Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Nitras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Nitras. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 września 2021

Gdy Sławomir Nitras zaplątał się w drut ostrzowy

 

Dziś, jak wiadomo coraz większej liczbie osób, ukazuje się kolejny numer „Warszawskiej Gazety”, a w niej i mój najświeższy felieton. Zwykle bym parę dni z nim poczekał, ale poniewaz i tak obawiam się, że temat się mocno postarzał, to niemal rzutem na taśmę, zapraszam do śledzenia najnowszych przygód Sławomira Nitrasa i jego kompanii.

 

      Pomijając Donalda Tuska i Lecha Wałęsę, gdy mam okazję kometować wydarzenia, staram się prowokować refleksje znacznie głębsze, niż takie, które wymagają wymieniania pojedynczych nazwisk. No a już nie mam najmniejszej wątpliwości, że przez te z górą osiem lat, jak redaktor Bachurski mnie tu toleruje, nie zdarzyło mi się słowem wspomnieć o kimś takim jak Sławomir Nitras. Tym razem jednak, pozwalam sobie na poświęcenie tego jednego felietonu, może nie tyle jemu samemu, ale temu co przyszło mu ni stąd ni z owąd wygłosić i reperkusjom, jakie owo wystąpienie musi, moim zdaniem, wywołać.

      Otóż, jak pewnie część z czytelników „Warszawskiej” wie, wspomniany Nitras – co warto zuważyć, nie jakiś przygodny łapeć z ciężkiej prowincji, ale jeden z najważniejszych polityków Platformy Obywatelskiej – występując na zorganizowanym przez Rafała Trzaskowskiego evencie pod nazwą „Campus Polska”, poinformował o planie jaki jest rzekomo przygotowywany przez reprezentowany przez niego projekt polityczny. Posłuchajmy:

       Nie wiem, czy przyjazny rozdział Kościoła od państwa jest dzisiaj możliwy. Bo coś się stało. Mam takie poczucie, że w ostatnich sześciu, siedmiu latach Kościół wypowiedział trochę posłuszeństwo temu państwu, złamał pewien standard, który w państwie obowiązuje. Dlatego nie wiem, czy nam jest potrzebny przyjazny rozdział Kościoła od państwa? A może potrzebna jest jakaś kara za to zachowanie? Uważam że za naszego życia katolicy w Polsce staną się mniejszością. Dobrze, żeby to się stało w sposób niegwałtowny, racjonalny, a nie zasadzie pewnej zemsty. Na zasadzie: to jest uczciwa kara, za to, co się stało. Musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego, że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę, jeżeli się cokolwiek zdarzy”.

      Wystąpienie Sławomira Nitrasa wywołało dwojaką rekację. Część komentatorów – zaznajomiona z popularnym przekazem, że chodzi o osobę ciężko uzależnioną od kokainy – uznała, że ów dziwny człowiek najwidoczniej popadł w finasowe kłopoty i przerzucił się na tańszy towar, i wyraziła przekonanie, że oto mamy do czynienia z pojedynczym wybrykiem. Inni z kolei, doszli do przekonania, że nie chodzi o żaden wybryk, ale o zwykłe ujawnienie – nawet jeśli pod wpływem ciężkiego odurzenia narkotykami – planu jaki Platforma Obywatelska ma wobec Polski i Polaków. A ja na to mam sugestię całkowicie odmienną. Otóż przede wszystkim, moim zdaniem, Sławomir Nitras nie ujawnił żadnych planów, a zaledwie swoje osobiste obsesje, co do których sam oczywiście nie ma pojęcia, że nie zostaną nigdy zrealizowane. Jednocześnie jednak, osobiście wcale nie przypuszczam, by Sławomir Nitras był narkomanem. Moim zdaniem on jest zaledwie głupi, w sensie rozumianym powszechnie. To natomiast, co mnie w tej jego wypowiedzi zaciekawia, a jednoczesnie cieszy, to fakt że on się z tą wypowiedzią faktycznie wyrwał, co świadczy o tym, że po powrocie Donalda Tuska tam u nich zapanowalo całkowite bezhołowie. Czemu cieszy? Bo to nam stwarza perspektywę, o której Jarosław Kaczyński nie mógł nawet śnić.




wtorek, 31 sierpnia 2021

Czy katolicka inteligencja wierzy w Krew Jezusa Zmartwychwstałego?

