Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip K. Dick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip K. Dick. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2019

Buciki


            Od pewnego czasu na lekcjach, których udzielam tu i tam, czytamy sobie kiedyś dość głośne, a dziś, jak sądzę, bardzo celowo zapomniane opowiadanie Philipa K. Dicka zatytułowane  „The Pre-Persons”. Powstało ono w roku 1974 jako odpowiedź na decyzję Sądu Najwyższego znaną pod nazwą Roe vs. Wade, legalizującą aborcję przez cały okres ciąży. Sąd uznał, że większość przepisów zakazujących aborcji stanowi naruszenie konstytucyjnego prawa do ochrony prywatności, a tym samym prawo do aborcji zostało ogłoszone „fundamentalnym prawem konstytucyjnym” każdej kobiety.
      No i własnie w odpowiedzi na ten wyrok Dick opublikował swoje opowiadanie. Pomysł, mówiąc krótko jest taki, że w wyniku kompromisu między ustawodawcą, a społeczeństwem reprezentowanym przez tak zwany Kościół Stróżów, aborcja jest legalna do 12 roku życia, czyli do momentu, kiedy to człowiek zostaje wyposażony w duszę, a co staje się widoczne przez to, że potrafi rozwiązywać podstawowe zadania matematyczne. Bohaterem opowiadania jest chłopczyk imieniem Walter, który, choć już osiągnął wiek ustawowy i teoretycznie aborcja mu nie grozi, żyje w ciągłym strachu przed ciężarówką aborcyjną, którą niekiedy widzi w okolicy i która zabiera niechciane przez rodziców dzieci i zawozi je do miejscowej kliniki aborcyjnej na tak zwane „poporodowe odsysanie”.
        Walter wie, że według prawa jest bezpieczny, w dodatku rodzice zapewniają go, że jest dzieckiem chcianym, jednak zarówno widok owej ciężarówki, jak i świadomość, że prawo, podobnie jak stosunek do niego jego mamy – którą traktuje jak część systemu – mogą się zmienić,  jest dla niego tak stresujący, że praktycznie nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
       W opowiadaniu Dicka nie ma szczególnie drastycznych scen, a więc ani krwi, ani metalicznego błysku aborcyjnych urządzeń, ani nawet opisu zabiegu, poza krótką informacją, że polega on na odessaniu powietrza z płuc, no i że – to jest już zabieg szokujący bardzo pośrednio – że cała ustawa została wprowadzona w trosce o „pieniądze podatnika”. A to że ja się dziś ponownie zainteresowałem tamtym opowiadaniem sprzed lat ma dwie przyczyny. Jedna to ta właśnie, że tam faktycznie nie ma krwi, a druga, że ostatnio urodziła mi się druga wnuczka, za miesiąc będę miał już trzecią, te dzieci towarzyszą mi w tych dniach praktycznie od rana do wieczora i ja nie mam sposobu, by przestać o nich myśleć jak o ludziach, a nie owych „przedludziach”.
      Moja młodsza wnuczka urodziła się w ósmym miesiącu ciąży przez cesarskie cięcie. Miała niespełna 50 cm wzrostu i ważyła troszeczkę ponad 2 kilogramy. Kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy była tak strasznie malutka, a jednocześnie tak spokojna i kochana, że aż zaniemówiłem. I własnie wtedy też pomyślałem, że ona, jeszcze chwilę temu, wedle prawa, które funkcjonuje dziś tu i ówdzie była zaledwie „przedczłowiekiem”, ale też wystarczyło tę parę minut w ciągu których ona wyszła na świat, żeby – również zgodnie z prawem – stać się nagle człowiekiem, a więc, jak rozumiem otrzymała nagle duszę. Dziś, kiedy właśnie osiągnęła wiek, w którym zgodnie z planem miała dopiero przyjść na świat, waży już ponad trzy kilogramy, jest większa, ale i tak wygląda tak jak miesiąc temu, a ja mogę się już tylko domyślać, że również dwa i trzy miesiące temu.
      Mam też drugą, starszą wnuczkę, która w maju skończy 2 lata i ona jest już naprawdę duża. A mimo to, kiedy ona tu do nas przychodzi i ją rozbieram, ściągam jej kurteczkę, czapkę, szalik, rozsznurowuję jej buciki, zakładam bardzo piękne spodnie ogrodniczki, które moja żona kupiła jakimś cudem za grosze w „starej szmacie”, i w końcu też papcie, a ona pierwsze co robi to pędzi, by się przywitać z psem, myślę sobie, że tak naprawdę ona wcale nie jest aż tak duża, ale wręcz malutka... no i zdaniem niektórych... wciąż „przedczłowiekiem”.
      Przychodzi też do nas syn z synową i z tą dziewczynką, która wciąż jest jeszcze w brzuchu, ale jej żywą obecność czuć w każdym momencie. Czasem też ją widać, jak się tam rusza i czeka na swój moment. Wtedy też się wzruszam i nie mogę się doczekać aż sobie spojrzymy w oczy. I wtedy też myślę, jak fatalnie złą metodą walki z aborcją jest to co nam aplikują owe organizacje pro-life, drukując te plakaty z zakrwawionymi szczątkami pomordowanych dzieci. Jak to jest z jednej strony przeciwskuteczne, a z drugiej świadczące o tym, że i w nich samych jest coś bardzo złego, że oni, walcząc o życie, nie potrafią na nie spojrzeć jak na coś prawdziwie świętego i pięknego, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, gdzie dłoń ma pięć palców, twarz nosek i uszka, a na głowie rosną włosy. No i gdzie są też te oczy, albo jasno niebieskie, albo ciemne, ale zawsze tak bardzo żywe i ciekawe świata. Czemu oni nie są w stanie – albo zwyczajnie nie chcą – opisać wartości tego życia, pokazując jego triumf, a nie upadek? Tego nie rozumiem.
      Parę dni temu, przyśniła mi się moja młodsza córka, które mieszka wciąż z nami i nic nie wskazuje by się to w najbliższym czasie miało zmienić, i w owym śnie dowiedziałem się, że ona jest w ciąży z którymś ze swoich znajomych. Opowiedziałem jej oczywiście ten swój sen, a ona, proszę sobie wyobrazić, odpowiedziała mi natychmiast, że nie rozumie, czemu niektóre kobiety wiadomość o tym że są w ciąży traktują niemal jak wyrok długoletniego więzienia. Twierdzi moje dziecko, że gdyby ona się dowiedziała, że jest w ciąży, byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie. Czemu tak? Bo ona myśli, że to jest fantastyczna rzecz dać życie i móc to życie pielęgnować najdłużej jak się da. I cieszyć się nim już nie koniecznie jak życiem swojej siostrzenicy, czy bratanicy, ale swojego dziecka. Jego bucikami, szaliczkiem i czapeczką.
      Takie to zatem mam dziś refleksje, gdy myślę z jednej strony o owym systemie, o którym Philip K. Dick pisze, że służy interesom podatnika, a z drugiej naprawdę wielki wysiłek przeróżnych organizacji pro-life, które moim zdaniem powinny jak najszybciej spojrzeć na życie, którego tak bronią, nie jak na zakrwawione szczątki, lecz na te buciki, te paluszki i te oczy.


      

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...