Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okrągły stół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okrągły stół. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 czerwca 2019

30 lat minęło, czyli jatka w fabryce dywanów

Zupełnie nieoczekiwanie i właściwie zupełnie bezwolnie, 30 rocznicę tak zwanego Czerwca uczciłem na koncercie zespołu Slayer. I choć rozumiem wszelkie towarzyszące temu faktowi kontrowersje, myślę, że z pewnego punktu widzenia był to wybór najlepszy. A dlaczego, spróbuję może wyjaśnić przypominając swój stary tekst, napisany jeszcze w 30 rocznicę tego w sumie dość przecież zabawnego wydarzenia. Zapraszam do refleksji. Mogą być pogłębione.


      Kiedy w miniony niedzielny wieczór, nagle – niestety bez głębszego przygotowania – pisałem bardzo emocjonalny tekst na temat Okrągłego Stołu i dziedzictwa, jakie ten projekt pozostawił, znajdowałem się pod bezpośrednim wpływem sposobu, w jaki TVN24 potraktował tę rocznicę. Uznałem, że oto właśnie rozpoczyna się wielodniowy festiwal zdrady i zaprzaństwa, nad którym patronat przejął właśnie Mariusz Walter i jego służby.
      Oglądałem osłupiały stare, dokumentalne zdjęcia sprzed dwudziestu lat, studiowałem te twarze, te głosy, te nazwiska, które w większości – byłem pewien – zginęły z mojej pamięci na zawsze i myślałem sobie, jak to wszystko było dawno. Jak strasznie dużo się od tego czasu zmieniło. Ileż to najróżniejszych zdarzeń – i złych i dobrych – przyszło nam przeżywać. Jak bardzo w końcu, przez te wszystkie lata, to co się wydarzyło w lutym 1989 roku, stało się kompletnie puste, kompletnie pozbawione znaczenia, tak niezwykle obce. Wpatrywałem się w te, kiedyś przecież bardzo bliskie twarze i jedyne emocje, jakie czułem, to głównie zdziwienie, że oni wszyscy cały czas palą papierosy i nieustannie szepczą coś po kątach. Że to było właśnie takie towarzystwo.
      No i, naturalnie, było mi tak bardzo smutno, że te dwadzieścia lat temu, tak wielu z nas, tak bardzo się zaangażowało emocjonalnie – a czasem i fizycznie – w coś, co w głównej swojej części w ogóle było nie dla nas. I że dziś, ten fakt widzimy szczególnie ostro. Właśnie choćby w sposobie, w jaki – ni stąd ni z owąd – TVN24 postanowił zburzyć całą ramówkę tylko po to, żeby mi pokazać, jaki kiedyś byłem głupi i naiwny. Myślałem sobie, że dziś, w tej Polsce Goliszewskiego, Donocika, tych wszystkich funduszy, fundacji, klubów i porozumień, kiedy każde dziecko widzi, że to nie jest to, co miało być, nagle TVN – w tak nieprawdopodobnie bezczelny sposób – wali nas po naszych biednych łbach tą rocznicą i mówi nam: „Widzicie jacy byliście głupi? I co? Myślicie, że dziś macie coś więcej niż wtedy? Nawet tego doświadczenia nie umiecie wykorzystać.”
      Czas jednak biegnie szybko, nudno w żaden sposób nie jest, więc szybko zapomniałem o tym, że coś poza doraźną polityką w ogóle jest na rzeczy. I dziś, znów – podobnie jak w niedzielę – niespodziewanie, przypominałem sobie o tym, że mija 20 lat od Okrągłego Stołu. I znów nie sam z siebie, ale dzięki telewizji i, znów, dzięki telewizji Mariusza Waltera. Tym jednak razem było ostro. Otóż okazało się, że w Sejmie spotkali się wszyscy ci, dla których ten Okrągły Stół został zorganizowany, ci, co ten Stół w gruncie rzeczy przygotowali i ci, dla których ten Okrągły Stół do dziś stanowi powód do dumy i zwykłej, ludzkiej i zawodowej satysfakcji. Tym razem, już nie chodziło o to, żeby w ramach najlepiej pojętej polityki historycznej pokazać parę starych zdjęć i powiedzieć: „Popatrzcie, tak to kiedyś było. Jesteście zadowoleni?” Tym razem, zobaczyliśmy czysty, bezczelny pokaz siły. Do Sejmu przyszli tak zwani ‘architekci historycznego porozumienia’ i urządzili konferencję pod nazwą Dialog, kompromis, porozumienie.
