Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prestiż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prestiż. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

Mały Książe na karuzeli

Ponieważ od wczoraj jestem u siebie na wsi, a ze względu na to, że w niedzielę wieczorem muszę być znów Katowicach, staram się te niepełne trzy dni wykorzystać maksymalnie intensywnie, nie pisałem nic ani wczoraj, ani też przedwczoraj. Wyrzuty sumienia mnie jednak gryzą, więc dziś, nieco wczesniej niż zwykle, wklejam najświeższy felieton dla "Warszawskiej Gazety". Mam nadzieję, ze się spodaoba. No i obiecuje, że w poniedziałek zaczynam działać jak zawsze, a więc na okrągło.

Po wielu tygodniach napięcia, jakie opanowało świat, w tym oczywiście Polskę, narodził się przyszły król Brytyjczyków. Onet.pl poinformował o tym tytułem „Cała Polska na to czekała”, i nie oszukujmy się: skoro tak, to znaczy, że coś w tym być musi. Nawet jeśli nie cała, to znaczna jej część na to autentycznie czekała.
Oczywiście, jak to się zwykle dzieje w sytuacji, kiedy Brytyjczycy mają jakieś swoje święto, i ono cały świat stawia na równe nogi, pojawia się grupa bardzo, w swoim mniemaniu, inteligentnych, komentatorów, którzy natychmiast zaczynają się wywyższać nad proste pospólstwo, sterowane przez perfidne media, i pysznią się, jak to oni mają dość.
Zapluwają się owi przebiegli komentatorzy z satysfakcji, jak to przyłapali kulturę pop na głupstwie, i ani im w głowie, że to nie pop wykreował ową ogólnoświatową histerię, tylko sami Brytyjczycy ukształtowali przekaz popularny w taki sposób, że narodziny ich króla muszą być newsem dla całego świata. Ani jeden z nich, kiedy tak patrzy na tę ogólnoświatową ekscytację, i wyrzuca z siebie owe pogardliwe bon moty, nie pomyśli choćby przez chwilę, że każdy z nich jest od początku do końca wynikiem planu, na który on nie miał choćby najskromniejszego wpływu.
Na czym bowiem polega problem? Żeby to lepiej zrozumieć, przypatrzmy się czemuś, co się nazywa powszechnie „Londyńskim Okiem”, stoi w centrum Londynu i jest zaledwie karuzelą, jakich setki na całym świecie, a która tradycyjnie określamy, jako „diabelski młyn”. To jest coś, co znajduje się choćby w chorzowskim Parku Kultury, tyle że nieco większe, a przez swoje kompletnie bezsensowne położenie, budzi wyłącznie zdziwienie.
Użyłem słowa „budzi”, podczas gdy fakt jest taki, że akurat już nie budzi. Owa karuzela zdziwienie, a nawet w pewnym momencie pewnego rodzaju zażenowanie budziła, tak się jednak jakimś cudem stało, że już nie budzi. Dziś owo „oko” jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych architektonicznych obiektów na świecie, tak jak budynek opery w Sydney, wieża Eiffela, czy Mur Chiński. Przypominam – mówimy o zwykłej karuzeli, jakich setki na całym świecie.
Jakimś niezbadanym i nieopisanym manewrem, Brytyjczycy, niemal z roku na rok, sprawili, że nie dość, że to ich „oko” jest przedmiotem kultu na całym świecie, to każdy odwiedzający Londyn turysta czuje się w obowiązku wydać 20 funtów, czy nawet i więcej, żeby na to wleźć i móc powiedzieć, że tam był. Oto, jak Brytyjczycy, mając do dyspozycji wyłącznie przekonanie o swojej wielkości i kompletny brak jakichkolwiek kompleksów, potrafili światu sprzedać karuzelę.
A my się śmiejemy, że świat oszalał, i emocjonuje się narodzinami brytyjskiego króla? Jak idzie o mnie, to ja mam apel do moich rodaków: może choć raz spróbujmy wyciągnąć wnioski z tego, co nam postawiono przed samym nosem. W dodatku z pełnym opisem dla tych, co akurat przeżywają pewne intelektualne załamanie.

Tym wszystkim, którzy byli ze mną przez ostatnie dni, bardzo serdecznie dziękuję i proszę nie odchodzić. Bez Waszego wsparcia ten blog by nie istniał.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...