Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Ogórek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Ogórek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2017

Gdy nawet feministki nie są prawdziwymi mężczyznami

               Zastanawiałem się, o czym ma być jutrzejszy tekst, kiedy nagle rzuciłem okiem w telewizor i zobaczyłem Magdalenę Ogórek, jak rozmawia z Rafałem Ziemkiewiczem, i uświadomiłem sobie coś absolutnie fascynującego. Nie wiem, o czym oni rozmawiali, bo przez to, że moje dziecko oglądało jakiś film w Internecie, telewizor był w tym czasie odpowiednio ściszony, nie mogłem jednak nie zauważyć tego, co tam robiło wrażenie wręcz porażające. Podczas gdy Magdalena Ogórek, wybierając się do telewizyjnego studia, starannie się uczesała, założyła śliczną sukienkę, gdzie trzeba udekorowała się elegancką biżuterią, Ziemkiewicz – jak zawsze zresztą – zachował swój ulubiony image szmaciarza.
     Tu jednak, zanim pójdę dalej z wątkiem Ziemkiewicza, pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż w kamienicy, w której mieszkam, znajduje się coś co nosi nazwę Muzeum Barbary i Stanisława Ptaków. Kim są ci państwo, już tłumaczę. Otóż, pomijając fakt, że oboje przez lata byli moimi sąsiadami z dołu, nieżyjący już dziś Stanisław Ptak był znanym lokalnie śpiewakiem operetkowym, natomiast pani Ptakowa jeszcze bardziej znanym projektantem kostiumów, której nazwisko można znaleźć w napisach do takich filmów, jak „Faraon”, „Nóż w wodzie”, czy „Ziemia Obiecana”. Jak mówię, pan Ptak dziś już nie żyje, jednak pani Ptakowa radzi sobie fantastycznie, w związku z czym to ona ma oko na ów projekt, o którym już wspomniałem, a który nosi nazwę Muzeum Barbary i Stanisława Ptak. Proszę sobie jednak wyobrazić, że ile razy tu się odbywa jakaś uroczystość, a jest ich regularnie cała masa, pierwszą zasadą, ustaloną przez panią Ptakową, jest ta, że do środka nie zostanie wpuszczony nikt, kto ma na sobie dżinsy. Właśnie tak. Dżinsy. To jest zresztą pewnie główny powód, dla którego, mimo regularnych zaproszeń, ja tam się nie wybieram. Nie bardzo sobie bowiem umiem wyobrazić, że będę zakładał garnitur tylko po to, by zejść piętro niżej.
      I oto wracam do telewizyjnego programu, gdzie zabawiają nas Ziemkiewicz i Magda Ogórek. Jak wygląda Ogórek, już opisałem. Gdy natomiast chodzi o Ziemkiewicza, on jest oczywiście zarośnięty, jak pierwszy z brzegu menel, na tyłku ma oczywiście wytarte dżinsy, a wyżej rozchełstaną koszulę. Patrzę na te dżinsy, myślę o pani Ptakowej i nagle zaczynam rozumieć to, co jakiś czas temu powiedziała moja żona, kiedy zobaczyła w telewizji Piotra Semkę. Otóż zwróciła ona moją uwagę na fakt – a ja dziś jestem pewien, że to jest prawda nie do pokonania – że gdyby do którejś z telewizyjnych stacji przyszła kobieta, opasła jak świnia, spocona, niedomyta, rozczochrana i cuchnąca ową niezwykłą mieszaniną perfum i zleżałego potu, nie zostałaby wpuszczona dalej, niż przez te piszczące bramki na parterze. Gdy w telewizji pojawiają się kobiety, one zawsze muszą prezentować ten choćby standard, który zobowiązuje każdego z nas, by przynajmniej publicznie nie cuchnąć. Jestem pewien, że nawet prof. Magdalena Środa, wyglądając, jak wygląda, nie stwarza przy tym atmosfery, jaka zwyczajowo panuje w przedsionkach prowadzonych do miejskich bankomatów. Tymczasem, jak mówię, gdy chodzi o tych mądrali, oni się absolutnie nie oszczędzają. Spójrzmy proszę na te menażerię: oto wspomniany Semka z tymi swoimi przetłuszczonymi i nie znającymi grzebienia włosami, Marcin Wolski z chorym okiem, nie mieszczący się w krześle Ryszard Kalisz, Gadowski o twarzy pijaka z sąsiedztwa, symboliczny już dziś Piotr Niemczyk, niezmiennie zapraszany do wygłaszania swoich mądrości przez stację TVN24, do opisania którego brakuje słów, no a teraz jeszcze ten Ziemkiewicz naprzeciwko tego – właśnie tak, w tym wypadku mamy do czynienia z prawdziwym zjawiskiem – anioła.  
      I to już koniec. Jeśli ktoś miał nadzieję, że ja to jakoś pociągnę w kierunku naprawdę ciekawym, był w błędzie. To już koniec. Jedyne co mi jeszcze przychodzi do głowy, to jak to się dzieje, że te wszystkie strasznie mądre feministki, których wszędzie mamy dziesiątki, tak zawsze chętne do tego, by bronić praw kobiet, w tym akurat wypadku nabrały wody w usta? Czemu jest tak, że gdy nagle któraś z nich, jeśli tylko nie spełnia podstawowych wymagań, gdy chodzi o tak zwany wdzięk i elegancję, zostaje natychmiast wyeliminowana? Co ciekawe, najczęściej przez tych, co reprezentują to samo niedomyte męskie towarzystwo.  Czy to możliwe, że podobnie, jak oni nie są mężczyznami, to one tak naprawdę nie są kobietami?
     No i proszę. Miałem napisać tekst o Ziemkiewiczu i Ogórek, a wyszła mi bardzo poważna refleksja na temat współczesnego feminizmu.

