Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2020

Buba, czyli jeszcze raz o oczach


Zanim zaczniemy, chciałbym z radością poinformować, że od dziś strona toyah.pl staje się prawdziwym blogowym portalem, do którego na dziś zapisało się już niemal 30 osób i każda z nich od dziś właśnie będzie mogła zamieszczać tu swoje notki. Właśnie, jak widzimy, zadebiutował tu znany nam bardzo dobrze Przemsa, a mnie nie pozostaje nic innego, jak zaprosić wszystkich, którzy mają do powiedzenia coś więcej niż krótki komentarz, by czerpali z tego miejsca pełnymi garściami. Wystarczy kliknąć u góry guziczek z napisem nowy post i voilà!



      Było tak, że niejaki Nikodem Olijnyk lat 16 z miejscowości Miastko  na Pomorzu założył azyl dla porzuconych zwierząt. A jeśli ktoś w tym momencie pragnie wiedzieć, w jaki sposób szesnastolatek z miejscowości Miastko jest w stanie uruchomić jakikolwiek projekt, nawet tak nieznaczący jak azyl dla porzuconych zwierząt, to już wyjaśniam. Otóż, jak się dowiadujemy, Nikodem planuje w przyszłości zostać fryzjerem, pobiera odpowiednie nauki i podczas standardowych praktyk fryzjerskich zarobił jakieś drobne pieniądze i to właśnie dzięki nim, w użyczonej przez sąsiadów szopie, uruchomił ów przytułek. Jak informują media, obok tego, Nikodem opiekuje się również bezdomnymi kotami, prowadzi dom tymczasowy dla psów, a także na własny koszt leczy zwierzęta, które owego leczenia wymagają, a on na nie na swej drodze trafi.