      Patrzyłem na te, głównie komunistyczne, łby jakoś tak późnym przedpołudniem, później telewizor wyłączyłem, włączyłem ponownie przed chwilą, czyli już po 15 – a na ekranie dalej to samo towarzystwo, w tym samym niepodległym Sejmie, z tym samym nieprawdopodobnym przesłaniem – „Jesteśmy wciąż na swoich miejscach i mamy się świetnie”. Tym razem jednak przyszło mi do głowy coś zupełnie nowego, co troszkę mnie z jednej strony pocieszyło, a drugiej pozwoliło przypuszczać, że intencje TVN-u nie są z pewnością tak oczywiste, jak mi się wydawało.
Otóż – zastrzegając się, że ja nie oglądałem tego konwentyklu zbyt dokładnie – mam wrażenie, że tam, ze starej strony solidarnościowej, jest tylko Michnik, Mazowiecki i Frasyniuk. Oczywiście, może się okazać, że, gdyby się przyjrzeć, znajdziemy tam może i Zbigniewa Bujaka, lub jakiegoś Kuczyńskiego. Fakt pozostaje faktem i ogólny obraz jest taki, że widać Urbana, Senyszyn, Cioska, Millera, Olejniczaka, Reykowskiego, Kwaśniewskiego, Jaruzelskiego, Oleksego, Szmajdzińskiego i całą kupę jakiś innych bolszewików, których twarzy już nawet nie rozpoznaję, natomiast z „naszych” widać tylko Michnika, Mazowieckiego i Frasyniuka. Siedzą oni wszyscy od rana i ględzą o tym, jak to im się udało pięknie dogadać.
      I ja się w tej sytuacji zastanawiam, jak to jest, że 20 lat po Okrągłym Stole, jedynym środowiskiem, które cieszy się pełną satysfakcją z tego kontraktu i satysfakcję tę dzieli w 100% solidarnie, to są komuniści. Zastanawiam się, jak to jest, że korzyści płynące z tego projektu sprzed 20 lat cenią sobie zarówno Urban jak i Miller, Kwaśniewski i Jaruzelski, Olejniczak i Senyszyn? A z dawnej Solidarności, został tylko wiecznie młody Michnik, wiecznie stary Mazowiecki i wiecznie stuknięty Frasyniuk? I zastanawiam się, czemu coś tak kompromitującego – bo jest to oczywista kompromitacja – pokazuje dziś cały dzień TVN24? Przecież, jeśli oni chcieli, żebyśmy zobaczyli, jak oni się z nas śmieją, to już nie raz pokazali i dziś nawet szkoda już na to pieniędzy. Jeśli chcą nas przekonać, że ten Stół, to naprawdę było wydarzenie wielkie i cenne, to przecież nie w takim zestawie typów, nazwisk i twarzy! Więc czemu?
      Jedyna odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to taka, że TVN, w ramach swojej kompletnie niepojętej dla mnie gry o wpływy, prowadzonej ze środowiskiem starej ubecji, postanowił, z okazji tej rocznicy, przywalić starym ubowcom ostro i bezwzględnie. Tylko bowiem tak potrafię wytłumaczyć sobie to, co oni robią od rana. To nieustanne pokazywanie zadowolonego Urbana, śpiącego Mazowieckiego, tych starych aparatczyków z uwielbieniem wpatrujących się w Michnika i samego Michnika, który po raz pierwszy od dwudziestu lat przeżywa dni swojej chwały. To nie może być nic innego, jak ostateczne odwrócenie się przez WSI od UB i pokazanie im, że własność zmienia właściciela.
      Nie wiem. Mogę się mylić. Ale na miejscu Michnika, Frasyniuka, nawet Urbana bym dostał cholery, że TVN, w sposób tak perfidny i tak otwarty, prowadzi akcję kompromitowania dorobku ich całego życia, na oczach społeczeństwa. A na miejscu TVN-u, jeśli moje przypuszczenia są błędne i ktoś przygotował tę transmisję i zrealizował ją tak, a nie inaczej, przez pomyłkę, natychmiast bym to przerwał i dał jakiś ładny materiał wspomnieniowy o Jacku Kuroniu. Najlepiej w sześciu godzinnych odcinkach.
      Natomiast, jeśli rzeczywiście mam rację i TVN się wyzłośliwia w stosunku do konkurencji, to te nasze nowe, niepodległe już służby, postępują perfekcyjnie. Powinni tylko – jak już panowie okrągłostołowy się rozjadą do swoich domów – przygotować z tych obrad jakiś ciekawy, dwugodzinny skrót, i dawać go przez najbliższy miesiąc codziennie, o różnych porach dnia i nocy. Aż pierwsi obywatele zaczną się trząść ze strachu.




