Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 maja 2020

Za co Onet tak bardzo lubi Polskę?


Mam tu pewne dość interesujące plany dotyczące tego bloga, ale to może jutro. Dziś natomiast zachęcam do poczytania sobie mojego najnowszego tekstu opublikowanego w „Warszawskiej Gazecie”. Powinno być dobrze.     


       Mam nadzieję, że większość czytelników „Warszawskiej Gazety” zdążyła ostatnio zauważyć, że antypolska propaganda puściła w tak zwany eter wiadomość, że podczas gdy cały świat radzi sobie z pandemią koronowirusa wręcz wzorowo, Polska wlecze się na samym końcu, i nie będąc w stanie zapanować nad dramatycznym wzrostem zachorowań oraz będących ich konsekwencją zgonów, upiera się przy organizacji wyborów, którę skalę kryzysu muszą jedynie powiększyć. Każdy w miarę przytomny obywatel, śledzący rozwój epidemii na świecie wie, jak się sprawy mają i zachowuje bezwzględny spokój, co jednak nie zmienia faktu, że wspomniane media nie ustają w wysiłkach, by mu wyjaśnić, jak głęboko jest nieroztropny i jak powinien się natychmiast pakować i wiać do Niemiec, czy do Szwecji.
       Oto w niemieckim Onecie ukazały się ostatnio dwa teksty poświęcone sukcesom, jakie w walce z koronawirusem osiągają takie kraje jak Islandia i Szwecja. O Islandii nie ma co wspominać, biorąc choćby pod uwagę fakt, że w kraju który ma zaledwie 364 tys. mieszkańców zachorowało relatywnie 17 razy więcej osób niż w Polsce, a zmarło dwukrotnie więcej. To co nas dziś jednak interesuje najbardziej, to Szwecja i tekst, jaki właśnie opublikował ten sam Onet. Już sam tytuł „Bez nakazów udało się zmniejszyć krzywą zachorowań. Dlaczego inne kraje nie robią tego co Szwecja?” robi wrażenie, a dalej jest jeszcze lepiej. Posłuchajmy:
      „Szwecja konsekwentnie realizuje swoją taktykę walki z epidemią koronawirusa – obywatele nie dostali zakazów, a jedynie zalecenia, co do tego, jak się zachowywać. W dalszym ciągu otwarte są m.in. restauracje.
        Na tle pozostałych krajów, w których zastosowano powszechny ‘lockdown’, Szwecja wciąż wzbudza sensację. W mającym największy wskaźnik ludności kraju skandynawskim (10,3 mln), w czasie epidemii mieszkańcy dalej mogą korzystać z barów, a do nadbrzeżnych budek z lodami ustawiają się długie kolejki. Jednym słowem: wszystko działa, ale przede wszystkim system ochrony zdrowia. Szwedzi mają dostęp do jednego z najlepiej funkcjonujących systemów opieki zdrowotnej na świecie”.
         Skoro mowa o wzbudzaniu sensacji, to ja jestem pod wrażeniem. Oto wedle danych jakie przekazano w dniu gdy piszę ten tekst, w Szwecji statystycznie na jeden milion mieszkańców zachorowało 1846 osób z czego zmarło 217. Dla porównania u nas w Polsce, a więc w kraju któremu Onet każe brać ze Szwecji przykład, w relacji do miliona mieszkańców zachorowało 307 osób, a zmarło 14. Tych którzy mają kłopot z rachunkami, spieszę poinformować, że w Szwecji, z jej 10 milionami mieszkańców, w liczbach bezwzględnych zmarły 2194 osoby, podczas gdy w Polsce, z jej 38 milionami, owa tragiczna liczba wynosi zaledwie 535.
        W tej sytuacji ja mam tylko jedno pytanie. Czy bezczelność jaką oni osiągnęli w szczuciu przeciwko Polsce sięgnęła sufitu, czy może już go przebiła i przed nami kolejne przypadki. Niezależnie od uzyskanej odpowiedzi, patrzmy im przede wszystkim w oczy.   



środa, 29 kwietnia 2020

I cóż że ze Szwecji?