 

      Zakładam że większość z nas zwróciła uwagę na wypowiedź prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej, Sławomira Nitrasa, który zechciał zapowiedzieć ostateczny upadek katolickiej wiary w Polsce, a uczynił to w formie proroctwa radosnego. Nie bardzo lubię cytować słów kogoś takiego jak Nitras akurat, ale ponieważ może się zdarzyć, że ktoś nie wie w czym rzecz, a poza tym i tak, jak się za chwilę przekonamy, może być jeszcze gorzej, bardzo proszę:

Nie wiem, czy przyjazny rozdział Kościoła od państwa jest dzisiaj możliwy. Bo coś się stało. Mam takie poczucie, że w ostatnich sześciu, siedmiu latach Kościół wypowiedział trochę posłuszeństwo temu państwu, złamał pewien standard, który w państwie obowiązuje. Dlatego nie wiem, czy nam jest potrzebny przyjazny rozdział Kościoła od państwa? A może potrzebna jest jakaś kara za to zachowanie? Uważam że za naszego życia katolicy w Polsce staną się mniejszością. Dobrze, żeby to się stało w sposób niegwałtowny, racjonalny, a nie zasadzie pewnej zemsty. Na zasadzie: to jest uczciwa kara, za to, co się stało. Musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego, że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę, jeżeli się cokolwiek zdarzy”.

      Gdyby w tym momencie ktoś podejrzewał, że zamierzam poświęcić ten tekst Nitrasowi, to muszę go wyprowadzić z błędu i poinformować raz jeszcze, że będzie znacznie gorzej, bo oto przed nami guru katolickiej publicystyki, sam Tomasz Terlikowski. Proszę sobie bowiem wyobrazić, że wśród naprawdę wielu głosów potępiających postępek Nitrasa, znalazło się też parę, które wzięły zacytowaną wyżej wypowiedź w obronę, w tym jak najbardziej głos Terlikowskiego. Proszę posłuchać, co ów – jak się sam wszędzie przedstawia – „mąż jednej żony i ojciec piątki dzieci” miał do powiedzenia w omawianej dziś kwesti:

Męczy mnie nieustająca histeria. Powiedzenie, że w Polsce katolicy nie będą większością, nie jest ani atakiem, ani niszczeniem, jest nieaktualną już w dużej mierze diagnozą. Nieaktualną, bo w Polsce katolicy większością już nie są. Realnie wierzących i praktykujących jest mniej niż połowę, a wśród młodzieży jest kilka, może kilkanaście procent. Inni są już poza Kościołem. I dotyczy to zarówno prawicy, jak i lewicy. Nieustanna histeria, zamykanie oczu na fakty, budowanie wizerunku nieustannie skrzywdzonych nie pomaga w przyciąganiu tych, którzy odeszli. Jeśli rzeczywiście wierzymy, że Kościół ma im coś do zaoferowania, że Jezus jest jedyną drogą do zbawienia, to może warto zacząć Jego głosić, a nie dzielić się swoimi frustracjami, których jedynym celem realnym jest wzmacnianie jednej ze stron plemiennego sporu!

       Ktoś powie, że dyskutowanie z Terlikowskim na temat Wiary, a już tym bardziej na temat kondycji Kościoła w Polsce, nie ma najmniejszego sensu, tak jak nie ma sensu prowadzenie dysput tego typu z kimś, dla kogo wiara w Jezusa Zmartwychwstałego wiąże się bezpośrednio z kwestią – proszę mi wybaczyć, ale nic bardziej adekwatnego nie przychodzi mi do głowy – dupcenia i tego co z niego wynika. Dla mnie bowiem Tomasz Terlikowski, a przy okazji jego szanowna małżonka, to są ludzie, którzy swego czasu – jeszcze zanim się pobrali – uznali, że jeśli natychmiast nie zaczną chodzić regularnie do kościoła i wypełniać Boże przykazania, to skończą jak zwykłe ladacznice. Z tego też względu, oni w pewnym momencie tak się na wspomnianym poziomie nakręcili – a Tomasz Terlikowski jest tu naturalnym zwiastunem ostatecznej Prawdy – że w ich rozumieniu, każdy kto nie dzieli ich poglądów na świat i świata tego pułapki, jest skazany na potępienie.

