Nie wiem czy Państwo wiedzą, ale od kilku dobrych miesięcy na angielskich boiskach piłkarskich panuje taki obyczaj, że tuż przed rozpoczęciem każdego meczu, piłkarze, sztab trenerski, nie zapominając o sędziach klękają na kilka sekund w geście zadośćuczynienia za wszelkie krzywdy, jakich czarni mieszkańcy Wielkiej Brytanii każdego dnia doznają z rąk białych rasistów. Ponieważ oglądanie angielskiej piłki nożnej jest dla mnie w tej chwili już chyba jedna z ostatnich pasji, zmuszony jestem oglądać ten cyrk i doprawdy nie wiem, kiedy on się wreszcie skończy i czy w ogóle. A, owszem, biorę mocno pod uwagę, że to już pozostanie stałym boiskowym rytuałem po wieczne czasy, zgodnie zresztą z pewną anegdotą, jaką jeszcze pamiętam z czasów komuny, kiedy to gdzieś kiedyś z przemową wystąpił Stalin i kiedy po jej zakończeniu rozległy się huczne brawa, trwały one przez kilka dni i nocy, bo juz nawet po tym jak Josif Wissarionowicz sobie poszedł, nikt z zebranych nie miał odwagi, by jako pierwszy przestać klaskać, bo to mogło dla niego oznaczać śmierć.
Ktoś powie, że ja przesadzam, bo w końcu
gdzie Rzym a gdzie Krym, daję jednak słowo, że o żadnej przesadzie mowy nie ma,
ponieważ gdy obserwuję to co się dzieje dziś na świecie, dochodzę do przekonania,
że spodziewać się już można naprawdę wszystkiego. Oto choćby wczoraj media
podały, że żona piłkarza Lewandowskiego udzieliła okładkowego wywiadu
magazynowi dla kobiet „Vogue”, a ponieważ jednym słowem nie wspomniała tam o
walce Strajku Kobiet, spotkał ją ze strony wspomnianego strajku taki hejt, że
nie wiadomo, czy ona nie będzie musiała jednak za swoje niedopatrzenie przeprosić
i ogłosić, że ona jak najbardziej „jebie PiS”.
Wróćmy jednak na boiska Premier League.
Oto w miniony weekend doszło do starcia Southampton z Manchesterem United, w
którym urugwajski piłkarz Edinson Cavani dzięki swoim dwóm bramkom ze stanu 2:0 dla
Southampton doprowadził do zwycięstwa United 3:2. I proszę sobie wyobrazić, że
ów Cavani chodził w glorii bohatera zaledwie kilka chwil, bo, jak ktoś swoim
czujnym okiem wypatrzył i o sprawie natychmiast zameldował komu trzeba, jakiś
kumpel Cavaniego z Urugwaju wysłał mu na Instagramie przyjacielskie gratulacje,
ten w odpowiedzi napisał mu „Gracias Negrito”, no i wybuchło piekło. Wprawdzie
zarówno sam Cavani jak i wielu jego kolegów, południowoamerykańskich piłkarzy,
zaczęło go usprawiedliwiać, tłumacząc że w takim Urugwaju imieniem „czarnuszek”
określa się choćby osoby o kruczoczarnych włosach, a kolega Cavaniego, również
Urugwajczyk, Luis Suárez z Atletico
Madryd, zaświadczył, że kiedy był dzieckiem, jego rodzice nie wołali na niego
inaczej jak „negrito”. Nikt go jednak już nie słuchał, ponieważ natychmiast
głos zaczęli zabierać kolejni komentatorzy, i jak się okazało jedyny problem
jaki w tej sytuacji istniał to ten, czy Cavani za swoją podłość powinien zostać
zdyskwalifikowany na trzy, pięć, czy może więcej meczów. Sam piłkarz oczywiście
w jednej chwili się zamknął, swój wpis na Instagramie natychmiast usunął, a
następnie wydał oświadczenie, że on nigdy w życiu nie był rasistą,
swojego wpisu nie przemyślał i że wszystkich za to co uczynił, z całego serca
przeprasza. Czy coś mu to da? Z tego co widzę, szanse są małe, bo sądząc po
aktualnej dyskusji dyskwalifikacja jest pewna, natomiast to co jest dodatkowo rozważane,
to paląca konieczność powołania w Wielkiej Brytanii specjalnego ciała, które
zajmie się organizacją specjalnych kursów na temat tego, czym jest rasizm, jak
walka z nim jest ważna w Wielkiej Brytanii i jakie obowiązki mają tu osoby
najwidoczniej wciąż zbyt dzikie, żeby rozumieć, co wypada, a co nie.
I ja wcale nie żartuję. Kiedy śledzę
kolejne wypowiedzi na temat nieobyczajnego wybryku Cavaniego, kwestia ta wraca
raz za razem, a wraz z nią argument, że nawet jeśli przyjmiemy, że są kraje na
świecie takie jak choćby Urugwaj, gdzie lokalna kultura dopuszcza różnego
rodzaju z naszego punktu widzenia dziwne zachowania, to skoro ktoś z tamtego rejonu decyduje się
przyjechać do Wielkiej Brytanii, ma się albo przystosować, albo won! I tu
właśnie pojawia się propozycja organizacji specjalnych szkoleń dla przybyszów z
innego kręgu kulturowego, by mogli się oni zapoznać z tym, co im grozi, jeśli tę
swoją kulturę będą próbowali przenieść na obcy grunt, no i żeby nie mogli się już tłumaczyć, że „nie wiedzieli”.
A ja sobie myślę, że to jest naprawdę piękne, jak to pogrążone w swoim obłędzie lewactwo padło ofiarą swojej własnej broni. Oni tak dużo mówili o tolerancji, szacunku dla odmienności, zrozumienia dla różnorodności środowisk i kultur, że nagle sami zaczęli demonstrować czysty, niczym nie wzruszony rasizm. Bo proszę zwrócić uwagę na to, do czego tu doszło. Oni nie mają pretensji do Cavaniego o to, że on nienawidzi Czarnych, czy choćby nimi gardzi; oni nawet nie twierdzą, że on na temat Czarnych ma jakiekolwiek poglądy, które by się kłóciły z wyznawaną przez nich filozofią powszechnej miłości. Oni zarzucają Cavaniemu wyłącznie to, że jest Urugwajczykiem i nie chce o tym zapomnieć, kiedy przebywa na terenie Wielkiej Brytanii, pracuje tam i zarabia na życie. Oni od niego żądają wyłącznie tego, by zrezygnował z własnej kulturowej, w tym wypadku wyrażanej przez język tożsamości. Oni tak naprawdę zakazują mu używania słowa określającego jeden z kolorów. Ich zdaniem, jeśli on chce powiedzieć, że coś jest czarne, może sobie to robić u siebie w dżungli, a nie na cywilizowanym jak najbardziej Instagramie.
Banda pieprzonych nazistów!
A ja oczywiście bardzo się cieszę, że
jestem tu gdzie jestem i mogę wciąż jeszcze bezkarnie się zażerać moim
ulubionym murzynkiem na niedzielny deser, tuż po odpowiednio mięsistym kotlecie
mielonym, usmażonym jak najbardziej na margarynie „Palma”.

