Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Sakiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Sakiewicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2024

Co mamy z Tomasza Sakiewicza?

 

       Ponieważ nie było akurat piłki nożnej, włączyłem sobie wczoraj wieczorem telewizję Republika i trafiłem na sam początek ichniejszej codziennej propagandowej aydycji zatytułowanej „Piachem w tryby”. Tak się akurat złożyło, że zamiast zwykłej obsługi programu, na ekranie pojawił się sam Ojciec Dyrektor i jedyna osoba, ktora zasługuje na to, by mu towarzyszyć w tak ważnym momencie, czyli red. Danuta Holecka. Na doczepkę, jako tego trzeciego dopuszczono pana, którego nie znam, a który nadawał od siebie z domu i na kolanach trzymał ładnego białego pieska. Zaczęli więc państwo od owego psa i jego właściciel poinformował, że pies jest rzadkiej rasy, która kiedyś była bardzo popularna, a szybcy panowie z reżyserki natychmiast zaczęli wrzucać zdjęcia różnych słynnych aktorów sprzed lat ze swoimi ulubieńcami, tej właśnie rasy. I oto nagle na którymś z kolejnych zdjęć pojawił się sam Clark Gable, a red. Danuta Holecka nie wytrzymala, podskoczyła z emocji, i krzyknęła „O, Clark Gable, piękny Clark Gable”. Może faktycznie było nieco inaczej, czyli „Clark Gable, najpiękniejszy mężczyzna na świecie”, czy „Ale ja go kocham”, nie pamiętam, natomiast to co na mnie zrobiło największe wrażenie, to reakcja red. Sakiewicza. On w jednej chwili spochmurniał i powiedział coś tego w stylu: „Ależ to nic specjalnego, my tu w Republice mamy mężczyzn bardziej przystojnych”. Holecaka natychmiast zesztywniała i zaczęła Sakiewicza przepraszać i potwierdzać, że z jej szefem Gable faktycznie nie ma się co równać, ale mimo to ona prosi, by jej pozwolić kochać Clarka Gable.

        I teraz, jeśi ktoś sądzi, że oni tak sobie tylko wesołkowali, a Sakiewicz tylko tak ironizował, to zapewniam, że nie. On był zdecydowanie niezadowolony, a na potwierdzenie swoich emocji, rzucił tylko – cytuję z pamięci –  „Nigdy nie rozumiałem tych wszystkich damskich zachwytów pod adresem tego bawidamka. Owszem, rola w ‘Przeminęło z wiatrem’ była w porządku, on sam był zdolnym aktorem, ale przystojny? No nie”.

      Jak większość z nas pewnie się domyśla, Tomasz Sakiewicz, jako młody człowiek, był szalenie przystojny. Dziś też oczywiście jest nadal ponętny, natomiast jest, owszem, bardzo, gruby. Jest do tego stopnia gruby, że nie mieści się w fotelu, na którym od czasu do czasu, podczas swoich występów w audycji „Piaskiem w tryby” siada, i w związku z tym z tego fotela raczej zwisa. Oczywiście w tym zwisie i ze swoim ciepłym głosem jest nadal, jak mówię, bardzo przystojny, nie zmienia to jednak faktu, że również – powtarzam „również” – dzięki tego typu wybrykom, jak opisany powyżej, telewizja Republika jest dla mnie  estetycznie z trudem do zniesienia.

      Mógłbym tu napisać cały osobny tekst o tym, co sprawia, że z mojego punktu widzenia, to co się tam wyprawia każdego dnia, woła o pomstę do nieba. I wcale nie chodzi mi o tę propagandę, która się tam leje wodospadem. To akurat nie jest i nigdy nie było moim problemem, ani dziś, w przypadku Republiki, ani w latach nieszczęśliwie minionych, kiedy oglądałem głównie TVP Info. Uważam, że w sytuacji jaką mamy w Polsce i na świecie, nikt nie może sobie pozwolić na to, by z propagandy i najlepiej takiej prosto w między oczy, zrezygnować. Ani oni, ani my. Bardzo dobrze wiemy, co by sie stało, gdyby dziś nagle Donald Tusk, z ministrem Bodnarem i Komisją Europejską telewizję Republikę zlikwidowali. W tym samym momencie jest już po nas i to raczej już na zawsze. A więc chwała Sakiewiczowi za to, że prawdopodobnie również dzięki swojemu cwaniactwu i podłemu charakterowi, doprowadził ten swój straszny projekt do tak niebywałego sukcesu, że ci durnie, którzy w grudniu zeszłego roku postanowili przejąć państwowe media, powinni sobie dziś powyrywać wszystkie włosy z łbów.

       I nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, kto tam w tej telewizji występuje, jak występuje i z jakim bezwstydem te swoje występy prezentuje. Nie ma dla mnie znaczenia to ich nachalne żebranie o pieniądze, te reklamy Mango, od których widoku chce mi się już rzygać; nie ma znaczenia to, że nie ma chwili, by oni nie reklamowali tego swojego wielkiego Sylwestra w Chełmie, czy Zamościu. Nic dla mnie nie ma znaczenia, dopóki choćby wiem, że oni jako jedyni będą aż do maja organizować Karolowi Nawrockiemu medialne wsparcie i to z takim rozmachem, jakiego nie przykryje cały ten cholerny TVN z Onetem i Gazetą Wyborczą.

         I proszę, niech mi nikt nie mówi, że oni bardziej szkodzą Nawrockiemu niż pomagają i gdyby nie oni, polska prawica już by przekraczała większość



konstytucyjną. To jest nieprawda. A poza tym. lepiej nie próbujmy tego sprawdzać, bo będzie nieszczęście.

czwartek, 1 lutego 2024

Co zrobić z Tomaszem Sakiewiczem?

 

      Gdy Jarosław Kaczyński wspomniał najpierw coś o zasługach TV Republika dla polskiej wolności, a następnie zapowiedział, że owa telewizja to zdecydowanie za mało i sytuacja wymaga stworzenia czegoś naprawdę potężnego, przyszły mi do głowy trzy rzeczy. Pierwsza to taka, że owa zapowiedź jest dość dziwna dlatego że, wydawałoby się, zamiast inwestowania w coś absolutnie nieznanego, o wiele bardziej sensowne byłoby dofinansowanie istniejącego już medium i tu akurat rozpoczęcie pracy na rzecz zagarnięcia całego rynku. Druga myśl to taka, że nie ma absolutnie możliwości, by, nawet jeśli Prezes poważnie myśli o wejściu na ów medialny rynek, udało się stworzyć alternatywę dla tego, co już sobie zapewniło bezpieczną pozycję. No i wreszcie myśl trzecia: Nie ma najmniejszych wątpliwości, że gdy ową zapowiedź usłyszeli Tomasz Sakiewicz i bracia Karnowscy, musieli oni wszyscy dostać absolutnie najcięższej cholery.

