Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Gorzelik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Gorzelik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Gdy mężczyna ani dobrze kończy, ani dobrze zaczyna

 

       Gdy jeszcze w roku 2014 Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że kandydatem zjednoczonej prawicy w wyborach na Prezydenta RP będzie niemal nikomu wówczas nieznany Andrzej Duda, zamieściłem tu tekst, w którym napisałem, że to on właśnie obejmie ów urząd, choćby dlatego, że Bronisław Komorowski to ktoś, kogo jest w stanie pokonać choćby kołek w płocie. A zatem, kiedy nadszedł ów dzień zwycięstwa, byłem pełen zarówno radości, jak i satysfakcji. No i nie minęło tych parę miesięcy, jak, jeszcze przed zaprzysiężeniem, obok nazwiska Prezydenta zaczęło się pojawiać znane mi aż nazbyt dobrze nazwisko niejakiego Marcina Kędryny, jako rzekomego przedstawiciela prezydenta elekta do kontaktów z mediami i opisywanego przez media jako kolega Prezydenta ze szkoły.

       Napisałem, że Marcin Kędryna był mi aż nazbyt znajomy, przede wszystkim przez to, że wcześniej prowadził na Salonie24 bloga, którego ja osobiście, po pierwszych paru razach, starałem się obchodzić szerokim łukiem, a dodatkowo przez jego do tego stopnia ekstrawagancki wygląd, że nie można było o nim myśleć inaczej, jak o człowieku niespełna rozumu. No i oto, tuż po zaprzysiężeniu, zobaczyłem tego cudaka w najbliższym otoczeniu Prezydenta RP, tym razem już bez konkretnej informacji, do czego on Prezydentowi ma służyć. I tak to już było przez kolejne lata i kolejną kadencję, że gdziekolwiek w kraju czy na świecie, przebywał Prezydent, tak też gdzieś w kącie można było dojrzeć owego Kędrynę, bez podpisu i bez przydziału.

      Jeszcze w lipcu 2015 roku, w odpowiedzi na owe zamiary Andrzeja Dudy, napisałem kolejny tekst, który zakończyłem w następujący sposób:

Do inauguracji zostało nam 6 dni. 7 sierpnia Andrzej Duda obiecał ogłosić nazwiska ludzi, którzy będą mu pomagać w jego służbie dla Ojczyzny. Jeśli w tym towarzystwie, jako specjalista od kontaktów Prezydenta z mediami, znajdzie się człowiek, którego obecność musi spowodować, że świat zacznie zadawać pytanie: „Co to za jeden?”, a jedyną odpowiedzią będzie pełna zażenowania informacja, że to podobno „kolega Dudy ze szkoły” , to, przepraszam bardzo, ale ja już teraz ogłaszam, że świat, który znaliśmy, w tych dniach się skończył, a ja głupi nawet tego nie zauważyłem”.

      Dziś, po 10 latach prezydentury Andrzeja Dudy, jeśli możemy potwierdzić fakt, że świat, który znaliśmy się skończył, to powodów do tego jest oczywiście znacznie więcej niż Marcin Kędryna w Pałacu Prezydenckim, niemniej w momencie kiedy piszę ten tekst trochę się boję tego, co się stanie pojutrze i w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach. Tego się oczywiście boję, ale za to już wiem, co się stało ledwie wczoraj, czy przedwczoraj. Otóż proszę sobie wyobrazić, że w szale nadawania orderów komu popadnie, zaczynając od prezydenta Krakowa Majchrowskiego i komendanta głównego Policji, przez braci Karnowskich, po Magdę Ogórek, prezydent Duda postanowił wyróżnić Krzyżem Wolności i Solidarności człowieka nazwiskiem Jerzy Gorzelik. Kim jest ów ktoś, ja akurat, jako urodzony i zamieszkały na Śląsku, wiem bardzo dobrze, a to stąd, że przez wiele lat mogłem go oglądać i słuchać jego wrzasków, gdy za moimi oknami prowadził regularne demonstracje na rzecz oderwania Śląska od Polski. Dla mnie przez wszystkie lata swojej aktywności Gorzelik był symbolem najbardziej jednoznacznej zdrady i przedstawicielem równie jednoznacznej niemieckiej agentury. Do dziś pamiętam słynne wystąpienie, kiedy to ogłosił Gorzelik ni mniej ni więcej tylko:

Jestem Ślązakiem, nie Polakiem. Moja ojczyzna to Górny Śląsk. Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem. Państwo, zwane Rzecząpospolitą Polską, którego jestem obywatelem, odmówiło mi i moim kolegom prawa do samookreślenia. I dlatego nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa”.

