Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2015

Jarosław Kaczyński, człowiek ze złotą tarczą

Niniejszy tekst został napisany dla „Warszawskiej Gazety”, trochę jako kompilacja starych myśli i nowych refleksji. Nie miałbym jednak spokojnego sumienia, gdybym go tu dziś nie powtórzył. W końcu to wszystko po to, by było słychać. Od kilku dni już chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że powrót Prawa i Sprawiedliwości do władzy staje się ciałem, a powrót ów jest tak spektakularny i tak jednoznaczny, że to co się już niedługo stanie, musi spowodować zmianę ogarniającą przestrzeń znacznie szerszą, niż ta związana z samą polityką. Jeśli się wsłuchać w towarzyszące owej rewolucji komentarze, nie można nie zauważyć, że każdy kolejny dzień przynosi zmianę przede wszystkim w nastrojach społecznych, które zawsze w mniejszym lub większym stopniu były wynikiem manipulacji na poziomie kultury popularnej. A skoro tak, to musimy też dojść do wniosku, że nie miną te trzy, czy cztery miesiące, a po owej nienawiści, którą tak dobrze mieliśmy okazję poznać, nie zostanie mokra plama. I jeśli to ma by

Czy Bracia się biorą za Smoleńsk?

Ponieważ ostatnio liczba tematów bieżących mocno nas przytłacza, felieton z ostatniego wydania „Warszawskiej Gazety” musiał poczekać aż do dziś. Tym bardziej szczerze zachęcam. W najświeższym numerze „W Sieci” mamy rozmowę z, jak go redakcja przedstawia na samej okładce, „wysokim rangą oficerem wywiadu”, której cały sens i wartość sprowadza się do tezy, że Smoleńsk był zbrodnią zaplanowaną. To jest okładka. Dalej natomiast jest duże, kolorowe zdjęcie owego oficera, jego nazwisko, no i długi na siedem bitych stron wywiad. I jeśli ktoś myśli, że ja mam zamiar szydzić z Redakcji i tego Wrońskiego, bo takie nazwisko nosi dziś już emerytowany agent, jest w dużym błędzie. Wprawdzie całej tej rozmowy nie przeczytałem, bo jak mówię, ona jest dla mnie dużo za długa, ale przyznaję, że przynajmniej to, co się znalazło na jej samym początku, robi na mnie ogromne wrażenie. Na tyle duże, że nie mam nawet pewności, czy faktycznie potrzebuję wiedzieć więcej. Otóż ów Wroński, wspominając sobotnie p

Dlaczego Polacy nie kupują tęczowego faszyzmu?

Sejm przyjął ustawę liberalizującą ustawę o in vitro, a Jan Pospieszalski skomentował ten ruch, sugerując, że „mamy do czynienia ze standardem państwa upadłego”. A ja się zastanawiam, jak trzeba być ślepym, zacietrzewionym, albo zwyczajnie głupim, by wyskakiwać z tego typu diagnozami w stosunku do Polski dzień po tym, jak Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych przegłosował pełnię praw małżeńskich dla osób homoseksualnych i cały dosłownie tak zwany „cywilizowany” świat czuje się w obowiązku wznosić sztandary w kolorach tęczy? Jak trzeba być ślepym, zacietrzewionym, albo zwyczajnie głupim, by wyskakiwać z tego typu diagnozami w czasie gdy – jak donosi zawsze gotowa „Gazeta Wyborcza” – „ Rząd Norwegii zaproponował, by dzieciom już w wieku 7 lat wolno było, przy wsparciu rodziców, zmienić płeć prawną. Według ministra zdrowia Benta Hoie obecne przepisy w tym zakresie ‘nie zmieniły się od prawie 60 lat’ i są dziś nie do przyjęcia. Rząd proponuje też, by osoby w wieku 16 lat mogły decydować, czy

Czemu Wojciechowi Młynarskiemu jego wściekłe wnuczki schowały dowód?

