Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Łączewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Łączewski. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2020

Gdy laufer z h1 bije króla na f7


      


   Ja wiem, że dzisiejszy temat jest taki trochę byle jaki, ale ponieważ cała reszta wydaje się być aktualnie jeszcze bardziej byle jaka, a mądrość ludowa uczy, że na bezrybiu i rak ryba, niech dziś owym rakiem zamiast ryby stanie się nam owo zdjęcie, które byłemu już szczęśliwie sędziemu Łączewskiemu cyknęli jego sponsorzy z Agory. Wpadłem na nie już parę dobrych dni temu na Facebooku i ani mi w głowie było wychodzić z nim poza ów komunikator. Ponieważ wciąż mam je w głowie, a zarówno o gracji z jaką się ostatnio coraz częściej porusza marszałek Grodzki, a która coraz bardziej przypomina ruchy doktora Frankensteina, jak i o religijnych wyznaniach Donalda Tuska, pisać się boję w obawie, że moje słowa się nagle zmaterializują, złapią mnie za gardło i zagryzą, zdecydowałem się sprawę przenieść i na ten nasz grunt i nieco Czytelników zabawić.
        Oto, proszę sobie wyobrazić, że choć mamy do czynienia już chyba oficjalnie z człowiekiem całkowicie skompromitowanym, portal wyborcza.pl kliknięciem niesławnego Wojciecha Czuchnowskiego zaprezentował tekst zatytułowany „Tarcza na bat Ziobry. Sędzia Łączewski odkrywa ‘zapomniany’ wyrok Sądu Najwyższego”, a w nim następującą informację:
       W rozgrywce z władzą były sędzia Wojciech Łączewski odkrywa ważną broń: ‘bat na niezawisłych sędziów’, jakim w intencji władzy miała być Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, może się okazać nieskuteczny. Wyroki Izby Dyscyplinarnej miały być ostateczne, jednak Wojciech Łączewski przypomniał „zapomniany” wyrok trzech sędziów Sądu Najwyższego z 12 maja 2005 r. Dotyczył on błahej w gruncie rzeczy sprawy sędziego z Suwałk. Sędzia poczuł się skrzywdzony przez Sąd Dyscyplinarny, który pozbawił go stanu spoczynku i sędziowskiej emerytury. Sędzia odwołał się, a sprawa ostatecznie trafiła do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego. Ta stwierdziła, że „orzeczenie tych sądów [dyscyplinarnych] podlega ocenie sądu powszechnego co do zasadności i współmierności wymierzonej kary dyscyplinarnej”.
        Ja sam oczywiście nie mam pojęcia, jakie praktyczne skutki należy przypisywać temu odkryciu i czy zapoznawszy się z powyższym, minister Ziobro straci swoją zwykłą równowagę, jednak śmiem przypuszczać, że tak się nie stanie. Skoro walka, która ostatnio się toczy między Państwem a zdemoralizowanymi sądami, osiągnęła taki poziom absurdu, że w jednym miejscu w kraju, dwóch bezwzględnych i okrutnych morderców zostaje skazanych na odpowiednio pięć i cztery lata więzienia, a w drugim, narkotykowy boss jest uniewinniany, ponieważ zdaniem sędziego on narkotyków „nie wprowadzał do obiegu”, lecz nimi zaledwie „obracał”, to, przepraszam bardzo, ale co i z jakiej racji, ministra Ziobro, czy kogokolwiek innego, może obchodzić to, co Czuchnowskiemu powiedział Łączewski? 
       A w tej sytuacji uważam, że wspomniane odkrycie jest interesujące wyłącznie ze względu na przedstawione tu zdjęcie, które – co w dzisiejszym kontekście nadzwyczaj istotne – miało, jak sądzę, w sposób nadzwyczaj jednoznaczny podkreślić rzekomą owego odkrycia wagę. Otóż to co tu jest szczególnie zabawne, to fakt że podczas gdy owa szachowa scena, gdzie Łączewski już za chwilę swoim czarnym królem prawdopodobnie przeciwnika rozbije w proch, sprawy mają się tak, że przede wszystkim decyzją propagandowej szpicy „Wyborczej”, Łączewski nie dość, że zaczyna grę, grając czarnymi, to pierwszy ruch planuje wykonać królem, w dodatku królem, który stoi na niewłaściwej pozycji, podobnie zresztą jak i biały król, oba hetmany, no i wszystkie cztery gońce i skoczki.
     Ja wiem, że trudno, zachowując rozsądek, podejrzewać, że nawet tak dramatyczny brak profesjonalizmu po stronie jednego z czołowych ośrodków antyrządowej propagandy, zapowiada ich szybki upadek. Tym bardziej, nie chciałbym bardzo wpadać w nastrój, gdzie zachowania aż proszące się o to by je traktować jako symboliczne, musiały się realizować w realnych wydarzeniach. Nic jednak na to nie poradzę. Jeśli „Wyborcza” przedstawia Łączewskiego jak robi z siebie kompletnego bałwana nad planszą szachową i jednocześnie chce nas przekonać, że on to właśnie stoi tu jako ta tarcza na bat Ziobry, to ja faktycznie zaczynam wierzyć, że świst jaki towarzyszy ich upadkowi, to nie jest w żaden sposób złudzenie.

Przypominam wszystkim Czytelnikom, którzy mają życzenie komentować pod tymi notkami, by zgłaszali tę chęć, pisząc do mnie na mój adres mailowy k.osiejuk@gmail.com. Od paru dni, innej drogi nie ma. Trolle precz!



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...