Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2020

Czy Jan Chrzciciel pluł jadem nienawiści?

Obraz
      Tym razem, w odróżnieniu od wielkanocnych konferencji księdza Rafała Krakowiaka, tych ostatnich, które miały miejsce podczas zeszłotygodniowych rekolekcji, nie będę tu zamieszczał, natomiast  wszystkim tym, którzy mają pragnienie by ich wysłuchać – a to jest moim zdaniem jak najbardziej konieczne –  one są dostępne przede wszystkim na youtubie tu , ale również na facebookowej stronie Pomocników Matki Kościoła , do polubienia której zachęcam z całego serca. Dziś natomiast chciałbym bardzo wrócić do minionego piątku, kiedy to Ksiądz podzielił się z nami swoją refleksją na temat opisanego przez Marka ścięcia Jana Chrzciciela przez Króla Heroda. Jak mówię, owej konferencji można wysłuchać i tu i tam, tu jednak na blogu przedstawić pragnę swoją interpretacje tego, co nam Ksiądz przedstawił, interpretację, którą on swoją drogą miał okazję poznać i mnie za nią w żaden sposób nie skarcił.         A było tak, że zanim ksiądz Krakowiak rozpoczął swoje wystąpienie, proszę sobie wyobra

Przyszedł jakiś pan z żabą i pali liście

Obraz
Rekolekcje z Pomocnikami Matki Kościoła już za nami, wypadałoby więc przejść już do naszego zwykłego codziennego rytmu. Ponieważ jednak wróciłem późnym wieczorem, a dziś ani nie chce mi się pisać nowego tekstu, ani też nie bardzo już mam na to czas, obiecuję, że na jutro będę gotowy, a dziś jeszcze moja posmoleńska refleksja na temat tak zwanych ateistów.       Powiem szczerze, że nie do końca się orientuję, czy moje przeczucia mnie nie zawodzą, niemniej jednak mam wrażenie, że Szatan – o którym tu już parokrotnie wspominałem – zaatakował również na poziomie prostego przekazu medialnego. Kiedy oglądam telewizję – a oglądam ją dziś stale i niezmiennie – widzę, że z jakiegoś dla mnie niezrozumiałego do końca powodu, w jej ofercie pojawiło się całe stado tak zwanych ateistów, a więc ludzi których przekaz i jednocześnie zasługa jest jedna – Boga nie ma. To co jest, to wyłącznie złudzenie i ludzkie kompleksy. No i oni. Ci którzy nam to porządnie wyjaśnią.       W minioną sobotę obej

Czy Diabeł jest kłamcą?

Obraz
Ponieważ niepostrzeżenie nadszedł weekend, to uznałem, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zakończyć serię wspomnień i przedstawić mój najnowszy felieton dla "Warszawskiej Gazety". Wprawdzie trudno mu będzie konkurować choćby z wczorajszym tekstem księdza krakowiaka, ale z nim akurat konkurować w ogóle nie jest łatwo. A zatem zapraszam – Czy Diabeł to bezczelny kłamczuch?             Wraz z atakiem ideologii LGBT pojawiają się coraz częściej głosy powtarzające argument, że społeczna niechęć wobec osób „seksualnie nienormatywnych” prowadzi do tego, że wielu z nich popełnia z rozpaczy   samobójstwa. Gdy jednak przychodzi do przykładów, powracają trzy imiona: Dominik, Milo oraz Michał i sprowadzona do maksymalnego minimum historia o trzech homoseksualistach zaszczutych przez heteroseksualne społeczeństwo do punktu, gdzie jedynym rozwiązaniem okazała się śmierć.       A choć ja oczywiście wiem, że śmierć jest kiepskim powodem do awantur, to chciałbym się tu jednak trochę

Don Paddington: O zabawce w cwanych rękach

Obraz
Zgodnie z obietnicą, dziś komentarz księdza Rafała Krakowiaka do tekstu, który zamieściłem tu wczoraj, zarówno tekst, jak i komentarz jeszcze z lutego roku 2012. Bardzo polecam.  W 1801 roku, zawitał do Warszawy hrabia de Lille. Skromny ów arystokrata okazał się być hrabią Prowansji, czyli Ludwikiem Stanisławem Ksawerym de Bourbon, bratem ściętego przez jakobinów króla Francji, Ludwika XVI. Zanim, jako Ludwik XVIII, zasiadł na tronie swoich przodków, od 1791 roku musiał tułać się po różnych krajach Europy, szukając schronienia najpierw przed Republiką Francuską, a później napoleońskim Cesarstwem. Ówczesne europejskie monarchie popierały Ludwika i jego pretensje do władzy nad Francją, choć wobec rosnącej potęgi Napoleona, to poparcie było coraz słabsze. Grunt zaczął palić się pod stopami hrabiego de Lille, gdy 9 lutego 1801 roku, w Luneville, tryumfujący Bonaparte zmusił Austrię do podpisania pokoju. Idąc za przykładem Austriaków, wszystkie państwa tworzące tzw. II koalicję anty

Gdy nadlatują sępy (repryza)

Obraz
Jak już to parę dni temu zapowiadałem, na zaproszenie naszego księdza Rafała Krakowiaka, znanego starym czytelnikom tego bloga jako Don Paddington, udałem się do Poznania, a następnie w jego okolice, by wziąć udział w prowadzonych przez Księdza rekolekcjach, no i przy okazji poużywać życia. W związku z owym wyjazdem, od dwóch dni, aż do końca tygodnia na naszym blogu publikuję teksty-wspomnienia, do komentowania bieżących wydarzeń zachęcając kolegów. Dziś jednak, kiedy przeglądałem archiwum tego bloga, trafiłem na fantastyczny zupełnie tekst wspomnianego księdza jeszcze z roku 2012, i pomyślałem sobie, że nie zaszkodziłoby go dziś przypomnieć. Ale oto pojawiło się coś jeszcze. Otóż wspomniany tekst Ksiądz sprokurował w odpowiedzi na moją wcześniejszą notkę, notkę – muszę to bez fałszywej skromności – nadzwyczaj ważną i, co ciekawe, ważną dziś jeszcze być może bardziej niż wtedy. A zatem plan mamy taki. Dziś moja notka z lutego 2012 roku zatytułowana „Gdy nadlatują sępy”, a jutro, cudo