       I stąd też dzisiejsze oświadczenie Tomasza Terlikowskiego w sprawie wyskoku posła Nitrasa. Moim zdaniem było tak, że kiedy ten się odezwał jak odezwał, a większość słuchaczy zaczerwieniła się ze wstydu, względnie oburzenia, Terlikowski odnalazł w owej wypowiedzi prawdę, która go dręczy od dziesięcioleci, a która głosi, że dzisiejszy świat, w tym oczywiście Polska, to przede wszystkim niekontrolowana ruja i poróbstwo. Właśnie taka: niekontrolowana, a więc odmienna od tej, którą kontrolują on i jego żona.

        Ktoś się mnie w tym momencie spyta – i nie twierdzę, że się temu dziwię – o co mi chodzi z tym seksem. Otoż chętnie odpowiem. Gdy na przestrzeni dziesięcioleci obserwuję publicystyczną działalność Tomasza Terlikowskiego – przypomnę, że jednego z czołowych publicystów katolickich – nie jestem w stanie dostrzeć jednego choćby przypadku, by zainteresował się on jakąkolwiek kwestią zwiazaną z religijnością inną niż seks, wierność małżeńska, aborcja, homoseksualizm, czy pedofilia księży. Nie pamiętam, by ubolewając, czy to nad kondycją naszej Wiary, czy wręcz nad zdradą papieża Franciszka, Terlikowski był przejęty tym, że Kościół nasz zatracił perspektywę wyznaczaną przez Mękę i Zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Gdy on oburza się kolejnymi słowami papieża Franciszka, nigdy nie ma na myśli kwestii Wiary, lecz wyłącznie poboczne tematy, takie jak rozwody, homoseksualizm, czy miłosierdzie dla rozwodników, ewentualnie oczywiście wspomnienie starych dobrych czasów, gdy Kościół to był ogień wypalający wszystko zło.

       Tak samo dziś, gdy on patrzy z jednej strony na dzisiejszą Polskę, a z drugiej wsłuchuje się w słowa Sławomira Nitrasa, gdy ten zapowiada koniec Królestwa, nie pozostaje mu nic innego jak pokiwać mądrze głową i ogłosić, że w sumie Nitras ma rację, no bo gdzie jest ten Kosciół, jeśli zapomnieć na chwilę o Terlikowskim, jego żonie, ich dzieciach, no i ich paru znajomych ?

      Jak już informowałem, miniony tydzień spędziłem w Domu Rekolekcyjnym w wiosce Bąblin niedaleko Obornik Wielkopolskich, gdzie wraz z tłumem pięknych, rozmodlonych w Bogu ludzi, wielbiłem Pana. Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpiwości, że gdyby tam jakimś cudem pojawił się Tomasz Terlikowski z rodziną, to już po chwili wszyscy zaczęliby prosić Boga, by im zamienił Terlikowskich choćby na Nitrasów, jeśli tylko w ogóle coś takiego istnieje.




 

