Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

Dreszyn, czyli Viva la Muerte

Parę dni temu, zainspirowany estetyczną ofertą magazynu ‘Viva’, przedstawiłem nieco bardzo ponurych refleksji na temat zbliżenia polsko-ukraińskiego, jakie mogliśmy w ciągu minionych trzech lat zaobserwować w naszym kraju. Przede wszystkim poszło o okładkę najnowszej ‘Vivy’, przedstawiającą pewnego Janiaka i jego żonę Malinowską, ozdobionych dwójką małych dzieci i tytułem „Karolina Malinowska & Olivier Janiak – Prawdziwe życie najmodniejszej polskiej pary”. To że sama okładka robi właściwie wrażenie wystarczające, nie podlega dyskusji, jednak całość efektu została skutecznie dopełniona przez zamieszczony wewnątrz numeru fotoreportaż z imprezy, jaką środowisko zorganizowało owemu Janiakowi z okazji 10 urodzin jego telewizyjnego programu. To właśnie po obejrzeniu tych zdjęć można było poczuć ten dawny wiatr ze wschodu.
Ponieważ wspomniane wydanie magazynu ‘Viva’ wciąż jest u nas w domu przekładane z miejsca na miejsce – nie wyłączając łazienki – nie dało się uniknąć tego, byśmy w sposób jak najbardziej naturalny zapoznali się z większą częścią jego zawartości. Zdaje sobie sprawę, że kierując uwagę czytelnika tego bloga już po raz drugi w stronę prasy kolorowej, ryzykuję być może nawet utratę czci, niemniej mam nadzieję, że kiedy już dokładnie wyjaśnię pobudki, jakimi się tu kieruję, może nie będzie aż tak źle. A mogę z czystym sumieniem wszystkich zapewnić, że myśli jakie mi w tym momencie chodzą po głowie, nie są ani kolorowe, ani tym bardziej błyszczące kredą.
Otóż, z powodów o których już wspomniałem, stało się tak, że zajrzałem do głównego artykułu najnowszego wydania ‘Vivy’ i już dokładniej zapoznałem się z tym, co to za ludzie ten Janiak i Malinowska. Głównie przez przedstawione tam zdjęcia, ale też w związku z fragmentami ich wypowiedzi. Najpierw zdjęcia. Na pierwszym z nich, widzimy Malinowską – ni stąd ni z owąd w okularach – z uwodzicielsko zadartą nóżką i opartą o dziecięcy wózek. Na kolejnym, zrobionym w łazience tych państwa, widzimy opartą o umywalkę i rozkraczoną Malinowską w czymś co z dołu wygląda jak majtki. Obok niej, w prysznicu stoi Janiak, tyle że ani w majtkach ani rozkraczony, natomiast w pełnym stroju wyjściowym. Jeśli ktoś myśli, że żartuję, to zapewniam, że ani trochę. Ona wskakuje na umywalkę, natomiast on jest zamknięty w prysznicu w butach kowbojkach i w całej reszcie. Na zdjęciu następnym, Janiak leży rozwalony, w wyjściowym garniturze na sofie, podczas gdy rozkraczona Malinowska na niego włazi i zrywa mu z kołnierza muszkę. I tak dalej.
Ja oczywiście orientuję się trochę, co to znaczy ‘sesja dla Vivy’. Przychodzi do gwiazdy banda tzw. stylistów, o dokładnie tej samej estetycznej wrażliwości, co sama gwiazda i mniej więcej tym samym poziomie intelektualnym, ustawia ją tak, by z ich punktu widzenia wyglądała pięknie, a następnie robi serię zdjęć i już. Tu jednak, mam wrażenie, została przekroczona pewna granica. Na każdym z tych zdjęć, zarówno Malinowska jak i Janiak, wyglądają jak kurwy z ruskiej rozkładówki. Na domiar złego, i on i ona szczerzą się w tych swoich pozach w towarzystwie małych dzieci. Zdjęcie Malinowskiej z wózkiem jest tu autentycznie bulwersujące. Te okulary, te szpilki, to powłóczyste spojrzenie prosto w obiektyw, ten tyłek na wierzchu, ta dłoń na biodrze, ta zadarta noga, no i wreszcie ten dziecięcy wózek. Daję słowo, że ja tu nie widzę innego sensownego przekazu, jak tylko ten: Bierz mnie na tym wózku. A zatem jest ostro. Bardzo ostro.
