Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Marczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Marczuk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

Bartosz Marczuk, czyli dziady napadają

O człowieku nazwiskiem Bartosz Marczuk słyszałem w życiu trzy razy i od razu muszę oświadczyć, że za każdym razem było to dla mnie doświadczenie na poziomie informacji, że oto właśnie tak się zdarzyło, że zachorowałem na cholerę. Za pierwszym razem miało to miejsce kilka lat temu, kiedy ów Marczuk postanowił założyć bloga w Salonie24 i od razu walnął z najgrubszej rury:
Powiem wprost. Wszystkich, którzy uważają, że wydłużenie wieku emerytalnego jest złe uważam albo za głupków albo za cyników. Jest jasne jak słońce, że jeśli żyjemy dłużej powinniśmy dłużej pracować. Dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze świadczeń. Ktoś kto tego nie rozumie jest głupkiem, ktoś kto rozumie, ale wykorzystuje w debacie lęki ludzi, jest cynikiem. Dobrze, że Trybunał Konstytucyjny dał im w tym tygodniu odpór i obronił decyzję o dłuższej pracy”.
Przeczytałem tekst Marczuka i zrobił on na mnie takie wrażenie, że nie dość, że w jednej sekundzie postanowiłem go zniszczyć u siebie na blogu, co też, jak sądzę dotychczas, udało mi się znakomicie, to jeszcze uznałem za stosowne udostępnić mu godne miejsce w swojej książce o Diable.
Drugi raz potknąłem się o ten muchomor, kiedy dowiedziałem się, że Marczuk został powołany na stanowisko wiceministra pracy w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. I to już było naprawdę coś. Wziąć do rządu, który ma w swojej nazwie słowa „prawo” i „sprawiedliwość”, którego program zawiera się w haśle „Dobra Zmiana”, rządu który od początku do końca opiera się na autorytecie Jarosława Kaczyńskiego, agresywnego, pozbawionego śladu ludzkiej wrażliwości liberała, w dodatku oficjalnie głoszącego, że rząd, w ramach którego ma zamiar działać, to banda albo głupków, albo cyników, zrobiło na mnie wrażenie ponurego żartu, no ale uznałem, że widocznie minister Rafalska ma jakieś zobowiązanie w stosunku do jego mamy, lub siostry i obiecała mu tę robotę. W końcu nie ona pierwsza i nie ostatnia, podobnie jak prawdopodobnie nie on tam jedyny, a to że ja go rozpoznałem, to wyłącznie kwestia przypadku.
No i oto wczoraj trafiłem na Marczuka po raz trzeci, kiedy on postanowił skomentować na Twitterze zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego strajk i zrobił to w taki sposób, że dziś prawdopodobnie nie ma w Polsce nauczyciela, który by wierzył w to, że to co proponuje Prawo i Sprawiedliwość to jakakolwiek zmiana, a już z całą pewnością zmiana dobra. Domyślam się również, że znacznie przy tym wzrosła liczba osób, które uważają, że program 500+ plus to jest zwyczajne oszustwo, które prędzej czy później musi wyjść na wierzch, tak jak właśnie wyszło na wierzch to, że Rafalska zatrudnia u siebie kogoś tak strasznego. Cóż takiego nam ów ciekawy człowiek powiedział? Oddajmy mu głos:
Paradoks. Strajkuje dziś grupa zawsze z największymi przywilejami w Polsce. Pewny awans i wysokie wynagrodzenie, ochrona, krótki czas pracy, extra urlopy. O co chodzi?
Nie będę tu nikomu, a tym bardziej Marczukowi, który akurat nie zasługuje na nic więcej jak na to by mu splunąć na głowę z samego czubka Pałacu Kultury, tłumaczył na czym polega horrendalność tej wypowiedzi, zwłaszcza w sytuacji gdy autorem jest przedstawiciel tak zwanej klasy pasożytniczej, bo to jest dokładnie to, z czym mamy do czynienia w jego akurat przypadku, chciałbym natomiast zwrócić uwagę na reakcję, jaką wypowiedź Marczuka wywołała ze strony tych, których, jak mieliśmy prawo wierzyć, jak najbardziej słusznie, odsunęliśmy od bezpośredniego wpływu na losy kraju. Otóż nie zaszło jeszcze słońce nad owym idiotyzmem, jaki się wylał z marczukowego łba, jak portal tvn24.pl przedstawił bardzo solidne i treściwe wyliczenie wszystkich rzekomych przywilejów, jakimi polskie państwo obdarza nauczycieli za to, że oni w pewnym momencie swojego życia odnaleźli w sobie tę pasję, która ostatecznie zdefiniowała ich życie. A więc ową nędzną pensję, owo zaharowywanie się na śmierć wieczorami i w weekendy, ów nieustanny stres, jaki w każdym nauczycielu, który jeszcze zachował zdrowe zmysły, wywołuje kontakt z dyrekcją, pokojem nauczycielskim, czy wreszcie klasą szkolną, owe nieustanne zebrania i szkolenia, owe wycieczki szkolne, gdzie nauczyciel 24 godziny na dobę musi mieć oczy otwarte, by nie pójść siedzieć za głupotę pozostających pod jego opieką dzieci. Okazuje się, że wystarczyło nam wystawić jednego durnia, by ci, którzy w ciągu minionych lat, z pełną premedytacja i cynizmem, urządzili nauczycielom oraz polskiej szkole to piekło, mogli się nagle pokazać, jako ci, którzy rozumieją problem i znają receptę. Wystarczyło pozwolić Marczukowi, by w imieniu rządu Prawa i Sprawiedliwości poinformował nauczycieli, co dla nich ów rząd szykuje, by wszyscy ci wszyscy, którzy dotychczas – dokładnie tak samo jak dziś Marczuk – powszechnie głosili konieczność ukrócenia bezkarności tak zwanej „nauczycielskiej mafii”, nabrali wiatru w żagle i z jeszcze większym niż dotychczas zaangażowaniem głosili konieczność odbudowania tego, co rzekomo jest właśnie niszczone. Jestem pewien, że już niedługo pojawi się postulat najpierw dymisji Marczuka, potem Rafalskiej za to, że ta go uparcie broni, a następnie premier Szydło, za to, że broni Rafalskiej. A co naprawdę ponure, jeśli taki będzie rozwój wydarzeń, to postulat jak najbardziej słuszny.
W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wyprzedzić ten atak i wystąpić z tym apelem w imieniu swoim i czytelników tego bloga: Spieprzaj, dziadu! Precz! Zejdź nam pan z oczu raz i na zawsze. Swoją obecnością pan wyłącznie zaśmiecasz tę przestrzeń. Won!

