Kiedy jeszcze w zeszłym tygodniu wszyscy emocjonowaliśmy się wybrykiem pewnego pułkownika ze stajni prezydenta Komorowskiego, aniśmy się pewnie nie spodziewali, że sprawa ta pohula sobie po medialnej rzeczywistości przez parę dni i zginie w gąszczu innych, mniej czy bardziej ważnych, czy choćby tylko ciekawych zdarzeń. To jest fascynujące – a jednocześnie właściwie jak najbardziej straszne – jak bardzo postać owego pułkownika przez te wszystkie dni stała się kompletnie nieistotna. Przecież nawet gdyby się nagle okazało, że on od tej dziury w policzku nagle zwariował, czy choćby i nawet umarł, dziś już nie obejdzie to niemal nikogo. Więcej – obawiać się należy, że dziś nikt już nawet nie pamięta, co to za jeden ten Przybył.
No bo zastanówmy się. Jeszcze tydzień temu wszyscyśmy debatowali, co to się stanie z gen. Parulskim. Czy on zostanie zdymisjonowany, czy sam odejdzie, czy może dostanie jakąś inną robotę? Okazało się, że nie stało się nic. I czy cokolwiek to zmieniło? A czy gdyby jego tamtego dnia jasny szlag trafił? Czy może to miałoby dla nas jakiekolwiek znaczenie? Zero. Byłoby dokładnie tak samo jak jest dziś. A więc Edmund Klich mówiłby to co mówi dziś, Stefan Niesiołowski podobnie, a treść telefonów do „Szkła Kontaktowego” nie zmieniłaby się ani o jotę. Ani w jedną, ani w drugą stronę.
A może wszystko dopiero przed nami? Tyle że cóż to zmieni w naszej sytuacji, że gen. Parulski zostanie usunięty ze stanowiska, a na jego miejsce zostanie posadzony ktoś, kogo nazwiska dziś jeszcze nawet nie znamy? Co zmieni w sytuacji, w której tkwimy od wielu już bardzo lat, jeśli za parę dni dowiemy się, że płk. Przybył wcale się nie chciał zabić i tak naprawdę nawet sobie w ten policzek nie strzelił, tylko ktoś głośno zamknął drzwi, a nam wszystkim się zdało, że to był huk wystrzału? W jaki sposób nasza sytuacja ulegnie poprawie, lub pogorszeniu, jeśli prezydent Komorowski nagle zwariuje, zapomni o swoich zobowiązaniach, i jednak uniesie się takim gniewem na to co się wydarzyło, że wszystkich tych prokuratorów powywala ze stanowisk? Nie stanie się nic.
Przepraszam bardzo, ale co się zmieni, jeśli on nagle ogłosi, że ponieważ prokurator Seremet nie potrafi zapanować nad interesem, jego miejsce zajmie od jutra pani Anna Komorowska, a jak komuś to nie pasuje, to on w tej sprawie zorganizuje specjalną konferencję prasową, na której prof. Nałęcz wszystko wyjaśni. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że jeśli coś tego typu jeszcze nie nastąpiło, to wcale nie dlatego, że ktoś tu uważa, że tak nie wypada. Tu w tej chwili już chodzi wyłącznie o brak pomysłów. Lub o ich nadmiar. W końcu co by szkodziło, żeby Tusk z Komorowskim nagle się zamienili miejscami – jak Putin z Miedwiediewem – i Premier przeniósł się na Krakowskie Przedmieście? Wyrzucą nas za to z Unii. Jakiś bloger się wścieknie i nawróci? Nie żartujmy.
A może coś się zmieni, jeśli nagle zarówno wojskowi prokuratorzy, jak i telewizja TVN24, a obok tego wszystkiego, politycy Platformy Obywatelskiej, nagle oświadczą, że są bezpośrednie dowody na to, że gen. Błasik jednak nie mógł być w kabinie pilotów, by na nich naciskać, bo przez cały ów tragiczny poranek w alkoholowym upojeniu spał na kolanach innego pijaka – Kaczyńskiego i że w tej sytuacji oni wszyscy serdecznie panią Błasikową przepraszają? Jak mówię – zero. Najwyżej ekspert Hypki powie: „A nie mówiłem?”