poniedziałek, 11 lutego 2019

O tych co na obrady Okrągłego Stołu przyszli z piłą


Komputer będę miał w ciągu, mam nadzieję, paru dni, tymczasem korzystam z uprzejmości  - tak tu wygląda procedura – mojej żony, aby przedstawić swój najnowszy felieton dla „Warszawskiej Gazety”. Gdy chodzi o zepsuty laptop, wciąż nie mam pewności, czy bardziej opłaci się kupowanie nowego, czy naprawa starego, zwłaszcza że swoją życzliwą pomoc zaoferował jeden z Czytelników, jak się okazuje, właściciel serwisu komputerowego. Korzystając z okazji, dziękuję mu serdecznie właśnie tutaj i jeszcze raz wszystkim tym, którzy tak serdecznie zaregowali na moją prośbę o pomoc.    


       Felieton ten piszę w wigilię 30 rocznicy zbudowania tak zwanego Okrągłego Stołu, która to konstrukcja ostatecznie, w ten czy inny sposób doprowadziła nas do tego co mamy dziś. I choć dotychczas - pomijając oczywiście sam przełom lat 80 i 90, kiedy byłem młody i głupi - na tamto wspomnienie potrafiłem jedynie ziewnąć, to dziś jestem pełen szczególnych refleksji, o tyle ciekawych, że są one bezpośrednio związane z naszą obecną sytuacją.
       Jeśli jednak ktoś sądzi, że będę tu dziś analizował popularną opinię, że to z czym mamy w tej chwili do czynienia to bezpośredni skutek tego, co nam przyniósł tamten geszeft, jest w oczywistym błędzie. Rzecz bowiem w tym, że moim zdaniem sytuacja w jakiej się - moim zdaniem nadzwyczaj szczęśliwie - dziś znaleźli, to efekt działań osób, które, owszem, znalazły się przy Okrągłym Stole, jednak ich zaangażowanie uchroniło nas przed całkowitym zawłaszczoniem go przez środowiska, idee i osoby, które inaczej nie pozostawiłyby nam najmniejszych szans na Polskę, którą dziś z pewnymi jednak sukcesami staramy się dla siebie odzyskać.
       Kiedy obserwuję atak, jaki jest prowadzony już od dobrych kilku lat, a tak bardzo zintensyfikowany w ostatnim czasie, przeciwko wolnej Polsce, nie mogę nie myśleć, że to jest wynik tego, co się stało wiosną 1989 roku, kiedy to neoliberalnej międzynarodówce nie udało się zdobyć monopolu. Proszę sobie tylko wyobrazić, jak wyglądałaby scena polityczna na początku lat 90, a w efekcie zapewne i dziś, gdyby wówczas przy tym wyjątkowo podłym meblu nie zasiedli Lech i Jarosław Kaczyński. Pomyślmy, jak by wyglądały czerwcowe wybory, no i później tworzenie kolejnych rządów, gdyby oni - a wraz z nimi kilku innych nadzwyczajnie przenikliwych polityków - postanowiili zbojkotować ten projekt i pozostawili Polskę w rękach Michnika, Geremka, Kuronia, Wujca, Lityńskiego, Frasyniuka i całej tej bandy specjalistów od budowania Nowego Wspaniałego Świata.
      Ktoś może powiedzieć, że nic by się nie stało. Oni by sobie razem z Wałęsą wygrali te ustawione na 4 czerwca wybory, wybrali sobie ten swój komuszo-demokratyczny rząd, a my byśmy po chwili weszli na scenę i przy okazji kolejnych wyborów przejęli władzę, rozpędzili to ruskie towarzystwo na cztery wiatry  i Polska byłaby już wtedy wolna.  Przepraszam bardzo, ale jeśli ktoś po tych wszystkich latach wciąż wierzy w taki hipotetyczny rozwój zdarzeń, musi być słabo przytomny. Wystarczy bowiem nie tylko wspomnieć tamte wojny gangów, które toczyły się niemal bez przerwy przez całe lata 90, ale spojrzeć na naszą walkę teraz, dziś, kiedy wydawałoby się mamy niemal wszystko, a mimo to każdy dzień mówi nam, że nawet jeśli będziemy wygrywać, oni nie odpuszczą. Nigdy. I wykorzystają każdą szansę, by nas  zniszczyć.
     A więc, cieszmy się z Okrągłego Stołu, a zwłaszcza z tej jednej jego nogi, która okazała się tak pięknie przycięta.


