Zastanawiałem się, o czym ma być
jutrzejszy tekst, kiedy nagle rzuciłem okiem w telewizor i zobaczyłem Magdalenę
Ogórek, jak rozmawia z Rafałem Ziemkiewiczem, i uświadomiłem sobie coś absolutnie
fascynującego. Nie wiem, o czym oni rozmawiali, bo przez to, że moje dziecko
oglądało jakiś film w Internecie, telewizor był w tym czasie odpowiednio
ściszony, nie mogłem jednak nie zauważyć tego, co tam robiło wrażenie wręcz
porażające. Podczas gdy Magdalena Ogórek, wybierając się do telewizyjnego
studia, starannie się uczesała, założyła śliczną sukienkę, gdzie trzeba
udekorowała się elegancką biżuterią, Ziemkiewicz – jak zawsze zresztą – zachował
swój ulubiony image szmaciarza.
Tu jednak, zanim pójdę dalej z wątkiem
Ziemkiewicza, pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż w kamienicy, w której
mieszkam, znajduje się coś co nosi nazwę Muzeum Barbary i Stanisława Ptaków.
Kim są ci państwo, już tłumaczę. Otóż, pomijając fakt, że oboje przez lata byli
moimi sąsiadami z dołu, nieżyjący już dziś Stanisław Ptak był znanym lokalnie śpiewakiem
operetkowym, natomiast pani Ptakowa jeszcze bardziej znanym projektantem
kostiumów, której nazwisko można znaleźć w napisach do takich filmów, jak
„Faraon”, „Nóż w wodzie”, czy „Ziemia Obiecana”. Jak mówię, pan Ptak dziś już
nie żyje, jednak pani Ptakowa radzi sobie fantastycznie, w związku z czym to
ona ma oko na ów projekt, o którym już wspomniałem, a który nosi nazwę Muzeum
Barbary i Stanisława Ptak. Proszę sobie jednak wyobrazić, że ile razy tu się
odbywa jakaś uroczystość, a jest ich regularnie cała masa, pierwszą zasadą,
ustaloną przez panią Ptakową, jest ta, że do środka nie zostanie wpuszczony
nikt, kto ma na sobie dżinsy. Właśnie tak. Dżinsy. To jest zresztą pewnie
główny powód, dla którego, mimo regularnych zaproszeń, ja tam się nie wybieram.
Nie bardzo sobie bowiem umiem wyobrazić, że będę zakładał garnitur tylko po to,
by zejść piętro niżej.
I oto wracam do telewizyjnego programu,
gdzie zabawiają nas Ziemkiewicz i Magda Ogórek. Jak wygląda Ogórek, już
opisałem. Gdy natomiast chodzi o Ziemkiewicza, on jest oczywiście zarośnięty,
jak pierwszy z brzegu menel, na tyłku ma oczywiście wytarte dżinsy, a wyżej
rozchełstaną koszulę. Patrzę na te dżinsy, myślę o pani Ptakowej i nagle
zaczynam rozumieć to, co jakiś czas temu powiedziała moja żona, kiedy zobaczyła
w telewizji Piotra Semkę. Otóż zwróciła ona moją uwagę na fakt – a ja dziś
jestem pewien, że to jest prawda nie do pokonania – że gdyby do którejś z
telewizyjnych stacji przyszła kobieta, opasła jak świnia, spocona, niedomyta,
rozczochrana i cuchnąca ową niezwykłą mieszaniną perfum i zleżałego potu, nie
zostałaby wpuszczona dalej, niż przez te piszczące bramki na parterze. Gdy w
telewizji pojawiają się kobiety, one zawsze muszą prezentować ten choćby standard,
który zobowiązuje każdego z nas, by przynajmniej publicznie nie cuchnąć. Jestem
pewien, że nawet prof. Magdalena Środa, wyglądając, jak wygląda, nie stwarza przy
tym atmosfery, jaka zwyczajowo panuje w przedsionkach prowadzonych do miejskich
bankomatów. Tymczasem, jak mówię, gdy chodzi o tych mądrali, oni się absolutnie
nie oszczędzają. Spójrzmy proszę na te menażerię: oto wspomniany Semka z tymi
swoimi przetłuszczonymi i nie znającymi grzebienia włosami, Marcin Wolski z
chorym okiem, nie mieszczący się w krześle Ryszard Kalisz, Gadowski o twarzy pijaka
z sąsiedztwa, symboliczny już dziś Piotr Niemczyk, niezmiennie zapraszany do
wygłaszania swoich mądrości przez stację TVN24, do opisania którego brakuje
słów, no a teraz jeszcze ten Ziemkiewicz naprzeciwko tego – właśnie tak, w tym
wypadku mamy do czynienia z prawdziwym zjawiskiem – anioła.
I to już koniec. Jeśli ktoś miał
nadzieję, że ja to jakoś pociągnę w kierunku naprawdę ciekawym, był w błędzie.
To już koniec. Jedyne co mi jeszcze przychodzi do głowy, to jak to się dzieje,
że te wszystkie strasznie mądre feministki, których wszędzie mamy dziesiątki,
tak zawsze chętne do tego, by bronić praw kobiet, w tym akurat wypadku nabrały
wody w usta? Czemu jest tak, że gdy nagle któraś z nich, jeśli tylko nie
spełnia podstawowych wymagań, gdy chodzi o tak zwany wdzięk i elegancję,
zostaje natychmiast wyeliminowana? Co ciekawe, najczęściej przez tych, co
reprezentują to samo niedomyte męskie towarzystwo. Czy to możliwe, że podobnie, jak oni nie są
mężczyznami, to one tak naprawdę nie są kobietami?
No i proszę. Miałem napisać tekst o
Ziemkiewiczu i Ogórek, a wyszła mi bardzo poważna refleksja na temat
współczesnego feminizmu.