      Przyszły mi do głowy te trzy myśli i już chwilę po tym poszedłem nieco dalej i – zamiast zadręczać się losem Tomasza Sakiewicza, braci Karnowskich i tego wszystkiego co się wokół ich biznesów w ostatnich latach zdążyło sobie znaleźć wygodne miejsce –  zacząłem się zastanawiać, w jaki to sposób Jarosław Kaczyński chce stworzyć dla tego czegoś alternatywę. No i jedyne co mi przyszło do głowy, to odkupienie od Solorza Polsatu. Ot tak!

        Czy to jest możliwe, że Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie zebrać odpowiednią sumę i czy Solorz w ogóle jest w stanie się na ten niezwykły deal zgodzić, tego oczywiście nie wiem, ale, szczerze powiedziawszy, niczego mądrzejszego wymyślić już dziś nie potrafię. Bo jeśli nie to, to innej drogi nie widzę. Widzę natomiast, że mimo sytuacji dalece niepewnej i najpewniej kompletnie nierealnej, Tomasz Sakiewicz przynajmniej i zgromadzone wokół niego towarzystwo – powtórzę to bardzo chętnie – dostało na tę zapowiedź ciężkiej cholery. Wspominałem już wcześniej o owej reakcji, ale nigdy nie podejrzewałem, że oni z tym czymś wyjdą w sposób aż tak całkowicie otwarty. Tymczasem na swoim podkaście ( czy jak to się współcześnie nazywa) na YouTubie wystąpił sam Rafał Ziemkiewicz – człowiek jak najbarziej biznesowo związany z Telewizją Republika –  i ogłosił, że pomysł Prezesa jest do bani, bo, przede wszystkim, w dzisiejszych czasach telewizji nikt nie ogląda, jako że ludzie mają Internet, a poza tym jest przecież... TV Republika. Więc po co to w ogóle ruszać?

       A skoro to nie kto inny jak Rafał Ziemkiewicz zadał nam owo pytanie, to ja się bardzo chętnie zgłaszam do tego, by udzielić na nie króciutkiej odpowiedzi. Otóż po pierwsze, Telewizja Republika, podobnie jak „Gazeta Polska”, Kluby Gazety Polskiej i diabeł jeden wie, czym Tomasz Sakiewicz się jeszcze zajmuje, stanowią jego wyłączną własność i to on, a nie Jarosław Kaczyński jest tego czegoś właścicielem. A tym sposobem, jeśli Tomasz Sakiewicz osobiście uzna, że dość już ma tego Kaczora, bo na jego miejsce ma przygotowanego kogoś innego, to może tę wiadomość ogłosić w jednej chwili, i na nią zareaguje cała prawicowa Polska, włącznie oczywiście z braćmi Karnowskimi i tym wszystkim czym oni z kolei zarabiają na życie. Mało tego. Jeśli „Gazeta Polska”, a za nią Telewizja Republika ogłoszą, że to oni i ich nominaci od dziś zabierają się za Polskę i jej przyszłość, to od tego momentu wszystko to co znaliśmy pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość przechodzi do historii. A zatem, należy zakładać, że to co Jarosław Kaczyński aktualnie planuje, a od czasu do czasu też nam zapowiada, jest doskonale przemyślane.

   Przy braku TVPInfo, dzień w dzień oglądam Telewizję Republikę i co słyszę? Dokładnie to samo co słyszałem 11 stycznia w Warszawie podczas demonstracji na rzecz przywrócenia Polakom Polskiej Telewizji i, przy okazji, uwolnienia z aresztu posłów Wąsika i Kamińskiego. Mianowicie wrzask: „Każde polskie serce pika, gdy nadaje Republika!”. Ale co mi chodzi po głowie, gdy oglądam jedyną dziś dostępną telewizję podającą prawdę, czyli Telewizję Republikę, i między kolejnymi informacjami muszę raz za razem oglądać czy to reklamę tygodnika „Do Rzeczy”, czy też kolejną „Gazety Polskiej”, a na dodatek numer konta, na który mam przesyłać wsparcie na rzecz tak zwanego „wolnego słowa”? Otóż przepraszam bardzo, ale ja już wolę coś wrzucić do puszki dla tego oszusta Owsiaka.

      A zatem, jesteśmy dziś w sytuacji, gdy Jarosław Kaćzyński zapowiedział utworzenie, jak rozumiem, autentycznie polskiej prywatnej telewizji, która będzie stanowiła zaplecze dla tego co może nastąpić już niedługo, czyli dla powrotu rządów prawa wraz ze sprawiedliwością. A to, biorąc pod uwagę wszystko to co się wokół nas dzieje, jest wiadomością bardzo pozytywną. Bo nawet jeśli wyzwolenie nie nadejdzie tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali, to jest szansa, że przynajmniej wszystkich tych cwaniaków, którzy tak naprawdę nigdy nie uczynili dla Polski nic dobrego, uda się postawić do pionu.



      

piątek, 22 stycznia 2021

Ile się mieści w tłustym odwłoku redaktora Sakiewicza?

 

       Jeszcze w czasach szkolnych kolegowałem się z pewnym Wojtkiem, jednak, tak jak to najczęściej bywa, nasze drogi się rozeszły i wiele lat minęło jak przyszło nam się spotkać ponownie. Spotkaliśmy się więc, a ja oczywiście zapytałem co u niego słychać, a on mi odpowiedział, że dokładnie tak jak to miało miejsce w czasach szkolnych, gra na gitarze tyle że dziś już na płaszczyźnie czysto zawodowej. Zapytałem go więc – co wydało mi się czymś zupełnie naturalnym – czy on jest dobry w swoim fachu, a on, proszę sobie wyobrazić, odpowiedział mi następującymi słowami: „A czemuż to miałbym być dobry?” Mój kumpel Wojtek powiedział to jak najbardziej poważnie i bez śladu skrępowania, tak jakby wypowiedział właśnie coś absolutnie oczywistego, a ja przyznam szczerze, że zdanie to nie dość że zrobiło na mnie już wtedy bardzo duże wrażenie, to zapamiętałem je do dziś i to co z niego wynika traktuję jako bardzo ważną naukę, którą mógłbym streścić słowami: Świat zbudowany jest w taki sposób, że wszyscy mają wszystko w dupie i są z tego szalenie dumni.