Jest bardzo możliwe, że już tu o tym wspominałem, ale na wszelki wypadek powtórzę. Otóż w ostatnich dniach miałem okazję kilka dobrych razy oglądać flagowy program stacji TVN24 „Szkło Kontaktowe” i to nie dość, że oglądać, to oglądać go z prawdziwą satysfakcją. Skąd owa satysfakcja? Otóż stąd przede wszystkim, że kiedy tak sobie siedzę przed telewizorem i słyszę, jak oni wszyscy, poczynając od Grzegorza Miecugowa, a kończąc na Marku Przybyliku, w sposób najbardziej okrutny szydzą z Platformy Obywatelskiej, mam też tę świadomość – wspieraną zresztą nieustannie przez rozpaczliwe telefony stałych fanów owej audycji, wznoszących w stronę redaktorów pełne rozpaczy wezwania do opamiętania się – że tam, po drugiej stronie siedzą właśnie oni, ci wszyscy biedni, wyciśnięci ze swojej nienawiści do samego smutnego końca, wykorzystani przez bezlitosny System ludzie, i z tego wszystkiego, co się dzieje, nie rozumieją nic. Dokładnie nic. Zero. A to jest dla mnie świadomość bardzo przyjemna. Oglądam

Nasi biorą wszystko, a ja się boję otworzyć oczy

Gdy chodzi o wczorajszą nominację dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, nie można ode mnie oczekiwać choćby i cienia obiektywizmu. I od razu muszę tu zastrzec, że nie mówię tego, jako ktoś od kogo w ogóle nie można wymagać obiektywizmu, gdy na scenie pojawiają się tacy giganci intelektu, jak poseł Szejnfeld, były premier Marcinkiewicz, czy posłanka Pomaska. W ich wypadku, mimo że moja opinia na ich temat pozostaje bardzo stabilna, gdyby ktoś mnie poprosił, bym skomentował którąś z ich wypowiedzi, czy zachowań, myślę, że potrafiłbym być przynajmniej merytoryczny. Gdy chodzi o Kidawę-Błońską, wystarczy, że ona się pojawi na horyzoncie, a mnie w jednej chwili ogarnia zawziętość, jaką znamy chyba już tylko z telefonów do „Szkła Kontaktowego”. Skąd u mnie ów brak tolerancji na osobę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej? Otóż wszystko się zaczęło jeszcze w maju roku 2010, kiedy ona udzieliła wywiadu Robertowi Mazurkowi i komentując irytujące bardzo z jej punktu widzenia przedłużanie się żałoby po Smoleńsk

Pokaż kotku co masz w środku, czyli dobry film wczoraj widziałem

Byliśmy wczoraj z moim synem w kinie. Wyświetlany w naszej galerii, którą mamy tuż pod nosem, film był produkcji amerykańskiej, moim zdaniem, był absolutnie i wyjątkowo znakomity, a nosił tytuł „San Andreas”. Gdybym miał jednym zdaniem określić, co to takiego, powiedziałbym, że katastroficzny James Bond. W jakim sensie katastroficzny? W takim otóż, że jego tematem było największe w historii świata trzęsienie ziemi, niszczące w całości Kalifornię i okolice. Skąd ten Bond? A stąd mianowicie, że konwencja tego filmu jest taka, że jeśli ktoś spada w płonącym samochodzie w tysiącmetrową przepaść, to w ciągu kilku minut się otrzepuje, wyciera krew z policzka, wspina się po tych skałach na samą górę, a kiedy już jest niemal na miejscu, to w tym momencie nadchodzi powódź, która go zalewa na jakieś dziesięć minut, po czym on ostatkiem sił wypływa na powierzchnię, łapie powietrze, wsiada do przypadkowo zaparkowanego tuż obok samolotu i leci, by ratować uwięzionych w najniebezpieczniejszej jaskin

Koka i melonik (na odejście marszałka Sikorskiego)

Wczorajszy dzień upłynął mi pod znakiem dwóch zdarzeń i obu niezwykle radosnych. Pierwsze z nich to sposób, w jaki, korzystając z najwidoczniej już kompletnej utraty instynktu zachowawczego przez polityków Platformy Obywatelskiej, władzę w Sejmie przejął znany nam skądinąd poseł Wenderlich, a drugie, to ostateczny upadek Radosława Sikorskiego. Mimo że obie okazje traktuje, jako powód do świętowania, muszę przyznać, że ze względu na pewne istotne zaszłości, sprawa Sikorskiego jest dziś dla mnie zupełnie podstawowa. Satysfakcja jaką dziś czuję, to jest coś, dla czego w pewnych momentach mojego życia byłem gotów poświęcić naprawdę wiele. Chciałbym więc uczcić ten dzień przez przypomnienie pewnego starego już bardzo tekstu, jeszcze z roku 2011, a dotyczącego wydarzeń jeszcze starszych, bo sprzed Katastrofy. Rzućmy proszę okiem i zadumajmy się nad ludzkimi losami. Chciałem dziś przypomnieć, trochę na zachętę, a trochę po to, byśmy po raz kolejny wbili sobie do głowy prawdę o tym, z

Kto się boi PiS-u i czy jest na to jakaś maść?

