Tak się, proszę Państwa, stało, że syn mój z żoną udali się na wycieczkę do Nowego Jorku i w związku z tym zostawili nam pod opieką troje z naszych wnucząt. A skoro tak, to mogą się Państwo domyślić, że przez ostatnich kilka dni jesteśmy tak tą niezwykłą sytuacją zaaferowani, że przynajmniej ja straciłem niemal całkowity kontakt z tym co się dzieje w Polsce i na świecie. Owszem, słyszałem o próbie zamachu na prezydenta Trumpa, ale poza tym zero.
I oto wczoraj właśnie dotarła do mnie wiadomość, która mnie niemal zwaliła z nóg, taka mianowicie, że gdzieś tam uznano wreszcie, że nie ma co czekać na to, że Jerzy Owsiak się wykopyrtnie,i ostatecznie zakończyć projekt pod nazwą Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Żeby jednak nie pojawiła się bardzo niebezpieczna pustka na polu systemowej dobroczynności, wypatrzono odpowiednią osobę, która będzie mogła skutecznie zastąpić Jurasa i dmuchnąć w nowe, tym razem już nie budzące niecnych podejrzeń, trąby.
Jak słyszę, pojawił się człowiek podpisujący się nazwą Łatwo Gang, dotychczas znany tu i ówdzie jako internetowy influencer, czy jak to się tam nazywa, uruchomił akcję zatytułowaną po angielsku Cancer Fighters i w ciągu kilku dni zorganizował tłumy różnego rodzaju celebrytów z kraju i ze świata, którzy przekazali na jego projekt, ponad 250 mln złotych, a tym samym, jak się zdaje pobił wszystkie dotychczasowe rekordy ustanowione przez WOŚP. Z tego co widzę, presja na owo ratowanie chorych na raka dzieci – bo oczywiście chodzi o dzieci – jest tak silna, że do akcji dołączyli już wszyscy, poczynając od piłkarzy Szczęsnego i Yamala, przez znany dotychczas głównie z hejtowania prezydenta Nawrockiego duet piosenkarski Kwiat Jabłoni, po samą Monikę Olejnik. Powtarzam: presja jest tak wielka, że tam już chyba są naprawdę wszyscy, a najzabawniejsze z tego wszystkiego jest to, że coraz więcej z wyłowionych „filantropów” postanowiła się solidarnie z tymi dziećmi ogolić na łyso. Zabawne, choć nie dziwne: dla ogromnej większości z nich prawdziwe nieszczęście związane z rakiem to to, że człowiekowi wypadają włosy i wygląda głupio. Nie wiem, czy to była inicjatywa otoczenia prezydenta Trzaskowskiego, czy któregoś z jego fanów, ale w Sieci pojawiło się nawet przerobione stare zdjęcie Rafała, jak siedzi u fryzjera i łeb ma ogolony na równo. Że niby on też.
I teraz może zwrócę uwagę na dramatycznie przegapiony aspekt tego wszystkiego i jednocześnie wyjaśnię, o co mi chodzi. Otóż podczas gdy ów Łatwo Gang zbierał swoje setki milionów, po prawej stronie opinii publicznej wybuchł entuzjazm porównywalny chyba tylko z tym co od 20 lat obserwujemy każdego stycznia na ulicach naszych miast. Z jednej strony oczywiście peany na część autora akcji i jej udziałowców, a z drugiej satysfakcja z tego, że wróg został spektakularnie pokonany. Łatwo Gang stał się niemal z dnia na dzień bohaterem prawicowej świadomości, jako człowiek przede wszystkim całkowicie wolny i niezależny, a poza tym skromny i całym sercem oddany służbie bezinteresownemu dobru – a więc przede wszystkim tak różny od Jerzego Owsiaka – a uruchomiony przez niego projekt, który pokazuje dobitnie, że jeśli pomaganie nie ma wymiaru państwowej propagandy, to może być naprawdę piękne i skuteczne.
I oczywiście chyba nikt nie zauważył, że nie ma i nigdy nie było ludzkiej siły, która by była w stanie niemal na pstryknięcie palcami zgromadzić tłumy, jakie udało się zebrać tej jednej w gruncie rzeczy kompletnie nieznanej osobie. Jeśli zasięg owej zbiórki przekroczył granice Polski i dotarł nawet do klubu piłkarskiego w Barcelonie, to znaczy, że w te trąby zaczęli dąć „inni szatani”. I proszę zwrócić uwagę, że nagle chyba nikomu z nas nie przechodzi przez myśl ani to, że w budżecie NFZ-u brakuje nie dwieście, ani trzysta, ani nawet pięćset milionów złotych, ale równe 18 miliardów, a na koniec roku wygląda na to, że mimo akcji Łatwo Gang, ów deficyt wyniesie grubo ponad 20 miliardów. A deficyt całego budżetu też raczej się powiększy niż zwiększy. A skoro tak, to dotychczasowe zarzuty kierowane pod adresem Owsiaka, nie przestaną być aktualne tylko dlatego, że nowyym bohaterem naszego uwielbienia nie będzie stary, zepsuty do szpiku kości dziad w czerwonych spodniach i okularach, a sympatyczny dwudziestoparolatek z internetu. No i oczywiście, wcale tym samym nie straci na aktualności fragment, jeszcze niedawno tak często przywoływany przez wielu z Ewangeli Św. Mateusza o dawaniu jałmużny.
No i jeszcze na chwilę wróćmy do tego bezimiennego herosa od akcji Cancer Fighters. Wielu z nas strasznie się ekscytuje tym, że on jest taki ładny, młody, niezależny, nie liczy na pomoc wielkich państwowych spółek oraz ministerstw, prezydentów miast i wielkich biznesów. Proponuję się zatem zastanowić, ileż to lat miał Jerzy Owsiak, kiedy jeszcze był tylko skromnym dzieckiem milicjanta i radiowym komikiem z chińskim ręcznikiem zarzuconym na jeszcze nie tak łysy łeb. Czy on przypadkiem wtedy gadał coś o polityce? Czy spotykał się z możnymi tego świata? Czy kandydował do Nagrody Nobla?
Oczywiście, jest mi bardzo miło patrzeć, jak ktoś wciska guzik wyłączający Jerzego Owsiaka. Naprawdę trudno było go już znosić, wyłażącego z każdej okolicznej nory. A bardzo liczę na to, że kiedy ów filantrop bez nazwiska pokaże prawdziwą swoją moc, ja już będą na tyle stary, żeby się tym wszystkim nie przejmować.