      Przypomniało mi się tamto zdarzenie wraz z tamtymi słowami, gdy dowiedziałem się że w odpowiedzi na cenzorskie zachowania największych społecznościowych portali, takich jak Facebook, Tweeter oraz Instagram, wobec prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, Tomasz Sakiewicz – swoją drogą nie bardzo wiem, jak go tytułować, więc pozostawię to nazwisko bez szczególnych odniesień – ogłosił, że właśnie uruchomił własną platformę, pod obłąkaną wręcz nazwą ALBICLA, która, jak słyszę ma stanowić akronim hasła Let All Be Clear i ma otworzyć przed nami szansę skutecznego bojkotu Facebooka i, jak rozumiem, ostatecznie doprowadzić niejakiego Zuckerberga do bankructwa. Z różnych powodów, których tu ani nie mam ochoty, ani, co oczywiste, potrzeby opisywać, zarówno samo oświadczenie Sakiewicza jak i następujące po nim przedsięwzięcia, włącznie z faktycznym uruchomieniem tego czegoś, spotkały się z szyderstwem jakiego świat nie widział i wydaje się, że gdyby nie fakt, że niemal natychmiast rejestracji na wspomnianej platformie dokonał wicepremier Gliński, poza owym szyderstwem, po owym wydarzeniu nie pozostałoby nic.

      Oczywiście, gdy pada hasło do tego by szydzić z Sakiewicza, ja jestem pierwszy w kolejce, natomiast muszę trochę ponarzekać. Otóż to co mi się bardzo nie podoba to to, że gdy wokół  inicjatywy tego cwaniaka rozlega się dziś okrutny rechot, towarzyszy mu sugestia, że Sakiewicz to idiota, który nagle sobie wymyślił, że dzięki swojej wielkości jest w stanie jedną szybką akcją przebić to, nad czym najpierw pracowały najbardziej kosmiczne umysły, a w co następnie wpompowane zostały setki miliardy dolarów.  Rzecz w tym, że ja tego rodzaju diagnozę nie dość że z gruntu odrzucam, to w dodatku uważam ją za bardzo  niebezpieczną, bo przykrywającą to co jest tu naprawdę ważne. Oczywiście, jest całkiem prawdopodobne, że Sakiewicz to idiota – nie on w końcu jeden – jednak to nie stanowi największego problemu jaki my z nim mamy. Rzecz w tym, że moim zdaniem tu akurat jego idiotyzm nie jest na tyle mocny, by on był w stanie szczerze uznać, że tworząc ów komunikator, jest w stanie stworzyć nawet nie konkurencję dla Facebooka, ale w ogóle osiągnąć jakikolwiek wymierny efekt... powiedzmy że zgłoszenie ministra Glińskiego potraktujemy jako niespodziewany zupełnie wybryk tego dziwoląga.  Moim zdaniem problem Sakiewicza polega na tym, że on jest zwykłym gównem, że zdaje sobie z tego znakomicie sprawę i nie ma z tym najmniejszego problemu. Moim zdaniem, Sakiewicz to przede wszystkim ktoś, kto doskonale wie, jakie są jego możliwości i gdyby go zapytać, czy jest dobry, a on miałby ochotę na tę zaczepkę odpowiedzieć szczerze, powiedziałby, że a po cholerę.  Jestem bardzo głęboko przekonany, że Sakiewicz doskonale zdaje sobie sprawę, że wszystko co robi jest gówno warte, a on sam jest kompletnym nieudacznikiem, tyle że jednocześnie pozostaje w głębokim przekonaniu, że wszystko co na zewnątrz jest jeszcze gorsze i jeszcze głupsze, a on w tym wszystkim jest zaledwie sprytniejszy i to mu wystarczy.  Oczywiście tu się myli, bo jeszcze gorszych i jeszcze głupszych od niego wcale nie jest tak dużo, ale przyznać trzeba, że jest ich wystarczająco dużo, by mu zapewnić pewną swobodę ruchów. A wśród nich jest oczywiście pomysł z tą platformą.

       Jestem szczerze przekonany, że Sakiewicz wie bardzo dobrze, że ta cała „aibicla” już za tydzień czy dwa nie dość że przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie, to jeszcze Polska o niej kompletnie zapomni, jeśli jednak zdecydował się w ten akurat sposób zareagować na ocenzurowanie prezydenta Trumpa przez wielkie międzynarodowe korporacje, to tylko po to, by zwiększyć sprzedaż tego czegoś co daje mu finansowy sukces i zabezpieczenie na przyszłość, a nosi nazwę „Gazety Polskiej”. Dla Sakiewicza numer z uruchomieniem tej dziwnej platformy jest dokładnie tym samym czym było wypuszczenia pamiętnych nalepek z hasłem „Strefa wolna od LGBT”. I jestem przekonany, że gdy chodzi o koszta – jeśli wziąć pod uwagę dotychczasowe opinie – on na to wyłożył mniej więcej tyle samo co wówczas.

      A więc, powtarzam, nie wierzę w to że Tomasz Sakiewicz choćby przez chwilę planował uruchomić autentyczny serwis społecznościowy, w dodatku w przekonaniu, że odniesie jakikolwiek sukces. Moim zdaniem ten dziwny człowiek wszystko co robi, robi przede wszystkim w głębokim przekonaniu, że ma do czynienia z bandą durnych polaczków, których można kantować w nieskończoność, że odpowiednio wykorzystując koniunkturę będzie miał zapewnione istotne polityczne wsparcie, i że wreszcie gwarancją sukcesu jest zawsze niewzruszona bezczelność oraz towarzysząca jej bezwzględność. Pamiętajmy jednak, że jeśli któregoś dnia Tomasz Sakiewicz ogłosi na portalu pomagam.pl akcję czy to budowy pomnika Donalda Trumpa, czy zbiórkę na walkę z pedofilią wśród dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, to znaczy, że on już za moment trafi na ulicę, gdzie będzie żebrał o papierosa i kubek ciepłej kawy. A patrząc na jego dzisiejszą desperację, nie zdziwiłbym się gdybym jeszcze tego dnia dożył.



piątek, 30 sierpnia 2019

Czy Tomasz Sakiewicz to tajna broń ruchu LGBT?


         Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to jest w ogóle chwalenie się, ale nawet jeśli, to zapewniam, że wolałbym nie mieć dziś do tego okazji. Faktem jednak jest to, że ledwie co przedwczoraj od mojego człowieka w mieście Leeds otrzymałem wiadomość, że na 24 października w nowojorskiej Carnegie Hall zaplanowany był uroczysty koncert pod nazwą „Od Chopina do Gershwina”, upamiętniający stulecie nawiązania przez Polskę i Stany Zjednoczone relacji dyplomatycznych i oto właśnie ów koncert został odwołany. Dlaczego? Otóż powód był banalnie prosty. Kiedy mianowicie okazało się, że jednym z organizatorów eventu są Kluby „Gazety Polskiej”, ktoś natychmiast wyciągnął sprawę pamiętnej wlepki anty LGBT i w jednej chwili wszystko trafił jasny szlag.
     Ja oczywiście wiem, że są osoby, których jedyną w tej sytuacji refleksją jest to, że to naprawdę straszne, że ci zboczeńcy stali się tak agresywni, że potrafią zniszczyć niewinną uroczystość, która przecież nie ma nic wspólnego z walkami między nimi i resztą świata. I na ten rodzaj skretynienia ja naprawdę nie mam nic do powiedzenia. Natomiast, owszem, kilka słów przekazać bym chciał w kwestii bardziej ogólnej.
       Jak wszyscy – w tym nawet ci durnie – wiemy, znaleźliśmy się w stanie wojny cywilizacyjnej i totalnej, a w sytuacji, jaka nas zastała znajdujemy się w totalnej defensywie. Ponieważ doszło do ostatecznego starcia, w którym cywilizacja chrześcijańska została zaatakowana przez siły Zła, naszym podstawowym obowiązkiem jest zachować pełną koncentrację i nadzwyczajną czujność, a skoro tak, to najgorszą rzeczą byłoby to, byśmy nagle zaczęli się zachowywać, jakby tu tylko szło o pieniądze. Kiedy Tomasz Sakiewicz wypuścił te swoje idiotyczne wlepki z przekreślonym LGBT, wpadłem w autentyczną panikę, bo pomyślałem sobie, że jeśli obecna władza natychmiast nie wymyśli czegoś odpowiednio mocnego, jest po nas. No i jakoś to przeżyliśmy. Jak się okazuje do czasu. Dziś się dowiaduję, że kto miał na nie zwrócić uwagę, to ją oczywiście zwrócił, i mało tego, postanowił tę wiedzę wykorzystać dokładnie tak jak tylko potrafił.
      Mój kontakt w Leeds informuje mnie, że przynajmniej w Anglii – a ja z tego rozumiem, że również wszędzie poza resztkami Wschodniej Europy – sytuacja jest taka, że można kogoś z zimną krwią zamordować i liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary, gdy chodzi natomiast o wypowiedzenie jednego słowa przeciwko LGBT, od tego nie ma apelacji. Człowiek użyje ichniejszego słowa „pedał”, ktoś na niego doniesie, i się idzie w jednej chwili do więzienia. I oto w tej sytuacji – o której, jestem pewien, że on wie znakomicie – Tomasz Sakiewicz wypuszcza te wlepki. Wypuszcza je w kraju, w którym jego projekt stanowi medialny mainstream, ale też w kraju, którego los, choćby nie wiem jak się ów kraj starał walczyć o autonomię, jest ściśle powiązany z tym szaleństwem, i który musi naprawdę ciężko walczyć o to, by nie stracić choćby cala swojego z takim trudem zdobytego kulturowego terytorium.  
       Tymczasem ten idiota wypuszcza te wlepki, a chwilę później zostaje odwołany wcześniej wspomniany event z okazji – przypomnijmy to – setnej rocznicy zawiązania stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi, a Polską. A ja już mam tylko jedno pytanie w tej kwestii: czy Sakiewicz wiedział, co robi? Otóż moim zdaniem on to wiedział bardzo dobrze, tylko był skupiony na sprawach bardziej przyziemnych, powiedzmy tak przyziemnych jak jego przepastna kieszeń.
       I teraz się z autentycznym smutkiem pochwalę. W momencie gdy dowiedziałem się o tym, że ów koncert został odwołany, pierwsze co sobie pomyślałem, to to, że Trump odwoła wizytę w Polsce. Oczywiście w głębi serca wiedziałem, że to nie nastąpi, ale nie ukrywam, że tak sobie pomyślałem. On tę wizytę odwoła, a my nasze oburzenie na to, do czego doszedł dziś nasz świat, będziemy sobie mogli wsadzić w nos.
      No i stało się. Czy my wiemy, jaka była faktyczna przyczyna owej decyzji? Oczywiście że nie. Może faktycznie poszło o ten huragan, a może Trumpa przekonali byli polscy ambasadorowie, ale ja też biore pod uwagę fakt, że owo antychrześcijańskie i antyludzkie lobby jest już tak silne, że oni go zwyczajnie sterroryzowali, podsuwając mu pod nos ową wlepkę i wyjaśniając, że ją osobiście kazał wydrukować Andrzej Duda. I to dziś dla mnie stanowi ewentualność bardzo mocną, a na jej początku stoi to cyniczne bydle, Tomasz Sakiewicz.
       Ktoś się zapyta, czemu ja mówię tak brzydko o kimś, co do czyjej nikczemności nie mam żadnych dowodów. Otóż ja mam na ową nikczemność dowód wręcz najlepszy. Nie wiem, czy Państwo wiedzą, ale parę dni temu na Twitterze pojawił się komentarz wspomnianego Sakiewicza, w którym ten poinformował swoich sympatyków, że w najbliższym numerze „Gazety Polskiej” ukaże się kolejna, nadzwyczaj szokująca, wlepka, ale jeśli ktoś jest zainteresowany, to musi niestety zakupić owo wydanie, bo on Sakiewicz tym razem tematu nie ujawni, żeby post-peerelowskie sądy mu jego patriotycznego projektu nie zablokowały. I oto, jak się dowiadujemy z tego samego Twittera, wszyscy ci, którzy zaciekawieni, w jako to sposób Tomasz Sakiewicz ze swoimi ludźmi wdeptali w ziemię neoliberalny świat dowiedzieli się, że kupili sobie właśnie obrazek Matki Jasnogórskiej z napisem „Królowa Polski”. To właśnie o ten wizerunek poszło Sakiewiczowi, kiedy się bał, że ubeckie sądy mu go ocenzurują. I to dlatego musiał go sprzedawać pokątnie.
       Przepraszam wszystkich bardzo za to, co za chwilę powiem, ale pies tańcował z tym Trumpem. Oczywiście, lepiej by było, gdyby on przyjechał. Dla Polski i dla nas wszystkich, nawet dla tych, co tego jeszcze nie wiedzą. Ale, jak mówię, pies z nim tańcował. To co jest znacznie gorsze, to to, że ktoś taki jak Tomasz Sakiewicz, cyniczny i zepsuty do szpiku kości cwaniak, przez te kilka minionych lat zdobył sobie taką pozycję, że jest praktycznie nietykalny. Parę lat temu, trzeba było wymienić cały rząd, by wyrzucić z niego na zbity pysk Antoniego Macierewicza i wszyscy pamiętamy, jak było ciężko. Gdy chodzi o Tomasza Sakiewicza, sytuacja jest o wiele bardziej poważna i moim zdaniem nie do rozwiązania. Przynajmniej nie do czasu jak Polska poczuje, że jest zupełnie bezpieczna. Wtedy dopiero.
      Módlmy się, byśmy dali radę.