Przyznaję się zupełnie uczciwie, że ponownie, po wielu miesiącach, czy może i latach przerwy, ponownie oglądam telewizję TVN24. Ktoś się zapyta, czemu – skoro już uznałem za stosowne się tak pogrążyć – nie wybrałem Polsatu, czy TVP, a ja na to mam gotową od dawna odpowiedź, że to dlatego, że tamci są od TVN-u znacznie, znacznie gorsi. Tu relacja jest mniej więcej taka, jak w przypadku, gdy ja zwyczajnie – skoro już muszę – wolę słuchać Justina Biebera niż Dawida Kwiatkowskiego. Jest jeszcze gorzej. Otóż ja wolę oglądać TVN24 znacznie bardziej niż Telewizję Republika, na takiej samej zasadzie, by się już trzymać kultury popularnej, jak wspomnianego Justina Biebera przedkładam nad film o pułkowniku Kuklińskim. A zatem włączam ten TVN i proszę sobie wyobrazić, że dziś znów oglądałem program prowadzony przez Andrzeja Morozowskiego, w którym nagle wystąpili Seweryn Blumsztajn i Piotr Semka. W pewnym momencie, widząc, że spada coraz niżej, Blumsztajn oświadczył, że on „wcale nie jest z Plat

O sprawiedliwość dla Generała

Chyba nie ma tygodnika w kraju, który nie przeznaczyłby jakiej części swoich łamów na regularne prowadzenie rubryki, gdzie czytelnicy mogą zapoznać się z przeglądem wydarzeń minionego tygodnia, utrzymanym w konwencji mniej lub bardziej lekkiego żartu, czy wręcz kabaretu. Takie „Szkło kontaktowe”, tyle że co tydzień, no i na papierze. Najbardziej znanymi z tego typu publicystyki żartownisiami są oczywiście Igor Zalewski i Robert Mazurek, którzy, o ile się nie mylę, debiutowali w dawnym „Wproście”, a potem przechodząc wiele różnych szczebli, skończyli w dzisiejszym „W Sieci”, jednak, jak mówię, niemal każda znana mi redakcja, ma ambicję coś tego typu utrzymywać. Skąd ten pomysł i jednak jego sukces? Otóż wydaje mi się, że plan polega na sięgnięciu do czytelnika, który nie ma czasu czytać długich zdań i jeszcze dłuższych analiz, a ponieważ jakieś tam ambicje jednak ma, gotów jest kupować, czy to wspomniane „Wprost”, „W Sieci”, czy też „Do Rzeczy”, czy „Newsweeka”, czy „Nie”, czy też „Poli

Jednodaniowe Obiady Wojskowe, czyli fizyka górą!

Muszę się przyznać do pewnego wstydliwego bardzo kryzysu wiary. Otóż mimo że mamy wszyscy naprawdę mocne dowody na to, że wieje, wieje i wiać nie przestaje, w momencie gdy pojawiły się informacje, że podczas swojej sobotniej konwencji Platforma planuje zaprezentować broń autentycznie śmiercionośną, która doprowadzi do jej cudownego wręcz odrodzenia, pomyślałem sobie, że kto wie, co oni tam chowają po kieszeniach. I oto przyszła ta sobota i okazało się nagle, że ponieważ poza konwencją Prawa i Sprawiedliwości nie ma nic, pojawia się problem, czy jest w ogóle jakikolwiek sens organizować coś jeszcze, a jeśli oni jednak nie zrezygnują, to czy ogólnopolskie media uznają, że ktokolwiek jeszcze jest gotów sobie nią zawracać głowę. No ale ostatecznie na mównicę weszła sama premier Kopacz, by wyjaśnić nam wszystkim, co oznacza skrót JOW, no a ponieważ premier to jednak premier, wypadało się już przełączyć. Nie wiem oczywiście, jak na to, co się tam działo, zareaguje tak zwana opinia publiczna

Jak się nawalić dwoma kieliszkami wina tak, by starczyło na dwa dni?

