Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Karnowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Karnowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 września 2021

O lewych prawych i prawych lewych

 

      Nie pamiętam dziś oczywiście, kiedy to było dokładnie, bo wiele lat już minęło, natomiast bardzo dobrze pamiętam jak w którymś z wywiadów Jarosław Kaczyński stwierdził, że kiedyś, owszem, on marzył o tym by stworzyć typową partię kadrową – o ile dobrze pamiętam, on tego właśnie słowa użył – ale dziś widzi, że to jest nie do wykonania. A ja od razu zrozumiałem, o co mu chodzi. Gdyby on był osobą mniej opanowaną, a przede wszystkim gdyby polityczna sytuacja pozwalała na tego typu dezynwolturę, on by powiedział po prostu, że w warunkach jakie mu zostały udostępnione, on musi się genralnie otaczać bandą durniów i starać się by oni jakimś cudem by;i mu posłuszni. Tu jednak było jak było, więc on tylko jak najbardziej delikatnie przedstawił sytuację i zaapelował do nas o wyrozumiałość.

      Gdy chodzi o mnie, to ja praktycznie od pierwszego momentu gdy dowiedziałem się o istnieniu Jarosława Kaczyńskiego, pozostaję w przekonaniu, że gdyby nie on, to nam – podobnie jak wielu przed nami – nie pozostaje nam nic innego jak machnąć na całą tę politykę ręką i zająć się sobą i swoimi sprawami. Gdy chodzi natomiast o to, co poza Kaczyńskim, to ja oczywiście mam swoje typy, ale nie wierzę by ktorykolwiek z nich zdołał to unieść. Wprawdzie dziś, kiedy piszę ten tekst, odnoszę wrażenie że przy tym co prezentuje tak zwana totalna opozycja, nawet ja z moim sąsiadem Józkiem bylibyśmy w stanie wygrać wybory, niemniej jednak wciąż dobrze pamiętam tamto zdanie: O stworzeniu partii kadrowej nie ma co marzyć. I dopowiadam naturalnie już tylko sobie: ... bo poza nim mamy do czynienia wyłącznie albo z bandą idiotów, albo bezczelnych cwaniaków.  

     Skąd przyszło mi dziś do głowy, by wchodzić w ten akurat temat? Otóź głównie ze względu na tych drugich. Otóż ja już od dłuzszego czasu zbierałem się do tego, by w jakiś sposób skomentować nieustanną obecność w tak zwanych „naszych” mediach któregoś z braci Karnowskich na zmianę z Tomaszem Sakiewiczem. Co ja mam do nich? To mianowicie, że – pomijając oczywiście wszystkie inne wcześniejsze doświadczenia, które mi akurat w pełni wystarczą –  ile razy widzę któregoś z nich w telewizji TVP Info, a przy okazji nie mogę nie zauważyć, że Sakiewicz niezmiennie w tle swojej wypowiedzi eksponuje wielki napis „Gazeta Polska”, a Karnowski, zanim włączone zostaną kamery, starannie dekoruje się przy pomocy całej kupy świetych obrazków, tak by nikt ani przez chwilę nie pomyślał, że z niego katolik jak z koziej dupy trąba, to, przepraszam bardzo ale mam ochotę się wyrzygać.

       No i tu wracamy do problemu kadr. Jak wiemy, zarówno tygodnik „Sieci” – swoją drogą, co nadzwyczaj znaczące, ta nazwa ma tyle samo sensu, co niesławny tytuł „Wyborcza” – jak i „Gazeta Polska” zostały oficjalnie – poza oczywiście TVPInfo – uznane za główne media, które są w stanie skutecznie transmitować propagandę aktualnej władzy. I proszę mnie dobrze zroumieć: Ja nie mam nic przeciwko obecnie rządzącym i przeciwko propagandzie, zwłaszcza w czasie wojny; stwierdzam jedynie fakty.

       A fakty są takie, że kiedy obserwujemy występy czy to jednego – daje słowo, że ja ich nie odróżniam – z Karnowskich, czy Sakiewicza, to ja jedno wiem na pewno: Kiedy Jarosław Kaczyński mówił, że stan rzeczy jest taki, że na cuda nie można liczyć, to on też miał na myśli Karnowskich i Sakiewicza. I to stąd ten rok w rok Człowiek Roku, i te fałszywe jak jasna cholera podziękowania i laudacje ze strony czy to Prezesa, czy Premiera, czy Prezydenta. W końcu, jakie oni mają wyjście?

      Ktoś mnie zapyta, skąd mi dziś akurat przyszło do głowy, by się zajmować takim Karnowskim na przykład, skoro ja już wystarczająco dużo razy widziałem ten jego świętojebliwy wystrój mieszkania podczas telewizyjnych występów, a ja przyznaję, że owszem, można było zareagować wcześniej. Wczoraj jednak, jak wiemy, Polska reprezentacja piłkarska rozegrała mecz z Anglią i go szczęśliwie zremisowała. Jak się domyślamy, zarówno Premier, jak i Prezydent natychmiast opublikowali zwyczajowe gratulacje i gdy wydawało się, że reszta już zostanie złożona na barki zwykłych internautów odezwał się Jacek Karnowski z czymś takim:

„To był piękny dzień! Wielkie brawa dla naszej reprezentacji! Mecz, o którym będziemy opowiadali naszym dzieciom!”

       W czym rzecz? Otóż chodzi oto, że moim zdaniem Jacek Karnowski nawet nie oglądał tego meczu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że kiedy polska reprezentacja walczyła z Anglią, on był zajęty czymś kompletnie innym? Czemu tak myślę? Ano temu, że wczorajszy mecz nie miał w sobie nic z historyczności. To był jeszcze jeden piłkarski mecz, o którym każdy z nas, jeśli w ogóle o nim słyszał, zapomni w ciągu kilku miesięcy. Są oczywiście mecze polskiej reprezentacji, o których opowiadać będziemy swoim dzieciom, czy, jak to się ma w moim przypadku, wnukom, no ale nie przesadzajmy. Czemu więc Jacek Karnowski postanowił wyskoczyć z tym tweetem? Moim zdaniem, odpowiedź jest jedna: On postanowił dołączyć do Prezydenta i Premiera, by zarówno jeden jak i drugi broń Boże nie zapomnieli o nim, zwłaszcza gdy ten grubas Sakiewicz się w porę nie zorientował.

         I znów, pojawia się pytanie, czemu ja robię sprawę z czegoś tak w gruncie rzeczy małego? A ja oczywiście chętnie odpowiadam. Sprawa jest, bo po raz kolejny – tym razem, moim zdaniem, w sposób najbardziej widoczny – okazuje się, że kiedy z taką determinacją Polska walczy z agresją kierowaną wobec niej z każdej możliwej strony i znikąd ratunku, ogólnopolskie media – a więc wszystko co jest – są w rękach albo obcej agentury, albo bandy cwaniaków, którzy nie są nawet w stanie udawać, że są szczerzy.

    Nie jest dobrze, za to z całą pewnością mamy Jarosława Kaczyńskiego, no i – tu mamy temat na osobny felieton – TVP, w tym oczywiście TVP Info po dtwardym zarządem Jacka Kurskiego.

     Tak czy inaczej, gdy chodzi o propagandę, nie ma najmniejszej wątpliwości, że po tamtej stronie, mamy pełną mobilizację. I chroń nas Panie Boże od tego, byśmy mieli zainwestować w projekty podsuwane nam przez tych o których tu było i tak zbyt dużo. Bo diabli wiedzą, kiedy nastąpi moment, że im się nagle wszystko odmieni.



sobota, 14 listopada 2020

O planach jakie wobec nas ma Zjednoczona Prawica

 

      Jeśli pominąć posła Tarczyńskiego, ministra Gowina, redaktora Sakiewicza, posłankę Lichocką, posła Suskiego, czy wreszcie minister Maląg, to właściwie trudno mi sobie przypomnieć żadnej innej osoby w taki czy inny sposób związanej z tak zwanym „obozem władzy”, której obecność w tym towarzystwie prowokowałaby mnie do podjęcia ostatecznej decyzji, by machnąć ręką na tę całą politykę i przystać chodzić na wybory. Ostatnio, przy całym szacunku dla pozostałych wymienionych, najbardziej z wymienionej grupki dręczy mnie minister Marlena Maląg, zwłaszcza od czasu gdy wystąpiła ona w radiu RMF i prowadzącego doprowadziła do takiego szału, że w pewnym momencie zacząłem się obawiać, że on wezwie ochronę, żeby panią minister wyprowadziła. W odpowiedzi na pytanie, Maląg zaczęła trajkotać jak nakręcona dosłownie jednym, złożonym pięćsetkrotnie chyba zdaniem, z którego nie można było nic zrozumieć poza informacją, że rząd dba o Polaków, i nie chciała przerwać mimo że prowadzący najpierw powtarzał „pani minister, pani minister, pani minister”, następnie „czy pani mnie słyszy”, a w końcu „jeśli pani nie przestanie, będą musiał przerwać rozmowę”, a ja w końcu to wyłączyłem, bojąc się że dojdzie do rękoczynów i ja tego nie wytrzymam. Potem jeszcze parokrotnie miałem okazję oglądać Maląg w akcji, tyle że już w TVP Info i tam ona mogła już nadawać do woli.

      I tak to sobie przeżywałem jej obecność w świecie polityki i obecność pozostałej reszty, gdy parę dni temu, miałem okazję trafić na rozmowę z Michałem Karnowskim, jak najbardziej w stacji TVP Info, który Marlenę Maląg przebił znacząco, a ja już się dziś tylko zastanawiam, co jeszcze musi się stać, bym mógł uznać, że to wszystko to zwykła banda cwaniaków, którzy nami tak strasznie gardzą, że nasze poświęcenie przynosi nam już tylko wstyd. Wysłuchałem gadki Karnowskiego od początku do końca i jestem wciąż pod takim wrażeniem, że postanowiłem te piętnaście chyba minut najbardziej bezczelnego szaleństwa przepisać i pokazać tu na blogu jako świadectwo tego, co oni z nami robią. Póki co, kompletnie bezkarnie. Proszę posłuchać. Fragmenty można oczywiście pominąć.

       Najpierw pytanie, też mocne: „Jak Pan Redaktor spogląda na ulice Warszawy, to jakie myśli Panu Redaktorowi przychodzą?”

       „No po pierwsze musimy mówić o jakimś wymknięciu się tej sytuacji spod kontroli bo jak patrzymy na Marsz Niepodległości jako na organizację strukturę bo to jest stowarzyszenie to ono zrobiło wszystko żeby to miało formę właśnie przejazdu samochodami żeby to narażenie nie nastąpiło ale zawsze jak też znamy Marsz Niepodległości no to on gromadzi sto albo więcej tysięcy ludzi no i zawsze kilkaset kilka tysięcy ludzi bardziej krewkich które się dołączają i to właśnie te osoby postanowiły zrealizować tę formę pieszo to oczywiście jest coś co zasmuca no bo trudno się jest nie zgodzić że to przede wszystkim powoduje rozprzestrzenianie się wirusa po drugie no mamy też do czynienia z jakimiś burdami które też myślę szkodzą całemu Marszowi Niepodległości ale też pamiętajmy o takim kontekście politycznym bo ja tu się też oczywiście zgadzam z moim przedmówcą pan doktor Sutkowski komentował i absolutnie miał rację mówiąc o tym kontekście epidemicznym zdrowotnym tutaj nawet trudno z tym polemizować ale pamiętajmy też o kontekście politycznym i jest tak że w Polsce przez kilkanaście dni bardzo mocno bardzo aktywnie wspierani przez największe media zachęcani przez przywództwo polityczne całej opozycji gromadzili się protestowali ludzie o poglądach lewicowych o poglądach proaborcyjnych bardzo wielu Polaków chciałoby pokazać że to nie jest głos całej opinii publicznej że oni też mają swoje zdanie że oni stoją przy fladze biało-czerwonej a nie tęczowej tu mamy więc do czynienia z takim pęknięciem w sercach wielu Polaków że tamta strona może protestować a ta nie i ja myslę że to jest trochę jakby taki odbicie to znaczy taki właśnie tak to wybucha ta niesprawiedliwość w oczach i umysłach  wielu Polaków ale czas jest rzeczywiście wyjątkowy czas epidemii i musimy bez względu na to jakie mamy emocje powstrzymać się od bezpośredniego wychodzenia na ulicę gromadzenia się w tak dużych grupach bo to jest naprawdę niebezpieczne Polska w tej chwili naprawdę toczy tez wojnę tez bitwę o bezpieczeństwo obywateli o gospodarcze tez trwanie bo pamiętajmy że jeżeli dojdzie do pełnego lockdownu do takiego całkowitego zamrożenia gospodarki po raz drugi no po pierwsze będzie to trudne społecznie do przejścia ale przede wszystkim też przyniesie bardzo duże koszty gospodarcze ekonomiczne za tym może pójść bieda wielu ludzi może pójść upadek wielu firm stawka jest naprawdę wysoka i wydaje mi się że faktycznie dziś patriotyzm nakazuje powstrzymanie się od udziału w takich historiach takich awanturach ale te apele liderów Marszu Niepodległości no jednak przyniosły efekt no ja tu bym na to zwrócił uwagę że tu zawsze szło ponad sto tysięcy osób często nawet mówiono o większych liczbach tym razem to jest zgromadzenie tak jak widzimy z tych zdjęć kilkutysięczne bezpośrednio wydaje mi się jesteśmy rzeczywiście w specyficznym czasie kiedy napięcia społeczne bardzo wzrastają no to wszyscy wokół siebie bardzo czujemy dzieci nie mogą pójść do szkoły nie mogą wyładować swojej energii często na zajęciach sportowych chociaż nie które są na szczęście jeszcze utrzymane no te możliwości takiej aktywności bardzo się zmniejszyły wielu ludzi niepokoi sie o pracę wielu ludzi ma poczucie nawet gdy ta praca jest utrzymana że firmy walczą o przetrwanie jeszcze kilkanaście miesięcy temu wielu z nas chodziło do szefa prosząc o podwyżkę dziś jest to trudne do wyobrażenia  tak że myślę że to wpływa myślę że źle na nastroje społeczne to się odbija w notowaniach formacji rządzącej to się odbija w ocenach rządu myślę że przed nami trudna jesień trudna zima myślę że te doniesienia o szczepionce okażą się realne chociaż tu jest bardzo dużo znaków zapytania ale napięcia społeczne są i będą wybuchały w różnych miejscach ja tu też mam taką tezę że skala tego protestu wokół Strajku Kobiet bardzo radykalnego przecież bardzo wulgarnego no była też takim wybuchem takim trochę odreagowaniem w wielu przypadkach nie mówię że zawsze ale w wielu myślę że była więc to jest jakby jeden element z którym mamy do czynienia drugi to jednak bardzo mocno podkreśliłbym różnicę między tym Marszem Niepodległości tu mamy grupki ludzi które samorzutnie wychodzą na ulice wbrew intencjom organizatorów Marszu Niepodległości ale na pewno też przy takim zniechęcaniu do wychodzenia przy sprzeciwie przywództwa obozu konserwatywnego obozu Zjednoczonej Prawicy obozu prawicowego nie ma poważnych polityków którzy by namawiali wychodźcie na ulicę a w przypadku tych Strajków Kobiet byli tacy politycy wielu z nich leży teraz na łóżku szpitalnym bo się zaraziło najprawdopodobnie w trakcie tych protestów albo co gorsza już będąc nosicielami wirusa roznosiło to dalej to jest skrajna nieodpowiedzialność ale też różnica no wydaje mi się że trzeba to dostrzec że mieliśmy do czynienia z przywódcami politycznymi posłami senatorami byłymi ministrami europosłami ludźmi którzy aspirują do bycia autorytetami z panem Rafałem Trzaskowskim na czele z panią Dulkiewicz na czele którzy byli na tych manifestacjach którzy zarażali albo byli zarażani którzy zachęcali do tego żeby się gromadzić którzy byli dumni z tego że w środku epidemii pozwalającym gromadzić się najwyżej pięciu osobom do takiej skali no zgęstnienia społecznego tak w tych miejscach  i mamy do czynienia na drugiej szali z Marszem Niepodległości  który jest no zgromadzeniem absolutnie nieautoryzowanym przez żadne poważne siły polityczne i to jest różnica ma pani rację mówiąc o tej sekwencji czasowej że tamte marsze tamte spotkania i te marsze te spotkania ale myślę że to jest jedyne podobieństwo bo cała otoczka społeczna cała jakby struktura też decyzji że to jest i w jakiej skali są zupełnie inne nie mówiąc o tym że ten Marsz Niepodległości w tej chwili to jest dużo mniejsze zgromadzenie niż te Strajki Kobiet które były rzeczywiście bardzo dużym elementem rozsadzającym naszą Służbę Zdrowia czy próbującym to zrobić to że mamy tak radykalny wzrost zachorowań jest wynikiem tych protestów i ludzie którzy nawoływali do tego żeby Polacy wychodzili na ulicę którzy gromadzili ludzi w bardzo też takich no ciasnych miejscach tak to sprzyjało rozprzestrzenianiu wirusa no ci ludzie tak naprawdę będą być może też mieli nawet krew na rękach bo pamiętajmy że jeden przeżyje drugi a drugiego i jednemu ten ten koronawirus przypomina grypę a drugi trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie w sytuacji gdy rząd moim zdaniem toczy walkę z całych sił tutaj widać że były przygotowania że nie zmarnowano miesięcy od decyzji premiera o budowie szpitala narodowego do przyjęcia pierwszego pacjenta minęło 17 dni w każdym województwie powstają takie szpitale tymczasowe nie zabraknie jak wszystko wskazuje łóżek dla nikogo kto tej pomocy będzie potrzebował w sensie szpitalnym i w tym czasie gdy ten front jest jakby żywym frontem tak wszystkie siły idą na niego opozycja zorganizowała całą serię takich skumulowanych bardzo gęstych od emocji od wzajemnych kontaktów myślę że kiedyś historycy to jakoś nazwą i rozliczą to jest trochę tak że zło zawsze lepiej widać i tych co się nie dostosowują nie dają rady emocjonalnie psychicznie daleki jestem od oceny raczej opisuje też słychać bardziej ale jak się rozejrzymy wokół siebie to zauważymy dużo radości z 11 listopada nawet w mediach społecznościowych tam gdzie możemy to komunikować jest to może mniej atrakcyjne mniej przyciąga uwagę mediów ale jest to bardzo żywa widziałem dziś wielu ludzi którzy gdzieś wybrali się też na spacer tam gdzie można byłem też na Powązkach choćby i wielu ludzi przyszło też na groby bo jest już luźniej nie ma tego ścisku widziałem wiele zniczy i wiele wieńcy na grobach polskich patriotów zasłużonych dla Ojczyzny pod pomnikami więc to nie jest tak że zapomnieliśmy o 11 listopada słyszeliśmy wystąpienie Premiera Prezydenta tam gdzie można myśleć że świętujemy no mniej jest takich bezpośrednich spotkań ale znowu też bardzo wiele dobroci jest wokół nas troski o osoby starsze w rodzinach ale i we wspólnotach sąsiedzkich i takich też jakie tworzymy one są często w poprzek kraju zupełnie niegeograficznie motywowane tak że ja mam bardzo wiele sygnałów że my się trzymamy dobrze że my jako społeczeństwo w tych dniach czasami nawet paradoksalnie bardziej się opieramy na naszych więzach rodzinnych bardziej doceniamy naszych seniorów ci seniorzy nam czasem podrzucą dobry obiad za co oczywiście zawsze dziękujemy a my tym seniorom staramy się zapewnić opiekę tak jak umiemy no jest tu trudność bo wdarła się w nasze życie taka niedobra nuta strachu i obawy jak tu organizować spotkanie do czego wszyscy zawsze zachęcaliśmy i co było zawsze naszym obowiązkiem i pragnieniem dobrem dziadków z wnuczkami tak w sytuacji kiedy mamy świadomość że wnuczki zwłaszcza że jeszcze niedawno chodziły do szkoły mogą no przynieść seniorom zagrożenie śmiertelne to są bardzo trudne momenty dla wielu rodzin ale wydaje mi się że staramy się trzymać że nie widać tej dobrej dobrej mobilizacji nie widać tej pomocy nie widać tej troski tych telefonów tych pytań może pomóc może podrzucić może chociaż jakoś się spotkać na odległość przez komunikatory natomiast widać tych którzy krzyczą wypier... jeb... tak najgorsze wyzwiska padają ja też patrzę z takim smutkiem bo cóż to za przykład dla innych to jest jakiś test dla nas wszystkich to jest test też takiej naszej odporności psychicznej męskości kobiecości dzielności ogólnie rzecz biorąc dla każdego z nas w tych relacjach rodzinnych ale też i w firmie prawda bo najłatwiej jest jak nam puszczają nerwy i najłatwiej jest to pokazać może taki jest duch czasu że to jest nagradzane natomiast no ja jestem człowiekiem który był uczony że pewna samodyscyplina dzielność w takich momentach świadczy o nas jako o ludziach takie też przesłanie taką też naukę taką szkołę wyniosłem też z harcerstwa z tych organizacji też społecznych młodzieżowych w których uczestniczyłem może to też jest jakaś wskazówka że to wychowanie młodzieży to skupienie się na wyłącznie na ja ja ja no nie przynosi najlepszych efektów dzisiaj potrzeba nam samoorganizacji dyscypliny odpowiedzialności tego o co zresztą cały czas apelują rządzący to jest ten patriotyzm też który możemy w tej chwili pokazać wydaje mi się że wybuchy emocji naprawdę nic dobrego nie przynoszą ja wszystko rozumiem nawet jak ktoś chce zmienić władzę który musi się jakoś wykrzyczeć musi coś zmienić w naszej konstytucji w naszym prawie w naszym Trybunale Konstytucyjnym przyjdzie przecież na to czas myślę że nasze życie polityczne za kilka miesięcy wróci do normy i wtedy Polacy obejrzą się za siebie i zobaczą jak poradziliśmy sobie jako wspólnota jak rząd sobie poradził ile było ofiar na tle innych krajów i czy byli tu mądrzejsi od nas bo nie wydaje mi się żeby byli i wtedy też Polacy spojrzą w przyszłość myślę że się będą wtedy rozglądali za jakimś ambitnym planem odbudowy ambitnym planem powrotu do jak najszybciej normalnego życia też na ścieżkę rozwoju gospodarczego.

 

      A ja się teraz już tylko zastanawiam, czemu oni to robią. Czy to są idioci, którzy uznali że to co oni mają do powiedzenia jest tak szalenie interesujące, że mogą gadać przez godzinę bez przerwy, a każde ich słowo dla słuchacza będzie jak powiew morskiego powietrza, który przyniesie im nie tylko zdrowie fizyczne, ale przede wszystkim intelektualne, czy może za tym stoi przekonanie że ludzie do których oni przemawiają to banda bezmyślny durni, którzy i tak nic nie rozumieją, więc wystarczy ich zarzucić toną nic nie znaczących słów, wśród których wystarczająco dużo razy pojawi się słowo „Polacy” i „Polska”, by oni przez najbliższy czas robili wszystko co im się każe? Tego nie wiem, natomiast tak czy inaczej chciałbym poinformować tego, kto tam ma jeszcze cokolwiek do powiedzenia, że moim zdaniem w ten sposób raczej nie pociągniemy. A już na pewno nie pociągnę ja.






 

czwartek, 3 maja 2018

O wilkach w wilczej skórze

Korzystajac z owych leniwych dni, jakie nam podarowała mocno w tym roku wydłużona majówka, nie mogłem nie zajrzeć do stacji TVP Info i przy okazji nie zauważyć, że układ sił w owej stacji, do niedawna jeszcze mocno przechylony na stronę połączonych siły „Gazety Polskiej” i „Do Rzeczy”, jakby się lekko przesunął w kierunku tygodnika „Sieci” braci Karnowskich. Nie dość bowiem, że od pewnego czasu nie widać tam ani Doroty Kani, ani Witolda Gadowskiego – swoją drogą chyba jednak ostatecznie wyproszonego przez Karnowskich z towarzystwa – ani Targalskiego, to coraz częściej jako pierwszego eksperta Kurski wynajmuje Michała Karnowskiego. Słuchałem tego Karnowskiego ostatnio parę razy i z zainteresowaniem stwierdzam, że od czasu, gdy w reżimowych telewizjach za przedstawiciela ludu robił Piotr Ikonowicz, nie mieliśmy okazji wysłuchiwać równie płomiennych tyrad, gdzie słowo „Polska” i „zdrada” wypowiadane byłoby tyle razy i w tak poruszających kontekstach.
      Oczywiście, gdybym chciał się tu nad Karnowskim poznęcać, wystarczyłoby, podobnie jak to się miało ledwie wczoraj w przypadku jego kolegi z redakcji, Stanisława Jaceckiego, zajrzeć do Wikipedii, ale ponieważ ja mam tu ambicje znacznie bardziej wygórowane, pozwolę sobie na przypomnienie wydarzenia sprzed ośmiu już niemal lat, a więc z czasów, kiedy to prezydent Kaczyński już nie żył, a przed nami były wybory, w których Jarosław Kaczyński stawał przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. Otóż, o czym część czytelników tego bloga wie i wciąż być może pamięta, w maju roku 2010 zotałem zaproszony do programu Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, by opowiedzieć o najbardziej perfidnych manipulacjach związanych z planem zohydzenia Polakom osoby Prezydenta. Przyszedłem więc do studia i pierwsze, czego się dowiedziałem, to to, że uczestnikami programu będą, od lewej do prawej, Eryk Mistewicz, Jan Hartman, Ludwik Dorn i Michał Karnowski właśnie. Co mnie uderzyło już na wejściu, a więc jeszcze przed rozpoczęciem programu w telewizyjnej kawiarni, to to, jak Dorn tłumaczy Hartmanowi, że najlepiej byłoby, żeby Kaczyński przegrał z Komorowskim, ale nie za bardzo, a już w trakcie programu, jak Karnowski i Mistewicz, skupieni na niczym innym, jak na promocji swojej książki, tłumaczyli, jaką to bardzo skomplikowaną sprawą jest uprawianie polityki. W pewnym momencie Karnowski wręcz zapewnił, że to co on mówi, nie ma nic wspólnego z jego i Mistewicza książką, ale ponieważ on z tą książka przylazł do studia i cały czas bardzo się starał, by jej okładka znajdowała się jak najczęściej w kadrze, myślę, że nikt w to łgarstwo nie uwierzył. Podobnie zresztą Mistewicz. On też nie był w stanie wypowiedzieć jednego zdania bez frazy: „tak jak napisaliśmy w naszej książce”. Ale dzisiejszy tekst nie jest ani o Dornie, ani o Mistewiczu, ale o Karnowskim, który dziś, jak widzimy, staje się pierwszym pyskaczem reżimowych mediów.
      Otóż kiedy już Pospieszalski przedstawił odpowiedni materiał, a ja jakoś tam opowiedziałem o tym, jak to System nie porzuci najmniejszej okazji, by zatruć ludzkie serca najbardziej obrzydliwym kłamstwem, kłamstwem, którego jedyny sens sprowadza się do tego, by zniszczyć wizerunek Prezydenta, Michał Karnowski, co ciekawe, wówczas występujący jako pracownik gazety „Polska The Times”, wciąż nie zapominając, by telewidzowie pamiętali o tym, że wszystko, co ich może zainteresować, można znaleźć w jego i Mistewicza książce, powiedział, mniej więcej co następuje:
     „Chciałem powiedzieć, że to jest bardziej skomplikowane. To jest tak, że to nie jest tak, że siedzi jakaś siatka ludzi, która manipuluje przekazem w taki sposób, by Prezydenta przedstawić w niewłaściwym świetle. Trochę jest w tym obrazie prezydenta winy ludzi, którzy z nim pracowali, ale musielibyśmy też sięgnąć nieco więcej. Do układu właścicielskiego w mediach, z jakich wartości te media wyrastają, kto realnie tam sprawuje władzę i kto ma tam wpływ. To jest dość skomplikowane i ja bym tak prosto tego nie widział. Ale manipulacje się zdarzają”.
      Przypominam, że mówimy o akcjach, które tak jak słynny „Borubar”, czy numer z odwróconym szalikiem, zrujnowały wizerunek Prezydenta na długie lata, ostatecznie prowadząc do jego śmierci, a Michał Karnowski na ten temat nie ma nic do powiedzenia, jak tylko to, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż nam się wydaje, i że aby to pojąć należy kupić książkę jego i Mistewicza. Ten sam Michał Karnowski, który dziś jest gotów przyznać, że bez egzorcyzmów się nie obejdzie.
       Na koniec informacja dla zainteresowanych. Książkę „Anatomia władzy” można wciąż kupić na Allegro za zaledwie 7 zł. Pozostaje pytanie, czy warto było? Ale to już nie nasz problem, ale tych ludzi i ich sumień.
      No i jeszcze coś, bez czego ten tekst tak naprawdę nie ma sensu. Otóż skorzystajmy proszę z linka, który tu wklejam  i proszę się zastanowić nad jedną rzeczą. Oto mamy rok 2010, niespełna dwa miesiące po Katastrofie i widzimy wyraźnie, że oni wszyscy wiedzą, że prezydentem zostanie Komorowski, a co więcej wszyscy są z tym w pełni pogodzeni. Mało tego, pogodzeni. Oni są wręcz w szampańskich nastrojach i traktując to jako swoją wielką szansę, już układają sobie nowe życie. Pomyślmy teraz, co byśmy dostali, gdyby nie Jarosław Kaczyński, który, wbrew wszystkiemu, podniósł się, zwyciężył i doprowadził nas tu, gdzie jesteśmy. Sam. Nie dość że bez niczyjej pomocy, to wbrew temu stadu wilków, które ostatnio z satysfakcją ogłaszają, że ma on problemy z kolanem i że tym razem to może być coś naprawdę poważnego.

Parę dni temu dostałem mail od Czytelnika, który pytał, czy mam może książkę o siedmiokilogramówym liściu, bo on by chciał ją kupić. Ponieważ ona się już nam akurat w całości sprzedała, poradziłem mu, by zobaczył na Allegro, bo tam może ją pewnie znaleźć. No i owszem, znalazł. Sprawdziłem. Ona tam jest jak najbardziej, tyle że kosztuje nieco więcej, niż kosztowała oryginalnie. Mimo to polecam. I proszę pomyślmy, jak się te losy dziwnie plotą. Zapraszam niezmiennie do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. 

wtorek, 26 stycznia 2016

Czy dziennikarz niezłomny potrafi na trzeźwo obsłużyć smartfona?