        Powiem szczerze, że mimo iż mam tu pewne swoje domysły, to kwestia, dlaczego taki Onet na przykład – ale przecież nie tylko on – zdecydował się prowadzić akcję propagandową na rzecz sukcesów, jakie rzekomo szwedzki system ochrony zdrowia osiąga w walce z koronawirusem, pozostaje dla mnie zagadką. Jest oczywiście taka możliwość, że w ramach walki z polskim rządem i wszystkim tym, co on robi by zwalczyć tę zarazę, Niemcy uznali że dobrze będzie przeciwstawić tym działaniom coś, co przynajmniej na zasadzie prostych skojarzeń, spowoduje odpowiednią społeczną reakcję. A tu akurat Szwecja, czy w ogóle każdy inny kraj skandynawski, mógłby przynieść odpowiednie efekty. I to akurat jeszcze jako tako rozumiem. Biorąc jednak pod uwagę faktyczny stan rzeczy, a więc realne wyniki w walce z koronawirusem, a więc coś co można sprawdzić bez większego problemu, wydaje się, że oni zdecydowanie lepiej by zrobili gdyby się zdali na same Niemcy, Francję, czy choćby Hiszpanię, gdzie faktycznie w ostatnich dniach wszystko wydaje się uspokajać. Tam wprawdzie też jakiś szczególnych cudów nie widać, no ale Szwecja akurat w tym zestawie robi wrażenie jakiegoś żartu.
      Tymczasem Onet, a za nim wielu innych komentatorów, rozpisują się wręcz na temat tego, jak to Szwedzi w walce z koronawirusem osiągnęli autentyczny sukces. Mało tego: oni ów sukces osiągnęli, w odróżnieniu od reszty świata zachowując się, jakby to co się dzieje ich zupełnie nie obchodziło. Słynny lockdown ich mianowicie nie dotyczy, ludzie mogą robić co im się żywnie podoba, restauracje są otwarte, sklepy podobnie, Szwedzi bawią się na całego, a wszystko to ów szczęśliwy kraj zawdzięcza jednej jedynej osobie, a mianowicie głównemu epidemiologowi kraju,  niejakiemu Agnesowi Tegnell, który, wedle relacji Onetu, najpierw ogłosił, że „zamykanie granic jest śmieszne, zawieszenie działania szkół nie dałoby żadnego efektu w zatrzymaniu epidemii COVID-19, restauracje, szkoły podstawowe i fryzjerzy mają działać normalnie, a sami Szwedzi są wręcz zachęcani do aktywności na świeżym powietrzu”.
       Grupa Onet przy okazji rozszerza swoją informację przedstawiając w tej kwestii autentyczny panegiryk:
        „Tegnell nigdy nie chodzi pod krawatem ani w garniturze. Jego znakiem rozpoznawczym jest sweter i koszula rozpięta pod szyją. Zdecydowanie nie wygląda jak typowy ‘biały kołnierzyk’, mimo to cieszy się w swoim kraju dużym szacunkiem”.
         Mam nadzieję, że wszyscyśmy to właściwie odebrali. On „nigdy” nie chodzi pod krawatem ani w garniturze. A to musi świadczyć, że to jest ktoś komu w szczerej autentyczności dorównać może chyba tylko sam przewodniczący Tusk.
       Ale to nie wszystko. Wsłuchajmy się dalej w relację Onetu, bo oto do akcji wchodzi KONSTYTUCJA:
       „Zdaniem Andersa Tegnella, ‘lockdown’ w Szwecji byłby nielegalny – w świetle obowiązującego prawa, nie ma możliwości zamknięcia danego obszaru”.
       No i wreszcie argument ostateczny:
       „Jak powiedział Tegnell w ‘Nature’, nie znaleziono dowodów na to, że lockdown działa: ‘Moim zdaniem zamykanie granic jest śmieszne, bo COVID-19 jest teraz w każdym kraju’”.
       Rozumiemy to chyba wszyscy: Jakie bowiem zakazy mają sens, skoro „COVID-19 jest teraz w każdym kraju”?
       Nie muszę chyba tu zapewniać, że sytuacja epidemiologiczna w Szwecji, podobnie zresztą jak wszystko co się dzieje w tym kraju, obchodzi mnie jak ów śnieg – poza może tą jedyną informacją, z której wynika, że oni najzwyczajniej na świecie, dla zachowania płynności finansowej postanowili wytłuc starszą część społeczeństwa – którego tym razem zresztą nawet nie było. Jeśli jednak w ogóle zajmuję się tym czymś, to wyłącznie dlatego, że bierze mnie jasna cholera, gdy widzę jak różni magicy próbują mi tłumaczyć, że polski rząd dramatycznie się kompromituje, a na dowód tego przedstawia mi jakieś kompletnie wyssane z nieumytej dupy opowiastki o rzekomo prosperującej Szwecji.
      Jest to też zresztą jedyny powód dla którego chyba już nie wiem po raz który przedstawiam najnowsze dane statystyczne dotyczące tego akurat rejonu. Otóż, gdy chodzi o efekt działań owego spoko gościa bez krawata otrzymujemy następujące dane: Dotychczas, w dziesięciomilionowej  Szwecji zachorowało z powodu koronowirusa niemal 20 tys. osób, z czego zmarło 2,5 tys., z pozostających pod opieką rzekomo najlepszej na świecie służby zdrowia wyzdrowiało zaledwie tysiąc, przy czym zaledwie wczoraj trzeba było pochować kolejnych 81 osób. Dla porównania, w 38-milionowej Polsce, gdzie za walkę z epidemią odpowiada  nie ów mityczny Tegnell, lecz   powszechnie ostatnio atakowany minister Szumowski, dotychczas zachorowało 12 tys. osób, z czego zmarło zaledwie niespełna 600, z czego wczoraj aż – choć w tym wypadku zaledwie – 34.
     Wspominałem o tym w ten czy inny sposób już tu parokrotnie, ale, jak widać tego jest ciągle mało. Zbliżają się bowiem wybory i oni przynajmniej do 10 maja nie odpuszczą. Staną wręcz na głowie, wyprują z siebie żyły, wyplują płuca, by wmówić nam, że te koperty niosą śmierć. A ja – przynajmniej ja – nie pozwolę na to, by to kłamstwo zostało potraktowane poważnie.