Gdy chodzi o Daniela Olbrychskiego i jego świeżą przygodę z jazdą po pijaku, moja pierwsza i podstawowa refleksja mogłaby być taka, że każdemu się może zdarzyć, a kiedy mówię „każdemu” to chodzi mi o to, że jeśli ktoś lubi się czasem napić, a jeździ samochodem, to znajduje się w tak zwanym „targecie” i na to rady nie ma. W ten sposób zatem potraktowałbym to co się przydarzyło Olbrychskiemu – i to mimo faktu, że ów Olbrychski od paru już lat zajmuje bardzo poczesne miejsce znajduje się na mojej liście tak zwanych „all time favourites” – gdyby nie to, że zarówno on, jak i jego żona, ale przede wszystkim może reżimowe media, zamiast się dyskretnie zamknąć i pozwolić robić z siebie pośmiewisko polskiej prawicy, która nagle, w tak charakterystyczny dla siebie sposób, uznała, że ten Olbrychski spadł jej jak dar z niebios, uznali oni wszyscy za stosowne udzielić Olbrychskiemu głosu i pozwolić mu gadać, gadać i gadać. Oczywiście, ja chętnie się przyznaję do tego, że sposób w jaki ja ową sprawę

Czy w TVN24 rozdają żyletki?

Przyszło do mnie moje dziecko i poinformowało, że ostatnio media donoszą, że to tu to tam ktoś rozrzuca po okolicy kawałki kiełbasy z czy to żyletkami, czy jakimiś pinezkami, czy haczykami na ryby, z takim oto zamiarem, by ową przynętę połknął jakiś łakomy piesek i od tego zdechł w męczarniach. Proszę zwrócić uwagę na to, że ja nie napisałem, że ktoś te przynęty rozrzuca, ale że media na ten temat szeroko i bardzo chętnie informują. Zastrzeżenie to czynię oczywiście nie dlatego, by sugerować, że to jest jakaś medialna fantazja – choć z taką możliwością oczywiście liczyć się należy zawsze – ale że zdaniem mojego dziecka, media bardzo źle robią nagłaśniając tego typu zdarzenia, bo efektem tego będzie nie tyle to, że właściciele psów staną się bardziej ostrożni, ale że liczba chętnych do tego typu zabawy zacznie przyrastać w tempie geometrycznym. A ja przyznać muszę, że podzielam te obawy jak najbardziej. Rozmawialiśmy trochę na ten temat i w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać, co

Kredyt i wojna, czyli dr Zembala przyszedł po prośbie

Obietnica była taka, że dziś będzie o haczykach, ponieważ jednak owe haczyki, jak by nie patrzeć, wiążą się z kwestiami bardziej uniwersalnymi, proszę wszystkich bardzo, byśmy się dziś akurat skupili nad naszą codziennością. Jak wiemy bowiem, premier Kopacz postanowiła podjąć próbę tak zwanej „ucieczki do przodu” i jednym zgrabnym ruchem swojej smukłej dłoni zdymisjonowała całą kupę urzędników. Na miejsce odwołanych ministrów pojawili się ich następcy i nie byłoby w tym prawdopodobnie nic godnego uwagi, gdyby wśród nich nie pojawił się niejaki Zembala, dla porządku – Marian. Od pierwszej chwili, gdy premier Kopacz ogłosiła listę swoich nowych współpracowników, a jednocześnie osób, które mają stworzyć na tyle nową jakość w polskiej polityce, by powstrzymać tę powódź, która nieuchronnie nadchodzi, czułem, że to wszystko tak naprawdę się skupia na tej jednej jedynej osobie, czyli owym Marianie Zembali, z tą jedynie zagadką, gdzie nie wiadomo, czy to Zembala ma ratować Kopacz, czy Kopacz Z

Allen Ravenstein, czyli niszcz gnuśność!

Obraz
Oczywiście jest mi niezwykle przykro, że ostatnie dni pozostawiają ten blog w stanie niemal kompletnego rozleniwienia, jednak z pewną ulgą zauważyłem wczoraj, że przyczyną tej nędzy nie do końca jest moja osobista gnuśność, lecz z jednej strony kompletny brak wydarzeń, które mogłyby choćby w minimalnym stopniu inspirować, a z drugiej mój histeryczny wręcz upór, by nie zamieszczać tu tekstów, które inspirowane są wyłącznie poczuciem, że nawet jak nie ma o czym, to i tak trzeba coś napisać. Nędza, która nas otacza od kilku dni, jest bowiem tak dojmująca, że moim zdaniem każda najmniejsza próba wyciśnięcia z niej czegoś pożytecznego musi doprowadzić do tego, że ja osobiście najem się tylko wstydu za to, że dałem się tak fatalnie podejść. W tej sytuacji, zachowam jeszcze przez chwilę to dość dla mnie krepujące milczenie, a jeśli ktoś ma nastrój do dobrych wzruszeń, to zapraszam do chyba dotychczas niepublikowanego tu rozdziału z mojej książki o markach, dolarach i bananach i pewnym bardzo

