Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Spire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Spire. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 października 2018

Z wizytą w Gotham City


Dzisiejszy tekst dedykuję Izie z Melomanów, która w sobotnie popołudnie w Alejach Jerozolimskich szczęśliwie nas wypatrzyła i swoim uprzejmym gestem podtrzymała mnie w wierze, że wciąż warto. 



      Pierwszym powodem naszej wizyty w Warszawie był oczywiście George Ezra i jego piosenki, tak się jednak ostatecznie stało, że zupełnie niespodziewanie to zupełnie niezwykłe miasto w pewnym sensie przysłoniło wrażenia, których nam w pierwszej kolejności dostarczył ów występ.
      W Warszawie bywam parę razy w roku, ostatni raz miałem tę okazję w kwietniu z okazji Targów Wydawców Katolickich i muszę stwierdzić, że tempo w jakim to miasto traci swoją duszę robi naprawdę wrażenie. O ile podczas poprzedniego tam pobytu największe wrażenie robiło to gówno obok Złotych Tarasów, gdzie, jak słyszę, piłkarz Lewandowski kupił sobie mieszkanie, dziś tego typu punktów, czy to powstało, czy właśnie powstaje kilka razy więcej. A to świadczy o tym, że ambicje Warszawiaków sięgają dziś estetyki jakiegoś Singapuru, czy ukochanego miejsca na Ziemi posła Szejnfelda, czyli Dubaiu.
     Szliśmy sobie wczoraj przez tereny dawnego Getta, podziwialiśmy to co jeszcze pozostało z tamtych czasów i nagle przed nami pojawiła się para, gdzie pan podzielił się z panią uwagą, że to bardzo dobrze, że są burzone stare kamienice, bo one tylko niepotrzebnie zajmują miejsce przeznaczone pod owe piękne wieżowce.
      Dzień wcześniej jechaliśmy taksówką pod Torwar i kiedy żona moja powiedziała coś do kierowcy na temat pięknej architektury mijanych kamienic, ten tylko coś mruknął a propos tego, że może i tak, tyle że to wszystko jest już bardzo stare.
      A ja w tym momencie pomyślałem sobie, że – wbrew moim najszczerszym nadziejom – Patryk Jaki przegrałby bój o Warszawę nawet gdyby owa Warszawa wystawiła przeciwko niemu nie tego durnia Trzaskowskiego, ale zwykły drąg od mopa. Dlaczego? Dlatego, że większość mieszkańców tego miasta nie jest w stanie sięgnąć swoimi marzeniami dalej niż tak zwany Plac Europejski i rownie tak zwany Warsaw Spire. Szliśmy więc przez to nieszczęsne miasto, mijaliśmy te szklane domy, czy to już gotowe, czy dopiero w towarzystwie dźwigów, i doszliśmy do przekonania, że mijani przez nas ludzie prędzej się uduszą, niż to swoje szczęście oddadzą komuś, kto im wcześniej nie obieca, że im tego wszystkiego nie zabierze. A nawet jeśli owa obietnica padnie, i zostanie dodatkowo poparta kolejną, że obok Torwaru i Stodoły, również Sala Kongresowa, jak za dawnych lat, zapewni Warszawie status europejskiej stolicy kultury, to wciąż będzie zbyt mało, bo strach przed tym, że oni to wszystko nagle stracą, przybiera dziś już formę autentycznej psychozy.
     Wczoraj wieczorem wstępne sondaże pokazały, że kolejnym prezydentem Warszawy będzie Rafał Trzaskowski, a więc człowiek, który w pewnym momencie kampanii stanowił dla Warszawy taki problem, że ona zupełnie na poważnie zastanawiała się, czy go nie zastąpić wspomnianym wczesniej kijem od mopa. A ja sobie myślę, że to co się właśnie stało, wskazuje dobitnie na to, że gdy chodzi o to szczególne miejsce, polityka nie ma najmniejszego znaczenia. Nie chodzi o PiS, nie chodzi o faszyzm, nie chodzi o sądy i Konstytucję, ani wreszcie o tak zwany Polexit. Ludzie dla których Warszawa stała się źródłem wiary nadziei i miłości, całą tę politykę mają głęboko w nosie. To co ich porusza to wyłącznie nadzieja na kolejną zburzoną kamienicę i kolejny nowo postawiony szklany wieżowiec, najlepiej tak wysoki, by go było widać z Piaseczna czy z Konstancina. I z każdym rokiem owa obojętność staje się coraz bardziej obsesyjna. To co się dla tych biednych durniów liczy, to tylko gwarancja, że nikt im nie zburzy Warsaw Spire i nie poprzewraca tych dźwigów, które z każdej strony to coś oblepiają.
      Nawet za cenę utrzymania tego fantastycznego daszka, który ich pewnego dnia spali na popiół.



Moje książki są do kupienia w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, a częściowo też tu u mnie na miejscu. Mój adres: k.osiejuk@gmail.com. Zachęcam i zapraszam.


Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...