Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Michalik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Michalik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Gdy pedofile biorą się za nasze rodziny

Jak idzie o medialny atak, jaki został przypuszczony na abp. Michalika, bardzo łatwo od samego początku można było zauważyć pewien szczególny fałsz. Otóż, z jednej strony, poszczególni komentatorzy nie mogli wyjść z oburzenia, że Arcybiskup rzekomo za wszelkie przypadki seksualnego molestowania obciążył winą jego ofiary, a z drugiej, wciąż wracała kwestia rozwodów. Doszło wręcz do tego, że kiedy – zgodnie z wypróbowaną tradycją – portal TVN24 poświęcił cały osobny news na omówienie „komentarzy światowej prasy”, okazało się, że tamte media o żadnym obrażaniu ofiar pedofilii nawet nie chcą słyszeć: ich wyłącznie interesuje owa kwestia rozwodów, o których abp Michalik miał czelność powiedzieć, że są aktem kryminogennym.
I powiem szczerze, że to akurat mnie nie dziwi. W swojej oryginalnej wypowiedzi, Arcybiskup parokrotnie i bardzo wyraźnie powiedział, że pedofilia jest strasznym złem i że dzieci padające jej ofiarą zasługują na troskę i współczucie, a sami pedofile powinni być napiętnowani. A zatem, nie sądzę, żeby to nieustanne odwoływanie się do jednego, możliwe, że mało dyplomatycznego, słowa, było czymkolwiek innym, jak tylko próbą zaciemnienia obrazu. Moim zdaniem, tu nie chodzi o nic jak tylko o te rozwody. To wyłącznie fakt, że abp Michalik tak jednoznacznie wskazał, w jaki sposób rozbite rodziny wystawiają bezbronne dzieci na wszelkie zło tego świata, doprowadziło ich do autentycznego szału.
No, ale zanim zajmiemy się owymi rozwodami na poważnie, rzućmy okiem na te dzieci. Otóż ja sobie absolutnie nie wyobrażam, by którekolwiek z moich dzieci, dziś, czy kiedykolwiek wcześniej w życiu, dało się seksualnie podejść jakiemuś księdzu. Powiem więcej: ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że żaden, choćby najsłabszy moralnie ksiądz, próbował namawiać którekolwiek z moich dzieci do czynów nierządnych. Dlaczego? Z tej oto prostej przyczyny, że nawet najbardziej zboczony ksiądz doskonale by wiedział, że on tu nic nie ugra. Dlaczego? Bo ma oczy, uszy i choćby podstawowy rozum. I potrafi ocenić sytuację.
Osobiście ani nie miałem okazji poznać kogokolwiek, ani też nie słyszałem o nikim z mojego choćby bardzo odległego otoczenia, kto byłby molestowany seksualnie przez księdza, czy przez kogokolwiek innego. A więc moje doświadczenie jest tu wręcz żadne. Natomiast kiedy słyszę, że jakiś ksiądz na szkolnej wycieczce zaciągnął do łóżka którąś z uczennic, to mam bardzo poważne podejrzenie, że to mogło – nie mówię, że wyglądało, ale wyglądać mogło – dokładnie odwrotnie, i to ona go do tego łóżka zaciągnęła. Dlaczego? Zwyczajnie. Bo się w nim zakochała, ujrzała nagle całą tą egzotykę sytuacji, no i stało się.
No ale niech będzie, że się mylę. Załóżmy, że nie ma takich dzieci, które nagle zaczynają prowokować swoich księży. Załóżmy, że to jest zwyczajnie niemożliwe. Powiedzmy, że wśród księży są autentyczni, agresywni zboczeńcy, którzy tylko się czają na te dzieci i przy każdej nadarzającej się okazji wciągają je w swoje pedofilskie sieci. No ale tu znowu mamy jednak owe dzieci. Nie chcę powtarzać argumentów abp. Michalika, bo one już znane są powszechnie. Zapytam tylko, jakim trzeba być dzieckiem, z jakimi duchowymi problemami, co trzeba mieć w głowie, żeby w momencie, gdy któryś z księży nam powie, że on chciał nas zbadać pod względem naszej męskości, czy kobiecości, a zrobi to w Imię Boże, no i my się przed nim chętnie obnażymy? Powtórzę: co trzeba mieć w głowie?
A zatem, nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że abp Michalik miał najświętszą rację, kiedy powiedział, że na samym początku tego zła stoi inne zło, zło pierwotne, i wcale nie na tyle pierwotne, by trzeba było mu nadawać imiona najważniejszych diabłów. Wystarczy zaledwie pomyśleć o owych rozwodach.
