Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Węglarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Węglarczyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lutego 2021

Czy Bartosz Węglarczyk jest głupszy od Dominika Tarczyńskiego?

 

Szczerze powiedziawszy, rozczarowany fatalnym wręcz zlekceważeniem mojej poprzedniej notki, którą ja akurat uważam nie tylko za jeden z ważniejszych tu przekazów, ale też w ogóle za coś nadzwyczaj istotnego gdy chodzi o to, z czym mamy dziś w Polsce do czynienia, uznałem za stosowne, by ów tekst zostawić tu na kolejne dni i przez ten czas nie wrzucać nic nowego aż wreszcie on trafi tam gdzie trafić ma, czyli do ludzkich głów. Jest też jednak tak, że to co akurat ja uważam za istotne, często ma się nijak do tego, czego oczekują inni, a zatem pomyślałem sobie, że wrócę do starych tekstów i wrzucę tu coś co dokładnie tak jak kiedyś, może być aktualne wciąż dziś, a więc fenomen tak zwanego „Bartosza Węglarczyka”. Bardzo proszę.      

 

 

 

      Pamiętam że kiedyś, zanim jeszcze Polska na dobre została podłączona do Sieci, a dzieci i młodzież starsza nawiązywała przyjaźnie drogą klasyczną, czyli za pośrednictwem Poczty Polskiej, w najróżniejszych czasopismach właśnie dla młodzieży ukazywały się profile osób chcących się zaprzyjaźnić. Młodszym blogerom powiem tylko, że klasyczny profil wyglądał tak, że pod zdjęciem przedstawiającym jakąś sympatyczną buzię, widniał podpis: „Kasia z Sopotu, lat 16, lubię czytać, słuchać polskiej muzyki rockowej, uwielbiam Oddział Zamknięty, nienawidzę głupoty i faszyzmu”. O ile ten faszyzm nigdy mnie nie dziwił, no bo czego mógł nienawidzić wrażliwy chłopak, lub jego szkolna koleżanka? Jeśli nie faszyzmu, no to już tylko nienawiści, ale że głupio było pisać: „Nienawidzę nienawiści”, a pisać „Nienawidzę komuny” już zupełnie nie wypadało, to pozostawał tylko ten faszyzm. Więc, jak mówię, to rozumiałem.

      Nigdy jednak nie potrafiłem zrozumieć, o co chodzi z tą głupotą. Ja na przykład w życiu bym nie powiedział, że najbardziej na świecie nienawidzę głupoty, no bo zawsze się może znaleźć ktoś, kto powie, że ja właśnie jestem głupi, a od czasu do czasu znajdzie się ktoś autentycznie ode mnie mądrzejszy i mi to na domiar złego udowodni. Powiem więcej. Nawet jeśli miałoby się okazać, że jestem na tyle mądry, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że najbardziej ze wszystkiego nienawidzę głupoty, to jakoś nie wypada tak wyjść do ludzi i się pochwalić, że ja akurat owszem, jestem dość mądry. No ale i to próbowałem jakoś zrozumieć. Pomyślałem sobie, że gdy jest jeszcze dzieckiem, człowiek potrzebuje czegoś w miarę stałego, na czym można się oprzeć, więc jak widzi, że czegoś nie rozumie, to się złości, mówi, że to coś jest głupie, no a później, że najbardziej na świecie nie lubi głupoty. Dziś, w TVN24 wystąpił dziennikarz nazwiskiem Bartosz (kiedyś. gdy jeszcze zajmował się przyznawaniem gwiazdek wyświetlanych aktualnie w warszawskich kinach filmom, Bartek) Węglarczyk i powiedział, że on już nie może wytrzymać, jak patrzy na tych naszych głupich polityków. Może zresztą użył innych słów, ale sens był dokładnie taki sam, że red. Węglarczyk z tą powszechną głupotą już nie wytrzymuje.

       Zdziwiło mnie to wystąpienie o tyle, że jego autorem nie był, jak już wspomniałem, Bartek, ale Bartosz. Ale to nie wszystko. Dzieci sprzed lat, gdy mówiły, że nienawidzą głupoty, to nie dodawały, że chodzi im o polską głupotę. Bartosz Węglarczyk natomiast, zupełnie poważnie, powiedział, że on się bardzo cieszy, że nie musi się już zadawać z polskimi politykami i w ogóle uczestniczyć w tej polskiej głupocie, bo głównie spędza czas z politykami zagranicznymi. Zupełnie niezrażony tym swoim początkowym wyskokiem, po chwili, komentując sytuację w polskim lotnictwie wojskowym, rozsiadł się w TVN-owskim fotelu z takim ruskim uśmiechem i powiedział, że on już nie może wytrzymać, jak patrzy na tandetę i amatorstwo, które opanowało polską przestrzeń publiczną.