Zapraszam do osobistego kontaktu pod adresem k.osiejuk@gmail.com

czwartek, 5 lutego 2009

Jatka w fabryce dywanów

Kiedy w miniony niedzielny wieczór, nagle – niestety bez głębszego przygotowania – pisałem bardzo emocjonalny tekst na temat Okrągłego Stołu i dziedzictwa, jakie ten projekt pozostawił http://toyah.salon24.pl/383853.html, znajdowałem się pod bezpośrednim wpływem sposobu, w jaki TVN24 potraktował tę rocznicę. Uznałem, że oto właśnie rozpoczyna się wielodniowy festiwal zdrady i zaprzaństwa, nad którym patronat przejął właśnie Mariusz Walter i jego służby.
Oglądałem osłupiały stare, dokumentalne zdjęcia sprzed dwudziestu lat, studiowałem te twarze, te głosy, te nazwiska, które w większości – byłem pewien – zginęły z mojej pamięci na zawsze i myślałem sobie, jak to wszystko było dawno. Jak strasznie dużo się od tego czasu zmieniło. Ileż to najróżniejszych zdarzeń – i złych i dobrych – przyszło nam przeżywać. Jak bardzo w końcu, przez te wszystkie lata, to co się wydarzyło w lutym 1989 roku, stało się kompletnie puste, kompletnie pozbawione znaczenia, tak niezwykle obce. Wpatrywałem się w te, kiedyś przecież bardzo bliskie twarze i jedyne emocje, jakie czułem, to głównie zdziwienie, że oni wszyscy cały czas palą papierosy i nieustannie szepczą coś po kątach. Że to było właśnie takie towarzystwo.
No i, naturalnie, było mi tak bardzo smutno, że te dwadzieścia lat temu, tak wielu z nas, tak bardzo się zaangażowało emocjonalnie – a czasem i fizycznie – w coś, co w głównej swojej części w ogóle było nie dla nas. I że dziś, ten fakt widzimy szczególnie ostro. Właśnie choćby w sposobie, w jaki – ni stąd ni z owąd – TVN24 postanowił zburzyć całą ramówkę tylko po to, żeby mi pokazać, jaki kiedyś byłem głupi i naiwny. Myślałem sobie, że dziś, w tej Polsce Goliszewskiego, Donocika, tych wszystkich funduszy, fundacji, klubów i porozumień, kiedy każde dziecko widzi, że to nie jest to, co miało być, nagle TVN – w tak nieprawdopodobnie bezczelny sposób – wali nas po naszych biednych łbach tą rocznicą i mówi nam: „Widzicie jacy byliście głupi? I co? Myślicie, że dziś macie coś więcej niż wtedy? Nawet tego doświadczenia nie umiecie wykorzystać.”
Czas jednak biegnie szybko, nudno w żaden sposób nie jest, więc szybko zapomniałem o tym, że coś poza doraźną polityką w ogóle jest na rzeczy. I dziś, znów – podobnie jak w niedzielę – niespodziewanie, przypominałem sobie o tym, że mija 20 lat od Okrągłego Stołu. I znów nie sam z siebie, ale dzięki telewizji i, znów, dzięki telewizji Mariusza Waltera. Tym jednak razem było ostro. Otóż okazało się, że w Sejmie spotkali się wszyscy ci, dla których ten Okrągły Stół został zorganizowany, ci, co ten Stół w gruncie rzeczy przygotowali i ci, dla których ten Okrągły Stół do dziś stanowi powód do dumy i zwykłej, ludzkiej i zawodowej satysfakcji. Tym razem, już nie chodziło o to, żeby w ramach najlepiej pojętej polityki historycznej pokazać parę starych zdjęć i powiedzieć: „Popatrzcie, tak to kiedyś było. Jesteście zadowoleni?” Tym razem, zobaczyliśmy czysty, bezczelny pokaz siły. Do Sejmu przyszli tak zwani ‘architekci historycznego porozumienia’ i urządzili konferencję pod nazwą Dialog, kompromis, porozumienie.
Patrzyłem na te, głównie komunistyczne, łby jakoś tak późnym przedpołudniem, później telewizor wyłączyłem, włączyłem ponownie przed chwilą, czyli już po15 – a na ekranie dalej to samo towarzystwo, w tym samym niepodległym Sejmie, z tym samym nieprawdopodobnym przesłaniem – „Jesteśmy wciąż na swoich miejscach i mamy się świetnie”. Tym razem jednak przyszło mi do głowy coś zupełnie nowego, co troszkę mnie z jednej strony pocieszyło, a drugiej pozwoliło przypuszczać, że intencje TVN-u nie są z pewnością tak oczywiste, jak mi się wydawało.
