Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Lemański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Lemański. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

Czy ksiądz Wojciech Lemański zadzwoni nam dzwonkiem?

Dziś będzie o księdzu Lemańskim i ja oczywiście wiem, że to niekoniecznie jest dla mnie powód do chluby, ale tak wyszło i nie widzę za bardzo wyjścia z tej kompromitacji. Stało się bowiem tak, że tak jak każdego roku w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, Jerzy Owsiak ściągnął do Kostrzynia nad Odrą te biedne dzieci, gotowe się pobawić za darmo, nawet jeśli owa zabawa oznacza ich kompletny fizyczny i intelektualny upadek, tak jak każdego roku, w celu zapewnienia sobie skutecznego alibi, zaprosił do udziału w tym projekcie tak zwanych intelektualistów, no i w tym roku padło między innymi oczywiście na księdza Lemańskiego.
Jak wiemy, ksiądz Lemański wprawdzie nie został jeszcze, w odróżnieniu od choćby pewnego arcybiskupa-pedofila, wyrzucony ze stanu duchownego, natomiast, owszem, otrzymał zakaz publicznego się wypowiadania, tyle że, jak się oto okazuje, kompletnie nieskuteczny. Pojechał więc ksiądz Lemański do Kostrzynia i oświadczył przed zgromadzoną młodzieżą, że Kościół w Polsce nie ma jakichkolwiek szans na przetrwanie, dopóki nie umrze ostatni z dzisiejszych biskupów. Właśnie tak. Dosłownie.
Nie wiem akurat, czy on tę swoją wypowiedź jakoś dodatkowo obudował, czy na przykład poprosił ewentualnych ochotników, by nie traktowali jego słów dosłownie i nie próbowali wspomnianych zgonów jakoś dodatkowo inspirować, natomiast wiem, że jego wystąpienie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem i mogę się domyślać, że musiało pozostawić księdza Lemańskiego w przekonaniu, że świat potrzebuje dziś jego słowa bardziej, niż czegokolwiek innego. I że on już teraz nie ustanie, on z całą pewnością nie spocznie, albo do czasu gdy ci biskupi jeden po drugim zaczną padać jak muchy, albo polski Kościół zdecyduje, że nadszedł czas by, o księdzu Lemańskim zacząć mówić „pan Lemański”. Choćby tylko po to, by nie było letnio.
No ale oczywiście, jak będzie, nie wiemy. Zakaz wypowiadania się, owszem, był, został, owszem, w sposób oczywisty złamany, tyle że z tego co czytam, zdaniem księdza Lemańskiego, dotyczył on tylko mediów, natomiast w decyzji Kościoła o Woodstocku słowa nie było. Na ile znam ostrożność, z jaką Kościół w Polsce podchodzi do podejmowania wszelkich możliwych decyzji, biskupi poczekają aż ksiądz Lemański zrobi coś na tyle wstrząsającego – a że on się teraz już nie zatrzyma, wiemy wszyscy – że nawet reżimowe media się zawstydzą, i dopiero wtedy zareaguje. Do tego czasu owo zgorszenie będzie postępowało, a ten grzech pójdzie na nasze oczywiście konto. Na konto nas wszystkich.
Miejmy tylko nadzieję, że zanim to nastąpi, zanim biskupi zrozumieją, jak wielka odpowiedzialność na nich spoczywa, nie dojdzie do rozstrzygnięć ostatecznych, na które my już akurat żadnego wpływu mieć nie będziemy. Co mam na myśli? Proszę bardzo, już wyjaśniam. Oto pewna Joasia z samego Londynu podesłała mi dwa linki prowadzące do dwóch filmów, na których możemy sobie obejrzeć wyburzanie jednego z zabytkowych kościołów we Francji. I tu ja już nie mam nic do powiedzenia. Ja już tu nie mam nic do dodania. Patrzę na tych ludzi, gdy oni proszą tych robotników, by zechcieli jeszcze raz, już może po raz ostatni w życiu, uderzyć w ten dzwon, tak by ten dźwięk udało im się zapamiętać na dłużej, i przypominam sobie tę ciszę z „Roku 1984” Orwella. I ciekawy jestem, jak to wszystko się zaczęło. Kto pierwszy dał sygnał i ile osób się zgromadziło, by tego sygnału z pełnym satysfakcji pomrukiem wysłuchać.