      Gdyby Bartosz Węglarczyk do owej zdegenerowanej grupy dorzucił dziennikarzy, to może bym mu wybaczył, choć niechętnie. On jednak, na sto procent o dziennikarzach nie myślał. Z jego światłej wypowiedzi wynikało jednoznacznie, że dziennikarze polscy trzymają, jako jedyni, poziom światowy. I to mnie prowadzi do głównej części mojej refleksji. Głównej, i w gruncie rzeczy stanowiącej jej epilog. Otóż z jakiegoś powodu, utarła się opinia, że najgłupsi w Polsce są politycy. Politycy i – co swoją drogą bardzo ciekawe – też policjanci. Cała reszta jest mniej lub bardziej głupia lub mądra, ale nikt nie jest tak głupi, jak politycy i policjanci. Jednocześnie, najmądrzejsi są dziennikarze i to oni mają największe prawo, żeby przedstawiać społeczeństwu dzieje głupoty w Polsce.

       Proszę zwrócić uwagę, jak reaguje na przykład red. Morozowski, albo jakiś inny Sekielski, kiedy któryś z gości w ich programie zagapi się i zwróci się do niego per „panie pośle”. Reakcja jest niezmienna; „Ha, ha, ha. Panie ministrze, pan mi chyba źle życzy!” Zupełnie, jakby ktoś zaproponował Morozowskiemu czy Sekielskiemu, żeby na przykład zatrudnił się jako kelner w domu publicznym. Podczas gdy on jest przecież aż dziennikarzem.

        Wczoraj wieczorem, jeszcze jeden z nich, a więc redaktor Rymanowski, rozmawiając z ministrem Zdrojewskim, zapytał: „Czy to prawda, że pan ma dzisiaj urodziny”. Okazało się, że nie. Nieprawda. Zdrojewski „dziś” urodzin nie ma. Powstaje w tym momencie problem, dlaczego Rymanowski zadał to pytanie. Skąd mu przyszło do głowy, że Zdrojewski ma „dziś” urodziny? Czy ktoś mu powiedział? Czy coś mu się pomyliło?

      Oczywiście jest to drobiazg, jednak z punktu widzenia roboty, za którą Rymanowskiemu płacą, równie dobrze mógł pan redaktor zapytać: Czy to prawda, że jest pan bratem tego słynnego piosenkarza Zbigniewa Ziobry? Na przykład. Mniej więcej tak samo bez mądrze i jednocześnie kompletnie bez sensu.

      A Rymanowski nie jest tu wcale postacią symboliczną, choć wystarczy obejrzeć sobie dowolny występ pana reaktora w programie „Kawa na ławę”, by widzieć, że i on akurat jedynie potrafi uśmiechać się jak dziecko i od czasu do czasu przerywać rozmowę, bo do słuchawki mu powiedzieli, że trzeba zmienić temat, albo, że czas na reklamy. Ja choćby odnoszę nieodparte wrażenie, że choćby Kolenda-Zaleska, albo niejaki Grzegorz Kajdanowicz, są bez porównania bardziej od Rymanowskiego niekompetentni i że każdy najgłupszy, najbardziej tandetny polityk jest po stokroć lepszy, sprawniejszy i inteligentniejszy od większości dziennikarzy. Każdy, pierwszy lepszy polityk, mówi płynniej, poprawniej, inteligentniej od większości podobno wybitnych dziennikarzy. I odwrotnie: nie trzeba być szczególnie czujnym obserwatorem, wystarczy tylko pooglądać jakąkolwiek telewizję – wcale nie koniecznie Superstację – w jakikolwiek dzień, żeby obejrzeć sobie wszystkie najbardziej drastyczne przykłady niekompetencji dziennikarskiej na każdym możliwym poziomie: języka, logicznego myślenia, inteligencji, czy zwykłego sprytu.

       Skąd ta cała sytuacja? Choćby stąd, że kiedyś, w swoim życiu, według najbardziej obiektywnych standardów, każdy dowolny polityk okazał się lepszy od wszystkich pozostałych konkurentów. Każdy z nich kiedyś wygrał i odniósł autentyczny sukces. W swojej dzielnicy, w swojej wsi, w swoim mieście. Wszystko jedno gdzie, ale zawsze gdzieś. Czy to ktoś tak wyjątkowy, jak Jadwiga Wiśniewska, czy też ktoś tak nędzny, jak Dominik Tarczyński. O tamtej stronie dziś nie wspominam, by móc skutecznie utrzymać podstawowy sens notki.