W księgarni na stronie www.coryllus.pl są do kupienia moje książki. Szczerze polecam.
    
    


piątek, 13 marca 2015

Czy Andrzej Duda jest ładniejszy od Magdaleny Ogórek?

Poruszony faktem, że administracja Salonu24 nie zdecydowała się wyróżnić tekstu, który dla nas napisał Gerard Warcok, planowałem nie pisać nic nowego tak długo aż uzyska on 10 razy więcej odsłon, niż umieszczona w kategorii „nie przegap” notka Bogny Janke na temat nowego sezonu serialu „House of Cards”, jednak raz, że uznałem, że to i tak niczego w naszej sytuacji nie zmieni, a dwa, że wieczorem trafiłem na coś, co mnie poraziło na tyle, że o leczeniu dusz ludzkich nagle myśleć przestałem.
A stało się tak, że już późną nocą zapragnąłem sprawdzić, czy Onetowi udało się utrzymać na swojej stronie głównej sensacyjną informację o tym, jakoby ludzie kandydata Dudy brutalnie wyrzucili ze spotkania wyborczego na bruk bezdomnego, który chciał zwyczajnie porozmawiać, jeszcze przed pójściem spać zajrzałem na ów Onet i okazało się, że te parę godzin, to wszystko na co specjalistów od czarnego pijaru było stać. Inna sprawa, że aż tak kompromitować się zwyczajnie nie wypadało, a więc może po prostu zadziałał rozum? Sam diabeł tego nie wie i w sumie jest to kwestia mało istotna. To co natomiast wydało mi się czymś naprawdę sensacyjnym, to tekst, który informacje o prześladowaniu przez kandydata Dudę ludzi biednych i porzuconych zastąpił, a którego już sam tytuł zrobił na mnie wrażenie piorunujące: „Zastraszone zakonnice w Poznaniu? 86-letnia zakonnica posądzona o romans?” Dwa zdania, dwa znaki zapytania, a ile treści! Pomyślmy tylko.
Ja wiem, że to trochę będzie poniżej godności tego bloga, ponieważ jednak wygląda na to, że nie ma wyjścia, proszę mi wybaczyć, ale oto całość informacji podanej we wczorajszych godzinach wieczornych przez największy i najpoważniejszy polski portal informacyjny onet.pl na czołowym miejscu głównej strony:
„86-letnia zakonnica z zakonu Sióstr Zmartwychwstanek w Poznaniu miała zostać posądzona o romans. O sprawie napisał gloswielkopolski.pl. Romans to tylko część afery, bo zakonnice mają się rzekomo skarżyć na przełożoną klasztoru.
Zdaniem Głosu Wielkopolskiego problemy zaczęły narastać rok temu, gdy domem zaczęła zarządzać nowa przełożona. Starsze siostry podobno wątpiły w kompetencje młodszej przełożonej i ich obawy miały się teraz potwierdzić. Gloswielkopolski.pl twierdzi, że jednym z zarzutów jest nadmierna oszczędność przełożonej, objawiająca się m.in. zamawianiem starego chleba.
Cytowana przez Głos siostra mówi, że czują się zastraszone i nie mogą skupić się na modlitwie. Powodem ma być m.in. to, że w pracach przy klasztorze pomagają mężczyźni odbywający kary za wykroczenia. Matka przełożona miała pozbywać się mężczyzn, którzy pracowali tam wcześniej w zamian za posiłek. Jednego z nich miała usunąć ostatnio z powodu rzekomego uczucia do niego ze strony 86-letniej siostry. Z powodu złego traktowania przez przełożoną, siostra podobno załamała się i przestała wychodzić z pokoju. Zakonnice liczą na pomoc arcybiskupa. Głosowi nie udało się skontaktować z matką przełożoną i uzyskać jej komentarza”.
