Pierwszy, i co ciekawe, jedyny raz, jak usłyszałem o Piotrze Wolwowiczu spod Sanoka, to było paręnaście dni temu na blogu. Ktoś w komentarzu wrzucił tę informację jako off-topic, pisząc jednocześnie, że wszelkie ślady, które mogłyby stanowić dowód w sprawie, są już skutecznie zatarte. Wczoraj Paweł (ten Paweł) przysłał mi parę linków i tym razem wszystko odżyło ze zwielokrotnionym napięciem.
O co chodzi? Biorę pod uwagę, że to może tylko ja tak fatalnie zostałem z tyłu, a większość sprawę już skutecznie przeżyła, jednak na wszelki wypadek króciutko powiem, o co chodzi. Otóż Piotr Wolwowicz jest uczniem średniej szkoły muzycznej z Sanoka, który wystąpił w programie o przedziwnej nazwie ‘Must Be The Music’ w telewizji Polsat, zaśpiewał tam – właściwie zawodowo – piosenkę o tym, ze Polska jest naszą ojczyzną, że jest piękna i nie warto z niej uciekać, po czym został przez jury do spodu wyszydzony. Kiedy śpiewał, jury siedziało z demonstracyjnie spuszczonymi ze wstydu głowami, lub zasłoniętymi twarzami, a na koniec kobieta o nazwisku Zapendowska powiedziała mu, że ta ‘bogoojczyźniana tematyka”, to „coś strasznego”, piosenkarka Kora z zażenowaniem oświadczyła, że ona „prawie umarła”, wszyscy zarechotali długo i przeciągle, dowcipnie poradzili Piotrowi, żeby „nie szedł tą drogą” i wysłali go do Polski.
Dlaczego uznałem, że warto o tym napisać? Z dwóch powodów, i żaden z nich nie związany jest z zachowaniem jury. Tego człowieka, który opowiedział Piotrowi, żeby „nie szedł tą drogą”, nawet nie znam. Kto to jest Zapendowska – nie mam pojęcia, poza tym, że wygląda jak Nina Terentiew, a to mnie od razu zniechęca do jakichkolwiek komentarzy, Znam natomiast Korę, ale o niej już raz tu pisałem i to z całą pewnością wystarczy. Poza tym, jeśli Zapendowska wygląda jak Terentiew, i to uznałem za wystarczający powód do pełnego elegancji milczenia, to co powiedzieć o Korze w jej najnowszym kształcie, nawet jeśli akurat nie była zatruta halucynogennymi grzybami i nie maila ze sobą swojego pieska?
Chodzi mi o co innego. Mianowicie o zachowanie tego Piotra. Sytuacja w jakiej on się znalazł dzięki postawie tych trojga dziwnych osób, była w pewnym bardzo określonym sensie ekstremalna w sposób nieporównywalny z niczym innym. To nie było tak, jak to się dzieje w wielu tego typu sytuacjach, gdy jakiś piosenkarz-amator przychodzi do telewizyjnego programu, śpiewa i dowiaduje się, że jest beznadziejny. I w dodatku dowiaduje się, że jest beznadziejny w ramach pewnej konwencji telewizyjnej, która polega na tym, że jemu to trzeba powiedzieć brutalnie i prosto w oczy. Dlaczego tak myślę? Przede wszystkim dlatego, że po pierwsze, najczęściej ci, którzy zostają tak potraktowani, są rzeczywiście słabi, no i też wiedzą, że to wszystko jest tylko własnie konwencją. Poza tym, ci którzy mu to mówią, oczywiście się z niego śmieją, ale nie jest w żaden sposób tak, że go nienawidzą. No i przede wszystkim starają się unikać osobistych uwag.
Ludzie wynajęci przez Polsat do tego, by spróbować zniszczyć Piotra Wolwowicz, już w pierwszych sekundach jego występu go nienawidzili. Oni go tak nienawidzili, że dla nich nie miało znaczenia, czy on śpiewa dobrze, czy źle, czy jest grzeczny, czy nie, czy wygląda ładnie, czy brzydko. Oni go nienawidzili wyłącznie dlatego, że on postanowili im zaśpiewać piosenkę o Polsce, którą można i trzeba kochać. Oni go za to tak znienawidzili, że gdyby mogli, to by mu podstawili nogę, żeby się przewrócił, albo wylali mu na głowę jakieś gówno, tak jak to zrobiły koleżanki pewnej Carrie w książce Stephena Kinga. Właśnie tak. Gdyby oni mogli, to w tej swojej do niego nienawiści, za to, że on miał czelność zaśpiewać taką piosenkę, potraktowaliby go właśnie tak. Ponieważ jednak tego zrobić nie mogli, wspięli się na szczyty swojego zezwierzęcenia i go spróbowali zabić w inny sposób. Najbardziej okrutnym – również przez to, że całkowicie niezasłużonym – szyderstwem. I on to zniósł idealnie. Stał, z podniesioną twarzą słuchał tego ich rechotu, a na końcu, kiedy oni już swoje wszystkie czarne naboje wystrzelali, powiedział, że i tak uważa, że był najlepszy, bo zaśpiewał o sprawach najważniejszych.
I to jest powód pierwszy. Chciałem opowiedzieć o jego postawie. To była postawa, która buduje gmach tak solidny, że on starczy za tysiące innych. Patrzeć na tego Piotra spod Sanoka, jak wręcz po norwidowsku spogląda w twarz temu nieszczęściu, to była czysta i niczym nie zmącona satysfakcja. Ale jest też powód drugi, dla którego dziś piszę o Piotrze Wolwowiczu. Otóż kiedy Paweł przysyłał mi link do strony, na której można zobaczyć całość tego zdarzenia, sądził, że jest jakiś zapis na ten film. Że on jest dostępny jeszcze tylko tam. Okazuje się jednak, że Internet jest silniejszy i dziś widzę, że, po pierwszych zawirowaniach, można to również obejrzeć w wielu innych miejscach, choćby na youtubie. Jednak strona, którą otrzymałem od Pawła zawiera coś jeszcze poza tym filmem. Jest tam mianowicie apel wystosowany przez jakiegoś może i kolegę tego Piotra o zbieranie podpisów na liście protestacyjnym do Polsatu. Procedura jest prosta jak tylko prosta może być. Trzeba tam wpisać swoje dane, kliknąć guziczek, następnie potwierdzić otrzymanie maila z linkiem i tyle. Minuta najwyżej. No, może dwie. Warto to zrobić. Autor tego listu liczy na 500 podpisów. Nie mam pojęcia, ile już zebrał, może już wszystkie, ale sądzę, że nie zaszkodzi mu jeszcze dorzucić nasze. Bardzo proszę o to świadectwo.
A tu odpowiedni link.
A teraz zapraszam na rutube:
A skoro Polsat usuwa z youtuba kompromitujące ich filmy, musimy się zdać na braci Rosjan. A w tej sytuacji, postaramy się, by było jeszcze weselej. Proszę bardzo: