O
człowieku nazwiskiem Bartosz Marczuk słyszałem w życiu trzy razy
i od razu muszę oświadczyć, że za każdym razem było to dla mnie
doświadczenie na poziomie informacji, że oto właśnie tak się
zdarzyło, że zachorowałem na cholerę. Za pierwszym razem miało
to miejsce kilka lat temu, kiedy ów Marczuk postanowił założyć
bloga w Salonie24 i od razu walnął z najgrubszej rury:
„Powiem
wprost. Wszystkich, którzy uważają, że wydłużenie wieku
emerytalnego jest złe uważam albo za głupków albo za cyników.
Jest jasne jak słońce, że jeśli żyjemy dłużej powinniśmy
dłużej pracować. Dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze
świadczeń. Ktoś kto tego nie rozumie jest głupkiem, ktoś kto
rozumie, ale wykorzystuje w debacie lęki ludzi, jest cynikiem.
Dobrze, że Trybunał Konstytucyjny dał im w tym tygodniu odpór i
obronił decyzję o dłuższej pracy”.
Przeczytałem
tekst Marczuka i zrobił on na mnie takie wrażenie, że nie dość,
że w jednej sekundzie postanowiłem go zniszczyć u siebie na blogu,
co też, jak sądzę dotychczas, udało mi się znakomicie, to
jeszcze uznałem za stosowne udostępnić mu godne miejsce w swojej
książce o Diable.
Drugi
raz potknąłem się o ten muchomor, kiedy dowiedziałem się, że
Marczuk został powołany na stanowisko wiceministra pracy w rządzie
Prawa i Sprawiedliwości. I to już było naprawdę coś. Wziąć do
rządu, który ma w swojej nazwie słowa „prawo” i
„sprawiedliwość”, którego program zawiera się w haśle „Dobra
Zmiana”, rządu który od początku do końca opiera się na
autorytecie Jarosława Kaczyńskiego, agresywnego, pozbawionego śladu
ludzkiej wrażliwości liberała, w
dodatku oficjalnie głoszącego, że rząd, w ramach którego ma
zamiar działać, to banda albo głupków, albo cyników, zrobiło
na mnie wrażenie ponurego żartu, no ale uznałem, że widocznie
minister Rafalska ma jakieś zobowiązanie w stosunku do jego mamy,
lub siostry i obiecała mu tę robotę. W końcu nie ona pierwsza i
nie ostatnia, podobnie jak prawdopodobnie nie on tam
jedyny, a to że ja go
rozpoznałem, to wyłącznie kwestia przypadku.
No
i oto wczoraj trafiłem na Marczuka po raz trzeci, kiedy on
postanowił skomentować na Twitterze zorganizowany przez Związek
Nauczycielstwa Polskiego strajk i zrobił to w taki sposób, że dziś
prawdopodobnie nie ma w Polsce nauczyciela, który by wierzył w to,
że to co proponuje Prawo i Sprawiedliwość to jakakolwiek zmiana, a
już z całą pewnością zmiana dobra. Domyślam się również,
że znacznie przy tym wzrosła liczba osób, które uważają, że
program 500+ plus to jest zwyczajne oszustwo, które prędzej czy
później musi wyjść na wierzch, tak jak właśnie wyszło na
wierzch to, że Rafalska zatrudnia u siebie kogoś tak strasznego.
Cóż takiego nam ów ciekawy człowiek powiedział? Oddajmy mu głos:
„Paradoks.
Strajkuje dziś grupa zawsze z największymi przywilejami w Polsce.
Pewny awans i wysokie wynagrodzenie, ochrona, krótki czas pracy,
extra urlopy. O co chodzi?”
Nie
będę tu nikomu, a tym bardziej Marczukowi, który akurat nie
zasługuje na nic więcej jak na to by mu splunąć na głowę z
samego czubka Pałacu Kultury, tłumaczył na czym polega
horrendalność tej wypowiedzi, zwłaszcza w sytuacji gdy autorem
jest przedstawiciel tak zwanej klasy pasożytniczej, bo to jest
dokładnie to, z czym mamy do czynienia w jego akurat przypadku,
chciałbym natomiast zwrócić uwagę na reakcję, jaką wypowiedź
Marczuka wywołała ze strony tych, których, jak mieliśmy prawo
wierzyć, jak najbardziej słusznie, odsunęliśmy od bezpośredniego
wpływu na losy kraju. Otóż nie zaszło jeszcze słońce nad owym
idiotyzmem, jaki się wylał z marczukowego łba, jak portal tvn24.pl
przedstawił bardzo solidne i treściwe wyliczenie wszystkich
rzekomych przywilejów, jakimi polskie państwo obdarza nauczycieli
za to, że oni w pewnym momencie swojego życia odnaleźli w sobie tę
pasję, która ostatecznie zdefiniowała ich życie. A więc ową
nędzną pensję, owo zaharowywanie się na śmierć wieczorami i w
weekendy, ów nieustanny stres, jaki w każdym nauczycielu, który
jeszcze zachował zdrowe zmysły, wywołuje kontakt z dyrekcją,
pokojem nauczycielskim, czy wreszcie klasą szkolną, owe nieustanne
zebrania i szkolenia, owe wycieczki szkolne, gdzie nauczyciel 24
godziny na dobę musi mieć oczy otwarte, by nie pójść siedzieć
za głupotę pozostających pod jego opieką dzieci. Okazuje się, że
wystarczyło nam wystawić jednego durnia, by ci, którzy w ciągu
minionych lat, z pełną premedytacja i cynizmem, urządzili
nauczycielom oraz polskiej szkole to piekło, mogli się nagle
pokazać, jako ci, którzy rozumieją problem i znają receptę.
Wystarczyło pozwolić Marczukowi, by w imieniu rządu Prawa i
Sprawiedliwości poinformował nauczycieli, co dla nich ów rząd
szykuje, by wszyscy ci wszyscy, którzy dotychczas – dokładnie tak
samo jak dziś Marczuk – powszechnie głosili konieczność
ukrócenia bezkarności tak zwanej „nauczycielskiej mafii”,
nabrali wiatru w żagle i z jeszcze większym niż dotychczas
zaangażowaniem głosili konieczność odbudowania tego, co rzekomo
jest właśnie niszczone. Jestem pewien, że już niedługo pojawi
się postulat najpierw dymisji Marczuka, potem Rafalskiej za to, że
ta go uparcie broni, a następnie premier Szydło, za to, że broni
Rafalskiej. A co naprawdę ponure, jeśli taki będzie rozwój
wydarzeń, to postulat jak najbardziej słuszny.
W
tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wyprzedzić ten atak i
wystąpić z tym apelem w imieniu swoim i czytelników tego bloga:
Spieprzaj, dziadu! Precz! Zejdź nam pan
z oczu raz i na zawsze.
Swoją obecnością pan
wyłącznie zaśmiecasz
tę przestrzeń. Won!
Pozdrawiam wszystkich z pociągu, którym akurat własnie dojeżdżam do Warszawy, by się na Targach
Wydawców Katolickich spotykać z Czytelnikami. Dziś i jutro będę
od rana do wieczora czuwał na stoisku Kliniki Języka oznaczonym
numerem 99. Zapraszam wszystkich.