Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2016

Moje ostatnie słowo do prezydenta Wałęsy, czyli a co gdyby nie był kapusiem?

Zapowiadałem już wprawdzie ostatnio, że z Wałęsą już kończę, jednak został nam jeszcze jeden tekst, mój felieton z ostatniego numeru „Warszawskiej Gazety”, odrobinę zmodyfikowany. Myślę, że nie zaszkodzi go tu wkleić, a przy okazji polecić cały numer. Wrzawa wokół Lecha Wałęsy interesuje mnie nie z powodu jej treści, a więc wszystkiego, co jest związane z ostatecznym potwierdzeniem faktu jego gorliwej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, ale nieprzytomną akcją obrony jego rzekomo dobrego imienia prowadzoną przez część komentatorów. I nie chodzi o to, że dokumenty znalezione w domu Kiszczakowej wskazują jednoznacznie na to, że, jak to ładnie określił prof. Zybertowicz, on podpisał, donosił i brał pieniądze, podczas gdy niektórzy twierdzą, że tak wcale nie było, a nawet jeśli było, to tylko trochę, no a nawet jeśli bardziej niż trochę, to też nie szkodzi, bo mamy do czynienia z bohaterem, bez którego Polska sobie na świecie nie poradzi. Moje zmartwienie jest innego rodzaju. Otóż

O gnuśności bez retuszu

Stali czytelnicy tego bloga sprawę znają, ponieważ jednak podejrzewam, że są też tu ostatnio i tacy, którzy do nas dołączyli dopiero w ostatnich tygodniach, króciutko przedstawię temat. Otóż jeszcze jesienią zeszłego roku dotarła do mnie informacja, że w dwóch krakowskich kościołach, pod wezwaniem świętej Katarzyny oraz świętych apostołów Piotra i Pawła ma się odbyć kolejna edycja międzynarodowego muzycznego festiwalu o nazwie Unsound. Ponieważ sprawa mnie zainteresowała, przeprowadziłem krótką kwerendę, w wyniku której okazało się, że ów festiwal stanowi przedsięwzięcie jednoznacznie satanistyczne, którego główny pomysł od wielu już lat sprowadza się do przejmowania sakralnych przestrzeni i ich nadzwyczaj skutecznego bezczeszczenia. Przedstawiłem swoje obserwacje na tym blogu, a tym samym spowodowałem natychmiastową reakcję krakowskiej Kurii i wyrzucenie satanistów z krakowskich kościołów, rozbicie głównej idei festiwalu, oczywiście sądowe groźby wobec mnie ze strony organizatorów, al

Czy Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego zmieni patrona?

Na słupach ogłoszeniowych i w paru innych jeszcze miejscach mojego miasta pojawiła się ostatnio duża czarna swastyka. To znaczy, nie sama swastyka, jednak na pierwszy rzut oka widać tylko tę swastykę i nic już poza nią. A wygląda to mniej więcej tak: Kiedy przyjrzymy się jednak tej demonstracji z bliska, zobaczymy, że swastyka nałożona jest na twarz kobiety, całość stanowi zapowiedź przedstawienia teatralnego, przygotowanego przez Teatr Śląski w Katowicach, a zatytułowanego „Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci”, natomiast kobieta na plakacie to Leni Riefenstahl, niesławna autorka filmów kręconych na zamówienie hitlerowskiej propagandy. I tu muszę od razu przyznać się do pewnego kompleksu. Otóż najnowsze doświadczenie każe mi bardzo mocno podejrzewać, że jeśli gdzieś w okolicy pojawiają się niemieckie napisy, lub nazistowskie znaki, to powody tego mogą być tylko dwa, albo jacyś lokalni miłośnicy powrotu Śląska do niemieckiej ojczyzny próbują przemycić drogą sobie symbolikę pod