Koniec. To już wszystko. Wcześniej Onet próbował poruszyć nasze serca wiadomością, że Andrzej Duda wraca jako gorsza wersja Lecha Kaczyńskiego, który, co by o nim nie mówić, zaledwie krzyczał na ludzi biednych i opuszczonych, by dziady spieprzały, podczas gdy ten tu już ich zwyczajnie traktuje przy pomocy brutalnej siły, ponieważ najwidoczniej jednak petarda nie wybuchła, postanowiono spróbować z siostrami zakonnymi.
Powyższy tekst przeczytałem dwa razy, raz czytał go mój syn, który bardziej ode mnie jest wyćwiczony we wszystkim tym, czym nas karmi nowy wspaniały świat, jednak ani jemu, ani mnie nie udało się poskładać owej informacji w jakiś na tyle choćby sensowny sposób, by można było przynajmniej uznać, że mamy w istocie do czynienia z informacją. A zatem pozostaje już tylko ów „Głos Wielkopolski”, osoba, która w ogóle potrafiła taki tekst napisać, druga osoba, która to postanowiła zamieścić na stronie onet.pl, no i oczywiście system, który nie dość, że na coś podobnego pozwala, to jeszcze traktuje to, jako standard. Otóż ja uważam, że to jest coś tak strasznego, że gdybyśmy się zaczęli tak na serio nad tym zastanawiać, to moglibyśmy właściwie przestać się zajmować polityką jako taką, skupiając się już wyłącznie nad możliwymi do zastosowania metodami psychoterapii, o której tak pięknie nam wczoraj opowiedział Gerard.
Co się bowiem tak naprawdę dzieje? Otóż z jednej strony mamy to nasze życie wypełnione pracą i szukaniem chwili szczęścia, z drugiej świat, który wdziera się w to nasze życie z butami, dokładnie w taki właśnie sposób, jaki możemy zaobserwować na przykładzie opublikowanego przez Onet tekstu z „Głosu Wielkopolskiego”, no a po bokach tych wszystkich, którzy już tylko ciągną te sznurki. I nikt już ani nie zadaje żadnych pytań, ani nie protestuje, ani choćby nawet się nie dziwi. Jest tylko wzruszenie ramion i szum w głowie, który można wyleczyć przy pomocy snu, i nadziei, że jutro już na szczęście sobota.
Nie jest wesoło, a wypadałoby to jakoś zakończyć, żebyśmy weszli w ten weekend z choćby odrobiną dobrych myśli. No więc dobrze. Również wczoraj widziałem parę zdjęć, na których kandydatka Ogórek zadaje szyku w towarzystwie najpierw premiera Francji, a potem ambasadora Stanów Zjednoczonych i wygląda naprawdę słodko. Słyszę z każdej strony, że ona jest głupia, jej kampania jest gorsza, niż wszystko, cośmy kiedykolwiek mogli oglądać i że jeszcze chwila, a ją wyprzedzą nawet Kukiz z Braunem. Otóż nic z tego. Z powodów, które starałem się wyłuszczyć wyżej, ona wejdzie do drugiej tury razem z Dudą i tam od niego dostanie normalne już baty. Dlaczego? A niech będzie że tylko dlatego, że Duda jest od niej ładniejszy. To wystarczy.