Pozdrawiam wszystkich z pociągu, którym akurat własnie dojeżdżam do Warszawy, by się na Targach Wydawców Katolickich spotykać z Czytelnikami. Dziś i jutro będę od rana do wieczora czuwał na stoisku Kliniki Języka oznaczonym numerem 99. Zapraszam wszystkich.


sobota, 10 maja 2014

O konserwatywnych filantropach i koktailu z grzybów

Jeszcze wczoraj, na głównej stronie Salonu 24, wisiał tekst człowieka, o którego istnieniu wcześniej, szczerze powiedziawszy, w ogóle nie miałem pojęcia, a który nazywa się Bartosz Marczuk, jak sam o sobie pisze, jest dziennikarzem i publicystą, „teraz w Rzeczpospolitej”, no i ma pięcioro dzieci. Ja oczywiście – jako że tego Marczuka, jak już wspomniałem, dotychczas nawet nie kojarzyłem – nie wiem, czy te dzieci to on ma z jedną żoną, czy z dwiema, a może trzema, i sytuacji nie polepsza nawet fakt, że on, jak się dziś dowiaduję, przyszedł do „Rzeczpospolitej” prosto z Fundacji Republikańskiej, natomiast kiedy przeczytałem te informację, natychmiast pomyślałem sobie, że za tego typu sztuki powinno się zwyczajnie walić w tak zwany „głupi łeb”. Dlaczego? Dlatego, że mało jest działań równie bezczelnych i irytujących, jak potrząsanie liczbą posiadanych dzieci, jako argumentem w kwestiach nie dość, że nie związanych z indywidualną potencją, to dotyczących spraw od owej potencji odległych o tysiące lat świetlnych.
Po co więc Marczukowi te dzieci? Tak w ogóle to nie wiem, ale domyślam się, że w tym konkretnym przypadku po to, by w ten sposób dowieść bez pudła, że jeśli ktoś mówi, że przeciwko podwyższaniu ustawowego wieku emerytalnego opowiadają się wyłącznie durnie i cyniczne świnie, ten ktoś wcale nie musi być jakimś podłym liberałem, ale równie dobrze może być wyznawcą papieskiej nauki o „miłości wzajemnej i dobroci”. A to jest to, co ów Marczuk mówi. Już w samym tytule pojawiają się ci głupcy i cynicy, ale to mu jest na tyle jeszcze mało, że dla pewności podkreśla tę myśl już w samym tekście. Pisze więc:
Powiem wprost. Wszystkich, którzy uważają, że wydłużenie wieku emerytalnego jest złe uważam albo za głupków albo za cyników. Jest jasne jak słońce, że jeśli żyjemy dłużej powinniśmy dłużej pracować. Dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze świadczeń. Ktoś kto tego nie rozumie jest głupkiem, ktoś kto rozumie, ale wykorzystuje w debacie lęki ludzi, jest cynikiem. Dobrze, że Trybunał Konstytucyjny dał im w tym tygodniu odpór i obronił decyzję o dłuższej pracy”.
Dalej akurat tekstu Marczuka nie czytałem, natomiast uważam, że nawet jak na dziennikarza bez żadnej istotnej historii, tego typu pisarstwo robi wrażenie. Cóż to bowiem oznacza, że ktoś uważa wydłużenie wieku emerytalnego za „złe”? Jest ktoś taki? Ja mogę uważać, że to zagranie jest głupie, albo właśnie cyniczne, ale złe??? Cóż to za kategoria? No a tu mamy właśnie coś takiego. I jakby tego było mało, jest jeszcze ten Trybunał z jego „odporem”. Ciekawe, że Marczuk nie czuje wstydu pisząc takie rzeczy. Czy to jest możliwe, że to jest ktoś z rodziny Weroniki Marczuk? Myślę że tak, bo wystarczą te dwie rzeczy, by się już nawet nie chciało zastanawiać nad tym, jak podobno uczciwy człowiek może nie widzieć, o co chodzi władzy, kiedy ona nam – przecież Marczuk tylko powtarza za Tuskiem – tłumaczy, jak gdybyśmy bez niej tego nie wiedzieli, że „dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze świadczeń”.
No ale dajmy już spokój temu dziwakowi, bo, jak wiemy, nie ma takiego idiotyzmu, który nie mógłby zostać w jednej chwili przebity przez coś większego. A tu mamy zdarzenia naprawdę poważne. Oto zapowiadana jest książka niejakiego Markusa (naprawdę!) Marcinkiewicza stanowiąca podobno poradnik dla wszystkich obecnych i przyszłych windykatorów, jak windykować szybko i skutecznie. Wprawdzie, z tego co wiemy, Marcinkiewicz ani nie ma pięciorga dzieci, ani nie należy do Fundacji Republikańskiej, natomiast „prywatnie jest pasjonatem gier, muzyki elektronicznej, a także filantropem” i to zapewne go uwiarygadnia na poziomie etycznym. A, wbrew pozorom, kiedy on pisze o skutecznym windykowaniu, główny nacisk kładzie – zupełnie jak Marczuk w kwestii tych emerytur – na etyczną stronę zagadnienia. Książki Marcinkiewicza wciąż na rynku nie ma, ale znamy jej omówienie. Pozwólmy, że sam się na dłuższą chwilę zamknę:
Aby wygrać z dłużnikiem musisz najpierw złamać jego psychiczny opór obronny, chroniący go przed podjęciem męczącego wysiłku naprawy własnego życia! […] Windykator jest samurajem, Rycerzem Jedi, realizującym wielką misję! Wierzy, że dłużnicy o słabszej odporności psychicznej ulegają demonom nieuczciwości. Sile, która ciągnie ich na samo dno mrocznej czeluści. Windykator toczy wielką wojnę, by ciemna strona wchłonęła jak najmniej ludzi. Musi jak najwcześniej zareagować, bo ogarnięty mrokiem dłużnik stacza się w przepaść, ciągnąc ze sobą i niszcząc najbliższą rodzinę. Sposobem na realizację misji jest umiejętna gra na emocjach dłużnika.
Autor zajmuje się problemami etycznymi i moralnymi windykacji. Uświadamia, jakimi mechanizmami psychologicznymi posługują się dłużnicy. Jak zwodzą, okłamują i oszukują, by poradzić sobie z patologiczną i brutalną rzeczywistością, w której żyją. Kładzie nacisk na psychoterapeutyczne umiejętności i techniki wywierania wpływu na dłużnikach”.
Ostatnie dwie notki były poświęcone satanizmowi i wydaje mi się, że w pewnym sensie ta mieści się w temacie znakomicie. Tym razem jednak czuję się wyjątkowo bezradny, jeśli chodzi o szukanie sposobu skomentowania tego wszystkiego w jakiś inny sposób, niż przez czystą prezentację. A więc, mając nadzieję, że przynajmniej na sam koniec uda mi się powiedzieć coś inteligentnego, przedstawię już bez słowa komentarza znaleziony przez mnie w Sieci biogram owego czarownika. Posłuchajmy:
Z wykształcenia dziennikarz. Zawodowy windykator z doświadczeniem od 2003 roku. Jako windykator pracował dla AIG Bank Polska i Kruka, jako menedżer zespołów windykacji dla Ultima Ratio, BKK Wierzytelności, Casus Finanse oraz Eurobanku.
Od 2010 roku Wiceprezes Zarządu ARMADA Polska – Spółka windykacyjna, której jest współzałożycielem. Odpowiada za obszar operacji i negocjacji z dłużnikami. Specjalizuje się w przekonywaniu radykalnie opornych i ekstremalnie trudnych dłużników sektora B2C do rozpoczęcia regularnych spłat!
Zastosowany w jego firmie Model Marcinkiewicza sprawił, że dziś mówi się o ARMADA Polska, że jest najlepsza, bo windykuje dla firm windykacyjnych i funduszy skupujących pakiety wierzytelności. Ale to tylko jeden z powodów.
Praktyk. Ekspert i trener technik motywacji, windykacji, perswazji, wywierania wpływu, psychologii i manipulacji. Wykładowca i prelegent konferencji i kongresów, nie tylko windykacyjnych”.
No i jeszcze raz informacja kluczowa: „Prywatnie pasjonat gier, muzyki elektronicznej, a także filantrop”.
Na koniec proponuję Czytelnikom zagadkę intelektualną. Otóż w dyskusji pod poprzednią notką pojawiły się spekulacje co do tego, kto może stać za projektem zatytułowanym KrainaGrzybówTV. Osobiście, jak już to komuś powiedziałem wczoraj, kompletnie mnie nie interesuje, w kogo wcielił się tym razem Szatan. Dziś jednak zastanawiam się, czy ta odpowiedź nie jest zbyt oczywista? Czy nie jest po prostu tak, że to może ów Markus i jego firma Armada Polska, w ramach poszerzania działalności, uruchomiła to coś i próbuje nas zajść od boku?

Zapraszam wszystkich do księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl, gdzie mamy promocję na obie książki Toyaha: O siedmiokilogramowym liściu, i Elementarz. Nakład na wyczerpaniu, a dodruk nie jest planowany. Bardzo polecam. Jednocześnie serdecznie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym numerem konta. Na Diabła zawsze jest modlitwa. Na Marcinkiewicza może nie wystarczyć. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...