Walentynowicz - wspomnienie po latach

Jak niektórzy z nas wiedzą, minione trzy dni spędziłem w Szczawnicy, która chyba jak mało co, ukazuje dawne polskie piękno w ruinie, w pełnym oderwaniu od komputera, a więc mój kontakt z Internetem ograniczał się niemal wyłącznie do Twittera. Wszelkie zatem informacje, jakie do mnie dochodziły przez ten czas, pochodziły z Twittera właśnie i dziś już wiem na pewno, że pod pewnym szczególnym względem jest to źródło wiadomości idealne. Kto wie, czy nie najlepsze. To dzięki Twitterowi właśnie wszystko, co się działo w związku ze sprawą kiszczakowych kwitów, dochodziło do mnie błyskawicznie i mam wrażenie, że w najpełniejszej treści, jakiej można sobie tylko zapragnąć. Można by więc dziś jakoś to wszystko próbować podsumować, tyle że, szczerze powiedziawszy, ja o Wałęsie ani nie mam ochoty już dłużej rozmawiać, ani nawet nie wiem, co mógłbym jeszcze dodać do tego, co i tak już powiedziałem wielokrotnie. Że może nie byłoby źle, gdyby ktoś z jego otoczenia powiedział mu, że należy się ubierać

O pożytkach płynących z uderzenia wyprzedzającego

Ponieważ wyjeżdzam na trzy dni do Szczawnicy się wyrelaksować, dzisiejszy tekst, pochodzący z ostatniego wydania "Warszawskiej Gazety", będzie nam tu towarzyszył do czwartku. W międzyczasie zapraszam na swój twitter, gdzie będę się starał coś tam od czasu do czasu zabawnego powiedzieć. W ramach wypalania rozpalonym żelastwem pedofilii z Kościoła, w polskich i zagranicznych mediach ukazały się ostatnio trzy teksty. Najpierw w bardzo ostatnio aktywnym, gdy chodzi o walkę z chrześcijańską cywilizacją, brytyjskim „Guardianie” opublikowano ilustrowany wymownym zdjęciem ukazującym jakiegoś starszego księdza udzielającego komunii jakiemuś spłoszonemu dziecku, tekst zatytułowany „ Catholic bishops not obliged to report clerical child abuse, Vatican says ” o tym, jak to podobno Watykan wydał instrukcję, w której zachęca biskupów, by ukrywali przypadki pedofilii w Kościele, ponieważ Kościół powinien dbać o reputację. Oczywiście, w reakcji na owo sensacyjne doniesienie, „Gazeta Wyborc

Pedagogika wstydu, czyli wszyscy jesteśmy Bolkami

Jak już pisałem wczoraj, minione dni przyłapują mnie nieco częściej, niż dotychczas, sterczącego przed telewizorem. Trochę jest to związane z tym, że kupiliśmy sobie niedawno nowy telewizor z androidem, dzięki czemu możemy sobie w kółko oglądać filmy na Netflixie, no ale przede wszystkim jednak z odnalezieniem w domu pani Kiszczakowej tak zwanych „bolkowych” kwitów, no i histerią, jakie owo wydarzenie spowodowało w kręgach do wspomnianej pani Kiszczakowej i jej zmarłego niedawno męża w ten czy inny sposób zbliżonych. A zatem gapię się w ten telewizor od paru dni i powiem zupełnie uczciwie, że najwyraźniej całkowicie szczery obłęd, z jakim część komentatorów, nie zważając absolutnie na stan rzeczy, jaki nam się właśnie ostatecznie objawił, uparło się bronić legendy Lecha Wałęsy, wprawia mnie w coraz większe oszołomienie. I wbrew temu, co by się mogło komuś wydawać, wcale nie chodzi mi najbardziej o to, że fakt współpracy Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa stał się oczywistą oczywistością i

Ile jest dwa dodać dwa, czyli o ikonach z piasku

Oglądałem wczoraj trochę telewizję, na przemian TVP Info i TVN24, i z prawdziwym zdumieniem nie mogłem nie zauważyć, że gdy chodzi o tak zwany obiektywizm, państwowa telewizja pod nowym zarządem zostawiła TVN daleko z tyłu. W porównaniu do tego, co się przy okazji afery z teczkami Kiszczaka dzieje w tych dniach w TVN-ie, TVP prezentuje się jak wzór najwyższego obiektywizmu i dziennikarskiego profesjonalizmu. Przy popisach dziennikarzy TVN24, państwowa telewizja robi wrażenie BBC z bajki. Oglądałem wczoraj w TVN-ie dwa poświęcone sprawie owych teczek występy, Justyny Pochanke i Moniki Olejnik, i muszę powiedzieć, że poziom szaleństwa, jaki ogarnął tych ludzi był tak wielki, że w pewnym momencie zacząłem się obawiać, że w stosunku do zaproszonych gości obie panie uciekną się do rękoczynów. Ja rozumiem gości. Oni mają prawo robić i gadać, co im ślina na język przyniesie i nie ma takiego sposobu, by prowadzący rozmowę dziennikarz zwrócił się do takiego choćby Rulewskiego z apelem, żeby się