Zachęcam wszystkich do odwiedzania strony www.coryllus.pl, gdzie można kupić wszystkie moje książki, w tym dwie pierwsze, wydane jeszcze pod imieniem Toyah, po niezwykle atrakcyjnej cenie. Polecam bardzo szczerze. Jednocześnie serdecznie zachęcam i proszę o wspieranie tego bloga pod podanym tuż obok numerem konta.

poniedziałek, 15 lipca 2013

O tym jak bezczelna wrzaskliwość zagłuszyła prawdę

Cyrk, jaki na oczach nas wszystkich odstawił, ale wciąż przecież nie mówiąc zapewne ostatniego słowa, ksiądz Wojciech Lemański w stowarzyszeniu z wspierającymi go mediami, jest naturalnie wydarzeniem bardzo przykrym i bolesnym, zwłaszcza z punktu widzenia naszego Kościoła, co nie zmienia faktu, że to, co jesteśmy zmuszeni obserwować, pozwala nam – na starej, dobrej, norwidowskiej zasadzie „odejrzewania się” nieszczęściu – uzyskać z tego pewną interesującą bardzo naukę. Zechciejmy zastanowić się nad jednym tylko aspektem tego przykrego incydentu.
Otóż pokazano nam dziś, a tym, którzy patrzeć nie chcieli, opowiedziano, jak to pod plebanią, na której zamelinował się ksiądz Lemański zebrały się „tłumy” zdeterminowanych parafian, którzy gotowi są bronić swojego księdza do ostatniego tchnienia, a lokalna Straż Pożarna na tę okoliczność nawet zawyła swoją syreną. W odpowiednim zbliżeniu, od rana oglądamy ową gęstwinę wiernych, a jakby ktoś nie rozumiał, jakie to tłumy, słyszymy o wręcz jednogłośnym poparciu parafian dla zbuntowanego księdza, no a dla bardziej wymagających, nawet została podana liczba: „Ponad 70 osób zgromadzonych na porannej, odprawianej przez księdza Lemańskiego, mszy”. Ponad 70 osób!!! No, no… jestem pod wrażeniem.
Jak informuje mnie jeden z dociekliwych komentatorów tego bloga, w wiosce, w której właśnie ksiądz Lemański przestał być proboszczem, zamieszkuje niespełna 5 tysięcy osób. Ja wiem, że na wsi do kościoła chodzi więcej osób niż w mieście, jednak dla czystości argumentacji załóżmy, że w tym wypadku mamy tych dusz jakieś 2 tysiące. Niech będzie 1,5 tysiąca. Inna sprawa, że taki wynik, gdyby miał być prawdziwy, akurat świadczyłby o charyzmie, jak słyszę, niezwykle charyzmatycznego księdza, jak najgorzej. I oto okazuje się, że na mszę w takim dniu jak dzisiejszy, kiedy ich ukochany proboszcz ma zostać wywleczony z wioski przez biskupowych siepaczy, do jego obrony zgłosiło się siedemdziesięciu paru chętnych? Powiem coś jeszcze. Biorąc pod uwagę poglądy byłego już księdza proboszcza i jego polityczne afiliacje, mam prawo przypuszczać, że wśród tych 70 osób, znaczną część muszą stanowić ci, którzy jeszcze rok temu nawet nie mieli pojęcia, o której godzinie jest odprawiana poranna msza. Również, biorąc pod uwagę szczególny charakter tego poranka, można się spodziewać, że wśród tych 70 osób byli też tacy, którzy do księdza Lemańskiego normalnie mają stosunek co najmniej obojętny, ale przyszli popatrzeć, co się wydarzy, zwłaszcza że przyjechała telewizja. Jaką liczbę wśród nich stanowili ci, o których można z czystym sumieniem powiedzieć, że to są ludzie Kościoła? Nie wiem. Niech będzie, że kilku.
