Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

Trynkiewicz się ożenił, czyli 25 lat wolności

       Po dwudziestu pięciu latach, jakie upłynęły od czasu, gdy objęcie władzy w Polsce przez koalicję Frontu Jedności Narodu z Solidarnością zostało najpierw uczczone powszechną amnestią, w ramach której wszystkim skazanym na karę śmierci zabójcom zamieniono wyroki na 25 lat więzienia, a następnie świadomość obywatelska osiągnęła poziom rozwoju, na którym nie dość że przestała być w ogóle wymierzana kara śmierci, to jeszcze za barbarzyństwo uznano wyrok dożywotniego więzienia, a my znaleźliśmy się jako społeczeństwo w punkcie dość szczególnym. Oto bowiem okazuje się nagle, że owi najbardziej brutalni mordercy, którzy w normalnych warunkach gryźliby już ziemię, zaczynają powoli wychodzić na wolność, a zarówno państwo, jak i społeczeństwo są kompletnie nieprzygotowane do tego, by się skutecznie bronić przed całą kupą nie dość że całkowicie nieobliczalnych psychopatów, to jeszcze psychopatów najprawdopodobniej dodatkowo zdewastowanych przez lata życia w odosobnieniu.        Pamiętamy

Dlaczego ksiądz Międlar nie doprowadzi do nawrócenia Jaydy Fransen?

         Kiedy ksiądz Jacek Międlar ogłosił, że służąc w dalszym ciągu Kościołowi jako ksiądz, zdradziłby Jezusa, i z dnia na dzień zrzucił sutannę, pierwsze co zrobił, to zatrudnił się w tygodniku „Polska Niepodległa”, a tam dał się szerzej poznać przeprowadzając dość długi wywiad z Jeydą Fransen, wiceszefową nacjonalistycznej brytyjskiej organizacji o nazwie Britain First. Nie trzeba było długo czekać, by zobaczyć, że Fransen znaczną część swojej politycznej aktywności poświęca podtrzymywaniu kontaktów z polskimi środowiskami narodowymi, ze szczególnym uwzględnieniem przyjacielskich stosunków z Międlarem. W pewnym momencie ona do tego stopnia się zaangażowała, że nauczyła się czegoś dla przeciętnego Brytyjczyka wręcz niedostępnego, czyli niemal bezbłędnego wymawiania nazwiska Międlar.       Ktoś się zapyta, jak to się stało, że Fransen w pierwszej kolejności zgodziła się udzielić wypowiedzi, jak by nie było, dość jednak niszowemu polskiemu pismu, a następnie zauważyła interes w

Czy obrońcy demokracji postawią na ostry seks?

Mija kolejny tydzień, a zatem przed nami mój najnowszy felieton dla „Warszawskiej Gazety”. Zapraszam.                 Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że tygodnik „Newsweek” pod redakcją Tomasza Lisa doszedł już w swoim szaleństwie do ściany i naprawdę trudno jest się emocjonować tym, co tam się wyprawia, niemniej w tych dniach pojawiło się tam coś, co zrobiło na mnie wrażenie i zainspirowało do pewnych przemyśleń. Otóż chodzi o to, że wedle informacji zebranych przez dziennikarzy „Newsweeka”, znaczna część Polaków jest do tego stopnia zdenerwowana rządami Prawa i Sprawiedliwości, że owo zdenerwowanie przekłada się na ich zarówno psychiczne, jak i fizyczne zdrowie. Jak się okazuje, są ludzie, którzy budzą się rano, siedzą w pracy, jedzą obiad, potem kolację, wreszcie idą spać, a jednocześnie nagle dostają autentycznej gorączki, wymiotują, trzęsą się ze strachu, cierpią na bezsenność, a jak zrobią sobie badania krwi, to się okazuje, że cierpią na anemię. A wszystko przez to,

O granicach autonomii twórczej księdza Międlara i jego owczarni

       Wpadłem wczoraj w sieci na tekst nieznanego mi, ale z całą pewnością szanowanego w branży, redaktora „Gazety Wyborczej” Witolda Mrozka na temat niesławnego spektaklu Teatru Powszechnego pod tytułem „Klątwa”, gdzie wieszano na szubienicy Jana Pawła II, podcierano się flagą Watykanu, oraz – last but not least – wzywano do zbierania pieniędzy na wynajęcie zawodowego zabójcy, w celu pozbawienia życia Jarosława Kaczyńskiego.  Przyznaję, że tekst Mrozka tak mną poruszył, że zamierzałem odpowiedzieć mu bezpośrednio, jednak już w trakcie pisania tego felietonu poczułem, że na tym poziomie kosmosu zwyczajnie nie dam rady i postanowiłem przedstawić coś zupełnie od siebie. Proszę zatem posłuchać.       Otóż ile razy zdarzy się tak, że gdzieś, czy to w Polsce, czy na świecie, dojdzie do profanacji Krzyża, czy innego symbolu uznawanego przez Kościół Powszechny za świętość – a przyznamy chyba wszyscy, że do tego typu zdarzeń dochodzi dziś praktycznie bez jakichkolwiek ograniczeń – reakcja