sobota, 4 lipca 2020

O nienawistnym bezwstydzie słów parę


       Zwracałem tu jakiś czas temu uwagę na fakt, że z niewyjaśnionych do końca powodów, ile razy któryś z polityków, czy z osób związanych z Prawem i Sprawiedliwością uczyni coś głupiego, w jednej chwili wielu z nas wpada w autentyczną histerię, zapowiadając, że ów wybryk przyniesie nam najpierw spadek w sondażach, a następnie już tylko ostateczną porażkę. Sugeruję tu przyczyny nie do końca wyjaśnione, mimo to jednak mam pewne swoje podejrzenia. Otóż biorę pod uwagę fakt, że z punktu widzenia wyborców prawicy kwestia rozróżnienia między prawdą a kłamstwem jest tak istotna, że każdy naruszenie owej granicy powoduje taki szok, że reakcja musi być natychmiastowa. Czy tak jest, pewności mieć nie mogę, natomiast faktem jest, że po raz kolejny wychodzi na to, że podczas gdy z jednej strony obserwujemy owo nieustanne zatroskanie, z drugiej triumfuje wieczne bezhołowie.
        Proszę zwrócić uwagę na najnowsze wyczyny posła Platformy Obywatelskiej Sławomira Nitrasa. My tu oczywiście znamy jego możliwości z lat minionych i w pewnym sensie traktujemy je z  odpowiednim przymrużeniem oka, mamy jednak ową kampanię i wszystko nagle staje się ważne bardziej niż zwykle, a na tym tle pojawia się wspomniany Nitras i zaczyna po raz kolejny prezentować swoje ciężkie deficyty. A ja w tym momencie, choć nie mam żadnego problemu z tym idiotą, to jednak co mnie zastanawia, to reakcja osób trzymających się jak pijany płotu strony przez Nitrasa w sposób oczywisty reprezentowanej. Oni w żaden sposób nie czują jakiegokolwiek zagrożenia; w najmniejszym stopniu nie uważają, że to co wyprawia Sławomir Nitras może ich projektowi w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Oni najwyraźniej wierzą w to, że cel uświęca środki, a poza tym w doborze owych środków nie widzą nic złego.
        Poseł Sławomir Nitras – przypomnijmy, że jeden z najważniejszych członków sztabu wyborczego kandydata Trzaskowskiego – zachowuje się jak klasyczny ulicznik, w dodatku, jeśli weźmiemy pod uwagę pozycję jaką zajmuje w publicznej przestrzeni, prowokujący swoim zachowaniem jeszcze poważniejsze podejrzenia, sięgające jeszcze głębiej w rejony, których już normalna polityka nie toleruje, a tymczasem wszystko wskazuje na to, że tam, gdzie do tych wszystkich ekscesów dochodzi, nikt nie dość że nie uzna, że tego Nitrasa może należałoby odsunąć na chwilę od kampanii, to w ogóle nie poczuje najmniejszego niepokoju.
      Czemu tak? Otóż moim zdaniem odpowiedź na to jest jedna. Przede wszystkim oni żyją wyłącznie nienawiścią, i jakkolwiek owo słowo „nienawiść” stało się z biegiem lat zużyte, sama nienawiść oczywiście istnieje i to ona nadaje sens życiu ludzi o których dziś rozmawiamy. A zatem, jeśli po naszej stronie wciąż zwycięża pragnienie, nawet jeśli nie prawdy, to pewnej oczekiwanej w tej grze przyzwoitości, tam nie ma już żadnych ograniczeń. Z czego zatem wynika owa ostrożność? Tu też odpowiedź jest bardzo prosta. Otóż nam się wciąż wydaje, że, niezależnie od wszystkiego, za wyborami które podejmujemy, stoi wciąż i mimo wszystko jakieś pragnienie uniwersalnego porządku, w którym ktoś taki jak Sławomir Nitras się jednak już nie mieści. Co ja mówię, Sławomir Nitras? Tam się nie mieszczą autorzy najróżniejszych, nie mniej szokujących wystąpień. I to wtedy właśnie my, wciąż zachowując to nasze zupełnie podstawowe pragnienie zachowania jakiegoś uniwersalnego porządku, ile razy on zostanie zakłócony, najpierw protestujemy, a potem zaczynamy drżeć przed nieuniknioną karą.
        Oczywiście chciałbym bardzo byśmy zachowali ów pierwotny instynkt i nie zsunęli się do poziomu, gdzie żadne zasady już nie obowiązują. Myślę jednak, że jeśli uda nam się choć na chwilę przestać drżeć na widok choćby posła Tarczyńskiego, choćby i walącego czymś ciężkim po tępym łbie posła Nitrasa, nie stanie się nic złego. Najwyżej Tarczyński zamachnie się zbyt mocno i będziemy mieli jednocześnie dwa problemy z głowy. A co na ten temat pomyślą obie strony politycznego sporu, pozostanie bez zmian.



piątek, 7 września 2018

Przypowieści z zakutego łba


Tak się składa, że dziś kończę 63 lata, w związku z tym postanawiam się cały dzień wałkonić. Wrzucam więc dzisiejszy felieton do „Warszawskiej Gazety”, tak samo lekki jak całe te urodziny, a na koniec przesyłam okolicznościową piosenkę. Ale to już na koniec.     



