Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwody. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2016

O czterech wesołych kardynałach, czyli jak pytać i błądzić

Akurat wczoraj, kiedy obchodziliśmy tu 100 rocznicę śmierci Henryka Sienkiewicza, dotarła do mnie zamieszczona na jednym z wielu szalenie pobożnych portali, którego nazwy ani nie pamiętam, ani pamiętać nie potrzebuję, że 19 września czterech kardynałów: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zwróciło się do papieża Franciszka z prośbą, by ten im wyjaśnił parę kwestii zawartych w powstałej w wyniku Synodu o Rodzinie adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Apel ów został sformułowany w postaci pięciu pytań, na które kardynałowie życzyli sobie otrzymać wyłącznie krótką odpowiedź „tak”, lub „nie”, co dla mnie, a jestem pewien, że i dla większości choćby próbujących myśleć obserwatorów, świadczy wyłącznie o czarnych intencjach wspomnianych kardynałów. No ale nie uprzedzajmy tego, co przed nami.
Jak wspomniałem, pytań, z którymi kardynałowie wystąpili do Franciszka, było pięć, jednak wszystkie one tak naprawdę dotyczyły jednej tylko kwestii, a mianowicie tego, w jaki sposób Kościół planuje traktować osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach. I tu zatem ja mam kolejne podejrzenie co do brudnych intencji, jakimi kierowali się wspomniani kardynałowie. Nawet nie trzeba specjalnie analizować ani treści tych pytań, ani sposobu, w jaki one są zadawane, by widzieć ów podstęp, który ma doprowadzić do tego, że założywszy, że ten będzie odpowiadał uczciwie i szczerze, w dodatku wyłącznie „tak” lub „nie”, na samym końcu będzie można papieżowi zarzucić brak konsekwencji. No ale machnijmy ręką na ową chytrość i skupmy się na treści problemu. Otóż kardynałowie, mimo że swoje rzekome wątpliwości zawarli aż w pięciu pytaniach, chcą się tak naprawdę dowiedzieć od Franciszka jednej rzeczy, a mianowicie tego, czy on, apelując o zastanowienie się nad stworzeniem sposobu, by osoby żyjące w nowych związkach objąć opieką duszpasterską, nie występuje przypadkiem przeciwko tezom zawartym w encyklice Jana Pawła II „Veritatis Splendor”, gdzie wyraźnie jest powiedziane, że czyn z gruntu zły nie może być usprawiedliwiony okolicznościami.
Otóż ja znam dziś kilka osób, które w którymś momencie swojego życia nieroztropnie pożeniły się, rozwiodły, a następnie założyły nowe, szczęśliwe, kochające się rodziny i, co istotne – w porównaniu zwłaszcza z tym co było wcześniej – rodziny żyjące w wierze i szczerej pobożności, a ich jedynym nieszczęściem jest to, że przez to, iż ich poprzednie związki miały pecha być związkami sakramentalnymi, są oni już do końca życia oderwani od Bożej Miłości rozumianej jako możliwość uczestniczenia w sakramentach. Oni dzielnie znoszą swój los, regularnie uczestniczą w nabożeństwach, wychowują dzieci w wierze katolickiej i oczywiście posłusznie i z pokorą podczas Komunii Świętej pozostają w ławkach.
Słyszałem jednak też o ludziach, których życie ułożyło się bardzo podobnie do tego co opisałem powyżej, z tą różnica, że w swoim pierwszym, drugim, czy trzecim związku, oni albo w ogóle nie zawracali sobie głowy jakimś ślubem, albo załatwiali sprawę w urzędzie. I kiedy nagle uznali, że właściwie nie byłoby źle to drugie, trzecie, lub czwarte małżeństwo autoryzować w Świętym Kościele, poszli grzecznie do spowiedzi, pobożnie przyjęli Komunię Świętą i zostali przyjęci do owej owczarni z otwartymi ramionami. I efekt tego jest taki, że często i jedni i drudzy spotykają się tego samego dnia, na tej samej Mszy, modlą się do tego samego Boga, tyle że jedni klęcząc po przyjęciu Komunii, a ci drudzy siedząc w ławce i wpatrując się w ten Krzyż.
Otóż ja oczywiście nie mam pewności, czy to co tu piszę, trafi do kogokolwiek, a już zwłaszcza do tych, którzy w ostatnich miesiącach z wielkim zaniepokojeniem pochylają się nad posługą papieża Franciszka. Mam natomiast podejrzenie, że akurat sam Franciszek, gdyby mu się zdarzyło czytać moje słowa, wiedziałby dobrze, co pragnę przekazać. A mając w sobie to przekonanie, chciałbym się już na koniec zwrócić do kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Caffarry i Meisnera, żeby może przestali zawracać głowę Franciszkowi, zwłaszcza, że z tego co słyszę, jemu ani w głowie poświęcać im swój czas, i przesłali swoje pytania do mnie. Ja im to wszystko w możliwie przystępny sposób wytłumaczę. Tylko proszę, niech mi nie każą odpowiadać na swoje dylematy „tak” lub „nie”, bo jak ja im zadam parę pytań typu tak/nie, to się nie pozbierają.