Będą szły z garnkami, zamykamy drzwi i okna

       Parę dni temu w internetowym wydaniu katowickiej „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst, do dziś jak najbardziej dostępny dla każdego chętnego w ramach tak zwanego „bezpłatnego limitu”, a zatytułowany „ Kobiety zablokują Katowice. Będzie czerwona kartka dla władzy ”. W swoim tekście „Wyborcza” zaprasza kobiety na coś co się nazywa Międzynarodowy Strajk Kobiet, a co 8 marca o godzinie 17.30 ma przejść „ulicami miasta” w proteście przeciwko „polskiej klasie politycznej”. Ciekawe jest oczywiście to, że podczas gdy w samym tekście przedmiotem protestu ma być owa „klasa polityczna”, to gdy tytuł jednoznacznie wskazuje na „rządzących”, no ale nie czepiajmy się: tytuł to tytuł – ma być mocny i konkretny. To co nas natomiast interesuje, to owo „blokowanie ulic miasta”. Otóż, jeśli rzucimy okiem na przedstawioną przez „Wyborczą” trasę, ów marsz ma się rozpocząć na katowickim rynku, przejść do Pomnika Powstańców Śląskich, a następnie przenieść się do knajpy o nazwie „Królestwo” na Rondzie

O tym jak poeta Wencel zaorał prezydenta Dudę

           Kiedy w zeszłym roku prezydent Duda odznaczył prof. Jerzego Bartmińskiego nagrodą „Zasłużony dla Polszczyzny”, powiem uczciwie, że byłem pod wrażeniem podwójnym. Przede wszystkim dlatego, że prof. Bartmiński to człowiek, którego osobiście znam i bardzo lubię, no ale również przez to, że jest on naprawdę wybitnym, prawdopodobnie jednym z najwybitniejszych, specjalistów od języka polskiego w Polsce. Gdyby prof. Bartmiński miał takie parcie na szkło, jak profesorowie Bralczyk, czy Miodek, moim zdaniem on by ich przebił wielokrotnie tym, że zna się na materii nie gorzej od nich, a wygląda normalnie i mówi normalnie, co wprawdzie nie gwarantuje odpowiedniej popularności, ale jednocześnie sprawia, że w odróżnieniu od tamtych dwóch, jego mozna traktować poważnie. Jerzy Bartmiński to jest super liga. Powiedziałbym wręcz, że to jest pierwsza czwórka Premier League.       Ale jest jeszcze coś, co sprawiło, że gest prezydenta Dudy mi zaimponował. Otóż chodzi o to, że prof. Bartmińsk

Czy wróż Maciej kupi telewizję TVN?

           Zajrzałem wczoraj parę razy na stronę tvn24.pl, żeby sprawdzić, czy ci durnie się w końcu znajdą sposób, by bezpiecznie poinformować o tym, o czym huczy cała Polska, czyli o przedstawieniu, jakie w minioną sobotę wystawiono w Teatrze Powszechnym w Warszawie, no i zgodnie z moimi obawami, oni w końcu uznali, że może zamiast tego lepiej będzie poinformować, że podczas gdy w Polsce VIP-y jeżdżą po ulicach, jak wariaci, to w Niemczech pod tym względem panuje umiar, wdzięk i elegancja. Ja oczywiście rozumiem, że poziom desperacji, jaki został osiągnięty po tamtej stronie, dopuszcza najróżniejsze ekscesy, ale to, że oni wciąż liczą na to, że ów wypadek w Oświęcimiu, o którym dziś w sposób zupełnie naturalny pies z kulawą nogą już nawet nie pamięta, cokolwiek zmieni w ich ponurej sytuacji, uważam za osiągnięcie naprawdę nie lada. Obolała premier Szydło przypięła nową broszkę i wróciła do pracy, pieniądze na seicento już prawdopodobnie poszły na spłatę długów tamtego cwaniaka i jeg

Szkoła, czyli czy telefonem komórkowym da się napisać na tablicy słowo "dupa"?