Wczoraj w ciągu dnia córka moja przyniosła mi informację, że Polskie Radio – dziś już pod nowym zarządem – opublikowało informację, że Polska to kraj, który, z punktu widzenia psychopatycznego mordercy Brejvika, zajmuje miejsce jedno z pierwszych pod kątem cywilizacyjnego rozwoju. Dokładnie rzecz biorąc, poszło o to, że ów Brejvik, planując podobno swoje dzieło likwidacji wszystkiego co złe i z jego perspektywy zbędne, Polski nie uwzględnił, no i któryś z wciąż jeszcze pracowników Polskiego Radia uznał za stosowne poinformować o tym Polaków.
Moje dziecko przekazało mi tę informację, ja je poprosiłem o odpowiedni obrazek, wrzuciłem go na Twittera… i, pomijając parę osób, które są zawsze czujne, okazało się, że ów twit nikogo nie zainteresował. Okazało się, że to iż Polskie Radio – w dodatku to odnowione – uznało za stosowne poinformować nas, że Anders Brejvik uważa Polskę za kraj swoich marzeń, nie stanowi dla większości z nas żadnego problemu. A w tej sytuacji, ja bym bardzo chciał wiedzieć, czy ta wiadomość stanowiłaby problem dla nowych władz Polskiego Radia. Czy gdybym ja na przykład o tym, co się właśnie stało w zarządzanej przez nią firmie, poinformował Barbarę Stanisławczyk, ona by się przejęła, czy może wzruszyła ramionami i powiedziała, że nie wie, o co mi chodzi. News to news.
Moje myśli niestety są w tej kwestii zdecydowanie ponure. Otóż moim zdaniem, Barbara Stanisławczyk najprawdopodobniej uznałaby, że nic szczególnego się nie stało, a gdyby w dodatku chciała być tu szczególnie wylewna, to jest bardzo prawdopodobne, że poinformowałaby mnie, że autor tego „brejvikowego” komentarza to wspaniały dziennikarz i jej osobisty przyjaciel, do którego ona ma bezwzględne zaufanie. Oczywiście mogę się mylić, ale zarówno doświadczenie, jak i instynkt podpowiada mi takie właśnie rozwiązanie.
Numer z Brejvikiem miał miejsce przy okazji czegoś równie niemal wstrząsającego. Oto nowy szef publicystyki w TVP Info, Michał Rachoń, wystąpił z absolutnie rewolucyjnym jak na nie tylko telewizyjne standardy apelem, by każdy z nas, który uważa, że polskie dziennikarstwo to syf i nędza, przystąpił do specjalnego konkursu, a jeśli go wygra, Rachoń go z prawdziwą przyjemnością zatrudni i pokaże na wizji. I to jest coś co, z jednej strony, jak już wspomniałem robi wrażenie czegoś prawdziwie wstrząsającego, a z drugiej budzi jak najgorsze podejrzenia, prowadzące do wniosku, że tu tak naprawdę wcale nie chodzi o podniesienie jakości telewizyjnej publicystyki, lecz wyłącznie o stworzenie tak zwanego alibi dla nowej władzy, która dzięki niemu będzie mogła ostatecznie powtórzyć po raz kolejny: sami widzicie, że nie mamy z czego wybierać, a wszystkich najlepszych i tak już mamy.
Dlaczego tak myślę? Otóż przyczyna jest prosta. Czy ktokolwiek z nas jest sobie w stanie wyobrazić, że Jürgen Klopp pewnego dnia ogłasza, że każdy, kto uważa, że jest lepszym piłkarzem od obecnych piłkarzy drużyny Liverpool F.C., ma wysyłać pod odpowiednim adresem minutowe spoty, w których przedstawi swoje umiejętności, no i wtedy ów Klopp, trener drużyny, je oceni i najlepszych weźmie do zespołu? Przecież to jest taki idiotyzm, że mi brak słów, by go w jakiś szczególny sposób skomentować. Każdy z nas bowiem wie, że system – i to każdy tego rodzaju system – zorganizowany jest w taki sposób, że firma zatrudnia tak zwanych headhunterów, których jedynym zadaniem jest wyławiać z tego oceanu talentów talenty największe i ich najzwyczajniej w świecie zatrudniać. Jeśli więc ostatnio dowiadujemy się, że wspomniany Liverpool F.C. ściągnął do siebie jakieś dziecko z Ruchu Chorzów, to wiemy też przecież, że to się odbyło nie na takiej zasadzie, że został ogłoszony konkurs na minutowy filmik i ktoś uznał, że Chorzów wygrał. Przecież to jest całkowicie jasne.
A zatem czemu Rachoń wykonał ten ruch? Odpowiedzi są dwie. On jest albo tak głupi, że to jest właśnie ten poziom, albo on tworzy zwykłą grę pozorów, która sprowadza się do tego, by urządzić ten cyrk, a potem zatrudnić paru znajomych znajomych znajomych, i to oczywiście nie na tak zwany pierwszy seans, ale do obsługi tych, którzy tam już są od pewnego czasu.
Jeden z nich, gwiazda prawicowego dziennikarstwa, Stanisław Janecki, ledwie wczoraj na Twitterze obnażył tę intrygę z naiwnością dziecka, pisząc coś takiego: „Tak, strasznie się boję, nie mogę spać po nocach i jeść, że mnie wykoszą z zawodu posiadacze smartfona potrafiący zrobić minutowy filmik”, w sensie, jak się domyślamy, takim, że on te konkursy ma głęboko w nosie, bo i tak wie, kto jest kim. No i dobrze. My wiemy, że Janecki to głupek i gada, co mu się akurat we łbie ulęgnie, no ale, jak wiemy, w pewnych sytuacjach instynkt to podstawa, a taki Janecki wręcz instynktownie musi czuć, że to co wymyślił Rachoń to jakaś kpina. W końcu oni nie po to przez ostatnie lat udawali patriotów, żeby teraz ich z tego interesu wymiksowali jacyś specjaliści od „minutowych filmików na smartfonie”.
Już kończę. Wczorajszy dzień przyniósł nam coś jeszcze, a mianowicie tak zwany „twit-up z Prezydentem”, gdzie Michał Karnowski, czyli bardziej „cywilizowana” odpowiedź na Tomasza Sakiewicza, schlał się jak świnia, co następnie zademonstrował w swoich komentarzach na Twitterze, które stanowiły tak dramatyczny bełkot, że stały sie miejscami niezrozumiałe. Dziś Paweł Sito zapewnia mnie, że to nie wóda, tylko co innego. Co? Nie wiem. Chętnie bym uznał, że palce zgrabiały od mrozu, gdyby nie to, że mamy odwilż.
Bardzo mi przykro, ale jest fatalnie. Tomasz Lis wprawdzie zakończył swoją karierę w TVP, ale idzie nowe, a ja już czuję dreszcz zwyczajnego wstydu.

Zupełnie nieoczekiwanie, Instytut Wolności zdjął cenzorski zapis z mojego bloga w Salonie24. Czyżby takie wrażenie zrobiła na nich wczorajsza cyrylica?Wracamy więc do punktu wyjścia i patrzymy uważnie, co się będzie działo. Oczywiście, książki, jak zawsze, są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl

środa, 9 stycznia 2013

O tym, jak stracić zmysły, i żyć

W swoim wczorajszym tekście zamieszczonym w Salonie24 wspomniałem o tekście Michała Karnowskiego o Lechu Wałęsie i utraconej przez niego szansie budowania polskiej historii na skale, a nie na piasku. Ponieważ cały mój tekst nie dotyczył ani Wałęsy, ani tym bardziej Karnowskiego, o tym dziwnym wystąpieniu zaledwie wspomniałem, jednak zrobiłem to nie ot tak sobie, ale po to, by wskazać na problem moim zdaniem bardzo już poważny. Mam tu na myśli fałszowanie naszej historii przez prawicowe media, tym razem nie przez proste kłamstwa, czy ukrywanie prawdy, ale przez trywializowanie jej i opisywanie jako serii ludzkich dramatów i pomyłek. Tak jakby losy Polski zależały wyłącznie od tego, kto zostanie wyznaczony do ich reprezentowania.
Wydaje mi się zresztą, że ten typ podejścia do sprawy, jest z punktu widzenia osób go prezentujących jak najbardziej logiczny i zrozumiały. To oni w końcu już od lat głoszą ową przedziwna filozofię, wedle której wystarczy, by odpowiedzialność za kraj przekazać w ręce tak zwanych „naszych”, a oni już o wszystko odpowiednio się zatroszczą. Wedle proponowanej perspektywy, jedyny problem z Wałęsą był taki, że myśmy wszyscy sądzili, że on jest „nasz”, a tymczasem okazało się, że to Bolek. A więc, konsekwentnie, gdyby w tamtym roku 1990 zamiast Wałęsy prezydentem został, dajmy na to, Jan Olszewski, dziś Polska byłaby krajem wolnym od władzy Systemu. Albo jeszcze inaczej – gdyby wówczas Lech Wałęsa nie okazał się tchórzem bez serca, ale prawdziwym mężem stanu, dziś nie mielibyśmy ani Komorowskiego ani Tuska, tylko Jarosława Kaczyńskiego, jako premiera, a kto wie, czy i Lech Kaczyński wciąż by nie żył. Niestety, Wałęsa okazał się szmatą, w dodatku nie „naszą”, i mamy to co mamy.
Uważam, że w ten właśnie sposób budowana jest dziś nasza polityczna i historyczna świadomość. Ten był głupi, tamten leniwy, ktoś inny zawistny, ktoś jeszcze okazał się zdrajcą, i wszystko się przez to tak fatalnie potoczyło. W tytule do swojego tekstu pisze Karnowski: „Wiele spraw potoczyłoby się inaczej, gdyby Lech Wałęsa po 1990 r. nie zdradził ludzi ‘Solidarności’”. A celem takiego postawienia sprawy, jak sadzę, jest wywołanie w czytelników takiej oto reakcji: No tak, następnym razem powinniśmy wybrać kogoś bardziej zaufanego. Najlepiej kogoś, kto swoje obietnice da nam na piśmie, w którymś z prawicowych tygodników. I wtedy dopiero wszystkim pokażemy, jaka ta Polska piękna.
Do czego zmierzam? Otóż chodzi mi o to, że zacytowane wyżej zdanie z Karnowskiego robi wrażenie tak beznadziejnie bezmyślnego, że zaczynam podejrzewać jego autora o to, że on to robi specjalnie. Nie mogę uwierzyć, że on naprawdę uważa, że cały nasz dzisiejszy problem polega na tym, że swego czasu Wałęsa wyrzucił Kaczyńskich, natomiast zatrzymał Wachowskiego. Że wtedy, w roku 1991, Wałęsa miał stanąć przed Narodem, powiedzieć: „Tak, przyznaję, kiedyś współpracowałem, brałem od esbeków pieniądze, ale dziś już jestem z wami”, wziąć za łeb Urbana Kiszczaka i Jaruzelskiego, a my byśmy mu wszystko wybaczyli i Polska spłynęłaby miodem i mlekiem. Teraz to ja już chyba będę musiał poczekać aż Karnowski napisze, że straszna szkoda z tym Smoleńskiem, że może trzeba było bardziej uważać, no i przede wszystkim w BOR-ze mieć swoich ludzi.
Otóż rzecz polega przede wszystkim na tym, że gdyby Wałęsa nie był tym kim jest, wcześniej nie byłby przewodniczącym związku, nie dostałby tego Nobla i oczywiście nie zostałby prezydentem. A więc w ogóle nie ma o czym gadać. To po pierwsze. Natomiast gdyby jakimś cudem on się okazał tym kim chcieliśmy by był, wówczas System zrobiłby wszystko co trzeba, by on tym kimś być przestał. Gdyby jednak Wałęsa, wbrew wysiłkom służb i wynajętych przez nie mediów, tak jak to się stało 15 lat później w przypadku Lecha Kaczyńskiego, został tym prezydentem i postanowił ten czas wykorzystać skutecznie dla dobra Narodu, zostałby otruty, zastrzelony, albo zwyczajnie wysadzony w powietrze podczas jednego z lotów swoim prezydenckim samolotem. A my do dziś byśmy się kłócili o to, czy to co się stało to był wypadek, czy zbrodnia.
W drugim Ojcu Chrzestnym pojawia się postać jakiegoś senatora, czy kongresmena, który zamiast zachować lojalność w stosunku do Rodziny, zaczyna stawiać głupie i bezczelne żądania. W związku z tym, któregoś dnia spotyka go taka przykrość, że budzi się nagle w jakimś ekskluzywnym burdelu, w łóżku jakiejś ekskluzywnej prostytutki, która leży obok niego, tyle że cała we krwi. I zanim zdoła się pozbierać z tego szoku, pojawia się przedstawiciel Rodziny i mu mówi, żeby się niczego nie bał, bo przyjaciele go nie opuszczą. Bo przyjaciele są wierni i zdeterminowani, by tej wierności dotrzymać.
Czy ja sugeruję, że Lecha Wałęsę spotkała podobna przykrość? Ależ skąd. Ja zakładam, że Lech Wałęsa to w gruncie rzeczy dobry, porządny człowiek, może skażony paroma drobnymi grzechami, ale ani trochę bardziej niż którykolwiek z nas. Nie jestem nawet pewien, czy on kiedyś, jeszcze w latach 70, czy 80. był tak durny, jak jest teraz. Myślę, że jemu się to mogło stać dopiero w późniejszych czasach. Kto wie, czy nie w ostatnich dopiero. Mamy w domu dokumentalny film Micheala Palina o Polsce, nakręcony chyba jeszcze w czarnym okresie władzy PiS-u, i tam Palin przez parę minut rozmawia z Wałęsa. Możliwe, że BBC nakręciło dziesięć godzin tych rozmów, i te dwie , czy trzy minuty to wszystko, co się udało z tego wyciąć, ale przede wszystkim to są naprawdę minuty dla Wałęsy bardzo korzystne. Podczas tej rozmowy Wałęsa jest naprawdę świetny. A poza tym, z tego co widzę obecnie, podejrzewam, że dziś nawet tego by się nie udało dokonać. Moim zdaniem, proces dorzynania Wałęsy trwa nieprzerwanie od roku 1990, a na jego początku musiało stać coś znacznie bardziej nieprzyjemnego, niż jego strach przed ujawnieniem tego, co mu się tam przydarzyło, gdy był jeszcze skromnym robotnikiem. Jak mówię, nie wiem, co to było, ale jestem niemal pewien, że to właśnie wtedy on poznał prawdziwych, oddanych i zdeterminowanych przyjaciół. I jeśli zwariował, to właśnie przez nich.
Lech Kaczyński nie zwariował. I dlatego zginął. I uważam, że to jest informacja, jaką należy przekazywać młodej Polsce, zwłaszcza gdy się za taką dumą aspiruje, by do niej właśnie adresować swój przekaz. Że Lech Wałęsa żyje, bo zgodził się oszaleć, natomiast Lech Kaczyński spoczywa obok swojej żony na Wawelu, bo odmówił uczynienia im tej jednej przysługi. Stracić rozum. O tym trzeba mówić, a nie zastanawiać się, czemu Lech Wałęsa postawił na Wachowskiego. Bo to jest klucz do zrozumienia tego, o co się toczy gra.

Bardzo proszę o wspieranie tego bloga. Czy to przez kupowanie książek, czy wysyłanie wsparcia na podany obok numer konta. Liczę wprawdzie, że mi prokuratura warszawska za przejazd zwróci, a dobrzy ludzie zafundują obiad, ale to doprawdy drobiazg. Dziękuję.