I teraz oto robi się naprawdę ciekawie, bo Malinowska zaczyna mówić: „Tylko nie lukruj. My nie jesteśmy ciasteczkiem z kremem, tylko parą najzwyklejszą pod słońcem. Żyjemy tak jak inni. Nie żadni fashion people”. I dalej: „Niedawno urodził im się drugi syn – Christian. Starszy, Fryderyk, niebawem skończy dwa lata. A oni? Są coraz bardziej, bo świadomie, zakochani. Już nie tylko w sobie, ale też w zwykłym życiu, jakie wiodą, w domu, jaki stworzyli, w rodzinie, której dali fundamenty”. I dalej: „Ona raczej zamknięta, dużo mysli, mniej mówi. Najbardziej lubi zamknąć się wieczorem z książką – ulubioną ‘Mistrz i Malgorzata’ mogłaby czytać na okrągło – lub obejrzeć ulubiony serial ‘Na wspólnej’”. On natomiast „jest staroświecki. Odpowiedzialnie podchodzi do miłości, małżeństwa i rodziny. Zwłaszcza teraz, gdy są dzieci”. „Jak żyje na co dzień taka top para? Przecież to niemożliwe, by obywali się bez ekstrawagancji. A jednak. Nie mają willi z basenem. ‘Wystarcza nam mieszkanie na Pradze. Praga jest trochę jak łódzkie Bałuty, czyli zawsze jak w domu’, śmieje się Karolina”. No wreszcie są zakupy: „Ona lubi na co dzień ubrania z odzysku. Z secondo-handów. Raczej ‘dreszyn’ niż ‘fashion’. Nie jest rozrzutna”.
I tu nadchodzi bardzo dobry moment, żeby zabrać się za prawdziwy temat tych refleksji. Do tego jednak musimy wyobrazić sobie coś bardzo szczególnego. Jest sobotni ranek. Janiak się budzi, przygotowuje Malinowskiej śniadanie, ona z kolei prasuje mu koszulę i schodzi na dół. A przy stole siedzą już Piotrek, Dziamdziak i Sreliński – okazuje się, że Olivier, Fryderyk i Christian to czysta zmyłka – następnie Janiak zakłada swoje kowbojki i czerwoną marynarkę, ona szpile i miniówę na pupę, biorą dzieci i wózek i wyruszają na zakupy do starej szmaty, żeby Malinowska mogła sobie kupić jakiś tani „dreszyn” z odzysku. Mało tego. Należy się przygotować na dodatkowy ‘thrill’. Bo kiedy oni już wydadzą tych parę złotych w starej szmacie na ów „dreszyn” raczej, niż na „fashion”, pchają dalej ten wózek i… prosto do Biedronki. A tam? Co za radość! Sami znajomi! Jadwiga Staniszkis, Monika Olejnik, Donald Tusk z żoną i dziećmi. Janiak patrzy w stronę wejścia, a tam już wchodzą Justyna Steczkowska z Krzywym. A za nimi Gosia Baczyńska z Magdaleną Szejbal i wszyscy machają do niego już z daleka. Malinowska podjeżdża ze Sralińskim pod nabiał, a tu, co za niespodzianka – Agata Młynarska z Korą, która przyjechała do Warszawy na zakupy w tutejszej Biedronce. Bo tu z jakiegoś powodu jeszcze taniej niż w Krakowie. Ale zaraz! Czy to możliwe? Tak. Oto Robert Kozyra z Joanną Przetakiewicz właśnie wrócili z St. Barth’s, i też postanowili zajść do Biedronki, żeby kupić taniej śmietankę do porannej kawy. I wreszcie kasy. Można już płacić. Staje więc Janiak grzecznie w kolejce, wygrzebuje z kieszeni gotówkę, a tu przed nim Nina Terentiew, a tu za nim Maciej Zakościelny z Dianą Tadjuiiden. I jeszcze, już na sam koniec, kiedy cała nasza grupa wychodzi z zakupami, pełna satysfakcji, że znów udało się przyoszczędzić, wpadają na Jolantę Kwaśniewską, która akurat przywiązuje psa przed wejściem do swojej ulubionej Biedronki.