Ale to jest przecież nieistotne. Ja jestem skłonny się zgodzić, że te ponad 70 osób, które zebrały się na dzisiejszej porannej mszy, w jej trakcie wstawało, siadało, klękało, oraz intonowało pieśni dokładnie wtedy, kiedy należało. Zastanawiam się jednak nad tym, z grubym hakiem, tysiącem pozostałych. Czy oni przychodzili do kościoła w każdą niedzielę, wpatrując się w swojego proboszcza z zachwytem, czy może z obojętnością? A może z irytacją, tyle że nabożnie ukrytą za poczuciem obowiązku posłuszeństwa? Tego nie wiem, natomiast wiem doskonale, że oni nie przyszli ani bronić prześladowanego księdza, ani nawet się z nim pożegnać. Oni, w najlepszym dla księdza Lemańskiego wypadku, utonęli we własnej gnuśności.
Ale i to nie jest dziś dla nas sprawą najistotniejsza. Powiem wręcz, że to jest dla nas akurat w ogóle mało ważne. Bo sprawa polega na tym, że bez względu na to, co kazało tym setkom, a może i tysiącom, ludzi machnąć ręką na cała tę hucpę, to co się liczy, to to, że oni na nią tą swoją ręką machnęli. Oni – czy to ze względu na poczucie przyzwoitości, która w jakiś szczególny sposób każe im się nie wychylać, czy ze zwykłego lenistwa, czy może z leku przed napiętnowaniem przez silniejszych i bardziej krzykliwych – zostali w domu.
I to jest moim zdaniem wręcz znakomity symbol tego, co być może niektórzy socjolodzy chcieliby nazwać „Polską w pigułce”. Bo tak to właśnie moim zdaniem musi działać. Nawet jeśli w tej wiosce był choćby i jeden człowiek, który szczerze wierzył, że księdza Lemańskiego za to, co tak bezwstydnie wyprawia, w jednej chwili powinni wziąć wszyscy diabli, on się nam nie pokazał. Dlaczego? Moim zdaniem, on akurat nie przez swoją gnuśność, ale strach przed tak zwaną opinią publiczną. Przed tym, że jeśli tylko zabierze głos, zostanie natychmiast pokazany całej Polsce, napiętnowany i wyszydzony. Jako ten ciemny i głupi wieśniak. I właśnie dzięki temu terrorowi, mieliśmy okazję patrzeć, jak to „cała” religijna społeczność wioski Jasienica postawiła się podłemu biskupowi.
Dzięki temu samemu terrorowi, od lat jesteśmy albo karmieni informacją, że polskie konserwatywne społeczeństwo to jakiś dziki, pochowanych po kątach, motłoch, albo że jest nas całkiem nie tak mało, ale jesteśmy zastraszeni przez agresywną większość.
Otóż nie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że o nas można powiedzieć najróżniejsze rzeczy: że jesteśmy głupi, leniwi, gnuśni, niewykształceni, naiwni, tchórzliwi, ale jednego nam nikt nie odbierze. Jak idzie o ową konserwatywną intuicję, jesteśmy wręcz idealni. Gdyby tylko nas odrobinę ośmielić, zachęcić do samodzielnego myślenia, zapewnić, że tak naprawdę nie mamy się czego wstydzić z wyjątkiem tego okropnego przekonania o własnej bylejakości, mielibyśmy świat u naszych stóp.
Mam nadzieję, że już niedługo uda nam się znaleźć na drodze, która przynajmniej otworzy przed nami pewne nowe szanse.