      

wtorek, 16 stycznia 2018

O pająkach Sakiewicza i jeszcze lepszej zmianie

      I znów trudno jest nadążyć z tematami. Kiedy bowiem wydawało się, że będę musiał jeszcze na chwilę wrócić do sprawy Smoleńska, zdałem sobie sprawę z tego, że dziś jest już chyba ostatni moment, bm mógł przedstawić swój najnowszy felieton do „Warszawskiej Gazety”. Okazja ku temu jest tym lepsza, że oto nasz dzisiejszy bohater, nie mogąc się prawdopodobnie otrząsnąć po utracie swojego głównego politycznego sponsora, Antoniego Macierewicza, wypowiedział się na temat prezydenta Dudy w taki sposób, że  nie unikniemy cytatu:
      „Sam nic nie zrobił dla prawdy o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia. A przecież był beneficjentem sprawy smoleńskiej. Byłby politykiem kompletnie nierozpoznawalnym, gdyby nie to, że wystąpił w filmie ‘Mgła’. Wcześniej nikt go nie znał. Zaistniał dzięki temu, że 5 mln widzów zobaczyło jego twarz w dokumencie poświęconym tragedii smoleńskiej”.      
      Trudno sobie wyobrazić lepsze wprowadzenie do tematu o, co by nie mówić – pająkach. Zapraszam serdecznie.    


      Doczekaliśmy wreszcie ostatecznego zakończenia procesu rekonstrukcji i wygląda na to, że czego byśmy tu nie powiedzieli i jak byśmy się w związku zaproponowanymi nam rozwiązaniami nie czuli, faktem jest, że nadszedł czas, by zapiąć pasy i z uwagą wypatrywać  tego co przed nami. Gdy chodzi o mnie, nie ukrywam, że mam autentyczne powody do satysfakcji, gdyż moja dość oryginalna diagnoza, opisująca wspomniany kryzys, jako wynik podjętej przez prezesa Kaczyńskiego walki o pozbawienie Antoniego Macierewicza niebezpiecznie rujnujących Dobrą Zmianę wpływów, a w efekcie usunięcie go ze sceny, okazała się jak najbardziej słuszna. Jeszcze w tekście podsumowującym miniony rok, mimo plynących do mnie z wielu stron sugestii, że powinienem się jednak przyznać do błędu w ocenie sytuacji, napisałem wyraźnie, że, z mojego punktu widzenia, najważniejszym wydarzeniem mijającego roku był potężny kryzys na linii Prezydent – Minister i wręcz pokerowa zgrywka  prezesa Kaczyńskiego, który dla osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa poświęcił nawet premier Beatę Szydło, wraz z jej niebywałym wręcz wizerunkowym sukcesem.
      Jak mówię, dziś jesteśmy już po całym zamieszaniu i obserwując reakcję komentatorów kojarzonych z tak zwanym „obozem Antoniego”, możemy sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby Macierewicz został wymieniony jeszcze podczas powoływania Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera, nawet gdyby owa uroczystość miała być połączona z innymi zmianami. Już wtedy pojawiały się to tu to tam głosy, że gdyby wraz z nominacją Morawieckiego odwołany został Macierewicz, część posłów PiS-u mogłaby albo zagłosować przeciw wotum zaufania, lub zwyczajnie głosowanie pod dowolnym pretekstem zbojkotować. A już nie wspomnę, jakie piekło by się rozpętało, gdyby, nie daj Boże, Macierewicz został zwyczajnie odwołany przez premier Szydło w ramach zwykłej procedury rekonstrukcyjnej jeszcze w lecie.
      Wyraźnie widzimy, jakiego niebezpieczeństwa udało się Kaczyńskiemu uniknąć, czytając choćby internetowe głosy mniej lub bardziej radyklanych prawicowych komentatorów, gdzie kierowane pod adresem Prezydenta, Prezesa, no i oczywiście Premiera oskarżenia o zdradę Ojczyny należą i tak do tych bardziej łagodnych.  Oczywiście, głównie przez to, że jest on naturalnym przedstawicielem owego towarzystwa, ale też dzięki temu, że jego głos jest naturalnie uważniej słuchany, na czoło owego ataku wysuwa się środowisko „Gazety Polskiej”  wraz z Tomaszem Sakiewiczem. Komentując dymisję Antoniego Macierewicza z funkcji szefa MON-u, oświadczył on, że w pełni podtrzymuje swoją wcześniejszą zapowiedź, że w przypadku, gdy prezydent Duda doprowadzi do pozbawienia Macierewicza funkcji, on, Sakiewicz, na Dudę więcej nie zagłosuje. Tym razem wprawdzie nie padła deklaracja, że jeśli nie Macierewicz, może być i Donald Tusk, no ale my się oczywiście domyślamy, że skoro w głowie tego dziwnego człowieka tego typu myśl się raz pojawiła, to po coś.
      A ja sobie myślę, że jest dobrze. Póki co, to oczywiście tylko jeden z nich, ale wystarczyło dobrze tupnąć, a one zaczynają wyłazić. Jak owe tak nieśmiało przed laty zapowiadane pająki Wałęsy.


Nasze książki są niezmiennie do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl, ewentualnie, jeśli komuś jest zbyt daleko, może klikać w okładki na stronie www.toyah.pl. 

sobota, 9 grudnia 2017

Do czego Tomaszowi Sakiewiczowi służy słowo "Polska"?

 Dziś może poczytajmy sobie mój najnowszy felieton, jaki napisałem dla „Warszawskiej Gazety”. Tak się sklada, że wciąż w temacie.    


      Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że dotychczas o Tomaszu Sakiewiczu nie pisałem ani razu. Jeśli jednak ktoś myśli, że to dlatego, że on akurat jest tą jednym z bardzo nielicznych polityków, czy dziennikarzy, którzy albo są tak zapracowani na rzecz Ojczyzny, że nie rzucają się w oczy, względnie a w owych rzadkich przypadkach, gdy się pokażą publicznie, nie mówią ani nie robią nic kontrowersyjnego, jest w głębokim błędzie. Akurat gdy chodzi o Sakiewicza, to on się udziela bardzo dużo i to w sposób tak irytujący, że mnie osobiście zazwyczaj brakuje słów.
      Ostatnio jednak zrobił Sakiewicz coś, co mnie autentycznie zmroziło i dziś w sposób, moim zdaniem, ostateczny, wyklucza go z patriotyczno-prawicowej części sceny politycznej. Otóż na łamach „Gazety Polskiej” oświadczył Sakiewicz, że „co do Macierewicza, to sprawa jest dla mnie prosta: jeżeli prezydent doprowadzi do jego dymisji, nie zagłosuję na Andrzeja Dudę w żadnych wyborach, nawet gdyby jego miejsce miał zająć Tusk”. I proszę mnie dobrze zrozumieć. Tu wcale problemem nie jest to, że Sakiewicz jest zawiedziony postawą prezydenta Dudy w sporze z Antonim Macierewiczem, nie chodzi o to, że  Sakiewicz jest pełen pretensji do prezydenta Dudy za jego ostatnie decyzje w sprawie reformy sądów, nie chodzi nawet o to, że Sakiewicz uznał, co zresztą mówi w dalszej części swojego tekstu iż Andrzej Duda „nie ma już żadnych szans w wyborach prezydenckich” i dziś już walczy tylko o to, by dobrze „zapamiętali go ci, dzięki którym wygrał”. Jego sprawa, w jaki sposób ocenia wydarzenia polityczne w Polsce. To co mnie tu jednak bardzo niepokoi to coś, co muszę nazwać sabotażem i to sabotażem wyjątkowo brudnym.
     W czym rzecz? Otóż chodzi o ten jeden fragment deklaracji Sakiewicza: „Nie zagłosuję na Andrzeja Dudę w żadnych wyborach, nawet gdyby jego miejsce miał zająć Tusk”. Zastanówmy się nad logiką tych słów. Otóż pozornie one nie mają żadnego sensu. No bo jakie znaczenie dla tego, czy Andrzeja Dudę zastapi Donald Tusk, może mieć to, w jaki sposób zagłosuje redaktor Sakiewicz? Jaki on ma wpływ na wynik wyborów, w dodatku wpływ o takim ciężarze, że polskim prezydentem zostaje Tusk? Co waży jeden głos? Otóż tu wcale nie chodzi o jeden głos i to właśnie komunikuje Sakiewicz strasząc nas Tuskiem. On mówi wyraźnie, że jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się podarować Dudzie głowę Macierewicza, on wezwie te ileś tam tysięcy swoich czytelników wiernych „Gazecie Polskiej” i mediom zaprzyjaźnionym, do bojkotu wyborów, a więc do faktycznego oddania głosu na Donalda Tuska. A w domyśle pozostaje jeszcze jedno, to mianowicie, żeby również Jarosław Kaczyński pamiętał, że karty w tej rogrywce rozdają ludzie, którzy biorą albo wszystko, albo nic. A ta śmieszna Polska służy tylko do tego, by dostarczyć pewnemu czarnemu projektowi alibi.


Ida Święta, trzeba szykować prezenty. Nie muszę chyba po raz kolejny powtarzać argumentów, dlaczego najlepiej w tej sprawie zajrzeć do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są do kupienia wszystkie moje książki. 