I tylko Jarosława Kaczyńskiego tam nie ma. Tego idioty, który przepłaca w jakichś drogich punktach. Bo jest durniem, który ani nie potrafi liczyć, ani też nie ma szacunku do biednych, porządnych ludzi. I niech się teraz nie dziwi, że mu się w życiu nie powiodło i wszyscy się od niego odsuwają. Głupi, rozpaskudzony cymbał. Na szczęście Polacy już się na nim dobrze poznali. I niech się też w tej sytuacji nie dziwi, że ani go nigdzie nie proszą, na ładne bankiety i na bale, i że nawet ‘Viva’ nie chce mu zrobić fajnego fotoreportażu.

środa, 23 marca 2011

Orzeł Biały dla Biedronki

Nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ile to już lat upłynęło od czasu, gdy połączone siły Systemu kazały Jarosławowi Kaczyńskiemu przepraszać za to, że obraził internautów. Wiem jednak, że było to na tyle dawno, że od tego czasu zdążyła się przez Polskę przewalić nie jedna medialna dyskusja – tyle że już jak najbardziej prawomyślna i politycznie poprawna – na temat tego, co Internet potrafi zrobić z ludzkim umysłem, i w jaki sposób ludzie, którzy spędzają zbyt dużo czasu w Sieci, w szybkim tempie tracą nie tylko umysłową, ale zwykłą ludzką sprawność. W ostatnich dniach doszło nawet do tego, że nawet ‘Tygodnik Powszechny’, tekstem Jana Hartmana, poinformował, że dzisiejsza młodzież to banda idiotów. No ale niektórym, jak widać, wolno więcej. A więc czas niechybnie płynie. A ja też przy tym wiem, że wspomnianego czasu upłynęło wystarczająco dużo, by połączone siły Systemu uznały ze już naprawdę najwyższy moment, by tego typu akcję powtórzyć. I jak widać, wreszcie okazja się trafiła.
Jarosław Kaczyński – przyznaję, że w ramach zwykłej politycznej promocji – zaszedł do osiedlowego sklepu i w świetle kamer zrobił zakupy. Chodziło o to, by pokazać Polakom, jak bardzo, od czasu gdy Donald Tusk zrobił nam wszystkim egzamin z cen jabłek i chleba, życie w Polsce stało się drogie. Niefortunnie, jak się dziś okazuje, jakiś przebiegły dziennikarz spytał przy tym Kaczyńskiego, dlaczego, chcąc dowieść, że w Polsce panuje drożyzna, wybrał zwykły sklep osiedlowy, a nie tanią Biedronkę, i Prezes na to odpowiedział, że Biedronka jest sklepem dla ludzi biednych, a on chciał sprawdzić coś bardziej w lokalnym standardzie. No i się zaczęło. Główny news odnośnie polskiej drożyzny został zatytułowany: „Jarosław Kaczyński nie kupuje w sklepach dla biednych”, a już po chwili został zmieniony na nowy – „Jarosław Kaczyński obraża ludzi biednych”.
To akurat samo w sobie jest niezwykle ciekawe. Otóż okazuje się, że dla niektórych z nich powiedzieć o kimś, że jest biedny, to w najwyższym stopniu obelga. I nie ma się czemu dziwić. Wielu z nich tak właśnie widzi świat. Jako piękne miejsce wyłącznie dla takich jak oni, gdzie podobno niestety są też i tacy co nawet niekiedy śmierdzą, tyle że o tym smrodzie mogą informować wyłącznie oni sami. Najlepiej bezpośrednio tych co im cuchną. Pisałem o jednym z nich niedawno i jestem pewien, że on też od wczoraj łazi po swoich znajomych i informuje wszystkich, że on akurat robi zakupy tylko w Biedronce.