     

poniedziałek, 14 maja 2018

Sticky fingers, czyli o miłości do literatury


      Myślę, że większość z nas przynajmniej słyszała o tym, że tej jesienie Akademia Szwedzka nie przyzna nie przyznawać literackiej Nagrody Nobla, a to z powodu czegoś co ostatnio przyjęło się nazywać „skandalem seksualnym”, a jeśli tą wiadomością się nie przejęła, to z oczywistego powodu, że ta akurat kategoria budzi jeszcze mniejsze emocje niż wydawałoby się lider powszechnego zidiocenia, za jakiego uchodził dotychczas tak zwany Nobel pokojowy. Gdyby jednak ktoś potrzebował choćby pobieżnego wyjaśnienia, przypomnę, że wszystko zaczęło się jeszcze w listopadzie zeszłego roku, kiedy to szwedzki dziennik „Dagens Nyheter” opublikował artykuł oskarżający „powiązanego z Akademią Szwedzką mężczyznę”, dyrektora artystycznego klubu w centrum Sztokholmu – „legendarnej sceny dla literackich odczytów, wykładów, jazzu i muzyki klasycznej, goszczącej wielu laureatów Nobla oraz najsłynniejszych szwedzkich aktorów, artystów i profesorów, męża mającej związki z Akademią poetki”. Nazwisk dziennik oczywiście obłudnie nie ujawnił, delegując to zadanie na ulicę, i już tego samego dnia okazało się, że chodzi o francuskiego fotografa nazwiskiem Jean Claude Arnault (swoją drogą, to jest bardzo ciekawe, że jak dotychczas nie słychać, by Bernard Arnault wydał w tej sprawie jakiekolwiek oświadczenie), oraz o członkinię Akademi, Katarinę Frostenson… no i od tej chwili zaczął się upadek tego, co przez dziesięciolecia zajmowało się organizowaniem wspomnianej komedii.
      Jak już zaznaczyłem wcześniej, każdy z nas, kto choćby pobieżnie rejestrował działalność owej Akademii, zwłaszcza w dziedzinie literatury, nie mógł na tę informację zareagować inaczej jak wzruszeniem ramion, jest jednak coś, co moim zdaniem zasługuje na najwyższą uwagę. Otóż, jak pamiętamy, to co nas zawsze najbardziej u tych komediantów irytowało, to zawziętość, z jaką oni zawsze dbali o to, by każdym kolejnym laureatem był autor, przy którym nawet ktoś taki jak Szymborska będzie robił za artystę pióra, i wciąż zastanawialiśmy się, czemu oni to ciągną i jakie interesy nimi powodują. Proszę sobie zatem wyobrazić, że w całym tym wypełnionym seksualnym molestowaniem zgiełku ukryła się taka oto, moim zdaniem fascynująca wręcz, informacja, że owa Frostenson mianowicie, jeszcze przed ogłoszeniem Szymborskiej jako zwyciężczyni, ujawniła Arnaultowi jej nazwisko, dzięki czemu zarówno on, jak i jego kumple, mogli wygrać ciężkie pieniądze w zakładach bukmacherskich. Oooops!
