Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielgrzymka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielgrzymka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 października 2010

Integracja, czyli o czarnej pielgrzymce

Od dawna wyczekiwana tak zwana ekumeniczna pielgrzymka do Smoleńska już za progiem. Jeszcze tylko piątek, jeszcze tylko sobotnia integracja… i – jak z dumą zapowiadają media – 170 pielgrzymów wyleci dwoma pięknymi, świeżo zakupionymi przez nasz rząd samolotami prosto na miejsce kwietniowej kaźni, by tam już w odpowiedniej atmosferze i w jak najbardziej odpowiednich okolicznościach miejsca i czasu, odprawić równie odpowiednie rytuały.
To będzie niedziela. Sam dzień trochę naszym pielgrzymom nie wyszedł. Biorąc pod uwagę, jakie to wszystko piękne, symboliczne, wzruszające i na swoim miejscu, z całą pewnością sobota byłaby lepsza. A gdyby jeszcze udało się ustalić faktyczny czas katastrofy, to nawet można by było zaryzykować jakiś dodatkowy element, który jeszcze bardziej przyozdobiłby tę zabawę.
Ale – jak już zostało wspomniane – sobota się nie zmarnuje. Organizatorzy eventu na ten dzień zaplanowali coś, co jeśli idzie o samą symbolikę, może nawet przebić niedzielny marsz wśród brzóz. Mam na myśli spotkanie integracyjne. Pielgrzymi spotkają się gdzieś wszyscy razem i dokonają aktu integracji. Przy okazji jednak samego spotkania dojdzie również do, jak to obiecuje organizator przedsięwzięcia, demokratycznego głosowania w takiej oto sprawie, czy wykradziony sprzed Pałacu na Krakowskim Przedmieściu krzyż poleci, czy zostanie w Kaplicy. Jeśli większość zadecyduje, ze krzyż leci – krzyż poleci. Ale wróci. Kiedy już wszystko zostanie należycie załatwione – wróci. I wtedy już się nim zajmą odpowiedni ludzie.
Ale to jednak będzie już niedzielny wieczór. Mnie natomiast wciąż chodzi po głowie to integracyjne spotkanie. Bardzo chciałbym wiedzieć, jak ono zostanie zorganizowane. Czy oni wszyscy będą się integrować przy ognisku, czy może jakoś inaczej. Czy te 170 osob chwyci się za ręce i coś zadeklamują, czy może będą śpiewać piosenki. A może będą jakieś gry? Może będzie rożno? A może każdy opowie, co czuje? Tego nie wiemy. Podobnie jak nie wiemy, czy to będzie impreza wystawna, czy skromna. Czy będzie catering? A może Prezydent zafunduje cos lepszego do picia? No i przede wszystkim, czy będzie telewizja? Czy przyjedzie TVN24 i wszystko nam pokaże? Najpierw panią Komorowską nr 1 z okolicznościowym przemówieniem, następnie panią Komorowską nr 2 z jakąś wzruszającą refleksją. One będą przemawiać, a tłum w rytm ich słów będzie się delikatnie kołysać i w zadumie patrzeć na czule obejmującą ich Rosję.
To dobrze, że oni się zintegrują. W końcu 170 osób to nie byle co. A jeśli uwzględnimy fakt, że z nich zaledwie kilkanaście to znajomi, reszta mogłaby się czuć zaniedbana. A tak, kiedy już uroczystość dobiegnie końca, każdy z nich będzie dla każdego bratem, siostrą i przyjacielem. I jak już nadejdzie ta niedziela i ten marsz wśród drzew, to zobaczymy jak potężna potrafi być pamięć. I co znaczy prawdziwe wzruszenie.
Niedziela. 10 października. Dokładnie pół roku, jak ten straszny wybuch zmienił historię Polski i świata. Dokładnie pół roku, jak ta biało-czerwona szachownica spłynęła krwią w to przeklęte smoleńskie błoto. Pół roku jak całe zło tego świata zapłakuje się ze śmiechu nad szczątkami tych ludzi. Pół roku jak biedne ciało Przemysława Gosiewskiego na zawsze już zabarwiło te brzozy.
Pójdą więc wszyscy przez ten las, wśród tych drzew i będą dokładnie tak samo piękni jak ta śmierć. Pani Komorowska nr 2 mówi, że plan jest taki, by oni wszyscy przeszli z jednej strony brzozy, w którą huknął rządowy Tupolew, na drugą stronę tej brzozy. Że to będzie dokładnie tak, jak to się działo z tym samolotem. Że kiedy on zbliżał się do tej brzozy, to był jeszcze w całości, a kiedy tę brzozę minął, to już leciały z niego strzępy – stalowe i ludzkie. I że to też będzie takie symboliczne. I piękne. I znów się zastanawiam. Jak to będzie wyglądało, kiedy tych 170 zintegrowanych jak należy pielgrzymów będzie szło przez ten las i będą wypatrywać tej brzozy… a tu ani jej śladu. Bo, jak wszyscy wiemy, ona już dawno – podobnie zresztą jak cała reszta okolicznych drzew – została ścięta porządną ruska piła. Piłą znacznie mocniejszą od bylejakiego samolotu. No ale może Rosjanie ustawią tam jakieś drzewo, odpowiednio wcześniej wymodelowane, żeby wszystko ładnie się pokazało na ekranie telewizorów. Znaleźli jakąś szmatę, to i znajdą drzewo. Ja rozumiem, ze to i koszta i tak dalej… no ale pamięć zobowiązuje. No i w końcu ma być też sama pani Miedwiediewowa.
Czy ona też coś powie?Do dziś pamiętam, jak to pół roku temu, kiedy już Donald Tusk w lesie katyńskim wczepił się w premiera Putina, by po tym upiornym pocałunku tryumfalnie wrócić do Kraju, a ja czekałem już tylko na tę sobotę. I pamiętam jak nasza przyjaciółka Agnieszka Moitrot napisała na tym blogu, że i ona czeka aż przyjdzie sobotni ranek, a ona siądzie przed telewizorem i posłucha prezydenckiego wystąpienia. I ona wie, ze te słowa będą wielkie i ważne. I ja też na nie czekałem i też wiedziałem, że one będą wielkie. I ważne. I – jak wszyscy doskonale widzimy – te słowa nie padły. Mijają miesiące i zamiast tych słów mamy wyłącznie szyderczy śmiech i diabelskie pozy.
No i teraz też czekam. By ich wszystkich zobaczyć, jak lezą przez ten las, niosą ten krzyż, prowadzeni przez tę nieszczęsną kobietę i tego dziwnego człowieka i tamte dwie panie. A wśród nich mają być i harcerze i księża… I jestem pewien, że jeśli tylko się dobrze przyjrzymy, w tym tłumie ujrzymy jeszcze jedną twarz. Twarz Tego Który Nigdy Nie Opuszcza Podobnych Okazji.
Mój Boże! Boże Jedyny! Jakie to wszystko upokarzające. Zmiłuj się nad nami grzesznymi. Zmiłuj się nad nami.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...