A więc zatem, kiedy sprawa pierwszego i podstawowego przekazu została skutecznie załatwiona, do akcji ruszyli komentatorzy i rzucili się na Kaczyńskiego, że on gardzi Biedronką, podczas gdy WSZYSCY kupują w Biedronce. I Biedronka jest WSPANIAŁYM sklepem. I trzeba być osobą wyjątkowo paskudnie zepsutą, żeby w tak podły sposób traktować ludzi biednych, a obok nich fajne, Bogu ducha winne, sklepy, w którym ci nasi mniej zamożni bracia kupują. W pewnym momencie ton wypowiedzi w tej sprawie się tak zintensyfikował, że można było pomyśleć, że wszyscy jesteśmy biedni, a zwłaszcza już ci, co mają stałe etaty w telewizji TVN24, na czele z Moniką Olejnik. Tylko ten Kaczor się jak zwykle stawia ponad narodem.
Histeria ta w pewnym momencie przybrała wymiar na tyle karykaturalny, że do Szkła Kontaktowego zadzwoniła jakaś pani, której tak wszystko się pomieszało, że zaczęła krzyczeć na Jarosława Kaczyńskiego, że, gdyby on nie był taki bogaty, lecz musiał żyć ze zwykłej polskiej emerytury, to by dopiero wtedy zobaczył, jaka jest w Polsce bieda i jak wszystko drożeje. Ta wypowiedz była tak kuriozalna, że nawet ten prowadzący program nieszczęśnik musiał zainterweniować i wytłumaczyć tej pani, że właśnie o to w akcji Kaczyńskiego chodziło. Żeby pokazać, jak jest drogo i biednie. Tyle że co ona, biedaczka, miała zrobić? Nagle, zaledwie w ciągu paru godzin, na jej półprzytomną, pustą głowę zwaliło się tyle nowych informacji, że każdy by się pogubił.
No ale popatrzmy na całą sprawę spokojnie. Mamy tę Biedronkę, która – jak znam życie – prawdopodobnie niedługo zostanie przez Bronisława Komorowskiego udekorowana Orderem Orła Białego. A zatem, co to za sklep? Otóż ja nie kupuję w Biedronce z dwóch powodów. Po pierwsze, w pobliżu mam inny sklep tego typu, o nazwie Simply, który jest też bardzo tani, ale za to wygodny i sympatyczny. Jednak nawet gdybym miał tę Biedronkę pod samym domem, a ceny w niej były dwukrotnie niższe niż w tym moim Simply, to też bym tam nie kupował, bo byłem w Biedronce dwa razy w życiu i to było przeżycie bardzo dla mnie niemiłe. Z mojego skromnego doświadczenia wiem, że Biedronka to jest tak niemiłosierny syf, że moim zdaniem tam kupować mogą ludzie już tylko kompletnie zdesperowani. Biedronka jaką znam, to jest takie miejsce, gdzie wchodząc, człowiek otrzymuje jeden komunikat: „Bierz, płać tym co tam masz w kieszeni i won”. Są oczywiście inne sieci handlowe w stylu Biedronki, takie jak Plus, czy Liedl, jednak Biedronka jest jeszcze gorsza.
