Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagna Wróblewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagna Wróblewska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2019

O tym jak Polska została odcięta od popu


Dziś właśnie, w najprzeróżniejszych punktach Kraju można kupować najnowszą „Warszawską Gazetę”, a w niej mój najnowszy felieton. Gdyby ktoś jednak miał w okolicy wyłącznie kioski „Ruchu”, który został przez Piotra Bachurskiego ostatecznie wyłączony z biznesu, i naszej gazety kupić nie jest w stanie, przedstawiam swój tekst tu. No i zachęcam.

      Jak pewnie część z nas wie, miasto Gdańsk, a bardziej konkretnie tak zwana Fundacja Gdańska, Europejskie Centrum Solidarności, oraz coś o nazwie Demokracja Ilustrowana, zorganizowały konkurs na plakat pod nazwą „Trzy Dekady Wolności”, w którym druga nagroda została przyznana niejakiej Jagnie Wróblewskiej. Plakat przedstawia mamę, tatę oraz córeczkę, stojących nad brzegiem morza w pozycjach układających się w trzy rzymskie dziesiątki i eksponujących swoje genitalia. Jeden z jurorów konkursu, Luka Rayski, autor słynnego już plakatu „KonsTYtucJA” określił pracę Wróblewskiej jako „fantastyczną rzecz z pogranicza malarstwa i sztuki plakatu – coś, co udaje się niezwykle rzadko”, a mnie chodzi po głowie parę myśli, którymi chciałbym się dziś podzielić.
      Wbrew oczekiwaniom, nie mam najmniejszego zamiaru analizować wspomnianego obrazu pod względem artystycznym, intelektualnym, czy tym bardziej moralnym, bo biorąc pod uwagę jego rzucającą się w oczy jakość, może to równie dobrze zrobić każdy z nas. Ja akurat chciałbym zwrócić uwagę na pewną, moim zdaniem, bardzo wyraźną i wyjątkowo podłą tendencję. Otóż jeśli przyjrzymy się temu, co się dzieje w przestrzeni wyznaczanej przez kulturę popularną, oraz będącą jej nieodłączną częścią sztukę, musimy dojść do wniosku, że to co przedstawiła na swoim plakacie Jagna Wróblewska i co postanowił nagrodzić Rayski, to sama esencja. Jeśli przyjrzymy się współczesnej produkcji – i nie mam tu na myśli tylko produkcji polskiej – filmowej, teatralnej, plastycznej, czy literackiej, jej estetyczny oraz intelektualny wymiar jest wyznaczany właśnie przez to, co możemy zobaczyć na tym plakacie, a więc, mówiąc brutalnie, penisa i waginę. Oto współczesna sztuka i nie sądzę, by to się miało kiedykolwiek zmienić.
      I nie łudźmy się. Nie ma co liczyć na to, że gdy wreszcie Prawo i Sprawiedliwość – bo jest chyba dla wszystkich jasne, że w najbliższej perspektywie wszystkie inne opcje są niedostępne – zdobędzie w państwie taką popularność, że cała ta antypolska banda zostanie drastycznie zmarginalizowana, razem z nimi naturalną śmiercią zginą te wszystkie waginy, a tak zwani „ludzie kultury” się opamiętają i poczują nagle związek z naszą narodową tradycją oraz wartościami. To się nie stanie z tego względu, że oni już od dawna znajdują się w strefie wpływów, do którego zewnętrzny świat nie ma żadnego dostępu.
      Ktoś powie, że to wcale nie jest takie trudne. Wystarczy że my tutaj przedstawimy własną ofertę, która jako bardziej wartościowa ideowo, oraz estetycznie bardziej interesująca wyprze z rynku ten cały chłam. Otóż problem polega na tym, że własnie przez to, że wspomniana kultura popularna, stanowi świat całkowicie autonomiczny i nie ma żadnego sposobu, by się tam przebić. I daję słowo, że nie mówię o prostej jakości. Nawet gdybyśmy potrafili zaproponować coś naprawdę wartościowego, tego muru nie przebijemy. Pozostaje nam wyłącznie polityczna władza i cierpliwe znoszenie wrogiego nam popu, nawet w postaci tego koszmarka ledwo co nagrodzonego przez miasto Gdańsk.



Gdyby ktoś zapragnął kupić sobie którąś z moich książek, wystarczy że kliknie w wybrany obrazek z prawej strony i będzie na miejscu. Serdecznie zachęcam.
       

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...