Nie znam polskich statystyk, natomiast gdzieś czytałem, że w takiej Wielkiej Brytanii ogromna większość związków, to albo związki partnerskie, lub małżeństwa, gdzie przynajmniej jedna ze stron jest już po rozwodzie. Nie trzeba też być szczególnie uważnym obserwatorem, by wiedzieć, że czasy są takie, że rozwód staje się powoli czymś wręcz codziennym. Co więcej, nie mamy tu już do czynienia z uwarunkowaniami religijnymi, kulturowymi, czy ideologicznymi. Rozwodzą się wszyscy: katolicy, ateiści, lewicowcy, prawicowcy, konserwatyści, liberałowie. Nawet tu na blogu, wśród naszych najbliższych przyjaciół są tacy, którym to nieszczęście się przytrafiło. Czy ja tych ludzi potępiam? Ani mi w głowie! Być może mało kto tak jak ja wie, jak nieraz potrafi być ciężko. Znam ludzi, którzy tkwią w małżeństwach, które są dla nich prawdziwym piekłem. I, powiem uczciwie, że gdyby którykolwiek z nich mnie spytał, czy ma się rozejść, czy to kontynuować, odpowiedziałbym, że niech robi, jak mu nakazuje sumienie i rozum. A zatem, nie ma mowy o jakimkolwiek popisywaniu się. Ja zaledwie stwierdzam fakt, że ludzie rozwodzą się nagminnie, że dzieci owe rozwody przeżywają w sposób wyjątkowo ciężki, no i, że świat na tę chorobę znalazł jedną odpowiedź: uznanie, że tak jest normalnie i że nie ma się czym przejmować.
I na to przyszedł abp Michalik i nie powiedział, tak jak to Kościół powtarza od zawsze, że małżeństwo jest świętością, i że cudzołóstwo jest grzechem. On poszedł krok dalej. Oznajmił mianowicie, że rozwody prowadzą do zbrodni. Czy to w takim razie jest czymś nowym? Moim zdaniem nie, natomiast przyznaję, że jakoś ostatnio o tym się słyszy niewiele. Rzecz natomiast w tym, że jeśli się zastanowić nad tym na poważnie, to co znamy pod pojęciem Dekalogu, stanowi gwarancję społecznego pokoju w wymiarze wręcz idealnym. Nie ulega wątpliwości, że gdyby wszyscy ludzie oddawali cześć Bogu, szanowali rodziców, nie kradli, nie kłamali, nie cudzołożyli, nie pożądali, świat byłby idealny. I ja oczywiście wiem, że dziś czasy są takie, że wielu z nas bardzo chętnie parę z tych przykazań by z owej dziesiątki usunęło, niemniej jednak fakt pozostaje faktem. Nawet to dotyczące cudzołóstwa nie jest niczyją fanaberią, ale prawdziwą gwarancją dobrego porządku. Nawet to.
A tu mamy rodzinę, a więc coś, co naprawdę bardzo poważni zawodnicy próbują, nawet jeśli nam nie odebrać, to w sposób oczywisty zdeprecjonować. Z jakiegoś powodu oni sobie wykalkulowali, że jeśli zabiorą nam rodzinę, to zostaniemy tak naprawdę z pustymi rękami. I Kościół powtarza nam to od lat. Bez dobrej rodziny nie ma nic. I to oni jakoś tolerowali. Jakoś potrafili z tym żyć. Uważali to oczywiście za ciężką bzdurę, ale jakoś dawali radę. I w tym momencie przyszedł abp Michalik i powiedział: Ta wasza pedofilia to wynik lekceważenia nauki Kościoła. No i to się już okazało zbyt wiele. Coś, co dla wielu z nich stanowiło podstawową wręcz oręż do walki z Dekalogiem właśnie, okazało się bronią, która ich pokonała. Stąd ten wrzask. Tu nie chodzi o tę pedofilię, która – pamiętajmy – dla wielu z nich jest akurat czymś wręcz sympatycznym. Tu poszło o te rozwody. A więc o rodzinę. Jak zawsze.

Dziś apel szczególny. Otóż właśnie padł nam gazowy piec, który nam przez 20 lat grzał wodę w kranie i kaloryferach. Ponieważ jednak jest to stara czeska "Mora", której dziś już nikt nie naprawia, a na nowy nas nie stać, byłbym wdzięczny, gdyby ktoś, kto mieszka w Katowicach lub w okolicach znał jakiegoś starego fachowca od tych pieców, i podał nam namiary. Najlepiej na maila: toyah@toyah.pl Oczywiście, wciąż bardzo proszę o finansowe wsparcie na podany obok numer konta. Zwłaszcza gdy ktoś uzna, że powyższy tekst jest tego wart. Dziękuję

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...