Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2010

Jeżeli - ciąg dalszy

Nie wiedzieć czemu, w tym informacyjnym bagnie, jakie nas zalewa – od niedźwiedzi panda, przez pijanych nauczycieli, po nową fryzurę Joanny Muchy – pojawił się nagle temat tzw. dopalaczy, a więc chemicznych środków powszechnie i jak najbardziej legalnie sprzedawanych dzieciom w dużych polskich miastach, dla zarobku i ze zwykłego, pierwotnego pragnienia śmierci. Piszę „nie wiedzieć czemu”, bo w rzeczy samej ten typ informacji, w świecie niemal już nierzeczywistej zabawy i zidiocenia, nie wiadomo ani czemu ma służyć, ani też do kogo ma być faktycznie adresowany. Ktoś niezorientowany mógłby przypuszczać, że oto problem, który każdy normalnie myślący i w miarę uważny obserwator życia zna od lat doczekał się wreszcie odpowiedniego potraktowania ze strony polskiego państwa i że właśnie cały ten czarny biznes zostaje zlikwidowany, a jego właściciele postawieni wobec bankructwa. Na ten jednak temat nic nie wiadomo. Jeśli już, to jest wręcz odwrotnie. Informacja jest bowiem taka, że sprawa jest

Zawodowcy

Przy okazji dyskusji, jak przetoczyła się przez ten blog i zainteresowane okolice, przypomniał mi się w pewnym momencie program Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, w jakim swego czasu miałem przyjemność i zaszczyt wziąć udział. Gdyby ktoś nie pamiętał, Pospieszalski znalazł na moim blogu notkę, w której zaprezentowałem trzy zdjęcia Lecha Kaczyńskim z piłkarskim szalikiem, gdzie Prezydent przekłada ten szalik w dłoniach w taki sposób, by w końcu pięknie zaprezentować dumny napis ‘Polska’. Wspomniana notka dotyczyła faktu, że media pokazały tylko jedno zdjęcie z całej serii – zdjęcie na którym Lech Kaczyński trzyma przed sobą szalik z odwróconym napisem – i w ten sposób zaszczepiły w umysłach wielu informację, że nasz prezydent jest baranem, który nawet nie potrafi prawidłowo rozłożyć piłkarskiego szalika. Pospieszalskiego poza samymi zdjęciami zainteresowało coś jeszcze. Otóż widząc, że cała manipulacja została na tym skromnym blogu ujawniona, Agora – jak się okazuje właściciel owe

Paweł: Ta kampania to była fikcja

Wywiad, który przedstawiam poniżej, chodził mi i Pawłowi – naszemu człowiekowi w sztabie – po głowach już od dłuższego czasu. I pewnie nigdy by nie został przeprowadzony, spisany i dziś opublikowany, gdyby nie fakt, że od kilku dobrych tygodni publiczna przestrzeń wypełnia informacja, że Jarosław Kaczyński, dzięki niezwykle udanej i skutecznej pracy swojego sztabu, osiągnął znacznie lepszy wynik wyborczy, niż faktycznie na to zasłużył, a jeśli dziś robi wrażenie osoby z tego niezadowolonej, to może to wyłącznie świadczyć o tym, że z tej żałoby w jakiej się pogrążył, stracił rozum. To nieznośne kłamstwo jest na dodatek starannie podsycane przez niektórych prominentnych członków jego sztabu, oczywiście nie bezpośrednio, ale przez cały szereg niedopowiedzeń i aluzji, których główne przesłanie jest właśnie takie: Nikt nie wie, co się z tym biednym Jarosławem dzieje. O swoich powodach, w samym już wywiadzie, mówi sam Paweł. Jeśli idzie o mnie, na mnie największe wrażenie zrobiła rzecz z po

My psy

W cudownym komiksie dla dzieci Charlesa M. Schultza zatytułowanym Peanuts, a w Polsce znanym jako Fistaszki, jest taka scena jak pada deszcz, i Linus w desperacji postanawia wypowiedzieć zaklęcie : „Rain, rain, go away, come again some other day”, i … deszcz w jednej chwili przestaje padać. W pierwszej chwili chłopczyk jest zaledwie zaciekawiony, ale kiedy przy kolejnej próbie, sytuacja się powtarza, wpada w panikę i zaczyna płakać, że on z pewnością jest czarownicą i kiedy świat się o tym dowie, to go spali. Przychodzi Lucy i oczywiście nawet go nie próbuje pocieszać. Wręcz przeciwnie, bardzo ją to bawi i wciąż mu każe powtarzać eksperyment. No a on płacze. Taka to historyjka. Przypomniała mi się ona wczoraj, kiedy włączyłem tefauenowskie Fakty i pokazała się informacja z mojego punktu widzenia absolutnie porażająca. Otóż, jak się okazuje, pewien policjant został zelżony przez chuliganów słowami ‘pies’ i ‘pała’, poczuł się obrażony i podał ich do sądu o znieważenie. W odpowiedzi, sąd

