Syn mój przyniósł mi dziś link do fragmentu jakiegoś nieznanego mi zupełnie teleturnieju z amerykańskiej telewizji, gdzie pewna równie nieznana mi kobieta nie umie zgadnąć, czego stolicą jest Budapeszt. Kłopot jest jeszcze większy, bo ona robi wrażenie, jakby nie wiedziała w ogóle nic. Co ja zresztą będę gadał. Proszę sobie obejrzeć: Budapeszt. Jak wszyscyśmy z pewnością zauważyli, filmik zatytułowany jest „Tępa i głupia blondynka” i zdecydowanie ma na celu ośmieszenie tej kobiety. Ale nie tylko to jest ciekawe. Otóż jeśli ktoś oprócz tego co wie sam z siebie, wie też, że ona jest najprawdopodobniej jakąś wiejską dziewczyną z okolic Tennessee, albo z jakiejś jeszcze głębszej amerykańskiej prowincji, gdzie Europa może być czymś równie egzotycznym, jak dla pierwszego lepszego polskiego prowincjusza powiedzmy… Sri Lanka, może dojść do wniosku, że w tym rzeczywiście zabawnym filmiku nie ma nic szczególnie szokującego. Jeszcze kiedy byłem bardzo młody, mieliśmy zwyczaj sobie żartować na temat Amerykanów, że oni są tak ogromni i tak z boku, tak samowystarczający, że dla wielu z nich świat to Ameryka, Rosja, Europa i Afryka. I na tym koniec. Reszty nie ma, a to co jest, to…. Tak naprawdę nie wiadomo co. No, po prostu – Europa, Afryka i Rosja. I że jeśli któremuś z nich zadać zagadkę, co to jest Warszawa, to jest bardziej prawdopodobne, że wskaże którąś z kilku amerykańskich Warszaw, niż tę naszą, polską, kochaną.
No ale, nie ma co się oszukiwać. Owa kobieta męcząca się z tą Europą, tym Budapesztem i tą Francją jest śmieszna jak nie wiem co. Pozostaje tylko pytanie – czy ona jest głupia? Czy ona jest głupią blondynką? Czy ona jest tą głupią blondynką, która robiąc sobie drugie dziecko na boku, ma pretensje do swojego męża, że ją zdradza. Czy ona jest tępa. Otóż w tej sprawie doszło u nas w domu w tej sprawie niemal do awantury. Ja i młody Toyah uznaliśmy, że ona nam się podoba. Że jest fajna, wesoła, sympatyczna i wcale niekoniecznie głupia. Na to pani Toyahowa ze zwykłą dla siebie wyższością, stwierdziła, że to jest z naszej strony coś absolutnie typowego, natomiast starsza Toyahówna dostała niemal szału. Ona przede wszystkim wie, że ta pani jest durna w sposób modelowy, a my jej bronimy, bo ona nam się po prostu podoba jako kobieta. Że gdyby ona wyglądała jak pani Kaszalotowa, to nawet jednym słowem byśmy jej nie bronili. Wręcz przeciwnie. Tego niestety sprawdzić nie możemy, choćby z tego względu, że ona istotnie wygląda jak wygląda. Ale i tak, problem wciąż pozostaje ten sam. Czy ona naprawdę jest głupia?
Kiedy byłem jeszcze na studiach, mieliśmy taką koleżankę – bardzo dobrą, milą koleżankę – która nie mogła uwierzyć, że jeśli ona buty, które sobie kupiła wyjmie z pudelka, to one się w torbie zmieszczą, a jeśli nie, to nie. Tłumaczyliśmy jej to pięćdziesiąt razy, a ona swoje. Buty to buty. Jeśli pudełko się nie zmieści, to i same buty się nie zmieszczą. Czy ona była głupia? Nikomu z nas nigdy nie przyszło do głowy, żeby tak o niej myśleć. Co więc z tymi butami? Nikt się za bardzo nie zastanawiał. Myśleliśmy sobie, że może ona nie ma wyobraźni geometrycznej, albo że się zagapiła, albo że coś się jej po prostu pomieszało. Ale że głupia? Nigdy. Dlaczego? Bo ją znaliśmy i ona głupia z całą pewnością nie była. A może to znaczy, że głupców w ogóle nie ma? Że każdy ma jakieś swoje kłopoty i ograniczenia i w jednym miejscu jest wybitny, a w innym nagle już wręcz odwrotnie? Tyle że to nieprawda. Każdy z nas niejednokrotnie spotkał przynajmniej kilka osób w swoim zyciu, o których nie można było powiedzieć nic więcej, jak tylko to, że ten ktoś to dureń. Dlaczego więc ten ktoś tak, a ten inny już nie?
