Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

O nieskończonym Bożym miłosierdziu, sprawiedliwości i cierpieniu


     Wczoraj mieliśmy rocznicę śmierci świętego Andrzeja Boboli. Gdyby ktoś z nas nie wiedział, w związku z czym owa świętość, to wyjaśniam, że ona jest związana oczywiście z Wiarą, ale też przede wszystkim z Wiarą zachowaną w okolicznościach, które nam przedstawia niezastąpiona Wikipedia:
      „W zamęcie konfliktów roznieconych przez powstanie Chmielnickiego dostał się we wsi Mohilno w ręce Kozaków, którzy 16 maja 1657 wpadli do Janowa Poleskiego z zamiarem mordowania Polaków. Kozacy traktowali go jako wroga politycznego z powodu nawracania ruskiej ludności prawosławnej na katolicyzm. Z pojmanego kapłana zdarto suknię kapłańską, na pół obnażonego zaprowadzono pod płot, przywiązano do słupa i zaczęto bić nahajami, z zamiarem, by wyrzekł się wiary. Następnie oprawcy ucięli świeże gałęzie wierzbowe, upletli z nich koronę na wzór Chrystusowej i włożyli ją na jego głowę oraz zaczęli go policzkować, aż wybili mu zęby. Potem wyrywali paznokcie i zdarli skórę z górnej części jego ręki. Odwiązali go i okręcili sznurem, a dwa jego końce przymocowali do siodeł. Bobola musiał biec za końmi, popędzany kłuciem lanc, a oprawcy dodatkowo torturowali go szablami, raniąc mu palce, nogę oraz przekłuwając oko.
Na koniec zawleczono go do rzeźni miejskiej, rozłożono na stole i zaczęto przypalać ogniem. Na miejscu tonsury wycięto mu ciało na głowie do kości, na plecach wycięto mu skórę w formie ornatu, rany posypano sieczką oraz odcięto mu nos, uszy i wargi. Kiedy z bólu i jęku wzywał imiona Jezusa i Maryi, w karku zrobiono otwór i wyrwano mu język oraz grubym szydłem rzeźniczym podziurawiono mu lewy bok. Potem jego ciało szarpane konwulsjami powieszono twarzą do dołu. Katusze i straszne tortury trwały około dwóch godzin, po których uderzeniem szabli w szyję dowódca oddziału zakończył około godziny 15 jego nieludzkie męczarnie, powodując śmierć”.
     Rozmawiałem kiedyś z księdzem Krakowiakiem i zapytałem go jakie ja osobiście mogę mieć pretensje do tego by zostać zbawionym obok kogoś takiego jak ksiądz Andrzej Bobola, na co ksiądz Krakowiak odpowiedział mi, tak jak to oni mają w zwyczaju, że każdemu z nas Pan Bóg wrzucił nam na ramiona dokładnie tyle byśmy byli w stanie to znieść i naszym zadaniem jest ów ciężar nieść. Oczywiście owo wyjaśnienie dało mi dokładnie tyle ile dać mi mogło, a na domiar złego ledwie co wczoraj pojawiła się moja córka i powiedziała, że jej zdaniem najwyższy czas, by świat się skończył i opowiedziała mi historię pewnej zbrodni, jaka miała miejsce jak najbardziej w Stanach Zjednoczonych. Posłuchajmy znów Wikipedii:
„Swoją ostatnią ofiarę, 16-letnią Lynette Ledford, Bittaker i Norris uprowadzili w wieczór Halloween, 31 października 1979 roku. Ledford została przez nich porwana, gdy stała przed stacją benzynową i próbowała złapać okazję, aby dostać się do domu z pracy w dzielnicy Sunland-Tujunga w Los Angeles. Po zaakceptowaniu oferty podwiezienia do domu i wejściu do vana, Norris zaproponował Ledford skręta, którego ona jednak odmówiła. Bittaker pojechał furgonetką do zacisznej ulicy, gdzie Norris wyciągnął nóż, a następnie związał i zakneblował Ledford taśmą budowlaną.
Bittaker następnie zamienił się miejscami z Norrisem, który jeździł bez celu po mieście przez ponad godzinę, podczas gdy Bittaker przebywał w tym czasie razem z Ledford w tylnej części furgonetki. Po usunięciu taśmy budowlanej z ust i nóg dziewczyny, Bittaker zaczął dręczyć Ledford: początkowo uderzając ją i przedrzeźniając, a potem bijąc ją wielokrotnie i krzycząc na nią, aby ‘coś powiedziała’, a gdy w końcu Ledford zaczęła krzyczeć, wrzeszczał na nią, aby ‘krzyczała głośniej’. Gdy Ledford nadal krzyczała, Bittaker pytał ją nadal bijąc: ‘Co się stało. Nie lubisz krzyczeć?’