Ponieważ bez stałego wsparcia dla tego bloga, jeszcze przez ten i kolejny rok, nie przeżyjemy, bardzo proszę o wszelką możliwą pomoc na podany obok numer konta. Dziękuję.

niedziela, 14 lipca 2013

System obstawia Franciszka

Tradycyjnie, jak w każdy weekend, zaglądamy do najnowszego wydania "Warszawskiej Gazety", a tam mój kolejny felieton. Proszę posłuchać:

Trudno przewidywać, jak długo reżim pociągnie sprawę księdza Lemańskiego, jednak sądzę, że o ile on nie wyskoczy z czymś, co go skompromituje nawet wśród osób Kościołowi wrogich – a widząc stan, w jakim on się aktualnie znajduje, można to poważnie rozważać – wszystko przeciągnie się do czasu, aż Watykan mu wreszcie powie, żeby się zamknął, bo emocjonalne problemy jednego księdza nie muszą interesować całego Kościoła.
Swoją drogą, to, co wyprawiają media wokół tego księdza, robi wrażenie nawet w porównaniu z pamiętną akcją robienia gwiazdy z pewnego menela, którego jedyną zasługą było to, że po pijaku zwymyślał prezydenta Kaczyńskiego. Wrażenie, jak mówię, jest równie silne, tyle że ponieważ o ile dziś nagroda jest wyznaczona za niszczenie wizerunku całego Kościoła, a nie jednego – choćby nie wiadomo jak znienawidzonego – człowieka, cała akcja okupuje nieco wyższy poziom.
W związku z tym wydarzeniem, patrzyłem trochę w telewizor, i nagle zobaczyłem, jak w miejscowości, gdzie ksiądz Lemański jest proboszczem, zebrało się 20, a może i nawet 40 osób, na czele z lokalnym sołtysem, którzy jeden przez drugiego jęli cholerować, że nie będzie im jakiś biskup wybierał proboszcza, i że Lemańskiego nie oddadzą.
A ja pomyślałem sobie, że to jest faktycznie coś. Mamy tę wioskę, gdzie nie wiem, ile osób mieszka, i ilu z nich chodzi do kościoła, ale sądzę, że mówimy o standardzie, gdzie kilkuset mieszkańców jednak w niedzielnych mszach udział bierze. I z tej całej grupy, TVN ściąga parunastu wariatów, którzy, tak już na marginesie, zachowują się, albo jak lokalni Świadkowie Jehowy, albo działacze miejscowego Koła Młodych Demokratów, zbija ich wszystkich w ciasną kupę, i każe udawać tłum wiernych, oburzonych nagonką prowadzoną przeciwko swojemu księdzu.
To było naprawdę fantastyczne, ale najlepsze TVN odstawił dziś. Otóż sprowadzono do studia jakąś Magdalenę Ogórek, osobę o prezencji telewizyjnej pogodynki, przedstawili ją, jako „doktora nauk humanistycznych” i poprosili, by skomentowała sprawę. Lalunia zrobiła mądrą minę i oświadczyła, że biskup nie ma szans, bo Lemański to ksiądz, który „mówi głosem papieża Franciszka”, a więc Franciszek musi wziąć jego stronę.
Otóż zadałem sobie trud i sprawdziłem lalunię. Proszę sobie wyobrazić, że ona jeszcze dwa lata temu, brała udział w wyborach do Sejmu, jako „piękna, nowa twarz śląskiej lewicy”, a do głosowania na nią zachęcano, przypominając, że wcześniej pracowała „w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Centrum Informacyjnym Rządu za czasów premiera Leszka Millera, a przez trzy lata była szefową gabinetu politycznego Grzegorza Napieralskiego”.
Dziś ta sama komunistyczna lala występuje w telewizji TVN24, jako naukowiec, i tłumaczy, który ksiądz jest jak Franciszek, a który dopiero może w tej kategorii aplikować.
Ostatnio widzimy, że reżim powoli, ale nieuchronnie, zdycha. Wraz z nim zdychają ci, którzy mu się przez lata wysługiwali. Ogórek, jako tefauenowski autorytet w walce z Kościołem robi wrażenie szczególne.

Jeśli kogoś pozytywnie zainspirował, czy to powyższy tekst, czy może któryś z ostatnich - tu, czy w Salonie24 - bardzo proszę o choćby drobne wsparcie na podany obok numer konta. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...