Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siostra Bernadeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siostra Bernadeta. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 marca 2017

Czy Bóg wybaczy destabilizowanie umysłów?

      
      Jak się należy domyślać, nie planowałem wracać do tematu reportaży Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy”, jednak zarówno reakcja czytelników pod samym tekstem, jak i osobna, nawiązująca do tematu, notka Coryllusa kazały mi się jeszcze zatrzymać przy sprawie owej agresji propagandowej, jaką wobec nas prowadzi od lat środowisko „Gazety Wyborczej”. Ktoś gdzieś powiedział, że my nie powinniśmy mieć pretensji do Kopińskiej o to, że ona oddaje głos żonie Trynkiewicza bez słowa komentarza, dlatego że na tym właśnie polega idealny reportaż – na tym, że między obrazem, a widzem nie ma jakiegokolwiek pośrednika, dzięki czemu my sami możemy najlepiej ocenić to co zobaczyliśmy, obiektywnie, a przez to prawdziwie. I ja oczywiście byłbym skłonny przyjąć tę perspektywę, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, w książce, o której od paru dni rozmawiamy, reportaż o zakochanej w masowym mordercy kobiecie nie jest jedyny. Tam jest znacznie więcej i to nie mniej poruszających historii, z tym że z tego co zdążyłem zauważyć, jedynie ta dziwna kobieta może tu gadać do woli, bez ryzyka, że ktoś jej przerwie, lub choćby rzuci krótkim komentarzem, a zatem trudno się opędzić od wrażenia, że ta historia miała nas raczej zauroczyć, niż nami wstrząsnąć. W końcu, jeśli wolno mi powtórzyć swoją refleksję w odpowiedzi na jeden z komentarzy, czyż nie ma w tym swego rodzaju prawdy, że po cholerę się te dzieci tam kręciły, zamiast siedzieć w domu, pomagać mamie i odrabiać lekcje? 
       No i tu pojawia się kolejna kwestia. Oto w dalszej części książki Kopińskiej znajdujemy podwójny reportaż o piekle, jakie będącym pod ich opieką dzieciom zgotowały prowadzące ośrodek dla patologicznej młodzieży siostry zakonne, na czele z niesławną siostrą Bernadetą. I tam już jest zupełnie inaczej. Przede wszystkim tytuł: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”. Proszę zwrócić uwagę, że Kopińska nie zastanawia się, czy Bóg wybaczy Trynkiewiczowi. Gdy chodzi o Trynkiewicza, ona oddaje głos zakochanej w nim kobiecie, która go zna i zaświadcza o jego wrażliwości, inteligencji, wewnętrznym cieple i cudownym spojrzeniu, a wszystko pod tytułem „Spokojny sen Anny”. No a skoro nie istnieje dylemat odnośnie tego, jak Bóg oceni dzieło Trynkiewicza, można też spokojnie odłożyć na bok ewentualną kwestię odpowiedzialności dzieci, jakim przyszło trafić pod karzącą rękę siostry Bernadety za to, że przez swoje lenistwo, złe zachowanie, czy zwykłą głupotę, zamiast się grzecznie prowadzić w domu czy w szkole, zgotowały sobie swój okrutny los. W reportażu na temat owego zdziczenia Kościoła Katolickiego, Kopińska ani jednym słowem nie sprowokowała nas do zadania sobie pytania: „A czy te dzieci przypadkiem nie są same sobie winne, że te siostry je skazały na takie cierpienia? Przecież jest mnóstwo dzieci, które żyją w biedzie, mają rodziców pijaków, a nie trafiają do ośrodków prowadzonych przez siostry zakonne”.
      Nie. W ośrodku w Zabrzu w ogóle nie zadaje się pytań. Tam są wyłącznie historie, jakie Kopińskiej opowiedzieli pensjonariusze ośrodka, a owe historie są takie, że od nich lepszą być może – choćby przez to, że prawdziwą – mogłyby opowiedzieć jedynie zgwałcone i zamordowane przez Trynkiewicza dzieci. No ale nie opowiedzą, bo nie żyją, no a to co ewentualnie mieliby do powiedzenia ich rodzice, którzy z całą pewnością mogą wciąż żyć i mają swoje przemyślenia, Kopińskiej już nie interesuje. Co zatem ją interesuje? Proszę bardzo:

„Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi”.
„Najgorzej pobiły Adama bo miał problemy z mówieniem. Biły go prętami po szyi aż pojawiła się krew”.
„Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały je do słupa lub kaloryfera, lub myły w zimnej wodzie”.
„Wtedy prowadziły nas na gwiazdę. Tak mówiliśmy na pokój z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili, do krwi. Siostry patrzyły”.
„Siostra Monika biła mnie najmocniej. Okładała pięściami po twarzy i kręgosłupie. Zdarzało się, że traciłam przytomność”.
„Trenowała boks na dziewczynkach. Potrafiła najpierw pobić kilkuletnią wychowankę, a potem podnieść do góry i uderzyć o stół”.
„Rwała dziewczynkom włosy z głowy. Raz straciła nad sobą kontrolę i szarpała wychowanką tak, że na połowie głowy zostało gołe ciało pokryte krwią”.
„Siostra Patrycja budziła postrach w grupie dziewczynek. Niska, dość gruba, w okularach. Miała mnóstwo siły. Uwielbiała słodycze i jak któraś z dziewcząt dała jej czekoladę, to nie biła jej nawet przez tydzień”.
„Najpierw stłukła mi okulary. Biła coraz mocniej aż była czerwona jak burak. Czułam się jak zabawka w jej rękach. Jakieś pół godziny później leżałam pokonana, posiniaczona do krwi”.
„Jedna z dziewcząt coś jej odpyskowała, to siostra ją za włosy wzięła i wsadziła jej głowę tak głęboko do kibla, że mało się nie zadławiła”.
„Siostra Patrycja często biła bez powodu. Po prostu rzucała się na kogoś. Jeden chłopak został odwieziony do szpitala, bo złamała mu obojczyk”.
„Siostra Monika rozpowiadała, że jestem Niemką z trzeciego pokolenia. Powtarzała: ‘Ty pierdolony szwabie”.
„Jak były imprezy albo grille, to zamykała mnie w sypialni lub w izolatce. Przynosiła trochę wody i jedzenia, ale bardzo mało, tyle żebym nie zdechła”.
„Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem na klucz”.
„W ośrodku dzieci gwałciły się niemal codziennie. Długopisami, ołówkami, butelkami”.
„Siostry mówiły: ‘Twoja stara jest nic nie warta, jesteś debilem, ułomem, gnojem’. Najgorzej jeśli zsikałeś się do łóżka w nocy, lub byłeś głośno. Lubiły bezwzględna ciszę”.

       I tak dalej przez dziesiątki lat. Siedzi Kopińska otoczona wianuszkiem byłych już pensjonariuszy ośrodka, no a oni jej opowiadają, opowiadają i opowiadają. Te wszystkie twarde dzieci, prawdziwi mistrzowie survivalu, gwałcone i gwałcące, bite i same zadające ból, z pociętymi rękoma, powyrywanymi włosami, rozbitymi czaszkami, połamanymi żebrami, dzieci, które były za pan brat z całym złem tego świata i znały każdy sposób, by nie zginąć w tym dzikim świecie, a nie dały rady kilku siostrom zakonnym. A ona kiwa ze zrozumieniem głową, wszystko sobie zapisuje, no a potem opowiada to nam, tak byśmy sami sobie odpowiedzieli na to podstawowe pytanie: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie?” I niech nikt nie myśli, że ona nam coś sugeruje. Ależ w życiu! W końcu to poważna reportażystka, znająca swój fach. Ona pozwala mówić faktom, a ocena należy do nas.
      Myślę, że wszyscy tu doskonale już widzimy tę metodę i wiemy, jak powinniśmy się wobec niej ustawiać. Jest jednak w książce Kopińskiej coś jeszcze, co mnie naprawdę zaintrygowało, a mianowicie bardzo jednoznaczna i naprawdę bezwzględna krytyka wymiaru sprawiedliwości w Polsce, i to wbrew pozorom nie formułowana z punktu widzenia interesów przestępcy, ale społeczeństwa. U Kopińskiej polska policja, sądy, prokuratura, to w większości siedlisko wściekłych, sprzedajnych żmij. I ów obraz bardzo mocno mi się kojarzy z pokazanym niedawno przez telewizję TVN24 reportażem na temat korupcji, jaki pożera od środka polskie sądy, na przykładzie pewnego zabójcy i gwałciciela z Nowej Soli, który od lat, dzięki pieniądzom i pewnym rodzinnym koneksjom, pozostaje od wielu lat bezkarny. I to, przyznaję nie daje mi spokoju. Z jednej strony oni wypruwają z siebie żyły, by uniemożliwić Prawu i Sprawiedliwości posprzątanie tego chlewu, jakim jest wymiar sprawiedliwości w Polsce, a jednocześnie robią wszystko, by nam pokazać, że, owszem, jest źle, i podobno ma być jeszcze gorzej.
      Niedawno tu w sąsiedztwie pojawił się różowy billboard przedstawiający czarny parasol, obok napis: „To nie jest parasol, to Polki na ulicach miast”, a jeszcze niżej podpis „gazeta.pl” i przesłanie prosto w punkt, „dzień dobry emocje”. A ja się już tylko zastanawiam, co to za robak, co z jad? Mój kumpel, wybitny psychoterapeuta, spojrzał na to i powiedział: „Im chodzi o destabilizację umysłu”. Może i tak. Może i tak. Może w tym wszystkim tak naprawdę chodzi tylko o zdestabilizowanie naszych umysłów? Póki co jednak, będę chyba się musiał zwrócić o pomoc do Czytelników.

Przypominam, że moje książki są jak zawsze do kupienia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl. Zapraszam serdecznie.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...