       I oto, jak słyszę, ustępujący prezydent Andrzej Duda postanowił uhonorować Gorzelika Krzyżem Wolności i Solidarności. Gorzelika, który w roku 1989 miał zaledwie 18 lat, a jego realne związki z polską wolnością i polską solidarnością sprowadzają się do tego, że ile razy wchodziły mu one przed oczy, to odwracał się do nich plecami i składał kolejne deklarację, alebo po śląsku, albo wręcz po niemiecku.

      I oto prezydent Duda zapisuje Gorzelika do grona najbardziej zasłużonych Polaków, a ja sobie myślę, że spopularyzowane przez niesławnego Leszka Milera powiedzenie, że nieważne jak mężczyzna zaczyna, ale jak kończy, w odniesieniu do Andrzeja Dudy można zmodyfikować w taki sposób, że najgorzej jest jeśli człowiek ani dobrze kończy, ani nawet nie najlepiej zaczął. Tyle dobrego, że zawsze możemy się pocieszać, że mogło być znacznie gorzej, no i że za dwa dni nastąpi jednak 10 lat tłustych.



poniedziałek, 4 kwietnia 2011

O gorolach z RAŚ, Ruskich z Warszawy i Hanysach z Przemyśla

Poprzedni wpis dotyczył magazynu Press i postawy, jaką w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego przyjął System, jednak z jakiegoś powodu, w pewnym momencie, dyskusja pod tą notką poszła w stronę tzw. śląskiego obłędu i już w tej przestrzeni pozostała. Trochę tego żałuję, bo jeszcze zanim zamieściłem ów wpis o chujach z magazynu Press, planowałem kolejny poświęcić właśnie sprawie Gorzelika, jego bandy i ich autentycznych i przyszywanych sympatyków. Wpis ów się tu własnie ukazuje, a ja wiem, że ponieważ prawdopodobnie wszystko co było na ten temat do powiedzenia, zostało powiedziane, na bardziej interesującą rozmowę nie mam już co liczyć. No ale bywa i tak. Przynajmniej więc sobie poczytacie.
W niedawno opublikowanym Raporcie o Stanie Rzeczpospolitej, Jarosław Kaczyński napisał następujące słowa:
Istnieje wiele przesłanek, by twierdzić, że kategoria Narodu nie jest podnoszona w programach i zasadniczych wystąpieniach przedstawicieli PO, choć mówi się tam o Polakach czy pozycji Polski. Z drugiej strony, PO w swoim przekazie mocno podkreśla znaczenie regionalizmów, czego szczególnym przykładem jest ostentacyjne akcentowanie przez Donalda Tuska swojej kaszubskości.
Niedawno umieszczono, wbrew wyrokowi Sądu Najwyższego z 2007 roku, narodowość śląską w spisie powszechnym. Sąd Najwyższy słusznie bowiem wywiódł, że historycznie rzecz biorąc, niczego takiego jak naród śląski nie ma. Można dodać, że śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej.
W PO nie budzą protestu postawy jawnie antypolskie, wręcz obrażające Polaków. Przykładem jest choćby długotrwała obecność w tej partii Kazimierza Kutza, którego publicystyka w wielu wypadkach jest jadowicie antypolska. Ważny jest też stosunek do Ruchu Autonomii Śląska, którego członkowie kandydowali z list PO, mimo że ta formacja jawnie odcina się od polskości. Jej szef Jerzy Gorzelik mówi wprost: jestem Ślązakiem, nie Polakiem, Polska nie jest dla mnie najważniejsza. Niezwykle charakterystyczna jest też bardzo agresywna reakcja czołowego polityka PO, szefa klubu Tomasza Tomczykiewicza, na formułowaną w Sejmie krytykę decyzji zawarcia koalicji z RAŚ w samorządzie wojewódzkim, a także stała opcja tej partii na współpracę z Mniejszością Niemiecką na Śląsku Opolskim. I to mimo powtarzających się incydentów wskazujących na to, że przynajmniej niektórzy działacze tej mniejszości ostentacyjnie demonstrują nielojalność wobec państwa polskiego (zdejmowanie polskich flag i godła w gminach rządzonych przez MN)”.