Nie zmieni się nic. A przede wszystkim nic nie zmieni faktu absolutnie porażającego, że oto właśnie, po raz pierwszy chyba z taką wyrazistością, zostało nam pokazane, że kraj, w którym się urodziliśmy, spędziliśmy nasze życie i pokochaliśmy jak matkę, to już w praktyce Rosja. I o tym dziś chcę mówić. O tym, że Polska to już Rosja.
Już w chwilę po tym jak ów Przybył się podobno postrzelił, cała nasza przestrzeń publiczna została wypełniona debatą na temat tego, kto w tym wszystkim jest ten dobry, a który to ten zły. Czy Seremet to jednak, jak by nie było, nominat prezydenta Kaczyńskiego, a Pasionek to jego ukryty druh. Czy może to jednak Przybył jest dobry, a Pasionek nie lubił Parulskiego z powodów osobistych, bo ten się przyjaźnił z Seremetem, którego Przybył nie znosi jeszcze ze szkoły? Czy te bilingi to zwykła zasłona, mająca przykryć prawdziwy problem zamachu w Smoleńsku, czy może, jak idzie o Smoleńsk, wszyscy panowie zgadzają się całkowicie, tyle że poszło o jeden konkretny numer telefonu i wszyscy na wszystkich się obrazili? No i oczywiście, co to teraz będzie? Czy Parulski będzie w stanie współpracować z Seremetem, i czy Seremet będzie tego chciał? No i kogo poprze Komorowski?
No i co powie Tusk? Co powie Premier, kiedy wróci z urlopu? Czy przeprosi? I kogo? Panią Błasik, czy może pułkownika Przybyła?
A ja wciąż mam przed oczyma tamtą scenę sprzed tygodnia, kiedy to ten Przybył najpierw podskakuje sobie wesoło, by za chwilę z równym weselem przestrzelić sobie policzek, i w tym momencie, zupełnie, jakby im ktoś coś nasypał do dzbanka z kawą, w zwolnionym tempie, na sali pojawiają się ci dziennikarze, i ten jakiś Jurek, i wszyscy znudzeni jak cholera wyjmują swoje telefony i aparaty fotograficzne, znów jakgdyby ktoś im powiedział, że tu gdzieś się coś ciekawego wydarzyło, tylko nie za bardzo wiadomo, jak ciekawego, no i przede wszystkim – gdzie. Dziewczyny, zamiast normalnie piszczeć i biegać w kółko, poprawiają sobie włosy i nieprzytomnie rozglądają się po scenie, jakby chciały się spytać: „Juuuurek? A co się staaaało?”
Oto konferencja prasowa jakiegoś bardzo ważnego prokuratora – konferencja i prokurator na tyle ważni, że trzeba ich pokazywać na żywo – nagle prokurator wszystkich wyrzuca z sali, otwiera okno, żeby kula nie odbiła się o szybę i kogoś, nie daj Boże, nie zabiła, strzela sobie w łeb. Później nagle okazuje się, że zamiast tego, trafia go w policzek, a później się okazuje, że on miał na pieńku z gangami, że za tę jego ocaloną głowę źli ludzie wyznaczyli milion złotych, czy może dolarów, nagrody, że Prokuratura Wojskowa prowadziła cały szereg śledztw mających na celu rozbicie mafii, która oplotła Polskę od morza po Tatry, od Niemiec po Białoruś, no i że teraz, kiedy Seremet tak fatalnie potraktował tych rycerzy, gangsterzy tryumfują. Patrzymy na tę niedokończoną konferencję prasową, słuchamy kolejnych komentarzy, czekamy, co powie Prezydent, dowiadujemy się, że Prezydent uznał sprawę za standardową i nie wartą szczególnej uwagi, a ja już wiem, że prawdopodobnie jutro Parulski i Seremet wystąpią na wspólnej konferencji prasowej, a Przybyłę albo zamknie się w zakładzie, albo mu się zmieni tożsamość i obejmie ochroną świadków, Donald Tusk wróci z kolejnego urlopu i ponownie spotka się z tym staruszkiem, którego kiedyś zapomniał zabrać na obiad. No i go jeszcze raz przeprosi. W końcu, to przepraszanie ostatnio dobrze stoi na giełdzie.