      Co mi tam jednak – lepsi od innych okazali się nawet poseł Wenderlich, posłanka Senyszyn, czy nawet Donald Tusk. Możemy ich nie znosić, nie zgadzać się z nimi, uważać, że jako ludzie są głupi i niscy, ale w swojej branży, czyli w polityce, o niebo lepiej wykorzystali ten swój ewangeliczny „talent”, niż ktoś taki, jak na przykład Mikołaj Lizut w dziennikarstwie. A jeśli są teraz ogólnie znani i – jak mówię – często nawet znienawidzeni, to wyłącznie w związku ze swoimi osobistymi zaletami. Dzięki osobistemu wysiłkowi i osobistej skuteczności, a nie przez to, że kolega taty, albo brat kumpla coś obiecał, a później pomógł i załatwił. Ani też nie przez to, że człowiek znał trochę język włoski (dla przypomnienia, Boniek po włosku tez „wymiata”) i w momencie, jak umierał Papież, przebywał akurat w Rzymie. Albo wreszcie też nie przez to, że kiedyś pisał beznadziejne recenzje filmowe w „Gazecie Wyborczej”, później wyjechał z niewiadomych przyczyn do Ameryki, a po paru latach wrócił i został przez któregoś ze swoich szefów wyznaczony do wypowiadania się na tematy międzynarodowe, i w ten sposób wszedł również i na niemieckie salony.





 

czwartek, 19 lipca 2018

Przepraszam bardzo, ale kurwa mać!


      Miało być dziś o sztuce więziennej i innej, jednak temat ten został w ostatniej chwili zepchnięty i przesuniety o jeden dzień przez coś na co wpadłem wczoraj w Onecie późnym wieczorem. Nie bvędę tu jednak dużo mówił od siebie i większość dzisiejszej notki zajmie cytat, a na końcu może, jeśli przyjdzie mi coś mądrego do głowy, to króciótki komentarz. A zatem zapowiedziany cytat:
     Onet rusza z kampanią wizerunkową na 100-lecie odzyskania niepodległości Polski. - Od 100 lat jesteśmy wolni i tylko od nas zależy, czy będziemy się spierać, czy rozumieć. Właśnie to chcemy uświadomić Polakom - mówi o akcji #100latPolsko Bartosz Węglarczyk. Dyrektor programowy Onetu podkreśla, że najważniejsze są dla nas ‘wolność i jedność’.
       - My niczego nie sprzedajemy. Dajemy wszystkim bez wyjątku dostęp do informacji i pomagamy zrozumieć aktualne wydarzenia w kontekście różnych poglądów. Na naszym portalu spotykają się opinie i zdania wszystkich opcji politycznych, wyznaniowych i światopoglądowych, bo Onet jest dla wszystkich - mówi Węglarczyk.
       - Akcja ‘100 lat Polsko’ ma podkreślić, że ‘Mazurek Dąbrowskiego’ jest wspólnym dobrem wszystkich Polaków. Nawet gdy mocno różnimy się w poglądach, to hymn śpiewamy razem - dodaje. - Najważniejszą pieśń polskich patriotów najlepiej śpiewają dzieci. W naszym spocie dzieci z rodzin przeciwników politycznych mimo waśni rodziców chwytają się za ręce. Ta kampania będzie kontrowersyjna, będzie miała swoich zwolenników i przeciwników. Pewnie wywoła dyskusję. I bardzo dobrze. Najważniejsze jest dla nas to, żeby skłoniła do myślenia - podsumowuje dyrektor programowy Onetu.
      Już dziś zachęcamy do udziału w akcji #100latPolsko!
      Ja na tego Węglarczyka wpadłem jeszcze w dawnych latach 90 ubiegłego wieku, kiedy on był czołowym filmowym recenzentem „Gazety Wyborczej” i używał imienia Bartek i już wtedy mnie zadziwiłym, jak w wielkie bałwaństwo może popaść człowiek, którego los rzucił na publiczną scenę. Po pewnym czasie Bartek zniknął, natomiast w roli korespondenta „Gazety” w Stanach Zjednoczonych zaczął występować Bartosz Węglarczyk, no i tam było jeszcze garzej, choć jednak wiedziałem już o nim niemal wszystko, to wciąż nie wiedziałem, jak ten człowiek wygląda. Wrócił jednak Węglarczyk z Ameryki i niemal natychmiast został telewizyjnym celebrytą i to tak poważnym, że w pewnym momencie zaczął się nawet prowadzać ze znaną nam wszystkim pierwszą dziś gwiazdą prawicowej sceny, no i to był prawdziwy wstrząs, co zrozumie każdy, kto ich choć raz widział obok siebie. Ja tego co wtedy zobaczyłem zrozumieć nie potrafię do dziś i nie pomaga mi nawet w tym chaosie poznawczym plotka, że Węglarczyk jest wnukiem niesławnego funkcjonariusza UB Światły. Tamten moment sprawia, że informacja, jakoby Węglarczyk dziś jest zatrudniany przez Niemców na stanowisku dyrektora w Onecie, ma już nieco mniejszą siłę rażenia, niemniej jednak zacytowany wyżej tekst każe mi poszukać odpowiednich słów komentarza, a tu już tylko znajduję pewien obrazek. I to wszystko. Proszę bardzo.

  

Książki są wciąż tam gdzie zawsze. Bardzo zachęcam.








Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...