środa, 13 lutego 2013

Dobre wino, czyli bardzo ponury tekst na Wielki Post

Nie wiem, czy to jest coś, na co tylko ja zwróciłem uwagę, czy owo dziwactwo było już gdzieś dyskutowane, ale chciałbym się zastanowić nad czymś, co jest często nazywane „dobrym winem” nie dla określenia dobrego wina, ale dla popisania się tym, że jest się częścią towarzystwa. Jak gdzieniegdzie wiadomo, a już zwłaszcza na niektórych blogach, ja bez alkoholu nie funkcjonuję. I jest mi zupełnie obojętne, w czym się znajdują te procenty, rzecz w tym, by one były, i było ich na tyle dużo, by można było się nimi delektować. Piwo, wino, gin, nalewka, bimber, brandy, whisky – pokażcie mi flaszkę, a ja w jednej chwili wpadam w dobry nastrój. Przyznaję – wódy nie lubię i piję tylko w ostateczności. Cała reszta jednak służy mi jak najbardziej. Czasem sobie myślę, że gdyby mnie spotkało jakieś nieszczęście, a miałbym przy tym mnóstwo pieniędzy, to bym sobie kupił skrzynkę jakiegoś czterdziestoletniego malta i się zapił na śmierć.
Jak idzie o wino, najbardziej lubię czerwone wytrawne, ale oczywiście może być też jakiekolwiek inne, pod warunkiem, że nie będzie zbyt słodkie, bo ze słodyczy zdecydowanie wolę michałki. Jednak, jak mówię, wytrawne jest najlepsze. Jaki gatunek, jaki rocznik, jaki kraj pochodzenia, jaka cena – jest mi to całkowicie obojętne. Tyle tylko, że kiedyś zauważyłem, że kiedy ono jest z jakiejś wyższej półki, pije się wolniej, a zatem, jak się domyślam, ma ono w sobie coś, czego te tańsze wina nie mają, czy może nie ma tego, co tamte właśnie niefortunnie mają. Jestem pewien, że za chwilę ktoś mi powie, żebym się wreszcie zamknął, bo, jak widać, na winach się nie znam, a więc moje zdanie w tej kwestii się nie liczy. Mam jednak kolegę Michała Dembińskiego, który, akurat jak idzie o wina, i w ogóle alkohole, jakieś tam pojęcie z całą pewnością ma, i on na przykład, co chwilę poleca mi jakąś flaszkę, którą odkrył w Tesco, czy w Auchanie, którą właśnie sobie kupił za całe osiem, czy dziewięć złotych, i zapewnia, że jest bardzo dobra. I ja przy pierwszej okazji też wydaję te osiem czy dziewięć złotych, i okazuje się, że jest tak jak Michał mówił. Niedawno sam w sklepie obok odkryłem czerwone wytrawne z Argentyny za całe siedem złotych, i zapewniam, że byłem bardzo zadowolony.
Piję więc to wino, i już tylko się zastanawiam, czy to jest wino „dobre”, czy może „niedobre”. Mnie ono oczywiście smakuje, ale diabli wiedzą, co by się stało, gdyby mnie na tym procederze przyłapał jakiś profesor Sadurski, czy dziennikarz Mazurek, albo choćby blogerka Ufka? Co by oni powiedzieli? Jak by na mnie popatrzyli? Czy by tylko splunęli, czy jeszcze by coś dorzucili? Na przykład coś w rodzaju: „Poczekaj tylko aż napijesz się kiedyś naprawdę dobrego wina”. Zastanawiam się nad ich reakcją, i oczywiście chciałbym wiedzieć, co to znaczy „dobre wino”? Czy to jest wino, które piją Sadurski z Mazurkiem, czy może „dobre wino” to wino, na które Sadurskiego z Mazurkiem zwyczajnie albo nie stać, albo którego wartości oni z jakiegoś szczególnego powodu nie są w stanie rozpoznać? Czy jest taka możliwość, że któryś z nich mówi komuś „Stary, jeśli okaże się, że masz rację, masz u mnie butelkę dobrego wina”, a kiedy wreszcie z tym winem się pokazuje, zapada niezręczna cisza?
No właśnie. To jest coś, co mnie ostatnio parę razy zastanowiło. Ta właśnie fraza: „Stawiam butelkę dobrego wina”. Nie „flaszkę”, nie „butelkę whisky”, nie wreszcie „prawdziwą serbską rakiję”, ale właśnie to „dobre wino”. Na co ja mam liczyć, kiedy wreszcie dojdzie do tego rozstrzygającego momentu? Na butelkę za 60 złotych, czy na coś, co kosztuje powyżej stówy? Ja bym sobie świetnie poradził, gdyby to nie chodziło o wino, ale o whisky. Gdyby ktoś mi obiecał „butelkę dobrej whisky” i przyniósł mi dwunastoletniego Chivasa, to bym wiedział, że mam do czynienia z jakimś bałwanem. To jest na przykład powód, dla którego, ile razy mam się spotkać z moim kolegą LEMMINGIEM, wiem, że, skoro to już musi być Chivas, to z całą pewnością, nie dwunastoletni, którego mogę sobie kupić w „Żabce” za niecałą stówę. Ale jak ja mam rozumieć pojęcie „dobrego wina”? No i najważniejsze – czy którykolwiek z tych specjalistów jest w stanie mi to wyjaśnić?
Czemu postanowiłem dziś się zajmować owym winem? Otóż wczoraj nasz kolega Raven59 wrzucił mi w komentarzu kawałek filmiku ze spotkania, jakie z Rafałem Ziemkiewiczem, Stanisławem Janeckim i Tomaszem Sakiewiczem zorganizowano w Klubie Ronina. To był tylko mały fragment, w którym chodziło jedynie o to, byśmy posłuchali, jak to Rafał Ziemkiewicz stroi sobie żarty z ustąpienia Bendykta XVI, ja jednak zwróciłem przede wszystkim uwagę na to, że Ziemkiewicz i Sakiewicz, występując przed zgromadzoną publicznością, zwyczajnie chleją. Właśnie tak – chleją. Siedzą przy tym stoliku, przed nimi kieliszki z winem, Ziemkiewicz coś tam plecie o tym, że Benedykt „podał się do dymisji”, i, raz jeden, raz drugi, z tych kieliszków sobie ciągną. To jest sam początek spotkania, a ja nie mogę nie zauważyć, że o ile Ziemkiewicz dopiero zaczyna, Sakiewicz już prawie skończył. No i myślę sobie, co tam się działo dalej? Czy im zależało tylko na tym, żeby mieć dobre wejście z „dobrym winem”, czy może przez następną godzinę barmanka z knajpy obok donosiła im kolejne flaszki? No i też chciałbym wiedzieć, co oni sobie myśleli, decydując się na owo „alkoholowe” rozwiązanie. Że to im ujdzie na sucho? Że ja sobie pomyślę, że przecież to „tylko” wino? Że przecież oni nie byli pijani? Przepraszam bardzo, ale, jeśli tylko któryś z nich zechce się ze mną założyć – może niekoniecznie o „dobre wino”, ale chętniej o „dobrą whisky” – ja jestem w stanie pokazać Sakiewiczowi, że będę przez godzinę się skutecznie zza tego stolika udzielał , i nikt po mnie niczego nie pozna. Z wyjątkiem jednak tego, że ja – jak najbardziej – chleję. I to jak najbardziej w pracy.
Patrzę na ten drobny fragment ostatniego występu tych mądrali w Klubie Ronina i chciałbym wiedzieć, czy to, że oni zdecydowali się na to wino, to był tylko przypadek, bo na przykład już za tydzień oni tam będą siedzieć z butelką wyborowej, czy może ich zdaniem – wino tak, natomiast wóda, czy piwo już niekoniecznie? Czy to możliwe, że oni doszli do przekonania, że ów prawicowo-patriotyczny target, na którym oni pasożytują, jest już tak głupi, że oni mogą sobie pozwolić naprawdę na wszystko, i nikt ani nie piśnie?
Pod zamieszczonym przez Ravena filmikiem, pojawił się komentarz, w którym ktoś chciał wiedzieć, co mnie w tych kieliszkach tak zaszokowało. Że czy to już nie wolno pić wina? Czy to możliwe, że ten rodzaj podejścia stał się już standardem, a Ziemkiewicz z Sakiewiczem świetnie to wiedzą, i faktycznie za tydzień zjawią się tam z piwem?
Otóż myślę, że nie. Myślę, że za tym ich zachowaniem stoi przekonanie o tym, że piwo pije młodzież, której nie stać na nic lepszego, wódę fizyczna hołota, którą nie stać na nic, ale na flaszkę zawsze, natomiast whisky jest niedobra. Poważni, kulturalni, prawicowi intelektualiści piją wino. Najlepiej dobre. Podejrzewam, że jest też bardzo możliwe, że im się tego wina nawet nie bardzo chciało pić. Że im by wystarczyła szklanka wody mineralnej dla przepłukania zaschniętych gadaniem ust, no ale uznali, że to by wyglądało tak jakoś byle jak. Że z tą wodą oni by nie robili odpowiedniego wrażenia. No i zaordynowali to wino.
Czy ono było „dobre”? Oczywiście, że tak. Oni „niedobrego” by w pysk nie wzięli. Poza tym, kto to widział, by podczas poważnego spotkania z publicznością chlać?
Jak jakiś Kwaśniewski - komunista.