Tymczasem słucham wczoraj telewizyjnej wypowiedzi Jadwigi Staniszkis, która mówi, że ona, na przykład, kupuje jak najbardziej w Biedronce. Jadwiga Staniszkis kupuje w Biedronce??? Przepraszam bardzo, ale, przy całym moim dla niej szacunku, ja jej nie wierzę. Ona na pewno nie kupuje w Biedronce. Nie ma takiej możliwości, żeby akurat Jadwiga Staniszkis kupowała w Biedronce, o ile na przykład nie jest tak, że akurat w tej, która jest gdzieś niedaleko miejsca gdzie ona mieszka, na kasach nie siedzi jakiś wyżelowany młodzieniec z kolczykiem, który się jej podoba, i ona musi go raz dziennie zobaczyć. Poza tym – takiej możliwości nie ma. W Biedronce – dokładnie tak jak mówi Jarosław Kaczyński – kupują ludzie, którzy po pierwsze nie mają pieniędzy, po drugie posiadają wyłącznie gotówkę (tam się kart nie przyjmuje), ale też tylko ci z nich, którzy akurat nie mieli czasu i zaszli tam, bo była najbliżej. I ten fakt był znany powszechnie i przez nikogo nie kwestionowany jeszcze przedwczoraj. Dziś natomiast na Facebooku (a jakże!) ruszyła grupa o nazwie „Jestem ubogi – kupuje w Biedronce”, a ja stawiam wszystko, że 90% z tych 17 tysięcy, którzy się już tam zapisali, połowa to członkowie wcześniejszego projektu, pod nazwą „Kupuję w Biedronce, bo tam wszyscy wyglądają gorzej ode mnie”. A ja się już tylko pytam: czy to nie jest chore?
To co powiedział Jarosław Kaczyński bowiem, to najbardziej oczywista prawda. Biedronka to sklep dla ludzi biednych. To jest fakt, który nie podlega dyskusji. Tak jak nie podlegał dyskusji tamten sprzed lat, że Internet jest niebezpieczny i niektórych doprowadza do stanu, gdzie zostają już tylko gołe baby. Ten sklep jest nawet w ten sposób zorganizowany od środka, żeby tam nikt nie oczekiwał nic ponad to, że kupi jakiś byle jaki rodzaj mleka, czy masła, czy czegoś – taniej niż gdzie indziej. Oto cała filozofia tego portugalskiego przedsięwzięcia. Biedronka to jest taki biznes, jak linie lotnicze Ryanair, i to w dodatku jeszcze w niespełnionych nigdy planach ich właściciela, by tam sprzedawać miejsca stojące. Dziś widzę wyraźnie, że już tylko tego brakuje, by Jarosław Kaczyńskie powiedział, że Ryanair to tanie linie lotnicze, i został natychmiast skopany przez bandę jakiś dziennikarzy z TVN-u, którzy mu będą wciskać, że oni latają wyłącznie Ryanairem i to siedząc skromnie na podłodze.
Ale wczorajszy dzień przyniósł nam jeszcze coś. Otóż Adam Małysz powiedział, że jemu się chce bardzo śmiać, gdy widzi Jarosława Kaczyńskiego, jak na Krakowskim Przedmieściu pali świeczki dla swojego zmasakrowanego smoleńskiej rzezi brata, i że jego zdaniem Marta Kaczyńska błędnie wybrała miejsce spoczynku dla swoich rodziców. Że on by ich nie woził do Krakowa, ale kazał im leżeć gdzieś bliżej domu. I w tym momencie nastąpiła bardzo znamienna reakcja. Dokładnie ci sami ludzie, którzy dziś bronią Biedronkę przed zatrutym jęzorem Jarosława Kaczyńskiego, na te słowa z powagą skinęli swoimi łbami i powiedzieli, że Adam Małysz ma prawo wtrącać się w rodziną pamięć obcych ludzi. Że on może informować Jarosława Kaczyńskiego i Martę Kaczyńską w temacie zasad, według których należy czcić pamięć osób bliskich. Bo jest gwiazdą i autorytetem. No a poza tym bardzo daleko skacze na nartach. I wszyscy jesteśmy Adamem Małyszem. I wszyscy mamy wąsy. I wszyscy kupujemy w Biedronce. W tej sytuacji, proponuję, by prezydent Komorowski, jak już będzie dekorował tym orderem Biedronkę, to żeby dołączył do tego Małysza. Tak będzie ładnie i sprawiedliwie. No i do pary.

Korzystając z okazji, tradycyjnie już proszę wszystkich tych, którzy nie muszą korzystać z usług Biedronki, o finansowe wspieranie tego bloga. Dotychczasowym dobrodziejom, z serca dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...