      I oto, proszę sobie wyobrazić, w nocy z 7 na 8 czerwca tego roku nieznani sprawcy włamali się do azylu 16-latka. A tam, nie tylko zdemolowali miejsce, lecz także bestialsko zabili zwierzęta, które w nim mieszkały. Jak informuje internetowa strona  lokalnej gazety, „zwierzęta z poderżniętymi gardłami, świnka morska przebita na wylot śrubokrętem czy też młody szpak ze skręconym karkiem powieszony na gwoździu pod sufitem, głową w dół. To nie obrazek z makabrycznego horroru wyprodukowanego w Hollywood, ale sytuacja, która wydarzyła się bardzo blisko nas, bo w Miastku”. I proszę sobie wyobrazić, że tuż tuż po ujawnieniu sprawy, fundacja o nazwie Buba, a konkretnie jej szef Radosław Waszkiewicz zorganizował zbiórkę pieniędzy na pomoc dla Nikodema w odbudowaniu zdewastowanego schroniska i na dziś na jej konto bardziej wrażliwi obywatele wpłacili już grube dziesiątki tysięcy złotych, a jak informuje Buba, „cała zebrana kwota zostanie przeznaczona na pomoc Nikodemowi w prowadzeniu azylu – zakup monitoringu, lamp solarnych, dużej, zadaszonej zagrody, drewnianego płotu panelowego i domków dla zwierząt”.
        Tymczasem oczywiście policja prowadzi śledztwo na rzecz wykrycia sprawców owego okrutnego mordu, i choć zdarzenie miało miejsce już ponad miesiąc temu, jedyny efekt tego całego zamieszania jest systematycznie rosnące konto fundacji Buba. Ktoś się spyta, skąd u mnie ten dziwny, nie pasujący do powagi sytuacji ton. Otóż rzecz w tym, że jak słyszę, o tym co się stało, Buba powiadomiła wyłącznie miejscowe, a następnie ogólnopolskie media, następnie zorganizowała zbiórkę, a dopiero na samym końcu o sprawie dowiedziała się – z mediów właśnie – policja. No i tu się pojawia kłopot, bo policjanci, jak to oni, zamiast się wzruszać losem owych królików i kotków, uznała że ich pierwszym obowiązkiem jest zorientować się, co to takiego się naprawdę wydarzyło. Oglądałem wczoraj w telewizji reportaż na ten temat, obejrzałem też w internecie relację w sposób ewidentny przygotowaną przez Bubę i jej szefa, i z tego co się zdążyłem zorientować, policja jest na tropie. Zachęcam do rzucenia okiem.
        Ostatnio – swoją drogą, nie bardzo potrafię zrozumieć, czemu akurat dziś, w czasie tak wyjątkowej prosperity – raz za razem słyszymy o kolejnych przypadkach nadzwyczaj przemyślnych oszustw, których celem jest wyciągnięcie od osób i instytucji możliwie jak najwięcej pieniędzy. Zupełnie jakby ludzie wpadali w taką nędzę, że wielu z nich nie umie znaleźć innej drogi jak kradzieże i wyłudzenia. Mieliśmy już numer na wnuczka, po niem pojawił się numer na policjanta, a teraz naglę dowiaduję się, że jest coś takiego jak numer na hydraulika. Przychodzi do nas człowiek z administracji, przedstawia się jako hydraulik, mówi że na drugim piętrze jest awaria i on musi coś sprawdzić, ale ponieważ być może trzeba będzie coś pospawać, on prosi by wszystkie pieniądze oraz kosztowności zebrać w jedno miejsce, by ich ogień nie zniszczył. No a potem sprawy toczą się znaną nam już ścieżką.  
        Oglądaliśmy wczoraj z moim dzieckiem wspomniany program w telewizorze – swoją drogą, właśnie dzięki tej samej audycji poznałem numer z hydraulikiem – i kiedy skończył się reportaż o zamordowanych zwierzętach w schronisku Nikodema, a informacja była taka, że policja nadal szuka sprawców owego okrucieństwa, córka moja powiedziała: „Moim zdaniem je zabił ten Nikodem”.  Czemu on? „Bo to widać po jego oczach”. Potem jeszcze obejrzeliśmy ów zalinkowany przez mnie reportaż i kolejną parę oczu, owego Waszkiewicza i sprawa z naszego punktu widzenia się zamknęła. Skąd moje dziecko wykazuje taką przenikliwość, ja mam swoje podejrzenia, ale ponieważ nie jest to dobry moment by się jakoś szczególnie przechwalać, tę akurat kwestie pominę. Natomiast muszę powiedzieć, że po zapoznaniu się z całością materiału, nie mam innego wyjścia jak oddać komu trzeba sprawiedliwość i przyznać, że numer ze zwierzakami, które trzeba ratować jest znacznie ciekawszy zarówno od wnuczka, jak i policjanta, a nawet hydraulika.
       Ktoś się spyta, po cholerę ja nagle zajmuje się czymś takim. Otóż powód jest jeden, a mianowicie moja próżność. Jestem mianowicie pewien, że sprawa tego Nikodema, jego zwierząt i protektorów,  już niedługo może się stać tematem numer 1, a ja wtedy będę mógł z dumą powiedzieć, że moja wybitna córka była pierwsza. No i że my tu w ogóle jesteśmy tacy sprytni, że zawsze wszystko wiemy w pierwszej kolejności.
       Zapraszam na jutro. Nie tylko do czytania.









wtorek, 28 listopada 2017

Czy przewodniczący Tusk jest idiotą, czy to tylko nerwy?