Gdy śmierć przestaje być pop (repryza)

Obraz
Kiedy w archiwach tego bloga szukałem notki, która mogłaby nas choć odrobinę ubogacić, trafiłem na nazwisko pewnej ślicznej dziewczyny, Pauliny Pruskiej, o której dziś oczywiście mało kto już pamięta, a która swego czasu zachorowała na raka, zaczęła w związku z tym prowadzić blog na temat swojego życia w owej strasznej chorobie, dzięki niemu zyskała bardzo dużą popularność i ostatecznie zmarła jeszcze latem roku 2011, budząc oczywiście powszechny żal. Trafiłem na ten tekst i najpierw pomyślałem, że wypadałoby po tych wszystkich latach ją wspomnieć, a później zajrzałem dalej i wtedy pojawił się pewien Janek, no i wtedy już wiedziałem na pewno, że tego tematu dziś nie unikniemy. Bardzo więc zachęcam do refleksji.        Wczoraj media podały informację o śmierci Pauliny Pruskiej. Domyślam się, że na mieszkańcach mojej wsi, jeśli w ogóle do nich dotarła, wiadomość ta nie zrobiła większego wrażenia, natomiast na mnie osobiście – owszem. Otóż ja przede wszystkim wiem, kim była owa

Między sztuką a sennym koszmarem (repryza)

Obraz
Ponieważ wyjeżdżam na kilka dni do księdza Krakowiaka na rekolekcje i towarzyskie conieco, zdecydowałem, że do końca tygodnia nie będzie nowych tekstów, natomiast tak by nie pozostawiać Czytelników zdanych tylko na uprzejmość innych autorów, pomyślałem sobie, że będę tu przypominał starsze notki, które uznam za warte przypomnienia, szczególnie dla tych z nas, którzy są tu od niedawna. W tej sytuacji dziś zapraszam do czytania pierwszej z nich, mimo że z roku 2009, wcale nie tak bardzo nieaktualnej, a jednoczesnie zachęcam uczestników tego bloga do zamieszczania swoich refleksji. To naprawdę nie jest nic trudnego.       Kiedy powstawał wczorajszy mój wpis, najpierw w mojej głowie, a następnie już tu, na tym blogu, wiedziałem naturalnie, że zło które stało się jego tematem, ma dwa końce. Na jednym z nich, co oczywiste, stoi bezpośredni jego sprawca, czyli Roman Polański, natomiast na drugim ci wszyscy, którzy dziś, albo z wyrachowania, albo ze skrajnej bezmyślności, mu klaszczą. I

~przemsa~ Wirus korwinizmu

Jak poinformował mnie wczoraj kolega, szef MEN zdymisjonował łódzkiego kuratora oświaty, który stwierdził, że wirus LGBT jest gorszy od koronawirusa. Odwołania go domagała się oburzona opozycja i minister Piontkowski najwyraźniej żądaniom tym zadośćuczynił. Donoszący mi o tym kumpel był bardzo wzburzony twierdząc, że zawiódł się na PiS i Morawiecki powinien natychmiast odwołać ministra edukacji narodowej, gdyż tylko w taki sposób jest w stanie uratować ciągle jeszcze nietęczową twarz tego rządu. W pierwszym odruchu przyznałem mu rację. Pomyślałem, że faktycznie nie powinno ulegać się presji i pokazać, że tu każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy, a zwłaszcza takie, czyli de facto zgodne z tym, co deklaruje prawica. Na tym zakończyłem ten temat zajmując się innymi sprawami. Coś jednak nie dawało mi spokoju i wracałem do niego myślami. Z braku lepszych zajęć próbowałem sobie wyobrazić, co sam w tej sytuacji zrobiłbym na miejscu ministra edukacji i premiera. Ku swojemu - lekkiemu, a

O starciu cywilizacji... na bardzo smutno

Obraz
Właśnie się dowiedziałem o tragedii jaka wydarzyła się pod Gliwicami i przypomniałem sobie poprzedni tak straszny przypadek, jeszcze w roku 2010, kiedy to pod Nowym Miastem zginęło aż 18 jadących do pracy osób. Niby te 10 lat zmieniły to, że nikt sie nie odważy już zapakować do jednego busa aż tyle osób, jednak owe busy pozostały. Szkoda, że przypomniano nam o tym w tak okropny sposób. Poniżej mój tekst z jesieni 2010 roku.Nie warto było pisać nowego. Można było własciwie tylko zmienić parę szczegółów i wyszłoby na to samo. Nie warto.       Symboliczna moc tego co się wczoraj wydarzyło pod Nowym Miastem i co się wokół tej katastrofy wciąż dzieje, poraża w stopniu trudnym do opisania. Dla przypomnienia. Właśnie wczoraj, kiedy dla wielu z nas dzień jeszcze nie zdążył się na dobre zacząć, samochód wiozący okolicznych mieszkańców do sezonowej pracy przy zbieraniu jabłek zderzył się z ciężarówką i wszyscy pasażerowie samochodu zginęli. W sumie 18 osób. 18 biednych ludzi, którzy z sa