Wróż Maciej wchodzi na rynek kultury wysokiej

Powiem zupełnie szczerze, że nie mam najmniejszego pojęcia, kim jest Jakub Lubelski. Gdyby ktoś podszedł do mnie i rzucił hasło „Jakub Lubelski”, ja bym w najlepszym wypadku powiedział, że to może jakiś prokurator, o którym w pewnym momencie wspominano przy okazji jednej z licznych afer Platformy Obywatelskiej. Wiem natomiast, co to takiego Teologia Polityczna. Otóż Teologia Polityczna to jest coś, co nasza prawica postanowiła wypuścić, jako odpowiedź na Krytykę Polityczną, a tym samym stworzyć alternatywę dla znanej nam zbyt dobrze agresji czystego satanizmu, tyle że nie występującego w postaci muzycznych projektów Adama Darskiego, lecz oferty czysto intelektualnej, lub robiącej takie wrażenie. Czy na temat Teologii Politycznej mam do powiedzenia coś więcej? No, nie bardzo, natomiast dzięki temu, że owa nazwa jakoś w mojej świadomości zagościła, mój stosunek do nich od pewnego czasu oscyluje na poziomie tego, czym jest dla mnie radio RMF, czy portal naszamlawa.pl, a więc coś, co jeśli

Philthy Animal vs. Kylie Minogue czyli raz jeszcze podwójny nokaut

Obraz
Ponieważ zmorzył mnie upał, a do tego wpadłem w stan, gdzie jedynym momentem, kiedy nie chce mi się spać, to dwie godziny między godziną 21 a 23, wczoraj już nic nie dałem rady napisać, a zamiast tego, zagrałem tu nam wszystkim jedną bardzo ładną piosenkę i pokazałem pewnego Kanadyjczyka z jego jedną magiczną sztuczką. I oczywiście niemal natychmiast przyszedł nasz kolega Gajek, który uważa, że aby potrafić ładnie śpiewać i w dodatku jeszcze mieć co śpiewać, trzeba być czarnym, mieszkać w Afryce, lub na Jamajce, a jeśli już los nas rzucił do Londynu, lub Nowego Jorku należy się posługiwać tak zwanym pigeon English. Przyszedł więc mój kolega Gajek i zagrał nam piosenkę zespołu z Ghany o nazwie MzVee pod tytułem – a jakże! – ReVeeLation. Rozmiemy, o co chodzi, prawda? Ponieważ grupa nosi nazwę MzVee, to jeśli słowo „revelation” napiszemy przez dwa „e”, będziemy mieli taką zabawną grę słowną i będzie git. Co to za piosenka? Ja wprawdzie nie widziałem ani jednej sekundy

Imperium ma talent, a u nas grzeje

Obraz
Ponieważ ostatnie upały mnie pokonały, dziś czuję, że nowego tekstu nie będzie. My otyli tak niestety mamy, że temperatura przekracza 30 stopni, a my natychmiast popadamy w stan otępienia. Mam tylko nadzieję, że usprawiedliwi mnie to, że od niemal miesiąca nie opuściłem ani jednego dnia, włącznie z niedzielami i świętem Bożego Ciała. W ramach rekompensaty, proponuję jedną bardzo ładną piosenkę, a jeśli ktoś woli coś bardziej wyszukanego, to popatrzmy, jak Imperium ma talent. Książki oczywiście są tam gdzie zawsze, a więc w księgarni pod adresem www.coryllus.pl . Zapraszam serdecznie.

III RP dostała rozwolnienia

Ostatnio miałem okazję spotkać się z jednym z czytelników tego bloga, czytelnikiem wiernym choć, z tego co wiem, nie komentującym, i przyszła mi do głowy myśl dla mnie w pewnym sensie rewolucyjna. Otóż ja, siedząc tak z owym moim znajomym w pobliskiej knajpie i dzieląc się z nim tymi czy innymi refleksjami, nagle sobie uświadomiłem, że przez te wszystkie lata, czy to przez moją osobistą aktywność, jako bezwzględnego cenzora, czy też przez zwykłą jakość samego bloga, doszło do tego, że tu się zgromadziło towarzystwo pod względem intelektualnym absolutnie najwybitniejsze. Rozmawiając z moim znajomym, nagle zdałem sobie sprawę z tego, że wielu z komentatorów, ale też zapewne jedynie milczących czytelników tego bloga, to, gdy chodzi o wiedzę, oczytanie i generalnie prezentowany przez nich czysto ludzki wymiar, ludzie absolutnie pierwszej klasy. I niemal natychmiast kolejną moją myślą było to, że towarzystwo, które się tu od lat spotyka, w sposób idealny realizuje mój oryginalny zamiar, spr