Kiedy Lynette Ledford zaczęła płakać, błagała również Bittakera, mówiąc: ‘Nie, nie dotykaj mnie’. W odpowiedzi Bittaker znowu kazał jej krzyczeć tak głośno jak to możliwe, a później zaczął na przemian uderzać ją młotkiem, bijąc pięściami w piersi i torturując obcęgami, a przy tym gwałcąc ją waginalnie i analnie. Wielokrotnie Ledford błagała go, żeby przestał i ciągle powtarzała: ‘O nie, nie!’ Wszystkie tortury i gwałty, których się na niej dopuścili nagrali na taśmę magnetofonową. Norris powiedział później podczas przesłuchania, że podczas jazdy słyszał ciągłe krzyki dobiegające z tylnej części furgonetki. Bittaker na koniec włożył dziewczynie obcęgi do pochwy i odbytu i rozerwał jej narządy wewnętrzne.
Kiedy Norris zamienił się w końcu miejscami z Bittakerem, zmusił najpierw Lynette Ledford do seksu oralnego, a następnie ponownie włączył magnetofon, który był włączony wcześniej przez większość czasu, który Bittaker spędził sam na sam z szesnastolatką. Norris wrzasnął wtedy do Ledford: ‘Śmiało krzycz, albo zaraz sprawię, że będziesz darła się w niebogłosy’. W odpowiedzi Ledford mówi: ‘Będę krzyczeć, jeśli przestaniesz mnie bić’. Potem słychać kilka piskliwych wrzasków wydobywających się z gardła zmaltretowanej dziewczyny, a potem znów daje się słyszeć głos Norrisa: ‘Krzycz mała, krzycz, dopóki nie powiem stop’.
Norris następnie sięgnął po młot, a widząc to Lynette Ledford krzyknęła: ‘O, nie!’ Potem Roy uderzył raz dziewczynę w lewy łokieć. Dziewczyna płacząc poinformowała wtedy mężczyznę, że złamał jej łokieć i zaczęła błagać: ‘Nie bij mnie ponownie’. W odpowiedzi Norris podniósł młot do góry, a Ledford zaczęła wielokrotnie krzyczeć: ‘Nie!’ Później Roy uderzył ją w to samo miejsce 25 razy z rzędu, mówiąc jej: ‘Co ty tak ciągle szlochasz?!’, podczas gdy Lynette przez cały ten czas płakała i krzyczała.
Po około dwóch godzinach trzymania w niewoli, Norris zabił Lynette Ledford przy użyciu wieszaka z drutu, którego oba końce zacisnął obcęgami. Ledford nie broniła się zbyt długo podczas duszenia i zmarła z otwartymi oczami”.
        Pyta mnie więc moje dziecko, czy nie jest przypadkiem tak, że Jezus umierając na krzyżu mógł nie mieć o wiele gorzej od tej dziewczynki. Ja jej oczywiście odpowiadam, że, jak słyszałem śmierć na krzyżu była torturą szczególnie wymyślną, więc pewnie owo cierpienie miało jednak swoją moc. Dodaję przy tym jednak – choć tym razem jednak juz z mniejszym przekonaniem – że Pan Jezus, nasz Bóg, sam się wydał na ową straszną śmierć i to w dodatku nie przez jakieś swoje niefortunne decyzje, ale oddając siebie za nas, za cały świat. I kiedy my tak sobie oczywiście gadamy i każde z nas wie, że czas przede wszystkim to wyłącznie nasze nędzne złudzenie, a cierpienie Jezusa na krzyżu staje się coraz bardziej nie do wytrzymania z każdym naszym grzechem, jednak przy tym wciąż zadajamy sobie pytanie, w którym miejscu tej całej historii jesteśmy my? Rozmawiamy o cierpieniu Jezusa, cierpieniu księdza Boboli, i cierpieniu owej Ledford i zastanawiamy się nad granicą między świętością a zwykłym przypadkiem, ale też wciąż nad ową niezbadaną tajemnicą, o której wspomniałem na samym początku tych refleksji: jakie ma szanse każdy z nas, by sobie zasłużyć na zbawienie. A nie ukrywajmy, takich męczenników jak Lynette Ledford, czy ksiądz Bobola, było od czasów Jezusa znacznie więcej ich dwoje.
