Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółty pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółty pies. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2020

Czy od Andrzeja Dudy lepszy jest nawet żółty pies bez zębów?


        Jak już miałem okazję poinformować, spędzam aktualnie czas nad naszym morzem, w Kuźnicy na Półwyspie Helskim i siłą rzeczy w okolicznych wsiach, przez co bardzo wyraźnie, mogę obserwować – co w miejscu takim jak Katowice jest znacznie bardziej utrudnione – w jaki sposób rozkłada się poparcie między oboma kandydatami w kolejnych, kończących w najbliższą niedzielę swoją kolejną przygodę, wyborach prezydenckich. Pisałem o tym wczoraj, a dziś tylko mogę potwierdzić, że wnioskując z wywieszanych na okolicznych posesjach banerach wynika, że obaj kandydaci idą łeb w łeb... przynajmniej tu na Kaszubach.
       Nie to jednak najbardziej mnie dziś zajmuje. To co chodzi mi po głowie, to ów wyborczy portret Rafała Trzaskowskiego, na którym widzę jakiegoś kompletnie przeciętnego pracownika kompletnie przeciętnej korporacji z owym kompletnie przeciętnym i owych tandetnym parodniowym zarostem – z którego swoją drogą, w świecie zachodnim, w stronę którego on z takim utęsknieniem spogląda, szydzono jakieś 40 lat temu – i zastanawiam się, jak to jest w ogóle możliwe, że, abstrahując od braku ewentualnych faktycznych dokonań, ktoś o tego typu aparycji jest w stanie w ogóle kogokolwiek uwieść na poziomie ogólnopolskiej polityki. Ale tu nie chodzi tylko o ową twarz. Popatrzmy bowiem, z kim mamy do czynienia w wymiarze czysto publicznym. Oto ktoś kto, jak sam uznał za stosowne wyznać, paręnaście lat temu, jako rzekomo młody naukowiec, udał się do Małgorzaty Kidawy Błońskiej i poprosił ją, by mu załatwiła miejsce na listach Platformy Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego i dzięki, jak rozumiem, swojemu osobistemu urokowi, na owych listach się znalazł. Po upływie owej kadencji, został na jeden rok ministrem cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska, zastępując Michała Boniego i poprzedzając Andrzeja Halickiego, by w końcu osiągnąć swój największy życiowy sukces, zostając w owych kompletnie obłąkanych wyborach roku 2018 Prezydentem Warszawy.
       Oto portret człowieka z całym prezentowanym przez niego bagażem osiągnięć, który dziś stara się o pozycję Prezydenta RP i jak wiele na to wskazuje, jest bardzo bliski sukcesu. A ja, widząc, jak wiele osób jest gotowych do tego, by sobie go przygarnąć do serca, zastanawiam się, czemu tak? Jak to się dzieje, że w niemal czterdziestomilionowym narodzie aż tyle osób zdecydowało się oszaleć. I w tym momencie przychodzi mi do głowy żółty pies, o którym tu już stosunkowo niedawno była mowa. Przypomnę może. Oto podczas wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w roku 1928, Demokraci z głębokiego Południa byli tak zaczadzeni nienawiścią do Republikanów, że zdecydowali oddać swój głos na katolika Ala Smitha, byleby prezydentem nie został Herbert Hoover. A każdy kto mniej więcej orientuje się w społecznej historii Stanów Zjednoczonych wie, że ów wybór świadczył o tym, że skoro zgodzili się na katolika, to byliby też gotowi zgodzić się choćby i na Murzyna. Murzyna? Nawet na żółtego psa, byleby tylko prezydentem nie został Hoover.
      No i teraz mamy choćby tych wszystkich polskich katolików, ludzi często naprawdę bardzo pobożnych, dla których Wiara jest czymś czym żyją na co dzień i czego gotowi są bronić cały swoim sercem, którzy w najbliższą niedzielę zagłosują na Rafała Trzaskowskiego, nie dość że człowieka, z którego twarz fałszem śmierdzi na kilometr, który politycznie jest zupełnie nikim, to jeszcze w sposób zupełnie otwarty występuje przeciwko Kościołowi; tak otwarty i tak zażarty, że na tego typu demonstrację nie odważył się nikt przed nim: ani Tusk, ani Komorowski, ani nawet Kwaśniewski. Jak to się stało, że od wielu już lat – i to, jak się okazuje, nie tylko tu u nas w Polsce – tu i ówdzie mamy do czynienia ze społecznym zjawiskiem, gdzie o wyborach tak ważnych dla naszego życia podstawową rolę odgrywa czysta nienawiść. Jak to jest, że tak wielu ludzi gotowych jest by w tak ważnych momentach w życiu kierować się nie pragnieniem, by zwyciężyło dobro, ale by niszczyć zło? Przecież to jest tak, jakbyśmy tu, siedząc w tej Kuźnicy, szli na obiad nie do miejsca, gdzie jest najlepiej, ale tam gdzie jest choćby i najgorzej, byle nie dać zarobić komuś, kogo z jakiegoś powodu nienawidzimy. To jest tak, jakbyśmy, chcąc sobie kupić lody, nie kupowali tych najsmaczniejszych, ale każde, nawet najbardziej obrzydliwe, byleby nie te, które sprzedaje jakiś Duda.
      Niedawno w Sieci pewną karierę zrobił film, nakręcony przez jedną z drobnych internetowych telewizji, gdzie wychodzącą z lokalu wyborczego panią dziennikarz pyta na kogo głosowała i dlaczego. Odpowiada mu więc owa pani, że oczywiście na Trzaskowskiego i ani jednym słowem nie wspomina o tym, czemu akurat na niego, tylko cały czas próbuje opowiedzieć, czemu nie na Dudę. A ponieważ argumentów, poza tym jednym, że Duda jest straszny i jeśli wygra, to będzie tragedia, nie umie znaleźć, w pewnym momencie tak się zakręca, że kiedy przychodzi jej coś powiedzieć na temat Trzaskowskiego, zaczyna pluć i na niego, z tym samym argumentem, że on absolutnie najgorszy i jeśli wygra, Polska popadnie w ruinę. I w pewnym momencie, ona już nie wie, kto jest ten zły i tak skacze z jednego na drugiego.
       Ktoś mi powie, że to pewnie jakaś wariatka. Otóż nic podobnego. Ona wygląda zupełnie normalnie, mówi normalnym głosem, nawet niekiedy się ładnie uśmiecha. Jej jedyny problem polega na tym, że ona, mówiąc o polityce, nie jest w stanie wyrazić jednej pozytywnej emocji. A ja w tym momencie wracam do mojego starego dylematu: kto tych ludzi tak nastawił i jakim skutecznym sposobem, że, jak się okazuje, to już działa od stuleci?
  



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...