Dupa, czyli poemat radosny

Jeśli ktoś ogląda w miarę regularnie sztandarowy program telewizji TVN24 zatytułowany Szkło Kontaktowe, z pewnością zauważył, że ogólny poziom audycji zaczyna zdecydowanie dryfować ku czemuś, co mogłoby stanowić karykaturę Radia Maryja, tak jak je widzą jego wrogowie. A więc karykatura karykatury – to jest mniej więcej punkt, do którego doszli autorzy, a może przede wszystkim wychowankowie Szkła. Kilka dni temu ogromne na mnie wrażenie zrobił telefon od słuchaczki, która bez słowa wstępu, roztrzęsionym z emocji głosem, zaczęła wykrzykiwać coś mniej więcej takiego: „Grzesieńku!!! Kochany, najukochańszy panie Grzesieńku!!! Grzesiunieczku! Jak ja pan kocham!! Błagam pan! Niech pan już więcej na tak długo nie znika, bo my bez pana nie umiemy żyć. Jak ja pana kocham!!! Panie Grzesieńku! Ja nawet do pana list miłosny napisałam. My tu wszyscy tak na pana zawsze czekamy…” I takie tam. Słowo daję. Nie przesadzam. Miecugow, jak dobry ksiądz, atak ten z ciepłym uśmiechem przetrzymał, sprytnie się

Gdy po pomoc można iść już tylko do Dona Corleone

Trzeba Wam wiedzieć, że moje najmłodsze dziecko jest w pewnym sensie bardziej wyjątkowe, niż pozwalają na to tzw. standardy. Pamiętam na przykład jak ona miała dwa lata i pobierano jej z ręki krew. Ponieważ ona jest mało żylasta, a pielęgniarka przeprowadzająca zabieg była mało kompetentna, cała procedura trwała chyba z dwie minuty, aż w końcu ta biedna kobieta nie wytrzymała nerwowo, natomiast moja córka…nawet nie zwróciła na te męki uwagi. Wiele lat późnie, pamiętam, jak okazało się, że to nie było chwilowe otępienie małego dziecka, lecz stała tendencja, kiedy najmłodsza Toyahówna wróciła ze szkoły i zakomunikowała wszystkim, że „siedmiu się na nią rzuciło, żeby jej odebrać butelkę z wodą”, ale ona nie dała. To była chyba czwarta, a może jeszcze trzecia klasa. W piątej klasie po dwóch miesiącach nauki ona miała 32 jedynki. Czemu piszę o moim najmłodszym dziecku? Otóż powód jest taki, że jej absolutnie ulubionym filmem od pewnego czasu jest Ojciec Chrzestny, a zwłaszcza scena początko

Z miłością i nędzą tego świata - Kolagen

Dzisiejszy wpis ma charakter jak najbardziej specjalny. Otóż, jak zdążyłem w ostatnich dniach zauważyć, okres wspomagania tego bloga pomaleńku, w sposób zupełnie naturalny, dobiegł końca i obecnie mamy sytuację taką, że – z wyjątkiem najbardziej okazjonalnych gestów – wróciliśmy do punktu wyjścia. Wpłat praktycznie nie ma. W związku z powyższym, postanowiłem usunąć numer konta, który od pewnego czasu wisiał na tej stronie, i pisać dalej – jak kiedyś, za dobrych starych czasów – w sposób jak najbardziej bezinteresowny. Przede wszystkim jednak, bardzo pragnę podziękować wszystkim tym, którzy przez najbardziej dramatyczne miesiące pomagali nam przeżyć. Nie ma takich słów, które mogłyby wyrazić powagę tej pomocy, poza może tymi, że bez niej, bylibyśmy dziś w kompletnie innym miejscu. Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję. Jeśli komuś przyszło do głowy, żeby za to co tu czyta, płacić, i tego zdania nie zmienił – niewątpliwie będzie mi miło. Ale, jak mówię, ten czas, zarówno w sposób natura

Wieczne wakacje, czyli o państwie które umiera

Przypominam sobie, jak jakiś czas temu ukazała się informacja, że zaginęła jakaś dziewczynka, i ponieważ przepadła jak kamień w wodę, wszyscy się bardzo martwią i teraz chodzi o to, żeby jej szukać. Jak powiedział mistrz Vonnegut – zdarza się. Oczywiście, wraz z wiadomością o zaginięciu, pojawił się też rysopis dziewczynki i wszystkie możliwe dane dotyczące tego, co ona wychodząc z domu miała nas sobie. Otóż z tego opisu zapamiętałem jedno. Dziewczynka ubrana była w koszulkę, czy może bluzę z napisem CHWDP. Zapamiętałem bardzo mocno ten fakt, a oprócz niego pewnego rodzaju szok, kiedy zdałem sobie sprawę, że ów rysopis rozsyłają na całą Polskę nie rodzice zagubionego dziecka, lecz właśnie policja. Dokładnie ta sama policja, której zarówno sama dziewczynka, jak i firma, która jej tę sprzedała, jak i prawdopodobnie też dziś już zrozpaczeni rodzice, kiedy jeszcze nic złego się nie działo, kazali – co tu długo mówić – wypierdalać. Zdarza się. Niedawno jechałem tramwajem, a naprzeciwko mnie