Niestety nie znam statystyk dotyczących katastrof lotniczych w ogóle, a już z całą pewnością, jak idzie o kwestie szczegółowe. A zatem, nie mam pojęcia na przykład, jaki procent katastrof lotniczych, do których doszło przy starcie, czy przy lądowaniu, kończy się śmiercią wszystkich pasażerów. Podobnie nie wiem, w ilu przypadkach z tych najbardziej tragicznych, na pokładzie znajdował się jakiś ważny polityk, czy ktoś z jego rodziny. Mam natomiast jakąś tam wiedzę ogólną, no a przede wszystkim zdrowy rozsądek, z którego bardzo lubię korzystać, więc siedzę sobie i myślę.
Nadeszła dziś do nas wiadomość, że przy podchodzeniu do lądowania na lotnisku w Kazaniu, rozbił się samolot linii Tatarstan Airlines, pochłaniając życie wszystkich pasażerów. Wedle pierwszych relacji, pogoda była nienajgorsza, a mimo to, samolot podchodził do lądowania trzy razy, no i za trzecim razem, nie trafił, stanął w płomieniach, no i mamy co mamy.
Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że nadmierna podejrzliwość budzi kolejne podejrzenia, jednak nie jestem w stanie nic na to zaradzić, bo, owszem, jestem podejrzliwy, jak jasna cholera. Kiedy tylko bowiem usłyszałem o tym nieszczęściu po raz pierwszy, niemal natychmiast zadałem sobie pytanie, czy na pokładzie samolotu nie było kogoś ważnego. Czy nie jest może tak, że skoro mamy pilota, który najwidoczniej – skoro trzy razy próbuje wykonać poprawne lądowanie, i mu się nie udaje – nie jest ani pijany, ani zaćpany, ani po prostu nie struga „debeściaka”, i mu się jednak nie udaje, i to nie udaje tak, że zostaje po nim mokra plama, to znaczy, że na pokładzie musiał być ktoś choćby minimalnie ważniejszy, niż jakiś lokalny biznesmen, czy artysta estradowy? I oto już następna po pierwszej informacji wiadomość daje nam na to pytanie odpowiedź: ależ tak, na pokładzie tego samolotu był syn prezydenta Tatarstanu.
Zdaje sobie oczywiście nieprzerwanie sprawę z tego, że ta notka jest oparta głównie na moim podstawowym wyznaniu, że mianowicie nie wiem nic. Mimo to zaryzykuję i powiem raz jeszcze: poza tym, że Tatarstan to republika Rosyjska o jakiejś tam pozornej autonomii, posiadająca, jak się okazuje nawet swojego prezydenta, i że jej pierwszym surowcem jest ropa naftowa, wydobywana w wielkości 1 mld ton, w tym akurat temacie jestem kompletnie „zimny”. Natomiast, jak już wspomniałem, mam tę swoją najbardziej ogólną wiedzę i pewien typ wrażliwości, który każe mi sobie próbować wyobrażać, co się działo w głowie pilota tego samolotu, kiedy on dokonywał pierwszej, potem drugiej, i w końcu trzeciej próby lądowania, i widział, że coś zdecydowanie „nie gra”. I teraz, kiedy czytam, że „wedle wstępnych ocen” to on tu popełnił błąd, sierść na moim karku drętwieję mniej więcej tak, jak mojemu psu, kiedy widzi, jak z naprzeciwka nadchodzi jego główny wróg.
Ale powiem coś jeszcze. Otóż, jak niektórzy czytelnicy tego bloga wiedzą, jednym z moich ulubionych filmów – a i książek przecież – jest „Ojciec Chrzestny”. I ja z tamtej historii bardzo dobrze pamiętam scenę, kiedy Don Corleone negocjuje z głowami pozostałych nowojorskich Rodzin kwestię powrotu Michaela z Sycylii. W pewnym momencie mówi on coś takiego mniej więcej: „Wiem, że panowie nie macie złych intencji, jednak ja jestem człowiekiem przesądnym. A zatem, jeśli mój syn zginie choćby skutkiem uderzenia pioruna, będę musiał za tę śmierć winić któregoś z panów”.
Na koniec jeszcze jedna refleksja, która musiała się tu pojawić. Tatarstan. Cóż to za przedziwne miejsce! Jestem pewien, że wielu z nas nawet nigdy dotąd o nim nie słyszało. Krzyczę więc: „Niech żyje Polska!”… i nagle – drugi raz w ciągu tego wieczoru – drętwieje mi sierść na karku. Czy ktoś mi powie może, że jestem przewrażliwiony?
No i już zupełnie na sam koniec, wyjaśnienie, po co ja tak nagle się zebrałem i postanowiłem opublikować tu ten nieważny pewnie zupełnie tekst. Odpowiedź jest prosta. Jeśli ja tego nie z robię, to kto? No kto?
Wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili, zachęcam do kupowania książki o zespołach, do nabycia albo w księgarni Coryllusa pod adresem coryllus.pl, względnie na miejscu, u mnie, z gwarantowaną osobistą dedykacją. Na specjalne życzenie, do książki dokładam płytkę DVD z całością naszego wspólnego z Gabrielem i Kamiuszkiem występu o Diable. Jeśli jednak ktoś już ma - jedno lub drugie - będę wdzięczny, jeśli w miarę możliwości zechce wesprzeć ten blog pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.
Wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili, zachęcam do kupowania książki o zespołach, do nabycia albo w księgarni Coryllusa pod adresem coryllus.pl, względnie na miejscu, u mnie, z gwarantowaną osobistą dedykacją. Na specjalne życzenie, do książki dokładam płytkę DVD z całością naszego wspólnego z Gabrielem i Kamiuszkiem występu o Diable. Jeśli jednak ktoś już ma - jedno lub drugie - będę wdzięczny, jeśli w miarę możliwości zechce wesprzeć ten blog pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.