Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucjata Modlitewna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucjata Modlitewna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 listopada 2013

Wrocław - Pietuszki, czyli powrót do PRL-u

Michael Palin, o którym tu już w tym kontekście wspominałem, w swojej wędrówce dookoła świata zajechał aż do Chile, no i, siłą rzeczy, też do Santiago. I tam, w Santiago właśnie, zaszedł do jakiegoś parku, gdzie natrafił na człowieka, który stał tam sobie z Pismem Świętym w ręku i głosił swoje, jakoś tam, mniej lub bardziej związane z wiarą chrześcijańską, nauki. Możemy tę scenę oglądać na filmie telewizji BBC, a widok ów jest wręcz porażający. Otóż stoi ten człowiek na środku jakiejś alejki, z tym Pismem Świętym w dłoniach, i naucza. Co on dokładnie mówi, nie wiem, bo nie znam języka, a sam Palin – uznając widocznie, że to akurat nie jest istotne – nam jego słów nie tłumaczy. Z tego jednak, co udało mi się wychwycić, domyślam się, że treścią jego wystąpienia jest zło opanowujące świat, zło, z którym my powinniśmy w Imię Jezusa Zmartwychwstałego walczyć.
Człowiek ów więc naucza, tymczasem wokół niego – jako że to jest miejski park – widzimy ławki, a na tych ławkach zakochane pary, które, nie zwracając na owego kaznodzieję najmniejszej uwagi, z prawdziwym oddaniem - jak to zakochane pary - się obściskują. No a na jednej z tych ławeczek siedzi też sam Palin, jednym okiem patrzy na tych zakochanych, drugim na kaznodzieję, no a świat się kręci wedle swojego wewnętrznie ustalonego porządku.
Jak już wspomniałem, kaznodzieja jest jeden, a ja się zastanawiam, czy gdyby tam z nim był jeszcze ktoś, powiedzmy rozdający jakieś ulotki, czy atmosfera byłaby tak samo zgodna? No a gdyby tam były nie dwie, ale cztery osoby: on, głoszący Słowo Boże, jego rozdający ulotki kolega, no i na przykład dwie pobożnie klęczące i odmawiające Różaniec dziewczyny? Czy ktoś by zainterweniował? Czy może przyjechałaby policja i ich wylegitymowała? A może ci zakochani dostaliby na nich cholery i ich stamtąd przepędzili? A może któryś z nich by wstał i demonstracyjnie oddał mocz na te klęczące i modlące się dziewczyny? Tego oczywiście nie wiemy, ale mam bardzo mocne wrażenie, że nawet gdyby ich tam było sześcioro, o ile tylko wciąż jedyne, co by było widać i słychać, to ta modlitwa i ta Ewangelia, wszystko pozostałoby dokładnie na tym poziomie, jaki mieliśmy okazję oglądać na tym filmie. A więc Palin by siedział i kontemplował ów widok, a młodzi na to, co się wokół niech dzieje, nie zwracaliby nawet uwagi, bo są zakochani i ich nic poza tą ich miłością nie interesuje.
Chyba kilka dni temu na którejś z wrocławskich ulic pojawiła się paroosobowa grupa młodych ludzi, reprezentujących coś, co, o ile dobrze zapamiętałem, nosi nazwę Krucjaty Modlitewnej i postanowili przeprowadzić akcję ewangelizacyjną na rzecz zachowania czystości w duchu chrześcijańskim. Nie mam do końca pewności, ilu ich tam dokładnie było, ale z tego co zauważyłem na umieszczonym w Sieci filmie, mieliśmy tego „kaznodzieję”, dwie osoby odmawiające Różaniec, oczywiście człowieka z kamerą, no i ludzi przechodzących tamtędy, w jedną czy drugą stronę. A zatem, sytuacja była dość podobna do tego, cośmy oglądali w pokazanym przez Michaela Palina parku w Santiago. Z jedną bardzo istotną różnicą. Otóż w pewnym momencie, w oknie sąsiadującego z placem bloku pojawiła się jakaś kobieta, skutecznie obrzuciła modlących się jajkami, po czym pokazała im środkowy palec i zamknęła się w mieszkaniu. W pewnym też momencie podszedł do nich jakiś w najmniejszym stopniu nie wyglądający ekscentrycznie człowiek, zwymyślał ich powszechnie uważanymi za obelżywe słowami, by na nich w końcu dosłownie nasikać.
