Jak stali czytelnicy tego bloga
niechybnie się zorientowali, w dwóch minionych dniach ogarnęła mnie dziwna niemoc,
niemoc tym dziwniejsza, że wcale nie było tak, że nie miałem pod ręką
żadnych ciekawych tematów; po prostu do tego stopnia nie chciało mi się do nich
siąść, że w sposób zupełnie naturalny uznałem, że wcale nie są one aż tak
bardzo ciekawe. Doszło nawet do tego, że noworoczne otępienie sprawiło, że nie
przyszło mi nawet do głowy, że mógłbym przecież całkiem bezpiecznie wrzucić wcale
ciekawy najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” i w ten sposób uratowałbym
choćby ten piątek. No ale stało się jak się stało i dopiero dziś wracam do
codziennych zadań.
Dzisiejszy temat będzie zupełnie nieoczekiwanie związany z
językiem angielskim, a powodem tego jest rzecz wcale nie tak bardzo nowa, a
mianowicie wyrok, jaki pewna pani sędzia wydała w sprawie o zniesławienie, jaką
sędziemu Piotrowiczowi wytoczyła prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf,
oraz jej kolega ze składu, niejaki Rączka. Jak być może wiemy, poszło o to, że
w jednej ze swoich publicznych wypowiedzi sędzia Piotrowicz wyraził opinię, że
sędziowie, którzy są złodziejami, nie powinni orzekać, no i państwo Gersdorf i
Rączka się obrazili, że Piotrowicz bez dania racji nazywa ich złodziejami.
Za chwilę do tego wrócę, natomiast
chciałbym teraz wspomnieć lata dawno już na szczęście minione, kiedy to pełnię
władzy w Polsce trzymała „Gazeta Wyborcza” i na jej łamach ukazała się
informacja zatytułowana „Prymas Polski w więzieniu”. Rzuciłem okiem na ów tytuł
i od razu obudziło się we mnie podejrzenie – nie po raz pierwszy zresztą – że
język polski bywa gramatycznie zdecydowanie mniej precyzyjny od języka
angielskiego. Otóż gdyby redaktorzy „Gazety Wyborczej” musieli tytułować swoje
teksty w języku angielskim, w tak cwany sposób skłamać by nie byli w
stanie. Gdyby oni mianowicie chcieli, tak jak to zresztą zrobili, zasugerować
swoim czytelnikom, że Prymas poszedł siedzieć, tytuł by brzmiał „Primate in
prison”, natomiast gdyby z owego tekstu miało wynikać, że Prymas udał się do
jednego z więzień z Komunią, tytuł musiałby brzmieć „primate in the prison” i
wszystko by było dla każdego od początku jasne. Gdyby jednak oni tekst o tym,
że Prymas poszedł odwiedzić osadzonych z Komunią, zatytułowali, porzucając ów
przedimek „the”, zrobiłaby się z tego grubsza afera.
Przypomniał mi się tamten przekręt przy
okazji decyzji sądu wobec rzekomej potwarzy, jakiej się dopuścił sędzia
Piotrowicz wobec dwojga sędziów, których oskarżył o to, że są złodziejami,
podczas gdy to nieprawda. W całej serii komentarzy wyszydzających wspomniany
wyrok powraca jeden i ten sam argument, że pani sędzia kompromituje się
intelektualnie, ponieważ Piotrowicz w sposób oczywisty nie sugerował, że
wszyscy sędziowie, w tym Gersdorf i Rączka kradną, ale że kradną tylko ci,
którzy kradną i to oni, a nie Rączka i Gersdorf, nie powinni orzekać, co swoją
drogą zresztą jest oczywistością. Rzecz jednak w tym, że sprawa jest znacznie
mniej oczywista i nieoczywistość tę łatwo byśmy mogli dojrzeć właśnie w języku
angielskim. Otóż polskie zdanie „Sędziowie, którzy są złodziejami, nie powinni
orzekać”, w języku angielskim miałoby dwie realizacje, i to zarówno w formie
pisanej jak i mówionej. Jedną jak wyżej, drugą natomiast: „Sędziowie którzy są
złodziejami nie powinni orzekać”, bez przecinków i konsekwentnie bez
odpowiednich przerw. W tej sytuacji, chcąc zasugerować, że jemu chodzi
wyłącznie o tych sędziów, którzy są złodziejami, Piotrowicz nie zrobiłby
przerwy między „sędziowie” i „którzy” i wypowiedziałby tę sekwencję na jednym
oddechu, stawiając sprawę zupełnie jasno. Ponieważ jednak język polski
bezwzględnie wymaga, by tam były te przecinki, Piotrowski wypowiadając swoje
zdanie, po słowie „sędziowie” zawiesił na moment głos, co sprawiło, że
sekwencja „którzy są złodziejami” zabrzmiała jak osobny komentarz, a tym samym
oskarżenie, że każdy sędzia, w tym Rączka i Gersdorf, to w istocie rzeczy złodziej, no i w tym momencie
zarówno tych dwoje, jak i nieznana nam sędzia, mogą dziś zaklinać się, że
oni tak właśnie zrozumieli wypowiedź Piotrowicza i go póki co skutecznie tępić.
W tej sytuacji czarno widzę perspektywy
wobec których stoi dziś sędzia Piotrowicz, którego przyznam, że lubię, a w
dodatku nie pierwszy już raz muszę zauważyć, że język polski, który z wielu
powodów jest moim ulubionym językiem, czasem się zwyczajnie nie sprawdza i to
mnie trochę martwi.
Żeby jednak nie kończyć tej dzisiejszej
notki w nastroju zbyt minorowym, powiem już tylko, że bardzo chętnie bym tu oświadczył,
że Rączce który wygląda i się zachowuje jakby w PRL-u na Krupówkach handlował walutą nie
podałbym ręki, w obawie że mi ją odgryzie i sprzeda Ruskim na maść tygrysią. Tak oczywiście jednak nie powiem, bo
nie mam wątpliwości, że akurat sędziego Rączkę fakt iż nie użyłem tu dwóch przecinków
mało obchodzi, i jeszcze nie daj Boże się na mnie pogniewa, nie wiedząc, że to
nie jego przecież miałem na myśli, tylko zupełnie innego Rączkę, a zbieżność
nazwisk jest tu jak najbardziej przypadkowa.