Już jutro na Uniwersytecie Opolskim w Opolu, o godzinie 18, będę spotykał się z czytelnikami, opowiadał o moim spotkaniu ze śp. Zyta Gilowską i podpisywał najnowszą książkę. Zapraszam wszystkich, którzy tylko mogą dojechać.

wtorek, 3 listopada 2015

Czarny poniedziałek, czyli idą po nas

Ja zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że ponieważ czytelnicy tego bloga w większości są ludźmi wolnymi i dla nich nazwa „Szkło Kontaktowe” mówi tyle tylko, by wywołać proste wzruszenie ramion, to, o czym chciałbym opowiedzieć dziś, może robić wrażenie zwykłej straty czasu. Jednak mimo to, chciałbym namówić wszystkich do chwili skupienia. Otóż – a miałem to okazję powtarzać tu kilkakrotnie – owo „Szkło Kontaktowe” to nie jest w żaden sposób jeszcze jeden propagandowy trik, którym z większym lub mniejszym sukcesem próbowano nam przez minione lata zawrócić w głowie. Rzecz w tym, że owo „Szkło Kontaktowe” to audycja absolutnie wyjątkowa, nieporównywalna z jakimkolwiek innym telewizyjnym, czy radiowym programem, której zasługi dla propagandy Systemu są nie do przecenienia. Zadebiutował – proszę zwrócić uwagę na tę datę – w styczniu 2005 roku, i od tego czasu nadawany jest nieprzerwanie dzień w dzień, przez pełną godzinę, niemal w najlepszym czasie oglądalności, i jeśli przez te dziesięć już ponad lat zdarzyło się, że któregoś dnia „Szkła Kontaktowego” nie było, przypadki te można policzyć na palcach jednej ręki, a związane one z wydarzeniami o mocy historycznej.
Śmiem podejrzewać, że przez minione 10 lat, a tak naprawdę zapewne przez okres znacznie, znacznie dłuższy, nie dane nam było doświadczyć przykładu propagandowej agresji na takim poziomie bezwzględnej skuteczności, jak w wykonaniu autorów i aktorów owej audycji. Mogę się mylić, ale zaryzykuję i postawię dolary przeciwko orzechom, że żadne inne narzędzie systemowej propagandy, przez minione 10 lat nie osiągnęło takich sukcesów w zniszczeniu morale polskiego społeczeństwa, jak właśnie „Szkło Kontaktowe”. Powiem więcej – z pewnego szczególnego punktu widzenia, nic przez minione lata nie wyrządziło Polsce tyle krzywd, co „Szkło Kontaktowe”, nawet zbrodnia smoleńska.
I oto, proszę sobie wyobrazić, że wczoraj „Szkła Kontaktowego” nie było. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Czy to było jakoś zapowiedziane? Nie wiem. Czy to był tylko wypadek, czy większy plan? Też nie mam na to odpowiedzi. Faktem jest, że praktycznie po raz pierwszy od 10 lat „Szkła Kontaktowego” nie było. Wczoraj wieczorem w całej Polsce, ale przecież nie tylko, o godzinie 22.00 przed telewizorami zasiadły setki tysięcy widzów gotowych do przeżywania tego, co im da ich ukochane „Szkiełko”… i nagle okazało się, że nie tym razem. A kto wie, czy może jeszcze kiedykolwiek.
Jak mówię, nie wiem, o co chodzi, nie rozumiem, co się stało, nie znam planów właścicieli stacji, ale – zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę nową polityczną sytuację – nie mogę lekceważyć takiej możliwości, że coś się rzeczywiście dzieje.
A zatem pozostając w spokojnym oczekiwaniu pragnę zwrócić uwagę na coś, co dla mnie jest niemal równie ważne, jak nie wyemitowanie przez TVN24 kolejnego odcinka „Szkła Kontaktowego”, a co się z tym wydarzeniem wiąże w sposób bezpośredni. Otóż chwilę wcześniej, w programie „Czarno na białym”, pokazano nam bardzo pobożną i szczerze kochającą się rodzinę, zmuszoną przez Kościół do życia w niesakramentalnym związku i autentycznie cierpiącą z tego powodu, że ten sam Kościół zakazuje im przyjmowania Komunii, zobaczyliśmy tę kobietę, jak klęczy ze swoimi dziećmi i wspólnie odmawiają modlitwę, a następnie ich sytuację skomentowano twardym, nie znoszącym sprzeciwu głosem biskupa. No a po chwili już zamiast wspomnianego „Szkła Kontaktowego” obejrzeliśmy inny kultowy program stacji TVN24, tak zwany cykl „Ewa Ewart przedstawia”, a w nim film zatytułowany „Pozwólcie mi umrzeć”, poświęcony pewnemu człowiekowi, który cierpi na bardzo rzadką i nieuleczalną chorobę o nazwie „klasterowy ból głowy”, a która sprowadza się do tego, że głowa boli tak, że człowiek wyje z bólu i nic na to nie można poradzić. Zobaczyłem początek tego filmu, gdzie pokazano nam żonę tego człowieka i jego dwóch synów, jak stoją bezradni nad jego łóżkiem i patrzą jak on strasznie właśnie wyje i jak jedynym już dla niego ratunkiem jest śmierć.
Dalej oczywiście już nie patrzyłem, trochę dlatego, że to faktycznie był widok nie do zniesienia, ale przede wszystkim dlatego, że ja doskonale znam tę ich czarną grę. Wyłączyłem więc telewizor i zająłem się innymi sprawami, a w głowie mi pozostała już tylko jednak myśl: czy to możliwe, że nowe sytuacje tworzą nowe wyzwania i od dziś będzie podobnie, tylko bardziej? Przekonamy się już niedługo i bardzo się boję, że już wkrótce zatęsknimy za „Szkiełkiem”.

Wszystkich zainteresowanych zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować moją najnowszą książkę zatytułowaną „39 wypraw na dziewiąty krąg”. Szczerze polecam.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...