Jak
się należy domyślać, nie planowałem wracać do tematu reportaży
Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy”, jednak zarówno
reakcja czytelników pod samym tekstem, jak i osobna, nawiązująca
do tematu, notka Coryllusa kazały mi się jeszcze zatrzymać przy
sprawie owej agresji propagandowej, jaką wobec nas prowadzi od lat
środowisko „Gazety Wyborczej”. Ktoś gdzieś powiedział, że my
nie powinniśmy mieć pretensji do Kopińskiej o to, że ona oddaje
głos żonie Trynkiewicza bez słowa komentarza, dlatego że na tym
właśnie polega idealny reportaż – na tym, że między obrazem, a
widzem nie ma jakiegokolwiek pośrednika, dzięki czemu my sami
możemy najlepiej ocenić to co zobaczyliśmy, obiektywnie, a przez
to prawdziwie. I ja oczywiście byłbym skłonny przyjąć tę
perspektywę, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, w książce, o
której od paru dni rozmawiamy, reportaż o zakochanej w masowym
mordercy kobiecie nie jest jedyny. Tam jest znacznie więcej i to nie
mniej poruszających historii, z tym że z tego co zdążyłem
zauważyć, jedynie ta dziwna kobieta może tu gadać do woli, bez
ryzyka, że ktoś jej przerwie, lub choćby rzuci krótkim
komentarzem, a zatem trudno się opędzić od wrażenia, że ta
historia miała nas raczej zauroczyć, niż nami wstrząsnąć. W
końcu, jeśli wolno mi powtórzyć swoją refleksję w odpowiedzi na
jeden z komentarzy, czyż nie ma w tym swego rodzaju prawdy, że po
cholerę się te dzieci tam kręciły, zamiast siedzieć w domu,
pomagać mamie i odrabiać lekcje?
No i tu pojawia się kolejna kwestia. Oto w dalszej części książki
Kopińskiej znajdujemy podwójny reportaż o piekle, jakie będącym
pod ich opieką dzieciom zgotowały prowadzące ośrodek dla
patologicznej młodzieży siostry zakonne, na czele z niesławną
siostrą Bernadetą. I tam już jest zupełnie inaczej. Przede
wszystkim tytuł: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”. Proszę
zwrócić uwagę, że Kopińska nie zastanawia się, czy Bóg wybaczy
Trynkiewiczowi. Gdy chodzi o Trynkiewicza, ona oddaje głos
zakochanej w nim kobiecie, która go zna i zaświadcza o jego
wrażliwości, inteligencji, wewnętrznym cieple i cudownym
spojrzeniu, a wszystko pod tytułem „Spokojny sen Anny”. No a
skoro nie istnieje dylemat odnośnie tego, jak Bóg oceni dzieło
Trynkiewicza, można też spokojnie odłożyć na bok ewentualną
kwestię odpowiedzialności dzieci, jakim przyszło trafić pod
karzącą rękę siostry Bernadety za to, że przez swoje lenistwo,
złe zachowanie, czy zwykłą głupotę, zamiast się grzecznie
prowadzić w domu czy w szkole, zgotowały sobie swój okrutny los. W
reportażu na temat owego zdziczenia Kościoła Katolickiego,
Kopińska ani jednym słowem nie sprowokowała nas do zadania sobie
pytania: „A czy te dzieci przypadkiem nie są same sobie winne, że
te siostry je skazały na takie cierpienia? Przecież jest mnóstwo
dzieci, które żyją w biedzie, mają rodziców pijaków, a nie
trafiają do ośrodków prowadzonych przez siostry zakonne”.
Nie.
W ośrodku w Zabrzu w ogóle nie zadaje się pytań. Tam są
wyłącznie historie, jakie Kopińskiej opowiedzieli pensjonariusze
ośrodka, a owe historie są takie, że od nich lepszą być może –
choćby przez to, że prawdziwą – mogłyby opowiedzieć jedynie
zgwałcone i zamordowane przez Trynkiewicza dzieci. No ale nie
opowiedzą, bo nie żyją, no a to co ewentualnie mieliby do
powiedzenia ich rodzice, którzy z całą pewnością mogą wciąż
żyć i mają swoje przemyślenia, Kopińskiej już nie interesuje.
Co zatem ją interesuje? Proszę bardzo:
„Siostra
uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo
krwi”.
„Najgorzej
pobiły Adama bo miał problemy z mówieniem. Biły go prętami po
szyi aż pojawiła się krew”.
„Dziewczynkom
za karę wkładały mydło do ust, wiązały je do słupa lub
kaloryfera, lub myły w zimnej wodzie”.
„Wtedy
prowadziły nas na gwiazdę. Tak mówiliśmy na pokój z gwiazdą na
podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili, do krwi. Siostry
patrzyły”.
„Siostra
Monika biła mnie najmocniej. Okładała pięściami po twarzy i
kręgosłupie. Zdarzało się, że traciłam przytomność”.
„Trenowała
boks na dziewczynkach. Potrafiła najpierw pobić kilkuletnią
wychowankę, a potem podnieść do góry i uderzyć o stół”.