Wszystkich zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl. Jeśli ktoś szuka skutecznej psychoterapii, to na początek proponuję, moją książkę o siedmiokilogramowym liściu.

niedziela, 14 lipca 2013

System obstawia Franciszka

Tradycyjnie, jak w każdy weekend, zaglądamy do najnowszego wydania "Warszawskiej Gazety", a tam mój kolejny felieton. Proszę posłuchać:

Trudno przewidywać, jak długo reżim pociągnie sprawę księdza Lemańskiego, jednak sądzę, że o ile on nie wyskoczy z czymś, co go skompromituje nawet wśród osób Kościołowi wrogich – a widząc stan, w jakim on się aktualnie znajduje, można to poważnie rozważać – wszystko przeciągnie się do czasu, aż Watykan mu wreszcie powie, żeby się zamknął, bo emocjonalne problemy jednego księdza nie muszą interesować całego Kościoła.
Swoją drogą, to, co wyprawiają media wokół tego księdza, robi wrażenie nawet w porównaniu z pamiętną akcją robienia gwiazdy z pewnego menela, którego jedyną zasługą było to, że po pijaku zwymyślał prezydenta Kaczyńskiego. Wrażenie, jak mówię, jest równie silne, tyle że ponieważ o ile dziś nagroda jest wyznaczona za niszczenie wizerunku całego Kościoła, a nie jednego – choćby nie wiadomo jak znienawidzonego – człowieka, cała akcja okupuje nieco wyższy poziom.
W związku z tym wydarzeniem, patrzyłem trochę w telewizor, i nagle zobaczyłem, jak w miejscowości, gdzie ksiądz Lemański jest proboszczem, zebrało się 20, a może i nawet 40 osób, na czele z lokalnym sołtysem, którzy jeden przez drugiego jęli cholerować, że nie będzie im jakiś biskup wybierał proboszcza, i że Lemańskiego nie oddadzą.
A ja pomyślałem sobie, że to jest faktycznie coś. Mamy tę wioskę, gdzie nie wiem, ile osób mieszka, i ilu z nich chodzi do kościoła, ale sądzę, że mówimy o standardzie, gdzie kilkuset mieszkańców jednak w niedzielnych mszach udział bierze. I z tej całej grupy, TVN ściąga parunastu wariatów, którzy, tak już na marginesie, zachowują się, albo jak lokalni Świadkowie Jehowy, albo działacze miejscowego Koła Młodych Demokratów, zbija ich wszystkich w ciasną kupę, i każe udawać tłum wiernych, oburzonych nagonką prowadzoną przeciwko swojemu księdzu.
To było naprawdę fantastyczne, ale najlepsze TVN odstawił dziś. Otóż sprowadzono do studia jakąś Magdalenę Ogórek, osobę o prezencji telewizyjnej pogodynki, przedstawili ją, jako „doktora nauk humanistycznych” i poprosili, by skomentowała sprawę. Lalunia zrobiła mądrą minę i oświadczyła, że biskup nie ma szans, bo Lemański to ksiądz, który „mówi głosem papieża Franciszka”, a więc Franciszek musi wziąć jego stronę.
Otóż zadałem sobie trud i sprawdziłem lalunię. Proszę sobie wyobrazić, że ona jeszcze dwa lata temu, brała udział w wyborach do Sejmu, jako „piękna, nowa twarz śląskiej lewicy”, a do głosowania na nią zachęcano, przypominając, że wcześniej pracowała „w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Centrum Informacyjnym Rządu za czasów premiera Leszka Millera, a przez trzy lata była szefową gabinetu politycznego Grzegorza Napieralskiego”.
Dziś ta sama komunistyczna lala występuje w telewizji TVN24, jako naukowiec, i tłumaczy, który ksiądz jest jak Franciszek, a który dopiero może w tej kategorii aplikować.
Ostatnio widzimy, że reżim powoli, ale nieuchronnie, zdycha. Wraz z nim zdychają ci, którzy mu się przez lata wysługiwali. Ogórek, jako tefauenowski autorytet w walce z Kościołem robi wrażenie szczególne.

Jeśli kogoś pozytywnie zainspirował, czy to powyższy tekst, czy może któryś z ostatnich - tu, czy w Salonie24 - bardzo proszę o choćby drobne wsparcie na podany obok numer konta. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...