środa, 15 lutego 2012

Towarzystwo Świńskiego Truchtu wzywa do akcji

Ja świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że zajmowanie się tu tak zwanym dziennikarstwem prawicowym i tak zwanymi prawicowymi publicystami jest zajęciem co najmniej jałowym. Piszę „co najmniej”, bo sama jałowość może by i aż tak bardzo nie szkodziła, natomiast istnieje obawa, że w pewnym momencie ktoś może dojść do przekonania, że ja, walcząc z tą ostatnią już częścią polskich mediów, która stara się przekazywać prawdę o naszej rzeczywistości, zwariowałem, i zacznie mnie traktować tak, jak niektórzy traktują choćby naszego kolegę Coryllusa. Z drugiej jednak strony, mam nadzieję, że nikt nie sądzi, że jeśli ja nie polemizuję z dorobkiem publicystycznym tak wybitnych przedstawicieli mediów stricte reżimowych, jak Jacek Żakowski czy Janusz Majcherek, to dlatego, że ja im nie mam nic do powiedzenia. Otóż ja mam im do powiedzenia bardzo dużo – i nie tylko do powiedzenia – tyle że zwyczajnie z nimi gadać mi się nie chce. Natomiast z braćmi Karnowskimi jak najbardziej.
Ktoś z kolei powie mi w tym momencie– a niewykluczone że to będzie wspomniany Coryllus – że tak jest jeszcze gorzej. Że Karnowscy od Żakowskiego są jeszcze gorsi, i przedstawi mi na to swoje dowody. I ja jak najbardziej biorę pod uwagę taką możliwość. Że czym dłużej będziemy się tu tak męczyć ze sobą i z tym wszystkim, co nas otacza, tym coraz częściej będzie dochodziło do sytuacji, że już nie nazwisko na przykład Marii Czubaszek będzie wywoływało reakcje sprowadzające się do wzruszenia ramionami i pełnego poczucia wyższości pytania: „Że też ci się chce słuchać tego babska”, ale już choćby wspomnienie samego, żeby się już trzymać towarzystwa dawnej „Trójki”, Marcina Wolskiego. Tyle że w jaki sposób ma to zmienić sytuację tego bloga? Czy to znaczy, że w ogóle już z nikim rozmawiać nie warto? Że ja już mam się tylko zajmować głoszeniem Słowa Bożego? Jak, nie przymierzając, Tomasz Terlikowski?
Jak zatem widzimy, jesteśmy troszeczkę na rozdrożu. I stoimy tu kompletnie sami, ze swoim rozczarowaniem i nieufnością do wszystkich i wszystkiego. Myślę ostatnio o tym dużo i bardzo się staram odpowiedzieć sobie na pytanie, co sprawiło, że jest tak właśnie jak jest. Kto jest temu najbardziej winien, i konsekwentnie – na co trzeba mieć przede wszystkim oko? Przepraszam bardzo jeśli kogoś tu urażę, ale gdziekolwiek bym próbował szukać, dochodzę do wniosku, że wrogiem są przede wszystkim media. Nie media tak zwane mainstreamowe, nie liberalne, nie lewicowe, ale wszystkie. Media, w jakikolwiek sposób stanowiące część Systemu. A więc i media Lisa i media Lisickiego i media Sakiewicza. Bez jakiegokolwiek rozróżnienia. Dlaczego tak uważam? Najprościej oczywiście – a przy okazji, niewykluczone, że najbardziej celnie – byłoby powiedzieć, że dlatego mianowicie, że Lis z Lisickim z całą pewnością są „na ty”. Że „na ty” są ze sobą Karnowski i Wołek, Ziemkiewicz i Żakowski, Semka i Wielowiejska i wreszcie Sakiewicz i Stasiński. Że oni wszyscy są ze sobą dokładnie tak samo zakolegowani, jak – po stronie podobno przeciwnej – Kalisz z Cymańskim i Kurski z Szejnfeldfem. To jest jedno towarzystwo, i jakkolwiek byśmy się starali tu szukać jakichś wciąż jeszcze niezajętych miejsc, to ich nie znajdziemy.
Tak by było oczywiście najprościej, jednak chyba tylko wtedy, gdybyśmy chcieli przekonywać tych co już i tak wiedzą, lub choćby się tylko domyślają. A zatem wypada troszkę ten temat podrążyć. Otóż jestem pewien, że wszyscy, którzy się tu na tym blogu regularnie spotykamy, zgodzimy się co do tego, że gdyby nie media, Platforma Obywatelska już dawno przestałaby istnieć, a wspomnienie o niej ograniczałoby się wyłącznie do jakichś nikomu niepotrzebnych uwag gdzieś na blogach. W ciągu minionych 5 lat było tyle okazji, żeby ten dziwny projekt – wraz z tą dziwną załogą – wysłać na Księżyc, lub jeszcze wyżej, że jeśli tak się nie stało, to wyłącznie dzięki temu, że System stworzył wokół niego pas ochronny, który gwarantuje, że choćby nie wiadomo co się działo, do rewolucji nie dojdzie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że cała klasa polityczna, ale w ogóle cała polska inteligencja, znajdują się w tak dramatycznym kryzysie, że trudno jest naprawdę kogokolwiek bronić. Fakt pozostaje jednak faktem. Jeśli obecna władza w Polsce, z premierem, prezydentem i ministrami, ale też i wymiarem sprawiedliwości i mediami radzą sobie wciąż tak dobrze, to w żaden sposób nie dlatego, że mamy słabą opozycję. A to jest właśnie to, co słyszymy z każdej możliwej strony. Że gdybyśmy mieli opozycję z prawdziwego zdarzenia, to już dawno mielibyśmy od tego dziadostwa święty spokój. Że przy tak marnej opozycji, nie ma się czemu dziwić, że zło, korupcja, kłamstwo i to wszechogarniające amatorstwo tryumfują.
I to jest coś co mnie nieustannie zadziwia. Proszę zwrócić uwagę. Nikt normalny chyba nie kwestionuje faktu, że niemal każdy element tej układanki działa na najgorszym możliwym poziomie. Że zarówno państwo, jak i cała sfera aktywności prywatnej, pogrążone są w totalnym kryzysie. Zbliża się Euro 2012, a my już wiemy, że ta nasza szansa na wielki polski skok cywilizacyjny została ostatecznie i do końca zmarnowana. Nie będzie ani dróg, ani stadionów, ani dworców, ani lotnisk. Może co najwyżej pojawi się parę nowych galerii handlowych. Dlaczego? Z czyjej winy? Przede wszystkim bezprzecznie z winy rządu, ale też z winy wszystkich tych, którzy w to Euro w ten czy inny sposób byli zaangażowani, i potrzebowali na nim coś tam zarobić. Ale przecież nie chodzi tylko o Euro. Policja, sądy, prokuratura, urzędy, Poczta Polska, ZUS, polska sztuka, film, muzyka… można by wymieniać, powoli przestają istnieć. Nawet banki, o których się mówi, że stanowią tę zieloną wyspę na polskiej współczesności, jeśli wciąż tak dobrze funkcjonują, to wyłącznie dlatego, że wokół jest wystarczająco dużo tej wyżej wymienionej nędzy, by im akurat się powodziło. Bo jeśli się zastanowić, to ten akurat biznes jest akurat z tego wszystkiego najprostszy do opanowania. Gdyby mnie ktoś umożliwił uruchomienie czegoś w rodzaju banku, a on by wyglądał tak, że z naszych czterech pokoi trzy zostałyby przeznaczone na skład pieniędzy przynoszonych przez ludzi, a jeden na pieniądze przeznaczone do pożyczania, to ja bym musiał tylko zorganizować porządny system egzekucji długów, a wtedy nawet nie musiałbym tego interesu doglądać. Zresztą spójrzmy, jak działają te wszystkie firmy, rozlepiające ogłoszenia na murach, z których każde zaczyna się od słów „Nie jesteśmy bankiem”, a kończy „Starszym obywatelom zapewniamy darmowy transport”. A więc ta cała gadka o tym, że polskie banki świetnie sobie radzą w czasach kryzysu, to zwykłe zawracanie głowy. Dokładnie tak samo świetnie sobie radzi ów lokalny bandzior, który chodzi wkoło, daje w mordę i zabiera ludziom pieniądze.
I w tym całym nieszczęściu, przychodzą do nas dziennikarze i informują, że to wszystko przez opozycję. Że gdyby opozycja była na poziomie, to można by było przejąć władzę i powoli zacząć wszystko odbudowywać. Niestety, z taką opozycją tego zrobić się nie da. Z taką opozycją, o jakiejkolwiek zmianie nie ma co nawet marzyć. Że gdybyśmy mieli opozycję z prawdziwego zdarzenia, to wspólnie z dziennikarzami – oczywiście tymi naszymi – zrobilibyśmy w jednej chwili porządek. Swoje media już mamy, odpowiednie przyczółki „na mieście”, w postaci Klubów Gazety Polskiej i Solidarnych 2010, a podobno ostatnio nawet jakichś Archipelagów Polskości, służących wszystkim potwierdzonym patriotom odpowiednim coachingiem. Nawet owym coaching, jak najbardziej. No i teraz tylko jeszcze przydałaby się nam porządna reprezentacja polityczna. A tu, niestety, jest kłopot, bo Jarosław Kaczyński jest zbyt mało profesjonalny, jak na wyzwania współczesności.
I ja właśnie o to mam żal do tak zwanych „naszych” dziennikarzy. O to, że oni postanowili uczestniczyć w tej naszym wspólnej boju, nie mając kompletnie pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi i co jest czego przyczyną i powodem. Oni uznali nagle, że skoro społeczeństwo jakoś już tam się zorganizowało, że te 20, czy 30 procent to siła stosunkowo duża i względnie stabilna, to fakt, że i oni jakoś się w to zgodzili zaangażować i będą pisać wyłącznie prawdę, sprawia, że droga do zwycięstwa staje się prosta. Niech no tylko ten PiS zrobi u siebie porządek, to może nawet w samym środowisku dziennikarskim zawrze i kto wie, czy do nas nie dołączą też inni? Choćby tak jak to niedawno zrobili Majewski z Reszką.