     Czy dzisiejszy tekst okaże się najkrótszym z wszystkich, jakie się tu miały okazję ukazać, tego póki co nie wiem, ale jest to akurat bardzo prawdopodobne. Jak wiemy, w ciągu minionych dwóch dni zamieściłem tu dwie notki, w których wyraziłem przekonanie, że numer, jaki Jaroslaw Kaczyński wykonał z atlasem kotów to mistrzostwo świata, gdy chodzi o tak zwany „polityczny pijar”. Oczywiście, jak większość tego, co tu zamieszczam, to wyłacznie moje intuicje i podejrzenia, jednak faktycznie od samego początku byłem mocno i szczerze przekonany, że to nie było tak, że Prezesowi przypadkiem wpadł w ręce ów atlas, a on równie przypadkowo postanowił go sobie przejrzeć w taki sposób, by go zechciały sfilmować wszystkie media. W moim rozumieniu polityki, było oczywiste, że to wszystko stanowiło nic ponad zaplanowaną i niezwykle udaną akcję, majacą na celu ocieplenie wizerunku Prezesa.
      Nie minął kolejny dzień, a ja mam wręcz pewność, że się w swojej ocenie nie pomyliłem. Oto wczoraj właśnie, na swoim twitterowym profilu, Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, ni z gruszki, ni z pietruszki, wrzucił zdjęcie, na którym całuje się z jakimś nikomu nieznanym dotychczas psem, a my rozumiemy, że również z przesłaniem, że on też, podobnie jak Prezes, kocha zwierzęta.
      Ktoś powie, że to jest coś o takim natężeniu żenady, że nie ma sposobu, by to odpowiednio skomentować. I oto, proszę sobie wyobrazić, że nie. Są sposoby skuteczne nawet na tego idiotę, ale do tego potrzebujemy osoby szczególnej, czyli pozostającej tu i ówdzie w publicznej pamięci Aleksandry Jakubowskiej. Oto Jakubowska, aktywna na Twitterze podobnie jak przewodniczący Tusk, w odpowiedzi na ów eksces, zamieściła zdjęcie całującego się z psem prezydenta Putina plus podpis: „Zbyt podobne, by spać spokojnie…”.
      Dziś, to co najlepsze, mamy wprawdzie za sobą, jednak wciąż nie milkną echa owej orki. Cieszmy się więc i radujmy. Najbliższe lata mamy w garści i nie odbierze im nam nawet Katarzyna Lubnauer.

Jak niektórym z nas wiadomo, moje książki sa do kupienia w ksiegarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Bardzo polecam.

       