Tyle. Gdyby pokusić się o proste i uczciwe podsumowanie tego co zostało powiedziane wyżej, myślę, że wystarczyłoby powiedzieć, że Jarosław Kaczyński we fragmencie swojego Raportu zaatakował polityczną ekspozyturę pewnej części mieszkańców Śląska, w postaci Ruchu Autonomii Śląska i w osobie jego szefa Jerzego Gorzelika, za działania separatystyczne. Działalność RAŚ Kaczyński nazwał antypolską i proniemiecką, i umieścił ją w szerszym, zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie, kontekście politycznym. Przy okazji, powołując się na wyrok Sądu Najwyższego z 2007 r., wyraził opinię, że coś takiego jak narodowość śląska nie istnieje, a jeśli ktokolwiek mimo wszystko się przy tym wciąż upiera, musi to oznaczać przyjęcie przez te osoby „zakamuflowanej opcji niemieckiej”.
Histeria jaka w związku z tym fragmentem raportu wybuchła, objęła swoim zasięgiem tereny znacznie wykraczające poza Śląsk i interesy tzw. Ślązaków. Dziś, w kolejnym dniu medialnej nagonki na Jarosława Kaczyńskiego, owe szaleństwo osiągnęło swój jak najbardziej karykaturalny wymiar nie tylko w tym, że całe grupy społeczeństwa, dotychczas związane ze Śląskiem w jeszcze mniejszym stopniu niż sam Jerzy Gorzelik – przypomnijmy tu, że jego mama ma korzenie przemyskie – demonstracyjnie zaczęły deklarować narodowość śląską, ale wobec, z jednej strony, oczywistości diagnozy Jarosława Kaczyńskiego, a drugiej, potrzeby nieustannego tępienia jego osoby, informacja dochodząca ze strony tak zwanych już dziś ‘biedronkowców’ stała się wyłącznie czymś na kształt emitującego spienioną ślinę bełkotu.
Oto wczoraj, w momencie rozpoczęcia audycji ‘Dzień po dniu’ w TVN24, red. Krzysztof Górnicki powiedział co następuje: „Nie milkną echa po raporcie Prawa i Sprawiedliwości i słowach Jarosława Kaczyńskiego sugerujących, że Ślązacy nie są prawdziwymi Polakami”. Oto doszło do tego, że Jerzy Gorzelik i jego towarzysze od lat deklarują, że Ślązacy nie są Polakami, intensywnie namawiają wszystkich, którzy czują się Ślązakami, do publicznego deklarowania narodowości śląskiej, przy każdej niemal okazji opisują Polskę i Polaków jako swego rodzaju okupantów i wyzyskiwaczy, i nagle z dnia na dzień, okazuje się, ze to nie on. Nie oni. To Jarosław Kaczyński, występując publicznie, otwarcie i stanowczo przeciwko określaniu Ślązaków jako nie-Polaków – określił Ślązaków jako nie- Polaków. I tym samym ich wszystkich śmiertelnie poobrażał.
W tej sytuacji, pozostaje mi już tylko podejrzewać, że w najbliższych dniach, w odruchu pogardy dla nacjonalistycznego zbydlęcenia Jarosława Kaczyńskiego, wszyscy Ślązacy, dotychczas deklarujący swój sprzeciw wobec prób nazywania ich Polakami, zaczną wpisywać do ankiet w rubryczce ‘narodowość’ – słowo ‘polska’. Natomiast cała reszta, a więc dziennikarze, artyści, celebryci, politycy Platformy Obywatelskiej, w tym swoim zupełnie niezwykłym psychicznym odlocie – zostaną Ślązakami. I wówczas Kazimierz Kutz będzie Polakiem z Krakowa, Donald Tusk Kaszubem urodzonym w swoim ukochanym Bytomiu, a Tomasz Lis chłopakiem z szopienickiego podwórka, posługującym się wyłącznie mową niemiecką. Marek Migalski założy w Raciborzu Towarzystwo Wspierania Prawdziwej Polskości, Joanna Kluzik ogłosi, że jest Portugalką z Frankfurtu i wówczas wszyscy oni pójdą na zakupy do Biedronki i kupią sobie oryginalny niemiecki bourbon wyprodukowany gdzieś we Francji, w cenie 32 zł za flaszkę.
A co z Gorzelikiem? Gorzelik ze względu na rodzinne koligacje swojej mamy, zostanie uznany przez swoich dotychczasowych kumpli za rasowo podejrzanego i zesłany na przymusowe roboty poza Rybnik. I niech się cieszy, jeśli uda mu się trafić przynajmniej do okręgu Karl-Marx-Stadt.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...