Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczyt klimatyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczyt klimatyczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Szczyt klimatyczny, a warszawizm znów górą


       No i znów za nami kolejne targi, kolejna podróż do Warszawy i z powrotem, o czym będzie dopiero jutro, bo ja nawet nie wiem, czy orientują się Państwo, ale już dziś w moim mieście rozpoczyna się tak zwany szczyt klimatyczny. O co chodzi w tym szczycie tak naprawdę, mogę się tylko domyślać, a moje domysły są naprawdę ciekawe, oficjalny przekaz jest natomiast taki, że chodzi o to, by nasza Ziemia była miejscem mlekiem i miodem płynącym, przynajmniej do czasu jak Pan Bóg wreszcie postanowi z tym całym bałaganem skończyć i się zacznie.
        Mamy więc w Katowicach ów szczyt klimatyczny i proszę sobie wyobrazić, że w związku z tym od jakichś dwóch miesięcy miasto jest poddane całkowitej reorganizacji. Powstają nowe budynki, zamykane są kolejne kwartały, nad naszymi głowami latają helikoptery, z tego co słyszałem od dzieci, ulica na której mieszkamy, w związku z wizytą w sąsiedniej restauracji kogoś ważnego, została obstawiona przez trzy radiowozy na światłach, a w kolejnych budynkach w centrum miasta powstają stanowiska dla snajperów, którzy mają mieć oko na każdą obcą ciężarówkę. Nie żartuję. Tak jest i ten kto widział o tym zaświadcza.
      Ale jest jeszcze coś. Otóż ponieważ na ów szczyt przyjeżdżają grube dziesiątki tysięcy delegatów z całego świata, okazało się, że nasze Katowice nie posiadają wystarczająco dużej bazy hotelowej, by ich wszystkich pomieścić. W związku z tym do akcji ruszyli dzielna ludność tubylcza i z tego co mi wiadomo, dziś jest tak, że każdy z nas kto ma wolny pokój do dyspozycji, jest w stanie w jednej chwili dostać 14 tys. złotych od jakiegoś Nigeryjczyka, czy Katarczyka za dwa tygodnie. A zatem miasto eksploduje radością.
       Radość też widać na nowopowstałym po latach tak zwanej post-ziętkowej nędzy rynku, który się przerodził w swiąteczny jarmark na miarę jakiegoś Köln, czy innego Frankfurtu choćby i nad Odrą. Są stragany, ferie świateł, choinki, a nawet przepiękna karuzela w samym środku i do szczęścia brakuje tylko 20 stopni Celsiusza powyżej zera.
        A ja mam już tylko jedną refleksję. Kiedy oglądam telewizję - a mam tu na myśli telewizję publiczną - oraz zaglądam od czasu do czasu na portale w rodzaju onet.pl oraz tvn24.pl, nie mogę nie zauważyć, że o tym, co się dzieje w moim mieście oni zaczęli informować zaledwie parę dni temu. Wcześniej o tym co się dzieje w Katowicach, a daję święte słowo honoru, że działo się wiele, nie słyszałem ani słowa. Jak od paru dni informują nas media, lista gości, jacy mają przybyć na ów szczyt, ze względów bezpieczeństwa jest utajniona, co jeszcze chwilę temu, do czasu aż wraże media z satysfakcją poinformowały, że nic z tego, mogło oznaczać, że do Katowic w tych dniach przyjadą i Putin i Trump. Za to już wiadomo, że na pewno będą Bono, DiCaprio i sam mistrz Schwarzenegger. A ogólnopolskie media, jedne i drugie, zaczęły się tym wydarzeniem interesować dopiero parę dni temu. Czemu tak? Już tłumaczę i to ma bezpośredni związek z moim wspomnianym na początku wyjazdem do Stolicy.
      Otóż chodzi o to, że polskie media są skupione wyłącznie wokół dwóch rzeczy: Warszawy oraz tego co mieszkańcy Warszawy, a przy okazji ich pracownicy, mają w głowie. I nawet jeśli oni w głowie mają to co ja po raz już setny chyba miałem okazję oglądać na żywo, czyli tę codzienną, nadzwyczaj ponurą nędzę, to im do głowy nie przyjdzie, by wyjrzeć poza ten płot. Rozmawialiśmy tu jeszcze w piątek przy okazji rodzinnych uroczystości na ten temat i ktoś nagle zauważył, że kiedy się ogląda ogólnopolską telewizję, śledzi ogólnopolskie media, czy słucha się ogólnopolskiego radia i dowiaduje się, że na ulicy Kościuszki zderzyły się dwa busy, to, o ile nie jest podana nazwa miasta, wiadomo, że musi chodzić o Warszawę. Jeśli cała Polska dowiaduje się ża w okolicach Ronda Stokłosy pękła rura i w domach nie ma wody, to możemy być pewni, że to Rondo Stokłosy to Warszawa. Jeśli w Wiadomościach informują, że pod Zamkiem odbywają się targi książki, to też trzeba nam wiedzieć, że to chodzi o Zamek na Starym Mieście w Warszawie.
      Do czego zmierzam? Rzecz mianowicie w tym, że gdyby ów szczyt klimatyczny miał miejsce w Warszawie, my byśmy o nim musieli czytać i słuchać od pół roku. Gdyby on miał mieć miejsce w gwałtownie postawionej na nogi Sali Kongresowej, w Pałacu Kultury, na Stadionie Narodowym, oraz na Torwarze, nie byłoby dnia żeby cała Polska nie otrzymała najnowszych wiadomości na temat tego, jak Warszawa się przygotowuje do owego wydarzenia i co na ten temat sądzą wyborcy Rafała Trzaskowskiego. Od miesiąca byśmy oglądali wykresy pokazujące sondaże na temat tego, co mieszkańcy Warszawy sądzą o tym wydarzeniu i wysłuchiwali rozmów z psychologami analizującymi wpływ wielkich wydarzeń tego typu na stan psychiczny prostego oraz wykształconego człowieka.
      Tymczasem mamy Katowice i zwykłe życie. Owszem, centrum jest w znacznym stopniu wyłączone, wspomniane helikoptery hałasują nad głowami, a wszyscy się zastanawiają czy uda się gdzieś spotkać Leonarda Di Caprio. To już zaczęło się dziś, choć niektórzy mówią, że jeszcze wczoraj. Próbowałem się czegoś w tej sprawie dowiedzieć w telewizora, ale oni tam się zajmują głównie literówkami ambasador Mosbacher. Ciekawe, co by było gdyby ona mieszkała na przykład w Toruniu?
       A na koniec, pozdrowienie dla uczestników szczytu. I niech Merkel z Putinem żałują, że nie przyjechali.



Przywiozłem z targów trochę książek, więc jeśli ktoś planuje kupić komuś ładny prezent na Gwiazdkę, lepszej okazji nie będzie. Mój adres: k.osiejuk@gmail.com



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...