             Nie mam pewności, a sprawdzać mi się nie chce, ale mam wrażenie, że opisałem tę moją przygodę w książce o markach, dolarach i biustonoszu, gdyby jednak ktoś jej nie znał, przypomnę. Otóż kiedy jeszcze za głębokiego gierkowskiego PRL-u przyszło mi pracować w charakterze sprzedawcy w katowickim domu handlowym „Zenit”, jak wszyscy inni sprzedawcy, wziąłem udział w zorganizowanym przez Radio Katowice konkursie na tak zwanego „najuprzejmniejszego sprzedawcę” i ów konkurs wygrałem. Oczywiście nie wykluczam, że faktycznie byłem bardziej uprzejmy od moich koleżanek-sprzedawczyń, faktem jest jednak, że kiedy ów konkurs trwał moi liczni wówczas znajomi zupełnie oszaleli na punkcie tego konkursu i gremialnie wrzucali na mnie swoje głosy po dziesięć, pięćdziesiąt, czy sto razy, a więc, że tak powiem, szału nie było. Ciekawe natomiast było to, że – o czym osobiście poinformowała mnie przeprowadzająca wywiad pani redaktorka z radia – główną nagrodę dla najuprzejmiejszego sprzedawcy zga

Gdy faszyzm już miał przejść... i nie przeszedł

         Mieliśmy tu w ostatnich dniach trochę tematów, które nie cierpiały chwili zwłoki, a więc automatycznie pojawiły się pewne zaległości. Oto dziś przyszła pora na pierwszą z nich. Któregoś dnia mianowicie w zeszłym tygodniu zajrzałem do portalu tvn24 i tam zobaczyłem najpierw znane nam już dobrze zdjęcie ubranych na czarno nauczycielek ze szkoły specjalnej w Zabrzu dla dzieci, którym udało się uniknąć aborcji, jak protestują na rzecz bezkarnego zabijania takich właśnie dzieci, na górze tytuł „Lekcja dyscypliny”, a pod spodem następujący tekst:       „ To nie jedyne przykłady potwierdzające tą doskonale znaną zasadę. Okazuje się, że dziś za manifestowanie poglądów można mieć także poważne zawodowe problemy. Przekonały się o tym nauczycielki z Zabrza, które zrobiły sobie zdjęcie. Problem w tym, że były ubrane na czarno i wyraziły solidarność z czarnym protestem. Czarny protest postrzegany był jako akcja antyrządowa, a nauczycielki trafiły przed komisję dyscyplinarną w kuratorium

Z życzeniami długich lat życia dla pana Kazimierza Kutza

      W ciągu pamiętnych 10 lat, od jesieni 2005 roku do wiosny roku 2016, kiedy to uznawszy, że najlepszym sposobem najpierw na odzyskanie utraconej władzy, a następnie na utrzymanie jej po wieczne czasy, będzie napuszczenie jednych Polaków na drugich, i to z wykorzystaniem najbardziej skutecznych programów socjotechnicznych, połączone siły Systemu osiągnęły sukces, który moim zdaniem zapisze się na kartach politycznej historii świata. To dzięki owemu, tak skutecznemu, wygenerowaniu wspomnianej nienawiści, którą dziś praktycznie każdy świadomie funkcjonujący obywatel żyje, i która zapewne nie opuści nas do czasu aż umrą ludzie urodzeni po roku 1990, doszliśmy do miejsca, w którym w normalnej sytuacji z całą pewnością nikt z nas nie chciałby się znaleźć. Co mam na myśli, pokażę na własnym przykładzie. Otóż dzięki owemu napięciu, ja sam doszedłem do punktu, gdzie – przyznaję to z prawdziwym wstydem i smutkiem – nie miałbym nic przeciwko temu, by pewni ludzie, których nie lubię, zostali

Onet przed sądem, a my zaciskamy kciuki. I pięści

Obraz
Właśnie dotarła do nas wiadomość, że w Krakowie rozpoczął się od dawna wyczekiwany proces w sprawie, jaką, wspomagany prawnie przez Redutę Dobrego Imienia, Onetowi wytoczył wybitny dziennikarz, muzyk, autor, a przy okazji nasz człowiek, Krystian Brodacki. Gdyby ktoś nie pamiętał, albo akurat sprawy nie znał, poszło o to, że w marcu zeszłego roku wspomniany Onet zdecydował się opublikować tekst o tym, że podczas niemieckiej okupacji Polki chętnie świadczyły Niemcom usługi seksualne i stąd część z nas to dzieci hitlerowskich żołnierzy. Aby ową czarną informację uwiarygodnić, Onet zilustrował swój tekst zdjęciem, na którym widać kobiety prowadzone przez niemieckich żołnierzy do lasu, no i tytuł: „Tylko w Onecie: Romans z niemieckim żołnierzem był surowo zakazany, ale w Polsce żyją dzieci będące owocem takich związków”. I oto wspomniany Krystian Brodacki rzucił okiem na wspomniane zdjęcie i w jednej chwili nie dość, że rozpoznał na nim swoją mamę, to jeszcze w sytuacji, gdy ta była prowadz

