Przez wszelkiego rodzaju media, realizujące
jednak swoją misję głównie w Internecie, a zatem w jedynym dziś w pełni wolnym
środku publicznego przekazu, przelaciała, a nastepnie, całkowicie naturalnie
zniknęła wiadomośc, że Patryk Jaki, ostatnio nabijający sobie polityczne
punkty, jako przewodniczący sejmowej komisji badającej… powiedzmy to wreszcie
uczciwie – tak naprawdę tylko i wyłącznie męczeńską śmierć Jolanty Brzeskiej,
kiedy był jeszcze młodym chłopakiem, spędzał czas w blokowiskach i, co gorsza,
chodził w dresie. „Gazeta Wyborcza”, bo to ona oczywiście zdecydowała się ową
informację przekazać, zilustrowała ją nawet zdjęciem młodego Jakiego – jak
najbardziej w dresie i przed blokiem – i w tym momencie, zamiast oczekiwanego hejtu
pod adresem posła Jakiego i w konsekwencji spadku notowań Prawa i Sprawiedliwości,
wspomniany Internet wręcz eksplodował szyderstwem skierowanym tylko i wyłącznie
przeciwko „Gazecie Wyborczej”, gdzie tysiące chętnych mogło z dumą przyznać: #StałemPodBlokiem.
Kiedy okazało się, że akcja
„Jaki w dresie” spaliła na panewce i każdy kolejny ruch w zamierzonym kierunku
musi się skończyć jeszcze wiekszą katastrofą, do akcji przystąpiła redakcja
„Newsweeka” i piórem niejakiego Majmurka ogłosiła, że, owszem, numer z Jakim
był błędem, natomiast to, co on przyniósł dobrego, to to, że swoje podłe,
czarne oblicza odsłonili ci, którzy broniąc prostych, Bogu ducha winnych,
mieszkańców blokowisk, jednocześnie zaatakowali tych, którzy mają władzę
niejako z urodzenia. Dokładnie owa wypowiedź zabrzmiała tak: „Brak stabilności budzi poczucie bezsilności,
niemożności zapanowania nad własną przyszłością. A taka sytuacja rodzi
resentyment. Radość z upadku możnych, czy po prostu silniejszych, jest często
jedynym, co zostaje słabym”. Gdyby ktoś myślał, że ja tu manipuluję,
zapewniam, że o jakiejkolwiek manipulacji mowy nie ma. Majmurek pisze otwartym
tekstem, że dla niego jest czymś człkowicie jasnym, że atak „Wyborczej” na
Jakiego w dresie przed blokiem był błędem, ale tylko dlatego, że on obudził
drzemiące w Polakach, a zwłaszcza tej „słabszej”
ich części, demony pogardy skierowanej wobec „możnych, czy po prostu silniejszych”.
Mam nadzieję, że wszystcy
rozumiemy, co się stało. Majmurek, swoim niezwykle lekkim piórem i zapewne
znakomicie wykształconym umysłem, informuje nas, że świat składa się, z jednej
strony, z tych słabych, z drugiej natomiast z tych silniejszych, czy zwyczajnie
„możnych” i problemem nie jest to, że owi „możni” gardzą tymi „słabymi”, lecz
to, że „słabi” nienawidzą „możnych”, a przez to, że jest ich więcej, oni w
sposób zupełnie naturalny utrzymują niezwykle szkodliwą przewagę. Dlatego też,
zdaniem Majmurka, „możni” powinni zachowywać większą ostrożność, bo w momencie
gdy „słabi” ulegną zawsze groźnym „resentymentom”, może się zrobić
niebezpiecznie.
I to nie jest ironia. Majmurek
każde swoje słowo waży z jak największą powagą.
Ktoś powie, że Majmurek to
idiota. Normalnie, nawet w redakcji „Newsweeka” coś tego typu się nie wydarza.
Otóż wygląda na to, że nie. Raz za razem bowiem mamy tam do czynienia z
wystąpieniami, które jednoznacznie wskazują na to, że oni tam naprawdę w ten
sposób myślą. Oni w rzeczy samej całkiem publicznie przyznają, że opanował ich
ciężki idiotyzm, tyle że oni z nim by sobie świetnie poradzili, gdyby druga
strona nie traktowała go jako pretekstu do politycznej agresji.
Nawet nie zdążyłem się
nacieszyć tekstem Majmurka, gdy dotarła do mnie wiadomość, że znany tu i ówdzie
zw swojej duszpasterskiej aktywności na Twitterze o. Grzegorz Kramer SJ
opublikował tekst, w którym podziękował za odwagę Piotrowi S., człowiekowi,
który w geście protestu przeciwko łamaniu demokracji, kompromitowaniu Polski w
oczach świata, oraz wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, przez publiczne
samospalenie, odebrał sobie życie. I tu tak samo, jak w przypadku bardzo
nieroztropnego ataku „Wyborczej” na Patryka Jakiego, tyle że tym razem w prowadzonym
przez Tomasza Lisa potralu natemat.pl ukazał się tekst, którego autorzy,
zupełnie uczciwie, w dodatku z wykorzystaniem jak najbardziej oficjalnie
potwierdzonych argumentów, przyznają, że swoim wystąpieniem ojciec Kramer
sprawie wyłącznie zaszkodził, natomiast wiadomość, jak do nas płynie z owych
refleksji jest taka, że i cóż z tego?
Ojciec Kramer się uniósł politycznie, chlapnął niepotrzebnie to czy tamto, no
ale przecież chciał dobrze, no a poza tym każdemu się może zdarzyć, że powie
coś, czego później musi żałować. Czyż nie?
Otóż nie. Sięgam jak najgłębiej pamięcią do tego, co zdarzyło mi się tu, czy gdziekolwiek indziej, powiedzieć przez te niemal już dziesięć lat i oświadczam z czystym sercem, że nigdy nie żałowałem jednego słowa. Dlaczego? Otóż dlatego, że ja mam zawsze świadomość tego co mówię. No ale ja się nie bawię w gadanie. Ja znam swoje słowa i one mnie znają.
Otóż nie. Sięgam jak najgłębiej pamięcią do tego, co zdarzyło mi się tu, czy gdziekolwiek indziej, powiedzieć przez te niemal już dziesięć lat i oświadczam z czystym sercem, że nigdy nie żałowałem jednego słowa. Dlaczego? Otóż dlatego, że ja mam zawsze świadomość tego co mówię. No ale ja się nie bawię w gadanie. Ja znam swoje słowa i one mnie znają.
Zapraszam
wszystkich do zaglądania do ksiegarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Bardzo polecam.