Otóż – zastrzegając się, że ja nie oglądałem tego konwentyklu zbyt dokładnie – mam wrażenie, że tam, ze starej strony solidarnościowej, jest tylko Michnik, Mazowiecki i Frasyniuk. Oczywiście, może się okazać, że, gdyby się przyjrzeć, znajdziemy tam może i Zbigniewa Bujaka, lub jakiegoś Kuczyńskiego. Fakt pozostaje faktem i ogólny obraz jest taki, że widać Urbana, Senyszyn, Cioska, Millera, Olejniczaka, Reykowskiego, Kwaśniewskiego, Jaruzelskiego, Oleksego, Szmajdzińskiego i całą kupę jakiś innych bolszewików, kórych twarzy już nawet nie rozpoznaję, natomiast z „naszych” widać tylko Michnika, Mazowieckiego i Frasyniuka. Siedzą oni wszyscy od rana i ględzą o tym, jak to im się udało pięknie dogadać.
I ja się w tej sytuacji zastanawiam, jak to jest, że 20 lat po Okrągłym Stole, jedynym środowiskiem, które cieszy się pełną satysfakcją z tego kontraktu i satysfakcję tę dzieli w 100% solidarnie, to są komuniści. Zastanawiam się, jak to jest, że korzyści płynące z tego projektu sprzed 20 lat cenią sobie zarówno Urban jak i Miller, Kwaśniewski i Jaruzelski, Olejniczak i Senyszyn? A z dawnej Solidarności, został tylko wiecznie młody Michnik, wiecznie stary Mazowiecki i wiecznie stuknięty Frasyniuk? I zastanawiam się, czemu coś tak kompromitującego – bo jest to oczywista kompromitacja – pokazuje dziś cały dzień TVN24? Przecież, jeśli oni chcieli, żebyśmy zobaczyli, jak oni się z nas śmieją, to już nie raz pokazali i dziś nawet szkoda już na to pieniędzy. Jeśli chcą nas przekonać, że ten Stół, to naprawdę było wydarzenie wielkie i cenne, to przecież nie w takim zestawie typów, nazwisk i twarzy! Więc czemu?
Jedyna odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to taka, że TVN, w ramach swojej kompletnie niepojętej dla mnie gry o wpływy, prowadzonej ze środowiskiem starej ubecji, postanowił, z okazji tej rocznicy, przywalić starym ubowcom ostro i bezwzględnie. Tylko bowiem tak potrafię wytłumaczyć sobie to, co oni robią od rana. To nieustanne pokazywanie zadowolonego Urbana, śpiącego Mazowieckiego, tych starych aparatczyków z uwielbieniem wpatrujących się w Michnika i samego Michnika, który po raz pierwszy od dwudziestu lat przeżywa dni swojej chwały. To nie może być nic innego, jak ostateczne odwrócenie się przez WSI od UB i pokazanie im, że własność zmienia właściciela.
Nie wiem. Mogę się mylić. Ale na miejscu Michnika, Frasyniuka, nawet Urbana bym dostał cholery, że TVN, w sposób tak perfidny i tak otwarty, prowadzi akcję kompromitowania dorobku ich całego życia, na oczach społeczeństwa. A na miejscu TVN-u, jeśli moje przypuszczenia są błędne i ktoś przygotował tę transmisję i zrealizował ją tak, a nie inaczej, przez pomyłkę, natychmiast bym to przerwał i dał jakiś ładny materiał wspomnieniowy o Jacku Kuroniu. Najlepiej w sześciu godzinnych odcinkach.
Natomiast, jeśli rzeczywiście mam rację i TVN się wyzłośliwia w stosunku do konkurencji, to te nasze nowe, niepodległe już służby, postępują perfekcyjnie. Powinni tylko – jak już panowie okrągłostołowy się rozjadą do swoich domów – przygotować z tych obrad jakiś ciekawy, dwugodzinny skrót, i dawać go przez najbliższy miesiąc codziennie, o różnych porach dnia i nocy. Aż pierwsi obywatele zaczną się trząść ze strachu.