Spójrzmy zatem jeszcze raz na tę Amerykankę, która myśli, że Europa to na pewno kraj, natomiast co do Francji, to już nie ma takiej pewności. Czemu ona taka jest? Pisałem już o tym troszeczkę wcześniej, ale nic nie zaszkodzi powtórzyć. Ona mieszka gdzieś na wsi, na południu Stanów i ani nikt nigdy jej o tym nie powiedział, ani ona też nie pytała. Dlaczego? Bo ją to zwyczajnie nie zainteresowało. Prawdopodobnie tak samo, jak to, kim był Shakespeare, albo co to znaczy de Gaulle. A zatem, problem jest taki, że jej nie brakuje rozumu, ale wiedzy. Oczywiście, można się kłócić, czy to, że ona nie znalazła w sobie wystarczająco dużo otwartości, ambicji i ciekawości świata nie świadczy o tym, że jest głupia. No ale to już jest problem do dalszej dyskusji, bo nawet jeśli przyjmiemy, że to lenistwo świadczy o niej jak najgorzej, to może się okazać, że ona jest zwyczajnie zadowolona ze swojego życia i na tyle na ile jest jej to potrzebne, świetnie sobie radzi i zawodowo i towarzysko, a nikt z jej znajomych w życiu by o niej nie powiedział, że jest leniwa. Choćby i umysłowo. No i co zrobimy, jeśli pójdziemy do niej i jej zaczniemy tłumaczyć, że to skandal, że ona nie wie, co znaczy Francja, a ona nas w jednej chwili najzwyczajniej w świecie rozłoży na łopatki?
Doszedłem już tak daleko w tej notce i zaczynam się obawiać, że skoro dotychczas z niej nic nie wynika, może w ogóle nie warto było tego tematu zaczynać? Spokojna głowa. Nie z takimi sobie problemami radziliśmy, czyż nie? Otóż myślę sobie, że z całą pewnością tytuł tego filmiku, „Tępa i głupia blondynka” ktoś musiał wymyślić. Ktoś musiał ten filmik wkleić i go tak zatytułować. To jest z całą pewnością żywa i realna postać. I ja bardzo bym chciał wiedzieć, kto to taki. Czy to ktoś wykształcony bardzo, czy tylko trochę? Czy to ktoś wesoły i sympatyczny, czy wręcz przeciwnie – ponury i nadęty? Czy to ktoś, z kim chcielibyśmy się zaprzyjaźnić, czy wręcz przeciwnie? Czy to wreszcie ktoś mądry, czy głupi? O! Właśnie to by mnie bardzo interesowało – czy on jest mądry, czy głupi? Nie, czy wie, czego jest stolicą Albuquerque i czy Boliwia to państwo czy miasto. Chodzi mi o nieco inny wymiar mądrości. A więc o to, czy on – ten ktoś, kto napisał, że tamta kobieta jest idiotką – kiedy słyszy na przykład, jak Bogdan Borusewicz na zarzut, że obraził pamięć Lecha Kaczyńskiego, człowieka, który zanim poległ w tamtej katastrofie, chciał dla Polski tylko dobrze, a który przy okazji zrobił tyle dobrego dla samego Borusewicza, odpowiada, że on na takim poziomie rozmawiać nie będzie, myśli sobie, że ten Borusewicz to dureń i skurwysyn, czy wręcz przeciwnie – że to prawdziwy artysta.
Ja wiem, co mi powiedzą za chwilę jacyś studenci, jak to ostatnio się przyjęło tu symbolicznie określać. Że ja mam obsesję i że nie umiem rozdzielić życia od polityki. Otóż na ten zarzut mogę odpowiedzieć tylko w jeden sposób. Ja życie od polityki oddzielam bez najmniejszego problemu. Tyle tylko, że robię to wyłącznie wtedy, kiedy to oddzielanie ma sens. Natomiast to, że weszliśmy w czasy, gdzie – nie naszej zresztą winy, i nie w naszym absolutnie interesie – życie i polityka stały się często nie do odróżnienia, to już nie moja robota. Podobnie jak nie mój to grzech, że nagle, ni stąd ni z owąd okazuje się, że znacznie większe trudności ze zdaniem egzaminu na człowieczeństwo mają ci, którzy wszystko wiedzą, ale za to nic już nie czują, i w tym swoim skretynieniu mieliby się jak w siódmym niebie, gdyby nie to, że wciąż ich dręczą ci, co nawet jeśli gówno wiedzą, to przynajmniej wszystko świetnie czują. I jeśli ich przedstawicielem ma być ta dziewczyna z głębokiego amerykańskiego zadupia – jestem za tym.