O idiotach do rany przyłóż i wrażliwych poetach

Niemal w jednej chwili po tym, jak TVN24 podał pierwszą informację o tym, że polscy policjanci na Malcie wytropili Kajetana Poznańskiego, ruszyła lawina komentarzy. Jako pierwszy rozległ się głos tak charakterystyczny, że w pierwszej chwili uznałem, że to musi być któryś z sąsiadów Kajetana, ewentualnie jakiś jego wujek, czy może dziadek. Tymczasem okazało się, że to tylko pozory, bo oto redaktorzy TVN-u połączyli się z niejakim Brunonem Hołystem, autentycznym profesorem kryminologii. I proszę sobie wyobrazić, że to, co ów Hołyst powiedział, zrobiło jeszcze większe wrażenie, niż ton jego głosu. Powiedział on mianowicie, że on już nie może się doczekać aż Kajetana sprowadzą do Polski i go przesłuchają, bo on bardzo by chciał wiedzieć, dlaczego on obciął głowę tej dziewczynie. To jest dla niego zagadka wręcz powalająca, bo on, mimo że zna się na rzeczy i jest nawet profesorem, nie potrafi pojąć, jak ktoś tak i inteligentny i wrażliwy i, z tego co mówią jego znajomi, szalenie sympatyczny,

Czekając na Mdisho z plemienia Mwanumwezi

Właśnie przeczytałem na Twitterze, że Kajetan Poznański, okrutny morderca, którego dziś poszukuje policja na całym świecie, oprócz tego, że był cenionym w środowisku poetą i szanowanym intelektualistą, miał odbywać staż w tygodniku „Polityka”. Wiadomość ta zrobiła na mnie wrażenie z dwóch powodów. Pierwszy to ten, oczywisty, że, jak się okazuje po raz nie wiadomo który, wystarczy mieć odpowiednio wyraźną psychopatyczną osobowość, by nie tylko otrzymywać rządowe granty na różnego rodzaju działalność kulturalno-artystyczną, to jeszcze być przyjmowanym na tak zwanych salonach. Drugi natomiast jest już znacznie bardziej poważny. Otóż, kiedy usłyszałem o tym stażu, przypomniało mi się, jak to Maria Goniewicz, opętane przez Szatana dziecko spod Białej Podlaski i podobnie jak Poznański, poetka, w tej samej „Polityce” miała recenzję swojej twórczości. Przypomniałem sobie o tym wszystkim i nagle zdałem sobie sprawę, że opisywane niedawno przez Coryllusa milion złotych na humanistyczną działalno

Może przewodnik po Armagedonie dla Szanownych Państwa?

Najpierw proszę mi pozwolić na dłuższy cytat: „ NADCHODZI KRES. MISTYCZNE WIZJE KOŃCA ŚWIATA, PRAKTYCZNE PORADY, JAK PRZETRWAĆ W CZASACH OSTATECZNYCH. CZY ZALEW MROŻĄCYCH KREW W ŻYŁACH INFORMACJI TO EFEKT NASZEGO DOSTĘPU DO INTERNETU? WIELKIE WULKANY BUDZĄ SIĘ NA NOWO, TRZĘSIENIA ZIEMI NISZCĄ CAŁE MIASTA. SZALEJĄ TORNADA I TSUNAMI, ZMIENIA SIĘ KLIMAT, ZACZYNAJĄ SIĘ WĘDRÓWKI LUDÓÓW, NIENORMALNOŚĆ STAJE SIĘ NORMĄ. FANTAYZM I TERRORYZM PUKAJĄ DO NASZYCH DRZWI. POLITYKA STAJE SIĘ DOMENĄ SZALEŃCÓW, EKONOMIA RUJNUJE CAŁE NARODY. Apokaliptyczne przestrogi. Kiedy pojawiły się w historii? Czy pierwszy raz w dziejach mamy do czynienia z ich lawiną? Czy mówią o naszych czasach? Czy wiemy, kiedy i gdzie zacznie się Armagedon? I najważniejsze pytanie: czy można odwlec wyrok albo go złagodzić? A gdy nadejdzie kres, co zrobić, by przetrwać? Czy Bóg przygotował „miasta ucieczki”? Jak zachować się w dniach ostatecznych, jak się do nich praktycznie przygotować? Niebo daje odpowiedź. Przeczytaj za nim b