Wreszcie pojawił się radiowóz policyjny, wyszło kilku policjantów – mam wrażenie, że było ich więcej, niż tych ludzi z Krucjaty – i rozgonili „nielegalne zbiegowisko”. Oczywiście nie przy pomocy armatek wodnych, pałek, czy gazów łzawiących – w końcu mamy upragnioną demokrację – ale w sposób jak najbardziej cywilizowany, a więc legitymując modlących się i tym samym skutecznie przerywając akcję.
Jak to się stało, że policja – która wcześniej akurat, kiedy Krucjata była obrzucana jajami, przeklinana i wreszcie oblewana moczem, szczególnego zainteresowania wydarzeniem nie wykazała – zjawiła się na miejscu? Jak sądzę, musiało dojść do interwencji. Jest prawdopodobne, że któryś z przechodniów, widząc, co się dzieje, zadzwonił po policję, no i oni przyjechali. Tyle że ja się zastanawiam, co ten ktoś powiedział? Jak owo zawiadomienie o przestępstwie mogło wyglądać? Jak ja bym coś takiego zgłaszał? „Dzień dobry. Informuję, że na Rynku stoją jacyś i się głośno modlą”? No a wtedy co? Dyspozytor mówi: „Dziękuję za zgłoszenie. Już jedziemy”? No, bądźmy poważni.
Otóż moim zdaniem tak to wyglądać nie mogło. Tu musiało dojść do interwencji na znacznie wyższym szczeblu. Na filmie krążącym w Sieci to wszystko świetnie widać. Ci biedni policjanci wyglądają, jakby jedyne co im przychodziło do głowy, by powiedzieć, to: „Zrozumcie nas. My tu tylko sprzątamy”. Tyle że tego nie powiedzieli, no bo jak? To wszystko musiało się odbyć w zupełnie inny sposób. Telefon na policję musiał przyjść z zupełnie innej strony, i to nie dyspozytor odbierał to doniesienie. Przynajmniej nie w pierwszej kolejności. I forma owego doniesienie też była kompletnie inna. To nawet nie było doniesienie. To musiało być proste, czyste polecenie: „Wyślijcie mi tam ludzi i zróbcie porządek z tą bandą faszystów. I to raz dwa”.
Kto więc tam był przede wszystkim zaangażowany, tego nie wiem. W końcu nie jestem z Wrocławia i nie znam tam obowiązujących zależności. Natomiast wiem jedno z całą pewnością. Polska jest krajem zdecydowanie bliższym, nie tylko geograficznie, ale przede wszystkim, cywilizacyjnie, Rosji, niż Chile. I wcale nie uważam, że to dlatego, że Pinochet już nie żyje, a Jaruzelski – owszem.

Zachęcam oczywiście do kupowania książki o zespołach, która jest do nabycia u Gabriela w księgarni pod adresem www.coryllus.pl, i – jeśli ktoś ma ochotę na autograf – i u mnie osobiście. Przy okazji również informuję, że przed nami parę spotkań oko w oko. 29 listopada będę w Warszawie na targach książki, 7 grudnia mam spotkanie autorskie w księgarni „Latarnik” w Częstochowie, już następnego dnia jadę na targi do Wrocławia, a parę dni później z Gabrielem będziemy się produkować w Katowicach u Franciszkanów. Oczywiście o każdym ze spotkań będę na bieżąco przypominał. Oczywiście, jak zawsze, proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...