niedziela, 1 lutego 2009

Stół bez nóg

W zamieszaniu spowodowanym i piłką ręczną, którą od tygodnia bardzo się interesuje starsza Toyahówna, a przez to cała rodzina i kongresem, który – jak już wspomniałem w poprzednim wpisie – stanowi faktyczny gwóźdź do trumny z napisem Platforma Obywatelska, nie zauważyłem, że zbliża się okrągła rocznica Okrągłego Stołu. I pewnie bym tego niezwykłego wydarzenia nie zauważył w ogóle, gdyby nie to, że topiarze fryt z TVN24 wykorzystali tę rocznicę, by – rzutem na taśmę – spróbować przykryć wspomniany kongres. Skoro nie udało się panu Erykowi Mistewiczowi, nie udało się Platformie i nie udało się osobiście Januszowi Palikotowi, to na kogo można liczyć? Tak jest. W tej sytuacji tylko już służby medialne IIIRP coś mogą.
Zacząłem wesoło, ale wesoło nie będzie. Wręcz przeciwnie. Oglądając rozmowy, dyskusje, relacje, jakieś filmowe ścinki, a i też najprawdziwsze filmy dokumentalne na temat Okrągłego Stołu, czuję wyłącznie przygnębienie.
Oczywiście, relacje TVN-u absolutnie nie harmonizują z moim nastrojem. Wręcz przeciwnie. Zarówno wypowiedzi uczestników tych wspomnień, jak i nastrój obecny w prezentowanych materiałach nie pozostawiają jakichkolwiek wątpliwości. To z czym mieliśmy do czynienia dwadzieścia lat temu, to – z oficjalnej perspektywy – polskie szczęście i duma, a dzień dzisiejszy to po prostu święto. Przy tym, ciekawe jest jedno. O ile TVN24 przyzwyczaił nas do tego, że wszelkie debaty jednak toczą się z udziałem wszystkich stron konfliktu, to sposób w jaki potraktowana została ta 20 rocznica porozumień jest uderzająco szczególny. W sytuacji, gdzie Okrągły Stół jest oficjalnie i już chyba nawet historycznie uznawany za wydarzenie politycznie i moralnie niejednoznaczne, telewizja Mariusza Waltera najwidoczniej uznała, że o Okrągłym Stole powinno się mówić tak, jak się mówi o Powstaniu w Getcie, o wyzwoleniu obozu w Auschwitz, albo – ostatecznie – o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Bez jakichkolwiek kontrowersji.
W tej sytuacji, ja pozwolę sobie na odrobinę refleksji. Oczywiście, jak wielu z nas, 20 lat temu, kiedy ogłoszono, że będziemy się dogadywać z komuną, byłem autentycznie poruszony i – w pewnym sensie – szczęśliwy. Czułem, ze coś się dzieje – coś bardzo innego od wszystkiego, co było wcześniej – i autentycznie wierzyłem, ze to dopiero początek. Później przyszły wygrane wybory, cudowne nadzieje, fatalne rozczarowania, ból porażki i w końcu już tylko nadzieja na to, że może innym, następnym razem, uda się dojść do tego, do czego na razie