      Ponieważ po niedzielnej konwencji samorządowej Prawa i Sprawiedliwości zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie jakimiś niewyraźnymi pomrukami ze strony polityków zarówno totalnej, jak i nietotalnej opozycji, i z tej ciszy bardzo wyraźnie zaczyna płynąć jeden bardzo jasny przekaz, że jest jeszcze gorzej niż wydawałoby się najgorzej, pomyślałem sobie, że oto przed nami okres wyjątkowej politycznej posuchy. Oczywiście, będziemy mieli pewnie jeszcze kilka posiedzeń wszystkich trzech sejmowych komisji, które równie skutecznie jak dotychczas, będą nas prowadzić przez owe zapowiedziane przez prezesa Kaczyńskiego 21 miesięcy, które ostatecznie dadzą Prawu i Sprawiedliwości pełnię politycznej władzy w Kraju, do tego zapewne poznamy kilka ciekawostek z czasów rządów Platformy, no a przede wszystkim premier Morawiecki opowie nam na co przeznaczy kolejne odebrane złodziejom miliony, jednak to już chyba wszystko. Nie sądzę bowiem, by po stronie opozycji doszło do takiej kompromitacji, która przyćmi wszystkie dotychczasowe tak byśmy musieli poświęcać jej większą uwagę. A zatem – idzie susza.
       Dla mnie osobiście jest to pewien problem, bo z jednej strony wypada mi tu pisać głównie o polityce, a z drugiej czułbym się naprawdę niezręcznie, gdyby ten felieton miał się stać tubą antypisowskiej propagandy, a Bóg mi świadkiem, że mam naprawdę wiele powodów do tego, by tak się stało. W tej sytuacji pomyślałem sobie, że będę tu publikował na zmianę kawałki poważne i wesołe. Poważne gdy chodzi o moje troski dotyczące tego, co wyprawiają politycy PiS-u, oraz reprezentujące PiS media, lekkie i wesołe natomiast, gdy przyjdzie mi pisać o ludziach Platformy. Zacznijmy dziś zatem od tych drugich.
       Oto, proszę sobie wyobrazić, na swoim profilu na Twitterze, poseł Sławomir Nitras, kandydat Platformy na prezydenta Szczecina, opowiedział hitorię (aby ów tekst nie wyglądał, jakby go pisał człowiek w zaawansowanym stadium upojenia alkoholowego, dokonałem drobnej redakcji):
      Godz. 11, ul. Śląska w Szczecinie. Biegnie za mną 13-latek i krzyczy: Nitras złodziej! Zatrzymałem się i pytam, dlaczego tak mówi. Odpowiada: Bo wszyscy w Platformie to złodzieje. Pytam: A skąd wiesz? Wujek mi powiedział. On jest posłem PiS. Nazywa się L. Dobrzyński”.
       A nie mówiłem, że sytuacja się robi niełatwa?
       No ale w tej sytuacji ja też mam do opowiedzenia pewną anegdotę. Oto zaledwie dziś rano, szedłem sobie ul. Mikołaja Kopernika w Katowicach, gdy minął mnie na rowerze nieznajomy człowiek w wieku 47 lat i rzucił w moim kierunku: „Kaczyńskiego trzeba zarżnąć jak wieprza!” Poprosiłem go, by się zatrzymał i zapytałem go dlaczego tak myśli, a on mi odpowiedział, że to nie jego opinia, ale opinia posła Platformy Obywatelskiej, Sławomira Nitrasa, którego on szanuje i mu ufa. „A skąd pan to wie?” zapytałem. „Opowiadał mi szwagier, który spotkał Nitrasa latem nad morzem i sobie z nim uciął pogawędkę”, odpowiedział rowerzysta i zniknął za rogiem.
       Może być? Jestem pewien, że damy radę.



Przypominam że moje książki, a raczej ta ich część, która wciąż jeszcze jest na półkach, są do kupienia w księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl. Trzy tytuły, a więc listy od i do Zyty, resztkę nakładu książki o języku angielskim, oraz książkę o muzyce mam u siebie. Zainteresowanych proszę o kontakt pod adresem k.osiejuk@gmail.com.