      Ktoś zapyta, skąd to oooops. Już wyjaśniam. Wszyscy otóż zdajemy sobie doskonale sprawę, że każdy kto zdecydował się postawić załóżmy milion dolarów na to, że literackiego Nobla w roku 1996 otrzyma ta śmieszna pani z Krakowa, z tytułu swojego głęboko przenikliwego gestu zarobił tych milionów paręnaście. Obstawienie Szymborskiej bowiem jako kolejnego laureta Nobla było wówczas czymś porównywalnym być może tylko z prognozą, że piłkarski sezon Premiere League 1995/1996 zakończy się zwycięstwem katowickiego GKS-u. A ja, myśląc bardzo logicznie, zgaduję, że Szymborska to jedynie tak zwany wierzchołek góry lodowej. Nie ulega bowiem dla mnie najmniejszych wątpliwości, że tu właśnie leży odpowiedź na wcześniejsze pytanie, czemu oni te nagrody dawali niemal wyłącznie bandzie jakichś prowincjonalnych autorów, których jedynym autentycznym sukcesem było to, że ich nie znał nikt poza najbliższą rodziną, znajomymi i wynajętymi mediami. Jestem na sto procent pewien, że tak właśnie przez wszystkie te lata działał ten biznes, a to co jest w tym wszystkim już naprawdę zabawne, to fakt, że to wszystko w jednej chwili jasny szlag trafił przez ten cyrk pod nazwą #MeToo.
      Na sam koniec wyjaśnię, skąd się o tym przekręcie dowiedziałem. Otóż proszę sobie wyobrazić, że z artykułu znalezionego na portalu tvn24.pl. Co warte odnotowania, im nawet przez tę ich tępe łby nie przeszła myśl, że numer z Szymborską mógł oznaczać coś więcej, niż tylko to, że skoro ważni ludzie obstawiali jej kandydaturę w zakładach, ona musiała być naprawdę wybitną poetką. To zgłupienie idzie tak daleko, że oni się zupełnie poważnie zastanawiają, czy teraz, kiedy wybuchł ten skandal i musi nastąpić oczyszczenie, wreszcie przestaną otrzymywać nagrody tacy amatorzy jak Henryk Sienkiewicz, „którego ‘Quo Vadis’ czytają dziś wyłącznie siódmoklasiści, i to najczęściej z bryków” i wreszcie to wyróżnienie przypadnie Adamowi Zagajewskiemu.
      Otóż mam dla nich przykrą wiadomość. Zagajewski nie ma już najmniejszych szans, choćby przez to, że za nim już od kilku dobrych lat agituje środowisko „Gazety Wyborczej” i on zwyczajnie nie gwarantuje odpowiednich zysków. To ja już, jeśli już mamy pozostać w nastroju patriotycznym, bardziej bym obstawiał Maleńczuka, albo reżysera Pawła Pawlikowskiego, jeśli oczywiście okaże się, że on jest też pisarzem.


           

Zachęcam oczywiście jak zawsze wszystkich do kupowania moich książek. Ponieważ one są do kupienia głównie w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, nie ma szans, bym się miał kiedykolwiek skompromitować uczestnictwem w przekręcie organizowanym przez paru ponurych cwaniaków. 

sobota, 12 sierpnia 2017

Polexit? Brzmi interesująco.