niedziela, 31 lipca 2011

O niewinnej śmierci raz jeszcze

W niedawnym komentarzu, pewien nasz kolega nawiązał do wypowiedzi Morrisseya podczas występu w Warszawie, kiedy ten, komentując ostatnie morderstwa w Norwegii, zwrócił uwagę na nieprzystawalność tej zbrodni, do zbrodni – w jego mniemaniu – o wiele większej, której ofiarą codziennie padają zwierzęta.
Wspomniany komentarz przytacza słowa Morrisseya, sugerując, że świadczą one o jego zidioceniu i że wypowiadając je, Morrissey dowiódł tylko tego, że, jak świat światem, po stronie zajmowanej przez artystów, można znaleźć tylko bezmyślność i głupotę.
Ponieważ sam znam mnóstwo wypowiedzi Morrisseya, które są co najmniej tak bulwersujące, jak ta na temat masakry w Norwegii, w żaden sposób nie umiałem się tą akurat jakoś szczególnie oburzyć. Poza tym wiem, że Morrissey, jako bardzo konsekwentny ekolog, jest obsesyjnie przywiązany do obrony każdego niewinnego życia, i – choć sprawa zwierząt męczy go wyjątkowo – to niemal z takim samym zaangażowaniem występuje przeciw aborcji, eutanazji, pornografii i jakiejkolwiek agresji skierowanej przeciw słabszym. A zatem sprawa tych zwierząt, to wyłącznie kwestia filozofii, natomiast kierunek, w moim odczuciu, jest jak najbardziej słuszny.
Dziś sprawa warszawskiej wypowiedzi Morrisseya obiegła świat do tego stopnia, że zmusiła go do opublikowania oświadczenia. Pozwoliłem sobie je przetłumaczyć i je tu wkleić. Proszę bardzo:
Niedawna seria zabójstw w Norwegii była czymś strasznym. Jak zwykle jednak w takich przypadkach, media ofiarowały zabójcy dokładnie to, czego pragnął – światową sławę. Nie znamy nazwisk ludzi, którzy zostali zamordowani – zupełnie niemal tak, jakby nie zostali oni uznani za na tyle ważnych, by sobie na to zasłużyć. Jednak obłędne pragnienie mediów, by z mordercy uczynić gwiazdę na miarę Kuby Rozpruwacza jest… odrażające. Powinien on zostać pozbawiony imienia, wizerunku, i w kompletnej ciszy zdjęty z przestrzeni publicznej.
Komentarz jaki uczyniłem podczas warszawskiego koncertu, mógłbym uzupełnić o dodatkowe wyjaśnienie. Miliony stworzeń jest rutynowo mordowanych każdego dnia, tylko po to, by przynosić dochód firmom takim jak McDonald’s i KFC, ale ponieważ te morderstwa są dokonywane w majestacie prawa, każe nam się zachować wobec nich obojętność, i nawet nie próbować na ich temat dyskutować.
Jeśli więc ktoś, zupełnie słusznie, jest wstrząśnięty morderstwami w Norwegii, można by oczekiwać, że w ten sam sposób będzie odczuwał wstrząs na wiadomość o zabójstwie KAŻDEGO niewinnego stworzenia. Nie można lekceważyć cierpienia mordowanych zwierząt tylko dlatego, że zwierzęta to ‘nie my’”.
Ktoś powie, że ten rodzaj ekologii jest zwyczajnie chory, i ja – jako niestrudzony miłośnik wszelkiego rodzaju mięs – nie będę się upierał, że jest inaczej. Natomiast nie widzę powodu, żeby w przypadku Morrisseya akurat, nie dostrzec pewnego typu wrażliwości, która – w zupełnie innym wymiarze – jest bliska wielu z nas, a już z całą pewnością bliższa, niż tym wszystkim moralistom, o których wspomina Morrissey w swoim oświadczeni. I jestem pewien, że gdyby on był trochę odważniejszy w głoszeniu swoich poglądów, a rynek, na którym się porusza, mniej bezwzględny, to owo słowa „każdego” on by nie tylko wybił wielkimi literami, ale i nieco bardziej skonkretyzował. Jednak tego nie zrobi. Te futerka oni mu jakoś darują, natomiast małych dzieci by nie przeżył.
I szkoda tylko, że o ile się orientuję, żaden z nas – w tym przede wszystkim ja sam – nie potrafiliśmy się, przy okazji tego norweskiego nieszczęścia, tak jak Morrissey, zdobyć na pewne słowa prawdy w obronie życia, na zarezerwowanym dla naszej wrażliwości poziomie.

Skowyt cieląt brzmi jak ludzki płacz
Zbliża się wyjący nóż
To piękne stworzenie musi umrzeć
To piękne stworzenie musi umrzeć
To śmierć bez powodu
A śmierć bez powodu to morderstwo

Mięso, które tak pięknie przysmażasz
Nie jest ani soczyste, ani smaczne, ani dobre
To śmierć bez powodu
A śmierć bez powodu to morderstwo

I cielę, które zarzynasz z uśmiechem
Jest morderstwem
I indyk który tak uroczyście krajesz
Jest morderstwem
Czy wiesz, jak zwierzęta umierają?

Kuchenne zapachy nie są ani bardzo domowe
ani sympatyczne, ani radosne, ani dobre
To tylko skwiercząca krew i ohydny smród
Morderstwa

Nie jest ani "naturalne", ani "normalne", ani dobre
Ciało które z taką fascynacją smażysz
Mięso w twoich ustach
Gdy kosztujesz smak
Morderstwa

Nie, nie, nie, To jest morderstwo
Nie, nie, nie, To jest morderstwo
Oh ... i kto słyszy, jak zwierzęta płaczą?

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...