Czy demonstracje KOD to ukryta reklama tabletek na łagodny przerost prostaty?

Kiedy tak zwany KOD po raz pierwszy przylazł do nas ze swoimi demonstracjami, to, co, jak sądzę, większość z nas zaskoczyło, to przede wszystkim fakt, że wśród uczestników owych demonstracji wyjątkowo nadreprezentowani byli ludzie starsi, czyli w wieku 60 i więcej lat. Młodsi od nich też tam oczywiście byli, ale tu znowu, wśród nich bardzo rzadko można było zobaczyć twarze ludzi określanych jako młodzi choćby przez socjologów, a więc uczniów, czy studentów, nawet tych tak zwanych „wiecznych”. Dlaczego widok ten robił takie wrażenie? Otóż wcale oczywiście nie przez to, że starsi ludzie zwykle nie demonstrują, bo to jest, jak wiemy, nieprawda. Przez minione 25 lat wielokrotnie byliśmy świadkami masowych demonstracji organizowanych czy to przez górników, czy nauczycieli, czy pielęgniarki, czy w ogóle pracowniczą Solidarność. Podobnie mogliśmy oglądać ludzi starszych, jak 10 każdego miesiąca przez pięć lat sunęli przez Krakowskie Przedmieście ze świecami, czy niekiedy z pochodniami, odmawi

Być jak Władysław Bartoszewski

Obraz
Jeśli ktoś myśli, że dziś będzie o Bartoszewskim, albo chociaż po raz kolejny o Wolniewiczu, jest w poważnym błędzie. Z tym mądralą ja się policzyłem mam nadzieję ostatecznie, natomiast dziś mam zamiar powiedzieć coś, co w ten czy inny sposób chodziło mi po głowie przez całe lata, a czego z jakiegoś powodu nie udało mi się przełożyć na język tego bloga. Mam mianowicie na myśli pewien szczególny stan umysłu, bardzo charakterystyczny dla części z nas, który nazywam intelektualnym zgnuśnieniem, a co, krótko mówiąc, sprowadza się do tego, że oceniając świat, wychodzimy z założenia, że ponieważ, jak zawsze, wszystkiego już się dowiedzieliśmy, starannie skonsultowali ze znajomymi i przemyśleli, jedyne, czego potrzebujemy, to już tylko regularnego potwierdzania naszych wcześniejszych obserwacji. Najlepiej sformułowanego w taki sposób, byśmy mogli z satysfakcją krzyknąć: „Cudownie! Sam bym tego lepiej nie powiedział”. Co ma do tego Wolniewicz? Otóż od czasu, gdy po raz pierwszy o nim wspomniał

Gdy pedofile wzięli się za Kościół Katolicki

Dziś dla odmiany nieco wcześniej. Oto mój dzisiejszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Szczerze polecam. Nadszedł luty, a z nim kolejna uroczystość wręczenia Oscarów i już dziś wiemy, że jednym z głównych kandydatów do nagród jest film o pedofilii w Kościele Katolickim. Ktoś powie, że nie pierwszy to raz i nie ostatni, kiedy oni się biorą za nas, więc nie ma o czym gadać. Tym razem jednak sprawa jest o tyle poważna, że, jak głosi wieść, tym razem podobno w walkę z Kościołem postanowiono zaangażować tak duże pieniądze, by ów temat podnieść na popkulturowy poziom dotychczas nieznany. Wiele wskazuje na to, że tym razem wynajęto takiego reżysera, takich scenarzystów, takich aktorów, by już nikt na świecie nie miał najmniejszych wątpliwości, że jedyny sens dalszego funkcjonowania Kościoła Powszechnego jest to, by dostarczać seksualnych uciech proboszczom i biskupom. A ja już się tylko zastanawiam, jak by to było, gdyby ktoś zechciał nakręcić film o słynnym chórze chłopięcym z Poznan