„Rwała
dziewczynkom włosy z głowy. Raz straciła nad sobą kontrolę i
szarpała wychowanką tak, że na połowie głowy zostało gołe
ciało pokryte krwią”.
„Siostra
Patrycja budziła postrach w grupie dziewczynek. Niska, dość gruba,
w okularach. Miała mnóstwo siły. Uwielbiała słodycze i jak
któraś z dziewcząt dała jej czekoladę, to nie biła jej nawet
przez tydzień”.
„Najpierw
stłukła mi okulary. Biła coraz mocniej aż była czerwona jak
burak. Czułam się jak zabawka w jej rękach. Jakieś pół godziny
później leżałam pokonana, posiniaczona do krwi”.
„Jedna
z dziewcząt coś jej odpyskowała, to siostra ją za włosy wzięła
i wsadziła jej głowę tak głęboko do kibla, że mało się nie
zadławiła”.
„Siostra
Patrycja często biła bez powodu. Po prostu rzucała się na kogoś.
Jeden chłopak został odwieziony do szpitala, bo złamała mu
obojczyk”.
„Siostra
Monika rozpowiadała, że jestem Niemką z trzeciego pokolenia.
Powtarzała: ‘Ty pierdolony szwabie”.
„Jak
były imprezy albo grille, to zamykała mnie w sypialni lub w
izolatce. Przynosiła trochę wody i jedzenia, ale bardzo mało, tyle
żebym nie zdechła”.
„Był
taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie
z nim i jego bratem na klucz”.
„W
ośrodku dzieci gwałciły się niemal codziennie. Długopisami,
ołówkami, butelkami”.
„Siostry
mówiły: ‘Twoja stara jest nic nie warta, jesteś debilem, ułomem,
gnojem’. Najgorzej jeśli zsikałeś się do łóżka w nocy, lub
byłeś głośno. Lubiły bezwzględna ciszę”.
I
tak dalej przez dziesiątki lat. Siedzi Kopińska otoczona
wianuszkiem byłych już pensjonariuszy ośrodka, no a oni jej
opowiadają, opowiadają i opowiadają. Te wszystkie twarde dzieci,
prawdziwi mistrzowie survivalu, gwałcone i gwałcące, bite i same
zadające ból, z pociętymi rękoma, powyrywanymi włosami,
rozbitymi czaszkami, połamanymi żebrami, dzieci, które były za
pan brat z całym złem tego świata i znały każdy sposób, by nie
zginąć w tym dzikim świecie, a nie dały rady kilku siostrom
zakonnym. A ona kiwa ze zrozumieniem głową, wszystko sobie
zapisuje, no a potem opowiada to nam, tak byśmy sami sobie
odpowiedzieli na to podstawowe pytanie: „Czy Bóg wybaczy siostrze
Bernadecie?” I niech nikt nie myśli, że ona nam coś sugeruje.
Ależ w życiu! W końcu to poważna reportażystka, znająca swój
fach. Ona pozwala mówić faktom, a ocena należy do nas.
Myślę,
że wszyscy tu doskonale już widzimy tę metodę i wiemy, jak
powinniśmy się wobec niej ustawiać. Jest jednak w książce
Kopińskiej coś jeszcze, co mnie naprawdę zaintrygowało, a
mianowicie bardzo jednoznaczna i naprawdę bezwzględna krytyka
wymiaru sprawiedliwości w Polsce, i to wbrew pozorom nie formułowana
z punktu widzenia interesów przestępcy, ale społeczeństwa. U
Kopińskiej polska policja, sądy, prokuratura, to w większości
siedlisko wściekłych, sprzedajnych żmij. I ów obraz bardzo mocno
mi się kojarzy z pokazanym niedawno przez telewizję TVN24
reportażem na temat korupcji, jaki pożera od środka polskie sądy,
na przykładzie pewnego zabójcy i gwałciciela z Nowej Soli, który
od lat, dzięki pieniądzom i pewnym rodzinnym koneksjom, pozostaje
od wielu lat bezkarny. I to, przyznaję nie daje mi spokoju. Z jednej
strony oni wypruwają z siebie żyły, by uniemożliwić Prawu i
Sprawiedliwości posprzątanie tego chlewu, jakim jest wymiar
sprawiedliwości w Polsce, a jednocześnie robią wszystko, by nam
pokazać, że, owszem, jest źle, i podobno ma być jeszcze gorzej.
Niedawno
tu w sąsiedztwie pojawił się różowy billboard przedstawiający
czarny parasol, obok napis: „To nie jest parasol, to Polki na
ulicach miast”, a jeszcze niżej podpis „gazeta.pl” i
przesłanie prosto w punkt, „dzień dobry emocje”. A ja się już
tylko zastanawiam, co to za robak, co z jad? Mój kumpel, wybitny
psychoterapeuta, spojrzał na to i powiedział: „Im chodzi o
destabilizację umysłu”. Może i tak. Może i tak. Może w tym
wszystkim tak naprawdę chodzi tylko o zdestabilizowanie naszych
umysłów? Póki co jednak, będę chyba się musiał zwrócić o
pomoc do Czytelników.
Przypominam,
że moje książki są jak zawsze do kupienia w księgarni pod adresem
www.coryllus.pl. Zapraszam
serdecznie.