      I w tym momencie pojawiają się nie tylko owi niegdysiejsi Kozacy, ale osoby jak najbardziej żywe, wręcz jedni z nas, tacy jak wspomniani Norris i Bittaker, a ja się zastanawiam, czy nie jest przypadkiem tak, że oni jak najbardziej oczywiście zostaną potępieni na wieczność – to jest zresztą ten jedyny moment kiedy nie wierzę w nieskończone Boże miłosierdzie – co do nas jednak, czyli, całej reszty, sprawa pozostaje nierozstrzygnięta. No dobra, ksiądz Bobola musi zostać zbawiony i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, no ale co z tą dziewczynką? Czy ona umierając miała, tak jak św. Andrzej, Jezusa i Maryję na ustach, a jej cierpienie było zarazem jej jedyna zasługą? No i znów, gdzie w tym wszystkim znajdujemy się my, tak zwany „decent folk”, bez jakichkolwiek zasług i bez jakiejkolwiek szczególnej historii? Jakie miejsce dla nas przyszykował Dobry Bóg? Mówię o miejscu, gdzie nie poczujemy się, czy t w jedną, czy drugą stronę, szczególnie niesprawiedliwie potraktowani.
      Powiem szczerze, że tu nie mam odpowiedzi i równie szczerze podejrzewam, że gdy idzie o mnie, to w tym strasznym, a jednocześnie pięknym świecie to ja osobiście zasługuję wyłącznie na to, by zniknąć w niebycie.
      No ale o tym z drugiej strony nie było w Piśmie ani słowa, prawda proszę Księdza?
      I takie to ogarnęły mnie refleksje o poranku. Na koniec przepraszam wszystkich, którym zepsułem tę piękną niedzielę, pierwszą po wielu tygodniach, kiedy to, jak donosi część mediów, w kościołach będzie mogło się zbierać już 10 osób na metr kwadratowy, a za tydzień może nawet  i więcej.



środa, 11 marca 2009

Ira

Któregoś dnia, w ramach jednej z, codziennych chyba ostatnio, debat na temat prawnej dopuszczalności mordowania ludzi słabych, chorych i niepotrzebnych, zabrał głos Marek Jurek i wyraził przypuszczenie, że intensywność prowadzonej dyskusji musi wskazywać na to, że to z czym mamy do czynienia, to plan. Oczywiście, osoby zgromadzone w studio albo się obraziły, albo zaledwie wzruszyły ramionami, co jednak Jurka nie zbiło z tropu i swoją tezę podtrzymał już do samego końca. Sprawa eutanazji jest podtrzymywana sztucznie przez właściwe lobby. Nie ma bowiem takiego prawdopodobieństwa, żeby temat, który przez tak długi czas (powiedzmy od zabójstwa kobiety znanej jako Terri Shiavo) był praktycznie nie ruszany, zaledwie w ciągu paru tygodni, z takim uporem wracał w sposób naturalny, bez złośliwych intencji.
Ponieważ nie mam wrażenia, żeby czas tej szczególnej debaty miał szybko minąć, bardzo chciałbym Wam tu dziś przedstawić pewną relację. Nie jest to mój tekst, ani nawet moje wspomnienia, za to historia tu opowiedziana jest jak najbardziej prawdziwa, a przekład jak najbardziej uczciwy. Podobnie zresztą, jak ostateczna refleksja. To jednak dopiero na końcu.
Ira ma 29 lat i mieszka z rodzicami. Nigdy nie odezwał się słowem.
Kiedy urodził się 21 września, 1953 roku, wyglądał na zwykłe dziecko. Jednak po paru miesiącach matka i ojciec zaczęli się niepokoić. Wydawało się, że Ira nie jest w stanie unieść prawidłowo głowę. Rodzice zabrali Irę do najróżniejszych lekarzy. Kiedy dziecko skończyło 18 miesięcy, diagnoza stała się oczywista. Ira cierpiał z powodu ciężkiego uszkodzenia mózgu. Lekarze stwierdzili, że chłopiec prawdopodobnie już nigdy nie będzie w stanie funkcjonować inaczej jak niemowlę.
Rodzice Iry to skromna żydowska rodzina, z północnej części Chicago. Decyzję podjęli natychmiast. Nie oddadzą Iry do hospicjum. Będzie mieszkał z nimi. Jeśli ma być do końca życia dzieckiem, niech tak będzie. Był ich.
Obecnie ma 29 lat. Gdy znajomi dzwonią do jego rodziców, w tle mogą usłyszeć niemal nieprzerwany, niski, dudniący odgłos. To Ira. Z powodu choroby, nie jest w stanie zachować ciszy. Dudnienie wypełnia dom przez cały dzień, codziennie.
Ira wymaga nieustannej uwagi. Istnieje stałe niebezpieczeństwo, że może uderzyć się pięścią w głowę i uczynić sobie krzywdę. Matka, kobieta 52-letnia, kąpie go i pomaga mu w ubikacji. Ojciec go goli.
Ira rzadko wychodzi z domu. Oprócz choroby mózgu, w wieku kilkunastu lat Ira doznał ciężkiego zwyrodnienia kręgosłupa i z tego właśnie powodu, jest bardzo zgarbiony. Kiedy chodzi, odczuwa ból. Czasem matka wyjdzie z nim do ogrodu, ale to w zasadzie wszystko.
