje się, że pierwszym powodem muszą być jednak te pieniądze. System bowiem jest tak skonstruowan

O różnicach między sztuką poważną a niepoważną

     Myślę, że niewielu z nas zna to nazwisko. Tu na Śląsku jednak, szczególnie w środowiskach akademicko-intelektualnych, Tadeusz Sławek jest gwiazdą pierwszej wielkości, i nie przesadzę, jeśli powiem, że akurat gdy chodzi o wspomniane kręgi, jego popularność przekracza granicę tego naszego grajdołka, sięgając i Krakowa, Poznania, a kto wie, czy nie i Warszawy. Ponieważ jednak większość czytelników tego bloga to ludzie prostoduszni, podchodzący do wszelkich kulturowych rewolucji z dużą ostrożnością, z myślą o nich właśnie wyjaśnię, kim jest Tadeusz Sławek. Otóż przede wszystkim – i jestem pewien, że on sam nie miałby nic przeciwko temu – przedstawiając go, należy zwrócić uwagę na jego wygląd, którego on chroni jak relikwi, a który upodabnia go do Jezusa, jakiego znamy ze świętych obrazów. No ale te włosy, broda i wąsy to zaledwie obraz, a Tadeusz Sławek to w każdym wypadku coś znacznie więcej niż obraz. Tadeusz Sławek to były rektor Uniwersytetu Śląskiego, poeta, artysta-performer, t

Jak duet Kurski - Fajbusiewicz zrobią nam wodę z mózgu

Obraz
      Spędzamy sobie tu czas na tym blogu, zajmując się rzeczami mniej lub bardziej istotnymi, od czasu do czasu jednak pojawi się coś zupełnie niespodziewanego, co nie dość że nie może zostać zlekceważone, to w dodatku nie może nawet czekać. Zanim jednak przejdę do rzeczy, muszę zrobić pewien wstęp.       Otóż – opisałem to zresztą w swojej książce „Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph” – miałem kiedyś bardzo bliskiego kumpla, dziś już niestety nieżyjącego, z którym w dawnych latach peerelowskich kupiliśmy sobie na spółkę w Pewexie płytę amerykańskiego zespołu o nazwie Chase. Chase nigdy nie byli szczególnie popularni, po paru zresztą latach działalności zginęli w katastrofie lotniczej i nie pozostało po nich choćby wspomnienie, jednak ja i mój kumpel lubiliśmy ich szalenie. Dziś, jak już wspomniałem, kumpel mój nie żyje, co się stało z tą płytą, nie mam bladego pojęcia, natomiast ten jeden album Chase, tak na marginesie, zatytułowany „Pure Music”, mam w głowie do dziś.

Siedem krótkich kawałków dla chwili relaksu

Mamy jeden dzień spoźnienia, ale damy radę. Rzecz w tym, że wczoraj w kioskach ukazał się kolejny numer znakomitego tygodnika „Polska Niepodległa”, a w nim kolejny zestaw moich kawałków do śmiechu na tematy okołopolityczne. Polecam. Dziś tutaj jednak przedstawiam to, co już za nami. Równie dobre. Było tak, że na warszawskim Mokotowie dwóch chuliganów wdarło się do zajezdni tramwajowej i pomazało farbą jeden z wagonów. Pracownicy zajezdni przyłapali chuliganów, jeden z nich zdołał uciec, natomiast drugi, mimo że bardzo dzielnie walczył, by się nie poddać, został ostatecznie zatrzymany, przyczepiony łańuchem do zniszczonego tramwaju i grzecznie poproszony, by w ciągu kolejnych kilku godzin osobiście i skutecznie tramwaj wyczyścić. Kiedy wydawało się, że wreszcie doczekaliśmy wszyscy czasów, gdzie przynajmniej w najbardziej oczywistych sytuacjach prosty obywatelski odruch wyręczył w jego cieżkiej pracy państwowy wymiar sprawiedliwości, okazało się, że obywatelska postawa pracowników za

Czy Rolling Stonesi mają coś do ukrycia?

      Proszę sobie wyobrazić, że właśnie dostałem wiadomośc od naszego kumpla Tomka Bereźnickiego, w której informuje mnie on, że przyszło mu wziąć udział w koncercie Rolling Stonesów. Przyznaje bez bicia, że jeszcze parę dni temu nie miałem bladego pojęcia, że tych czterech staruszków jeszcze się produkuje na scenie, natomiast tak się cudownie zdarzyło, że dokładnie w tym samym dniu, co Tomek wysłał mi maila z informacją o swojej przygodzie, znalazłem na Youtubie zapis całego koncertu wspomnianych Rolling Stonesów z Dusseldorfu czy Hamburga, więc byłem mniej wiecej na bieżąco.       W swoim mailu Tomek pisze coś dla mnie absolutnie niezwykłego, a co ja muszę tu zacytować słowo w słowo: „ Teraz bardziej to zrozumiałem, dlaczego oni nie łapiąc się teoretycznie nawet do pierwszej setki zespołów i tak są najlepsi ”. Jak mowię, wprawdzie nie na żywo, ale jakoś tam obejrzałem ten występ na Youtubie i potwierdzam. Od nich wszyscy są lepsi, a oni i tak rządzą. Jak to się stało? Być może si

Posłuchaj, to do Ciebie

      Przyszła pora by zamknąć naszą akcję pod tytułem „Złotówka dla Toyahuja”, a wraz nią, konieczność przedstawienia podstawowych informacji wraz z komentarzem, które powinny zainteresować przede wszystkim samych uczestników akcji, ale, jak sądzę, również naszych drogich hejterów. Otóż przez te trzy dni na podany przeze mnie numer konta wpłynęło 125 złotówek, trzy osoby przysłały maile z informacją, że się przyłączają do akcji, jednak z różnych powodów przelewu zrobić nie są w stanie, no i warto jeszcze wspomnieć o 16 złotówkach przekazanych przez Paypala, głównie przez czytelników z zagranicy.  Tym samym, na potrzeby parafii prowadzonej przez naszego sprawdzonego przyjaciela, księdza Rafała Krakowiaka, przekazuję 141 złotówek z prośbą o modlitwę za mnie i za ludzi, którzy tu ze mną są.       Nie wiem dlaczego, choć domyślam się, że powody nie są w żaden sposób dla nas interesujące, bardzo znaczna część czytelników tego bloga, o których wiem, że tu są, lub nawet znam osobiście, w

300?

      Dziś mamy kolejny, i tym razem już ostatni dzień naszej akcji „Złotówka na Toyahuja”, której, nawet jeśli nie jedynym, to zdecydowanie podstawowym, celem było ustalenie choćby w skromnym bardzo przybliżeniu, ile nas tu tak naprawdę jest i jaka jest tej obecności jakość. Wyniki oraz komentarz przedstawię jutro, dzis natomiast uwaqżam, że jest moment nie gorszy od każdego innego, by przedstawić tu pewną analizę, którą przeprowadziłem już jakiś czas temu, a dziś mam ochotę się nią podzielić. Otóż musimy sobie powiedzieć szczerze, że ten blog jest zjawiskiem całkowicie niszowym, w tym sensie, że osób, które o nim słyszało jest jeszcze mniej, niż tych, którzy mają w pamięci nazwisko… dajmy na to piosenkarki Poli Rise, a więc kobiety, z którą niedawno rozmowę przeprowadził portal onet.pl i która, jak sama opowiada, podarowała swoją płytę samej Bjork. A należy pamiętać, że ja tu nie rozbijam żadnych murów. W końcu sam jestem autorem, który swoje książki podarował Andrzejowi Dudzie i Ja