Tradycyjnie proszę o wspieranie tego bloga. Okres ferii zimowych - a w Katowicach właśnie go przeżywamy - nas akurat stawia w sytuacji wręcz beznadziejnej. Jak będzie dalej - zobaczymy. Na razie ledwo przędziemy. No i przypominam też o promocji, jaką Gabriel zorganizował na moje trzy książki w swojej księgarni. Każdy kto kupi Liścia, Elementarz i Biustonosz, zapłaci za wszystko tylko 70 złotych plus cenę wysyłki. Polecam i dziękuję.



piątek, 30 listopada 2012

Gdy strach zżera duszę

Jak się należało spodziewać, najświeższa aktywność Systemu największe wrażenie zrobiła na tych, którzy maja najwięcej do stracenia. Jak idzie natomiast o ludzi, którzy dostali już po głowie tak, że jak idzie o to co się stanie dalej, jest im praktycznie wszystko jedno. No bo zastanówmy się. Co może stracić ktoś taki jak ja? No, okay, resztki tej pracy, która mu jeszcze została, to jest faktycznie coś. Z drugiej jednak strony, w jaki sposób to co ja mam teraz, gwarantuje mi spokój kiedy idę spać i kiedy się budzę nad ranem? Jak się nad tym zastanowić, to wszystko wygląda raczej na komedię. Co się musi stać takiego, by ktoś taki jak ja mógł już bez niepokoju czekać na pojawienie się listonosza? Występ Grzegorza Brauna i propagandowe zdziczenie stacji TVN24? Nie żartujmy.
Inna sprawa, jeśli to co od paru dni wyrabia system zaczyna dotyczyć ludzi, którym dotychczas było względnie wygodnie i ich jedynym praktycznie marzeniem było to, by tak jak jest zostało już najlepiej na zawsze. Wydaje mi się, że jakkolwiek by nie były ponure ostatnie wydarzenia i jakkolwiek paskudnie by nam one wróżyły, z pewnością jedna z wypływających z nich konsekwencji jest jak najbardziej pozytywna: otóż widzimy dziś bardzo wyraźnie, komu dotychczas było naprawdę dobrze. Jedną z tych osób jest oczywiście Tomasz Sakiewicz.
Wczoraj w Salonie24 pojawił się napisany przez wspomnianego Sakiewicza komentarz dotyczący sprawy Grzegorza Brauna. Pierwsze jego zdanie brzmi tak: „Z dużym przerażeniem wysłuchałem tego, co mówił Grzegorz Braun o potrzebie likwidowania dziennikarzy”.
Ja nie żartuje, ja nie cytuję z pamięci, ja nic nie zmyślam. To są słowa Sakiewicza, względnie jakiegoś jego asystenta, który jednak – jak się domyślam – ma od Sakiewicza wszelkie potrzebne papiery na swoją działalność. A zatem tak to właśnie było. Sakiewicz wysłuchał wypowiedzi Brauna, usłyszał, że Braun wzywa do likwidacji dziennikarzy, i zawodowa solidarność kazała mu się przerazić.
I wszystko byłoby dobrze gdyby nie pewien istotny bardzo fakt. Braun po pierwsze nie wzywał do likwidacji dziennikarzy, a po drugie Sakiewicz miał niemal trzy miesiące czasu na to, bym ja dziś się nie musiał zastanawiać, czy on jest zwykłym idiotą, czy tylko przestraszonym sukinsynem. Rzecz bowiem w tym, że ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że Sakiewicz przede wszystkim wypowiedź Brauna znał co najmniej od połowy września, i że ona go przeraziła dopiero wtedy gdy sobie parę dni temu puścił telewizję TVN24 i poczuł, że się robi ciepło. Rzecz bowiem w tym, że ja byłem na spotkaniu w Klubie Ronina, słuchałem wypowiedzi Grzegorza Brauna i od początku do końca doskonale wiedziałem, o czym Braun mówi. A ponieważ ja nie mam najmniejszego powodu by uważać, że od Sakiewicza jestem jakoś szczególnie bardziej inteligentny, uważam, że on akurat wypowiedź Brauna zrozumiał nie gorzej ode mnie. A więc pozostaje strach.
Czego się boi Sakiewicz? Przepraszam bardzo, ale skąd ja mam to wiedzieć? Ja mu akurat za płot nie zaglądam. Ja nie wiem, ile on traci, jeśli Michał Boni wraz ze swoimi kumplami z Platformy Obywatelskiej, PSL-u, SLD i Ruchu Palikota postanowią jednak przepchnąć przez Sejm ustawę o zwalczaniu języka nienawiści. Natomiast z jego wczorajszego zachowania wnoszę, że z całą pewnością znacznie więcej niż dajmy na to ja. I całe mnóstwo innych osób, które przychodzą na ten blog szukając tu pocieszenia i inspiracji do tego, by z choćby minimalną nadzieją jakoś pchać ten wózek. Mówię o ludziach, którzy świetnie zdają sobie sprawę z tego, że cokolwiek się stanie, tak czy inaczej wszystko pozostaje w rękach Boga. Tomasz Sakiewicz do nich nie należy. Dlatego zapewne przyszedł i wygłosił to szczególne oświadczenie.
Powiem szczerze że ja to wszystko wbrew pozorom jednak rozumiem. Gardzę tym zachowaniem, potępiam je, niemniej staram się zrozumieć, że tak to czasem już jest, że to Zło nas przydusza i stawia w sytuacji bez wyjścia. Jest jednak we wspomnianym tekście Sakiewicza coś, czego już tolerować nie można. Kiedy już poinformował Sakiewicz System o swojej lojalności, przeszedł do spraw bieżących i zwrócił się do nas ze swoim starym apelem, byśmy nie ustawiali w naszej pogardzie do tego samego Zła, które chwilę wcześniej jego samego zmusiło do zachowań tak bardzo parszywych. Żebyśmy podtrzymywali w sobie tę naszą pogardę i tę nasza determinację by nie spocząć dopóki nie zobaczymy jak oni leżą i proszą o litość. A zatem, żebyśmy za Sakiewicza załatwili wszystkie te sprawy, dzięki załatwieniu których on któregoś dnia odczuł, że wreszcie jest naprawdę słodko.
Przeczytałem wczoraj tekst Sakiewicza i zamieściłem pod nim odpowiedni komentarz. W komentarzu tym obiecałem mu, że za to co on wyprawia, będę go tępił do końca dni moich. Którą to obietnicę niniejszym wprowadzam w życie. A do ewentualnych komentatorów, którzy mają ochotę zwrócić się do mnie z prośbą o oszczędzanie przyjaciół, mam tylko jeden apel. Poczytajcie sobie najbliższy numer „Uważam Rze”. Tam od poniedziałku będą już sami nasi. Tacy przy których Tomasz Sakiewicz będzie robił wrażenie jakiegoś… ja wiem? Pawła Kowala może?

Serdecznie proszę o wspieranie tego bloga. Choćby przez kupowanie książki o liściu. Jak ktoś mieszka w Warszawie, może się wybrać na targi książki historycznej. Przy stoisku nr 101 siedzi Coryllus i ma wszystko w odpowiednich ilościach. No i bardzo proszę o wpłaty na podany obok numer konta. Sytuacja jest autentycznie podbramkowa. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...