dojść się nie udało. Minęło więc te 20 lat, a ja siedzę z Toyahową, oglądamy te twarze sprzed lat i zadajemy sobie następujące pytanie – dlaczego nagle oni postanowili walczyć o tę pamięć? No i pytania już bardziej szczegółowe – „Kto to jest ten facet?” „Pamiętasz tę kobietę z papierosem?” „Popatrz, Konopka, a co się z nim dzieje?” „O czym oni w ogóle gadają?” I nagle uświadamiamy sobie, że faktycznie to wszystko już minęło i, jak się uczciwie zastanowić, nie zostało z tego po prostu nic. Z wyjątkiem tych bardzo niejasnych i chyba bardzo niedobrych interesów.
Z tych wszystkich twarzy które nam migają na dokumentalnych zdjęciach pozostało zaledwie parę. Reszta albo umarła, albo zniknęła gdzieś w czeluściach IIIRP. Jest Michnik, jest Ciosek, jest Urban, jest Bogdan Lis . Natomiast już nawet nie wiem, czy Jakubowska siedzi, czy chodzi po wolności. Jak idzie o większość z nich, czy to z tych komunistycznych dziennikarzy, czy „naszych” działaczy, domyślam się, ze najprawdopodobniej umieścili się w jakichś biznesach i to raczej „nasi” w biznesach prowadzonych przez tych komunistycznych dziennikarzy, niż odwrotnie.
Pojawiło się pytanie, gdzie jest Konopka. Ale dobrze by było też wiedzieć, gdzie jest Bujak, gdzie Pietrzyk, gdzie te dziesiątki nazwisk, które kiedyś tak wiele znaczyły? Ale też nie tylko chodzi o to, że ich już nie ma, bo wsiąknęli gdzieś po drodze, jak nie przymierzając nasz późniejszy trochę bohater poseł Krzysztof Król. Oglądamy te dziesiątki twarzy kręcących się w kuluarach obrad Okrągłego Stołu, jak popijają drinki, palą papierosy, fajki, może gdzieś na zapleczu cygara, i zaprzyjaźniają się z tak nagle dobrymi władcami Polski. A ja chciałbym wiedzieć, ilu z nich – po jednej i po drugiej stronie – to dziś już potwierdzona dokumentami IPN-u agentura. Słyszę te głosy, z których wiele nagle sobie tak dobrze przypominam, tyle że nie potrafię przyporządkować ich konkretnemu nazwisku, a tym bardziej twarzy. I zastanawiam się – ciekawe co oni tam robili? W tym tańczącym dziwaczny taniec tłumie.
Patrzę na te stare zdjęcia, te niby znajome, niby nie znajome głowy i myślę sobie, że może i nie dało się bez tego stołu pociągnąć. Ale po ciężką cholerę o tym wciąż pamiętać? Przecież z dzisiejszej perspektywy to jest wyłącznie nędzna bzdura. I kompletna pustka. Z której autentycznie nie zostało nic, poza uszami Urbana, jąkającym się Michnikiem i ciepłym głosem Cioska. Szlag by to trafił!
I niech to będzie mój wpis na 20 rocznicę obrad Okrągłego Stołu.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...