I to jest właśnie to, co nazywam Rosją. Wszyscy strasznie denerwujemy się, że ten nasz biedny samolot rdzewieje w smoleńskim błocie, a Rosjanie nam mówią, żeby się od niego odpieprzyć, bo to jest ich sprzęt i nam nic do niego. Poza tym, jak się okazuje, oni tam będą nad nim budować jakiś poważny dach. Ze szkła i stali. A ja dziś jestem niemal pewien, że gdyby on jakimś cudem nagle wrócił do Polski, to przede wszystkim ta banda durniów przez pół roku by go trzymała gdzieś na jakimś wysypisku śmieci, nie mogąc ustalić, co z nim zrobić, potem by go gdzieś zabrali, pod drodze pogubili kawałki, a wreszcie by się okazało, że ktoś go ukradł i policja z prokuraturą prowadzą dochodzenie, kto? Następnie by się okazało, że te kawałki ukradła artystka Nieznalska, żeby zrobić jakąś fantastyczną instalację, a sąd by ją z tej kradzieży uniewinnił, tłumacząc, że to był taki gest artystycznej ekspresji. A my wszyscy byśmy patrzyli tępo na to wszystko, ani nic nie rozumiejąc, ani nawet nie chcąc nic zrozumieć, a kiedy to nasze znudzenie osiągnęłoby stan krytyczny, to komuś by znów zorganizowano konferencję prasową ze strzelaniną w roli głównej, a Monika Olejnik zaprosiłaby Janusza Palikota, żeby wyraził na ten temat swoją opinię.
Bo – strasznie mi przykro to mówić – nie jest tak, że tam jest Rosja, tu jest Polska, a między jedną a drugą, kręcą się jacyś źli ludzie, którzy chcą nas sprzedać i wpuścić tu ludzi jeszcze gorszych. Tę parę scen z konferencji prasowych tych kosmitów, i wszystko to, co się dzieje przez każdy kolejny dzień, przez każdą kolejną sekundę każdego dnia, pokazuje nam już jak najwyraźniej, że to już są właśnie ci gorsi. To są już ci absolutnie najgorsi. Niedawno ktoś mi kazał rzucić okiem do Internetu i obejrzeć sobie filmik, na którym Grzegorz Miecugow, w studio telewizyjnym, najwyraźniej kompletnie pijany i półprzytomny, próbuje coś powiedzieć i nikt nie wie, co, bo to ani jednego słowa nie można zrozumieć, ani też doczekać się kolejnego zdania, a my już wiemy, że to przecież zaledwie początek. Włączamy telewizor, i powinniśmy już mieć świadomość, że tam dziś już się może zdarzyć wszystko. Albo ktoś się schleje, albo przyniesie świński łeb do studia, albo zacznie strzelać z pistoletu – do siebie lub do innych – a jak już nabierze pewności, że na obywatelach to już nie robi żadnego wrażenia, pojawi się załoga bardziej wyszukana i odstawi nam coś, co znaliśmy dotychczas wyłącznie ze sceny w „Peweksie” w Mistrzu i Małgorzacie.
Bo to już jest właśnie Rosja. Tydzień temu – a może to było wczoraj? – jakiś ważny prokurator podobno postrzelił przed kamerami i, jak nam mówią, akurat badają go psychiatrzy. TVN go broni, „Gazeta Wyborcza” atakuje. Niezależna blogosfera twierdzi, że ani się nie postrzelił, ani nie jest w szpitalu, tylko chodziło o to, żeby ktoś coś tam mógł na spokojnie załatwić. Ale czemu tak? A któż to może wiedzieć? Robią i wiedzą, co robią. A robią co robią. Niedługo Tusk wróci z wakacji to nam opowie. Już chyba wspominałem o Tusku? I cóż z tego? Co to zmienia? Mogę jeszcze raz powtórzyć: Tusk wciąż na urlopie, ale Graś powiedział, że niedługo wróci.
Rosja, moi państwo. To jest Rosja.
Jeśli ktoś ma ochotę poczytać sobie tego typu teksty w wydaniu papierowym, zachęcam do kupowania książki o siedmiokilowym liściu, która jest dostępna tuż obok, u góry po prawej, ale również – nieco taniej – w Katowicach w księgarni „Wolne Słowo” na ul. 3-maja. Jednocześnie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Za każdy dotychczasowy gest wszystkim bardzo dziękuję.