Na samym początku informacja techniczna. Ponieważ na blogspocie każdego dnia pojawia się cała kupa komentarzy oznaczonych jako „anonimowy”, z których zdecydowania wiekszosć, to albo automatycznie wysyłany spam, albo złośliwy trolling, ja nie jestem w stanie cierpliwie znosić nawet tych z nich, które są merytoryczne, a czasem nawet i życzliwe. Widzę podpis „Anonimowy” i natychmiast wpadam w zły nastrój.  Nie mam bowiem sposobu rozmawiac z czterema „anonimowymi” komentatorami, nie mając pojęcia, który jest który. Proszę więc wszystkich tych, którzy nie mają konta w Google, aby przy zamieszczaniu komentarzy, zaznaczali opcję „nazwa”. W przeciwnym wypadku proszę na mnie nie liczyć.
Dziś pora na najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Życzę dobrych wrażeń.

       Rozmawiałem wczoraj z pewnym Szwedem, człowiekiem dotychczas kompletnie mi nieznanym, starszym ode mnie i bardzo poważnym i proszę sobie wyobrazić, że powiedział mi on coś, o czym dotychczas nie dość że nie słyszałem, to wręcz nie miałem pojęcia. Otóż, jeśli weżmiemy pod uwagę Szwecję i jej sytuację, pomijając zupełnie naturalny i znany nam świetnie problem emigrantów, oni mają kłopot z wilkami. Otóż skoro, jak wiemy, ów piękny kraj to w znacznej swojej większości lasy i wieś, problemem są wilki. Dla przeciętnego Szweda stanowią one plagę, którą można porównać wyłącznie do tego, na co jest narażony mój pies podczas wyprawy do parku, gdzie już dziś na niego czekają dziesiątki kleszczy. A zatem wspomniany Szwed nie marzy o niczym innym jak o tym, by coś takiego jak wilk zostało starte z powierzchni ziemi.  I oto okazuje się, że Unia Europejska, której Szwecja jest niefortunnym członkiem, zażyczyła sobie, by szwedzkie wilki zostały obięte ochroną. Życzenie to zostało zresztą sformalizowane i wilki, którym przeciętny Szwed nie życzy nic innego jak szybkiej i w miarę spokojnej śmierci, wedle przepisów unijnych, mają żyć i nie może ich nigdy być mniej niż 400 sztuk. Bo inaczej, jak my tu rozumiemy, Unia Europejska wprowadzi sankcje, które Szwecję wyrzucą poza nawias cywilizowanego świata.
      Jak już wspomniałem, my ten rodzaj nicisków świetnie rozumiemy i mamy na to jedną odpowiedź, której tu nie przedstawię ze względu na panujące na tym blogu dobre obyczje.  Nie zmienia to jednak faktu, że  tego typu gesty komentować jak najbardziej możemy, co chętnie niniejszym czynię. Otóż, jak część z nas wie, polski rząd otrzymał dopiero co informację przesłaną przez jedną z urzędniczek Unii Europejskiej, gdzie stoi jak byk, że Polska absolutnie nie może różnicować wieku emerytalnego, gdy chodzi o kobiety i meżczyzn, bo tego typu zachowanie stoi w sprzeczności z europejskimi wartościami. Mało tego. Owa minister, której nazwiska nie znam i znać nie potrzebuję, stwierdziła, że wprawdzie w wielu krajach Unii Europejskiej wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn pozostaje różny, i taki pozostać może, niemniej w Polsce mamy do czynienia z niewłaściwą tendencją, a tego Unia znieść nie jest w stanie. Za trudne? Już tłumaczę. Chodzi o to, że rząd Platformy Obywatelskiej wprowadził równy wiek dla kobiet i mężczyzn, gdy chodzi o emerytury, co stanowiło dobrą zmianę, natomiat PiS, obejmując władzę, zakłócił przyjęte przez Europę tendencje.
      Ktoś powie, że nie, że to jest niemożliwe. Czegoś takiego nawet unijni urzędnicy nie byliby w stanie wymyślić.  Otóż tak się mają fakty. Polska przywróciła dawny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn, na co Unia Europejska zakomunikowała, że tak być nie może. To jest coś czego Europa nie zniesie. Ma być równość.
       No i niech nam też tu z tymi wilkami Szwecja nie podskakuje.


Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do kupowania moich książek.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...