Otóż nic podobnego! To jest diagnoza tak kompletnie błędna, że gdyby nie to, że tak wielu z nas ją przyjmuję, byłoby mi wręcz wstyd o niej pisać i z nią dyskutować. Prawda jest bowiem taka, że jeśli cokolwiek ma się w Polsce zmienić, początek tym zmianom nie ma dać Jarosław Kaczyński i jego partia. Oczywiście, byłoby świetnie, gdyby tam się coś poprawiło. Byłoby znakomicie, gdyby nagle każdy z nich się zabrał do roboty i pokazał, że mu zależy na Polsce. Powiem szczerze, że mi by nawet wystarczyło, gdyby nie tylko Jarosław Kaczyński, ale wszyscy pozostali politycy PiS-u przestali się kumplować z tą całą bandą zdrajców i zaprzańców. Nie zmienia to jednak faktu że wszystko musi się zacząć w mediach. Dopóki media – choćby i te tak zwane „nasze” – będą stanowiły część Systemu, nie ma w ogóle o czym mówić. A media się nie zmienią – mam tu wciąż na myśli wyłącznie media prawicowe, bo tamte mnie nie interesują – dopóki ich bazę stanowić będą durnie i osły bez pojęcia i bez kręgosłupów.
Czy stało się coś, co mi kazało pisać dziś ten tekst, właśnie w takim kształcie? Owszem. Wprawdzie to nic takiego, ale owszem – stało się. Otóż poszło, jak się można domyślać, o „Uważam Rze” i Karnowskich. Prawdopodobnie w celu zaznaczenia swojej otwartości na inne środowiska i udobruchania wszystkich tych, których po ubiegłotygodniowej rozmowie z ojcem Rydzykiem udobruchać należało, tym razem przeprowadzili oni rozmowę z przewodniczącym KRRiT Janem Dworakiem, poświęcili ją niemal w całości próbie przekonania Dworaka, że radio i telewizja kłamią, i w tej rozmowie od początku do końca polegli. Ktoś się spyta, czemuż to mianowicie polegli oni przy zadaniu, wedle wszelkich danych, tak nieprzyzwoicie prostym? Otóż z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że oni nie są w stanie dyskutować z Dworakiem na temat medialnej opresji, bo zwyczajnie nie mają o niej pojęcia, a drugi to ten, że oni się jak zwykle – czy to z lenistwa, czy ze zbyt dużej pewności siebie – do tej rozmowy kompletnie nie przygotowali. Karnowscy, próbując zaczepiać Dworaka o brak pluralizmu w mediach i o medialne manipulacje, od samego początku przyjęli jego metodę, a więc wyszli z założenia, że wszystko zależy od tego, by sprawiedliwie porozkładać wpływy, wpuścić na antenę kilku „niepokornych” dziennikarzy, upomnieć paru wariatów, by przestali wykorzystywać antenę do manifestowania swoich prywatnych obsesji, a wszystko się ułoży. Słysząc te idiotyzmy, Dworak zrobił to co się wręcz narzucało, a więc poinformował Karnowskich, że on się oczywiście stara wszystko bardzo sprawiedliwie podzielić, ale że przecież każdy widzi, że pluralizm już jest i ma się dobrze. O czym świadczy choćby to, że ukazuje się taki magazyn jak „Uważam Rze”, a jak idzie o telewizję, to chyba każdy widzi, jak się ostatnio bezlitośnie krytykuje rząd.
Daję słowo, że tak było. Dokładnie tak to wyglądało. Jeden z Karnowskich, prawdopodobnie po to, żeby ostatecznie Dworaka pogrążyć, i w najgłębszym przekonaniu, że świetnie wie, jak to zrobić, zwrócił się do niego w taki oto sposób: „Nie można mówić o zdrowej demokracji, kiedy wszystkie główne stacje telewizyjne chwalą rząd dzień po dniu”. Gdybym nie wiedział, kto tu jest kim i że prawdopodobnie jednak mamy tu tylko do czynienia ze zwykłą tępotą dwóch panów, musiałbym uznać, że oto mamy tak zwaną ustawkę, gdzie para reżimowych dziennikarzy prowadzi udawany wywiad z reżimowym urzędnikiem, gdzie wszyscy się wcześniej umówili, że pytania muszą być ostre, a odpowiedzi spokojne i nie znoszące sprzeciwu. No bo co to się tu dzieje? Karnowscy są naprawdę przekonani, że problemem naszych mediów jest to, że one chwalą rząd. Oni naprawdę widzą rzeczywistość w ten sposób, że media od rana do wieczora, wbrew faktom i wbrew najbardziej przejrzystej rzeczywistości, chwalą rząd, zgnuśniała opozycja na te kłamstwa nie jest w stanie przedstawić choćby pozorów aktywności, a biedny naród daje się tu tak fatalnie nabierać? Otóż wygląda na to że tak. Że oni dokładnie w ten sposób to widzą. Reżimowe media chwalą nieustannie rząd, a oni – niepokorni dziennikarze – bez pomocy silnej opozycji nie sa w stanie się przebić.
Nie ma się więc co dziwić, że Dworak – człowiek, który, w odróżnieniu od tych dwóch bęcwałów świetnie wie, co się dzieje – z zupełnie czystym sumieniem może na to odpowiedzieć, ze ależ on się zgodzić nie może. Przecież każdy widzi, że ostatnio rząd jest nieustannie we wszystkich telewizjach atakowany, za „aferę lekową, opóźnienia w budowie autostrad, ACTA, Stadion narodowy, a teraz już i wiek emerytalny”, i że oczywiście, wciąż można ich atakować jeszcze bardziej, ale niedługo, kiedy już wejdą te multipleksy, na pewno Karnowscy będą mieli jeszcze więcej powodów do satysfakcji.
A ja akurat podejrzewam, że on specjalnie wspomniał o tych multipleksach, żeby ich skutecznie sprowokować do zadania pytania o Rydzyka, gdzie ich – jak już wspomniałem, kompletnie nieprzygotowanych – rozniósł na strzępy. A im nawet nie przyszło do głowy, by go spytać, dlaczego, skoro jest taki serdeczny i szczery, do ojca Rydzyka zwraca się per „pan”, i, zamiast tego – naprawdę! – błagali go, żeby jako „człowiek ‘S’, wyrosły z tradycji katolickiej”, zechciał wesprzeć polski patriotyzm. A w tej sytuacji oczywiście, to on ma rację, a nie Karnowscy. Czy dlatego, że on stoi po stronie światła, a oni po stronie ciemności? Ależ skąd! Tu w ogóle chodzi o co innego. Sprawa polega na tym, że on wie, że reprezentuje System i czego ów System od niego wymaga, a oni, nieboraczki, tego nie wiedzą, a ponieważ są całkowicie bezwolni, wystarczy ich odpowiednio popchnąć, by robili dokładnie to, czego się od nich oczekuje. Karnowscy – a z nimi cała reszta tej naszej prawicowej żurnalistyki – są szczerze przekonani, że jeśli rząd krytykuje jedynie Miecugow z Morozowskim, to ta krytyka jest niepełna, ta krytyka krytyką nie jest. Dopiero sytuacja, kiedy obok Miecugowa i Morozowskiego pojawi się Lisicki z Wildsteinem, to ludzie pojmą, co tak naprawdę się wyprawia i odwrócą się od złych rządów Donalda Tuska. Oni są o tym przekonani, bo zwyczajnie nie mają pojęcia, że stan, w jakim dziś znalazła się Polska, jest utrzymywany we względnej stabilności nie dzięki prostemu kłamstwu, ale dzięki bardzo skomplikowanej manipulacji. Że nawet jeśli wszystkie informacyjne i publicystyczne programy we wszystkich telewizjach i stacjach radiowych, i wszystkie poważne analizy we wszystkich poważnych dziennikach i magazynach, nagle zamienią się w antyrządową strzelnicę, to większość społeczeństwa w najlepszym wypadku pozostanie na stan w jakim znalazła się Polska obojętna. Dlaczego? Bo za tym strzelaniem nie będzie stał jakikolwiek poważny plan, poza jednym – że wszystko ma zostać tak jak jest. Z dominującym poczuciem beznadziei i równie powszechnym życzeniem, by wreszcie Jarosław Kaczyński zdechł.
Napisałem, że Karnowscy są tępi. Czy tak jest w rzeczywistości? Możliwe. Ale możliwe jest też inne wyjaśnienie tej zagadki, i, powiem szczerze, że ono mnie być może przekonuje jeszcze bardziej. Otóż biorę pod uwagę, że za tym co oni robią i mówią, nie stoi jakieś szczególne bałwaństwo, ale że ich determinuje to, że są częścią branży dziennikarskiej, a więc branży, która się niemal w całości sprostytuowała na rzecz Systemu, i że ci wszyscy ich koledzy, którzy biorą udział w tym procederze, to nie są jacyś tam błądzący zwolennicy Platformy Obywatelskiej, lecz normalni kolaboranci. I gdyby im to przeszkadzało, to by się z tego uwikłania wyzwolili. Tyle tylko że im to akurat w ogóle nie przeszkadza. Dlatego właśnie sobie wmawiają, że to nie chodzi o System, ale wyłącznie o ludzkie postawy. O walkę prawdy z kłamstwem na poziomie czysto indywidualnym. Że kiedy oni piszą, że są „autorami niepokornymi”, oni autentycznie w to wierzą. Bo inaczej musieliby uznać, że nie są nawet dysydentami. I że to oni tak naprawdę są winni temu, że w Polsce dzisiejszej tryumfuje przemoc i kłamstwo. A gdyby to uznali, następnym krokiem musiałoby być to, że zaczęliby się zwracać do Dominiki Wielowiejskiej per „proszę pani”. A tego nie zrobią. Bo to jest całe ich życie. I, powiem uczciwie, że ja to jestem w stanie zrozumieć i przyjąć. Tylko niech oni przestaną wreszcie pieprzyć, że to wszystko przez marną opozycję. Bo słuchając tych idiotyzmów, można dostać jasnej cholery. A cholera, jak wiemy, jest bardzo niezdrowa.

Jak kiedyś powiedział Jack Torrens, „I’ve been away. But I’m back”. Nie pisałem troszkę dłużej, bo tekst o Polakach i Żydach bardzo się spodobał, i pomyślałem, że niech będzie sobie troszkę dłużej tu eksponowany. Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Dziękuję również za finansowe wspieranie tego bloga. Oczywiście proszę o dalszą, stałą pomoc. Również przez kupowanie książki. I tu, i w Katowicach w księgarni „Wolne Słowo” i w Poznaniu u Karmelitów na Działowej, i w Warszawie w Alejach KEN w sklepie Foto-Mag.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...