Tak się kończy ich świat, nie hukiem, lecz skowytem

        Dziś trochę zgodnie z tradycją, bo skoro jest piątek, to znaczy, że ukazuje się kolejny numer „Warszawskiej Gazety”, no a skoro „Warszawska Gazeta”, to i mój kolejny felieton i dobry czas, by go przedstawić tu na blogu. No ale też temat nam, jak to się mówi, „siadł”, skoro wczoraj zastanawialiśmy się nad stanem, w jakim znalazła się nasza opozycja, a ów felieton może stanowić dobre tamtych refleksji uzupełnienie. W dodatku jeszcze wczoraj wieczorem obejrzałem sobie na youtubie fragment programu telewizji Superstacja pod tytułem „Krzywe zwierciadło”, w którym Tomasz Jastrun i niejaki Kuba Wątły rozmawiają o polityce, a więc o PiS-ie, i to było coś absolutnie cudownego. Otóż ów Wątły, który robił tam wrażenie prowadzącego, albo pijany, albo zaćpany, zawzięcie próbował Jastruna rozśmieszyć, porównując PiS do gówna, którego on nie będzie jadł, Jastrun natomiast wyglądał, jakby miał się z rozpaczy za chwilę pobeczeć. Jak mówię, oni rozmawiali o PiS-ie, i powiem uczciwie, że chyba n

Wybieram Marsjan i puszczam sobie Radiohead

       Przepraszam bardzo, ale musimy jeszcze poćwiczyć stary temat. Nie wiem, jak Państwo, ja jednak odnoszę w tych dniach wrażenie, że gdy chodzi o politykę, walka się toczy głównie o to, kto wyjdzie na większego głupka: my, czy oni? I przepraszam wszystkich tych, którzy mają już dość mojej słabości do Prawa i Sprawiedliwości w znanym nam wszystkim wydaniu, ale wszystko wskazuje na to, że ci, których nam Pan Bóg zesłał w charakterze opozycji, są jednak nie do zdarcia. To kretyństwo, jakie się wylewa niemal z każdego ich gestu, i to obojętne, czy ich autorami okazują się być szeregowi działacze KOD-u, czy politycy opozycji, czy wreszcie przedstawiciele wspierających ich mediów, robi na mnie wrażenie czegoś wręcz nierzeczywistego.        Oto w momencie, gdy wydawało się, że człowiek z helikopterem na głowie na długie lata będzie wyznaczał granicę, której już nigdy nie przekroczy nikt, nadszedł tydzień, gdzie spadł nam na głowy prawdziwy worek z prezentami. Kto wie, ten wie, kto nie w

Foxcatcher, czyli wyprawa na dziewiąty krąg

     Ponieważ znów się muszę oddać w opiekę służby zdrowia i nie zdążę napisać już nic nowego, chciałbym wszystkich namówić do kupowania mojej książki o 39 wyprawach na dziewiąty krąg, i przyszło mi do głowy, by na zachętę przedstawić jeden z jej rozdziałów. Bardzo proszę: Foxcatcher.       W latach 30 XX wieku wybitny amerykański dziennikarz Ferdinand Lundberg, analizując publicznie dostępne informacje podatkowe, dokonał bardzo dokładnych wyliczeń i stwierdził, że „ Całe Stany Zjednoczone pozostają w rękach sześćdziesięciu najbogatszych i dziewięćdziesięciu, nieco mniej zamożnych, rodzin. Rodziny te, tworząc bardzo ściśle określoną hierarchię, stanowią samo centrum współczesnej przemysłowej oligarchii. Oligarchia owa bardzo dyskretnie tworzy jedyny realny, absolutystyczny i plutokratyczny rząd, który de facto jest jedynym realnym, choć nieformalnym, niewidzialnym, pozostającym w nieustannym cieniu, rządem Stanów Zjednoczonych. Jest to władza pieniądza w budowanej na dolarze dem