niedziela, 22 lipca 2018

Nie strzelać do wariatów, czyli sorry, smutno


      Plan był taki – i w tym momencie jestem pewien, że większość czytelników już wie, że z planu wyszły nici – by dziś przedstawić ostatni felieton z „Warszawskiej Gazety”. Stało się jednak tak, że zupełnie nieoczekiwanie wpadłem na coś, co mnie zahamowało. Mam na myśli umieszczony na Facebooku przez jakieś lewackie odpady filmik, gdzie policja próbuje wylegitymować obywatela, który najpierw kręci się przed budynkiem Sejmu z puszką spreju, a następnie, na widok policji, wieje gdzie pieprz rośnie, i kiedy policja go skutecznie dopada i zamierza wylegitymować, w tym momencie pojawia się poseł Platformy Obywatelskiej, Nitras i rząda uwolnienia przechodnia. Sprawa, jak się okazuje – a poseł Nitras, jako poseł RP potwierdza ten fakt zupełnie bezczelnie – polega na tym, że szedł sobie wzdłuż budynku Sejmu 25-letni „chłopak” z puszką spreju i nagle napadli go pisowscy policjanci i poprosili o dowód osobisty, nie wiadomo z jakiego powodu i w imię czego. A kiedy on zaczął zupełnie naturalnie uciekać, oni zrobili się jeszcze bardziej agresywni, no i kiedy go wreszcie dogonili, na odsiecz ruszył poseł Nitras, „chłopaka” zasłonił własną piersią, no i się zaczęło.
       Tu mała dygresja a propos owego „chłopaka”. Otóż mój świętej pamięci Dziadek opowiadał nam, że od czasu gdy on skończył 12 lat, nie zdarzyło się ani razu, by go wyprzedził wschód słońca. Dlaczego? Bo robota i obowiązki czekały. Tymczasem tu, jak to ma miejsce na załączonym obrazku, widzimy jakiegoś 25-letniego szczerzącego zęby byka, przedstawianego przez media, jako „chłopak”, który zamiast się wziąć za jakąś uczciwą robotę, potrzebuje się ganiać z policją najwidoczniej aż nazbyt demokratycznego państwa.
       Oglądałem zatem ten film, nakręcony przez kumpli owego mężczyzny ze sprejem, z którego wynika, że on, mając na uwadze fakt, że jego interesy w tym momencie i w tej chwili już reprezentuje jeden z posłów RP,  jest w karnawałowym wręcz nastroju, sam poseł również zresztą bawi się znakomicie, i tylko ci biedni policjanci, którzy, przez swoje naturalne ograniczenia, nie są w stanie nawiązać normalnej rozmowy z tą hołotą, stoją tam jak kołki i z każdą chwilą widać, że to się musi skończyć porażką Polskiego Państwa. I rzeczywiście, wspomnianą właśnie porażką wszystko się kończy. Policjanci, wciąż zadręczani przez Nitrasa o podstawę prawną próby legitymowania rzekomo Bogu ducha winnego obywatela, zamiast powiedzieć, że wystarczy tylko to, że on poróbował na ich widok uciekać, coś tam maroczą bez sensu o tym, że oni mają swoje przepisy i ostatecznie cała przygoda kończy się tym, że przychodzi telefon z centrali i wszyscy rozchodzą się w pokoju, po to tylko, by lewacki komentator ogłosił, że na szczęście faszyzm nie przeszedł, a wolne sądy zwyciężyły.
      Oglądałem ten filmik i w pewnym momencie poziom emocji sięgnął takiego stopnia, że ja zawołałem swoje najmłodsze dziecko, by tu przyszło i mnie wsparło w tym nieszczęściu. I proszę sobie wyobrazić, że ona po minucie tej strasznej przepychanki  powiedziała, że zwyczajnie nie jest w stanie tego dalej oglądać, wstała i, mimo moich apeli, opuściła pokój.
       O co chodzi? Jestem pewien, że większość czytelników tego bloga odpowiedź na to pytanie zna świetnie. Ponieważ jednak dobrze jest w sytuacjach granicznych zademonstrować solidarność, powiem, co mi leży na sercu. Otóż, w normalnym świecie – przepraszam, za słowo „normalnym” – jeśli policja próbuje kogoś zatrzymać, a ten ktoś zaczyna uciekać, to albo się go łapie, przewraca na ziemię i zakuwa w kajdanki, a jeśli to jest niemożliwe, zabija. Dziś w Polsce mamy sytuację, gdzie policja nie ma nic do gadania, dlatego że naprzeciwko siebie ma zorganizowane grupy wariatów, o których powszechnie wiadomo, że tak naprawdę to są ludzie tacy sami jak my, tyle że albo akurat z powodów politycznych troszeczkę obłąkani, których tak naprawdę nie obchodzi nikt i nic, albo – i to już w wersji optymistycznej – prowadzący zwykłą dla tego regionu i tej sytuacji działalność publiczną, sprowadzająca się do tego, by się walnąć na chodnik i drzeć mordę. A zatem, jakoś głupio kogoś takiego wziąć i zastrzelić jak psa.
       Ktoś powie, że niech im w tej sytuacji Bóg da zdrowie. Polska nie z takimi sobie przez te wszystkie lata dawała radę. Jest jednak coś, co nie pozwala mi zachować spokoju. Widok tych biednych durniów ze znaczkiem „policja” na mundurze, którzy nagle okazują się tak dramatycznie bezradni wobec kogoś tak straszliwie bez przydziału, jak Sławomir Nitras, poseł ze Szczecina. To bardzo boli. I stąd tylko ten dzisiejszy tekst. I stąd ten smutny filmik. W temacie.



Książki tam gdzie zawsze. Serdecznie zachęcam.



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...