Przychodzi czas na podziękowania. Za Wasze gesty i Waszą uprzejmość, bez których najzwyczajniej w świecie byśmy nie wytrzymali. A więc dziękuję. I to tyle. Reszta jest w tych codziennych wpisach. Nawet nie wiecie, jak bardzo one są dla Was. A zatem:
Dorocie z Gniezna
Pawłowi z Warszawy
Irkowi z Warszawy
Radkowi ze Szczecina
Krzysztofowi ze Szczecina
Krzysztofowi z Sosnowca
Marylce
Magdzie i Markowi
I Tobie, moja Gembo
Oli z Opola Lubelskiego
Ginewrze
Dorocie ze Szczecina
Jerzemu z Warszawy
Hubertowi i Joannie
Księdzu z Tarnowa
Zającowi
Jerzemu z Warszawy
Bendixowi
Piotrowi z Buczkowic
Drogim Państwu Wieczorkom
I Tobie, przedziwny Afonsie
Strażnikowi
Sławkowi z Warszawy
Joli z Sieprawa
Dorocie z Warszawy
Bogdanowi z Gliwic
Lechowi z Redy
Wojtkowi z Falun choć z Gdańska
Izie z Warszawy
Dorocie z Rzeszowa
Joli z Warszawy
Edwardowi z Przegędzy
Latinitas
Agnieszce z Warszawy
Radkowi ze Szczecina
I Tobie, Koziku
Lemmingowi
Piotrowi z Warszawy
Marii z Warszawy
Naszym Ludziom ze Skoczylasa
Zygmuntowi z Wrocławia…
No i jak zawsze paypalowiczom, Bóg jeden wie skąd – Piotrowi, Alinie, Jackowi i Zbyszkowi, Bóg wie skąd ---
Tradycja dotychczas była taka, że z przepastnych kieszeni tego bloga wyciągałem jakiś stary wpis, który uznawałem za godny tej Waszej niezwykłej przyjaźni. I właśnie wczoraj, kiedy przeczytałem nowy komentarz naszego Księdza, pomyślałem sobie, że te wszystkie dotychczasowe jego komentarze – niemal wyłącznie pozostawiane tu, właśnie tu – tak niesprawiedliwie giną w zakamarkach Salonu i nikt z nas nie wie, kiedy przyjdzie ten dzień, gdy tamten blog najzwyczajniej w świecie, jako nieużywany, a więc bezużyteczny, zostanie zamknięty, a z nim przepadną te wszystkie niezwykłe komentarze. Komentarze – moim najszczerszym zdaniem – o wiele większe od tego wszystkiego, co tu nam się zdarza znajdować, włącznie z tymi wypłakiwanymi z głębi serca refleksjami. Pomyślałem więc sobie, że wszystkie te komentarze wyjmę z Salonu, odpowiednio zredaguję, tak by nie ciążyła na nich zbytnia doraźność i ta nasza bzdurna blogowa rzeczywistość, zapytam naszego Dona, czy nie ma nic przeciwko temu, i je po kolei będę tu wspominał. Bo one przepaść nie mogą.
Nie zapytałem. Znów mnie dzień przegonił. Ale zapytam. I niech nam tylko spróbuje marudzić! A żeby pokazać, że się go nie boimy, tylko go kochamy, na razie wyłącznie z tej rzadkiej okazji, dla Was wszystkich – kazanie księdza Paddingtona. Bardzo na czasie:
„My w ogóle nic nie musimy. Jedyne co musimy, to umrzeć. A z tą koniecznością jest dość trudno się pogodzić. Usiłujemy śmierć oszukać i próbujemy zrealizować marzenie o nieśmiertelności. Tylko gdzie ją (nieśmiertelność) znaleźć? Bóg chrześcijan mówi: znajdziesz ją w zjednoczeniu ze Mną - Drogą, Prawdą i Życiem. Kusiciel zaś - chociażby poprzez Junga - mówi: Boga nie ma, a jeśli nawet jest, to jest zupełnie inny niż to objawia: jest amoralny, ma swoje ciemne strony, jest pełen sprzeczności i w swych działaniach niepoczytalny, w efekcie czego możesz się przy nim czuć jak zdeptany robak. Bóg to mit. Nieśmiertelność w Bogu to mit. Jedyną, realną nieśmiertelność możesz znaleźć tylko w sobie.
Komu, bosa Pani, uwierzysz?
Ludzie, którzy uwierzyli w wersję Kusiciela, bardzo często sądzą, że Kusiciel nie istnieje (Kusicielowi to w ogóle nie przeszkadza), i że sami wpadli (np. w oparciu o osiągnięcia naukowego przyrodoznawstwa, psychologii głębi, medycyny, technologii itp.) na ten wspaniały pomysł, by nieśmiertelność odnaleźć w sobie i zbudować raj na ziemi. Problem polega na tym, że gdy zabierają się za realizację owego pomysłu, okazuje się, iż samo istnienie myśli o Bogu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, z dziwnych powodów przeszkadza w zaistnieniu ‘Nowego Wspaniałego Świata’ i ‘Nowego Wspaniałego Człowieka’. Dlatego też owego Boga, nawet jeśli On nie istnieje, trzeba zwalczać, ukazując wiarę w Niego jako przejaw niedojrzałości, nieracjonalności, ciemnoty i tego wszystkiego, z czym wykształcony, kulturalny i obyty w świecie człowiek, nie chce mieć nic wspólnego. A jeśli mimo perswazji, w dalszym ciągu są ludzie, którzy nadzieję na nieśmiertelność upatrują w zjednoczeniu z istniejącym, żyjącym Bogiem, wówczas budowniczy raju na ziemi, składają z tych ludzi i ich wiary ofiarę Kusicielowi, np. ‘w imię świetlanej przyszłości mas pracujących’, albo też w imię tego, by ‘mniejszość niewierzących, czuła się równie komfortowo w przestrzeni publicznej, co wierzący’.
I nie ma tu znaczenia fakt, że budowniczowie raju na ziemi w Kusiciela nie wierzą: ofiara jest składana i jest realna, bo nie ma nic bardziej w swej dosadności realnego, jak pustka po zdjętym ze ściany Krzyżu, albo wręcz - o czym poucza nas historia - jak stosy trupów.
Boże, nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Amen."