Nigdy nie był u fryzjera, nigdy nie był u dentysty. Znajomi rodziców, pracujący w tych zawodach, przychodzą do domu. Inni dawni znajomi już jednak nie przychodzą tak często jak kiedyś. Kiedy Ira był małym chłopcem, lepiej sobie radzili z jego kalectwem niż dziś.
„Trudno mieć mi do nich pretensje,” mówi matka Iry. „Kiedy sami mieli małe dzieci, potrafili się jakoś utożsamić z tym, co nas spotkało z Irą. Ponieważ Ira był dzieckiem, dokładnie tak jak ich synowie i córki. Ale ich dzieci poszły do szkoły, następnie na studia, by w końcu sami założyć rodziny. Ira pozostał dzieckiem. Więc nie mają pomysłu jak się wobec tego zachować.”
Rodzice Iry nie wiedzą, do jakiego stopnia syn zdaje sobie sprawę z ich istnienia. Jest jednak ich dzieckiem, więc starają się sprawić, by jego życie było jak najlepsze. Puszczają mu muzykę – dzieła klasyczne i opery. Wydaje się, że muzyka Irę uspokaja. Klęczy przy gramofonie i wygląda na zadowolonego.
Śpi bardzo niespokojnie. Od czasu gdy Ira się urodził, matka nie przespała ani jednej nocy. Słyszy go z drugiego pokoju, idzie do niego, przewraca go na drugi bok, okrywa go kołdrą i zostaje z nim aż ponownie zaśnie.
Nigdy nie myśli o tym, jak mogłoby wyglądać jej życie. „Decyzję podjęłam bardzo dawno temu,” mówi. „Jest z nami i tak już pozostanie. Oczywiście, nasze życie nie jest takie jak innych ludzi. Nie wychodzimy za bardzo z domu, a zapraszać gości też jest jakoś niezręcznie.
„Ale nie jest źle. Ira sprawił, że moje życie znalazło cel. To że staram się zapewnić mu dobre życie to też dobry powód, żeby mieć swoje miejsce na Ziemi. Kiedy się nad tym zastanowić, cóż tracę? Nie chodzę do kina i nie spotykam się z ludźmi tyle ile bym mogła. Tyle że to czy to naprawdę wiele, jeśli porównać to z tym, że mogę opiekować się moim synem?” Raz do roku, w żydowskie święto, rodzice Iry zabierają go do synagogi. Ponieważ w ten dzień dużo się śpiewa, nie muszą się martwić, że Ira będzie przeszkadzał innym wiernym. Siedzą z Irą między nimi, trzymając go za ręce, żeby nie zrobił sobie krzywdy.
Poza tym jednak, spędzają czas razem w domu. Od czasu do czasu, matka Iry pomyśli sobie, że ciekawe, czy Ira w ogóle wie, kim ona jest. Minęło 29 lat bez jednego określonego znaku. „Naprawdę myślę, że wie, że jest kochany,” mówi. „Ale na nic więcej nie mogę liczyć. On nie reaguje w żaden konkretny sposób. Po prostu czuję, że wie.
„Czasem tylko spojrzy tak na mnie, prosto w oczy. I wtedy mam nadzieję, że to dowód, że mnie rozpoznał. Ale może tak sobie tylko wmawiam.’
Jest jedna rzecz, której się lęka. Przez całe te lata, mieszkała z nim w jednym domu. I zastanawia się, co się stanie, jeśli ona i jej mąż umrą zanim umrze Ira.
„Mam wielką nadzieję, że jego rodzice będą mogli żyć przez całe jego życie, by się nim opiekować,” mówi. „Nie wiem, co mi innego pozostaje jak mieć nadzieję. Bo kiedy myślę o tym zbyt długo, to robi mi się niedobrze.” Oddała się życiu, które sama wybrała. Jej dni zaczynają się i kończą z Irą. Nauczyła się ograniczać swoje pragnienia.
Ale jedno marzenie jej nie opuszcza.
„Ja wiem, że to się nie zdarzy,” mówi. „Ale oddałabym niemal wszystko, żeby zanim umrę, usłyszeć jak mówi. „Nie zdanie, ani nic takiego. Wiem że to się nie zdarzy. Ale gdyby któregoś dnia… zechciał powiedzieć choć jedno słowo… Zdaję sobie sprawę, że to bardzo samolubne. Ale myślę sobie, jak by to było, gdybym któregoś dnia siedziała tak z nim, a on by na mnie spojrzał i powiedział: ‘Mamo.’”(Bob Greene Ira)
Ot i cała historia. A ja od siebie tylko dodam, że ja naprawdę się obawiam, że, jeśli tak dalej pójdzie, my Chrześcijanie wykończymy się własnymi rękami. I naprawdę nie musimy szukać wrogów na zewnątrz. Załatwimy się własnymi rękami. I obym się mylił.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...