Czy rząd Prawa i Sprawiedliwości ukradł nam pilota od Fejsa

W ramach znanej nam akcji donoszenia na Polskę do Niemców i nurzania w błocie jej reputacji, zgłosili się kolejni chętni i załatwili w Parlamencie Europejskim, by tym razem tak zwana Komisja Wenecka, skoro już się zainteresowała sprawą Trybunału Konstytucyjnego, zajęła się również kwestią oto co znowelizowanej ustawy o policji. Chodzi o to, że, jak nas informują między innymi działacze KOD-u, Amnesty International, Komitetu Helsińskiego i diabli wiedzą, kto jeszcze, wedle nowych przepisów, służby specjalne Prawa i Sprawiedliwości będą mogły bezkarnie nas wszystkich śledzić i w ten sposób gwałcić naszą prywatność. Dotychczas byliśmy bezpieczni, jak u mamy, jednak teraz to się wszystko skończy i nikt z nas nie będzie znał dnia ni godziny. Logujemy się do Internetu, a prezes Kaczyński z ministrem Macierewiczem już nas mają na biurku. Patrzę więc na tych najczęściej mocno już starszych ludzi, jak męczą się w tej zimowej chlapie, podskakując w rytm gwizdka i skandując jakieś rymowanki w obr

Czy masoni mają poczucie humoru?

No i znów mnie czas wyprzedził i ani się obejrzeliśmy, jak minął tydzień, a ja zapomniałem o kolejnym felietonie z „Warszawskiej Gazety”. To jest wprawdzie dalszy ciąg refleksji związanych z postacią Bogusława Wolniewicza, ponieważ jednak z lekko przesuniętą perspektywą, więc może i tym razem warto. Zapraszam. W telewizji Republika wystąpił prof. Bogusław Wolniewicz, jedna z najjaśniejszych gwiazd prawicowej sceny intelektualnej, i najpierw, w związku z sugestią Ewy Stankiewicz, że w Smoleńsku doszło do zbrodni zabójstwa, dostał świętej cholery, a następnie obrażony opuścił studio, krzycząc, że nie pozwoli na szkalowanie Rosji. Powiem szczerze, że ja nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jakim cudem ktoś aż tak psychicznie niezrównoważony, jak prof. Wolniewicz, mógł zostać gwiazdą jakiegokolwiek typu, no ale uznałem, że skoro środowiskom prawicowym najwyraźniej brakuje argumentów, które można by przeciwstawić takim tuzom intelektu, jak choćby kolejni sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, że

Witold Gadowski, czyli wejście smoka

W TVP Info pokazał się znany nam aż nazbyt dobrze Witold Gadowski i skomentował kwestię niszczenia przez szczęśliwie byłe już służby Platformy Obywatelskiej smoleńskich dokumentów. Przyznam szczerze, że byłem pod wrażeniem z dwóch względów. Przede wszystkim sam widok Gadowskiego, jak występuje publicznie robi zawsze wrażenie, i to niezależnie od tego, czy on się udziela w telewizji, czy na którychś z kolei targach książki. W końcu od czasu, gdy telewizja TVN24 przez kilka dni lansowała niejakiego Huberta H., dworcowego menela, który uzyskał swoje 15 minut wyłącznie przez to, że po pijaku zwymyślał prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie mieliśmy okazji słuchać opinii osoby o tak naturalnej powierzchowności. Ja wiem oczywiście, że jeśli się pokaże publicznie jakiegoś aktora, muzyka, czy pisarza istnieje ryzyko wybuchu, no ale dziennikarz? Można by było sądzić, że oni chyba jednak się jakoś kontrolują. Okazuje się, że nie zawsze. Z drugiej jednak strony patrzyłem na owego Gadowskiego, jak po