Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angelina Jolie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angelina Jolie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

O jajnikach Angeliny Jolie i dziewczynce imieniem John

Tyle ostatnio mieliśmy spraw na głowie, że cotygodniowy felieton do „Warszawskiej Gazety” musiał poczekać aż do dziś. Ale, jak widać, dajemy radę.

Mam czasem wrażenie, że gdyby nie było aktorki Angeliny Jolie, aby utrzymywać swoich polskich poddanych na odpowiednim poziomie emocji, System musiałby ją wymyślić. I wcale nie chodzi o to, że jej aktorstwo jest tak porażające, filmy, w których występuje, tak poruszające, a jej uroda tak zachwycająca, że każdy Polak na jej wspomnienie na nowo odnajduje sens życia. Nic podobnego. Angelina Jolie nie jest ani szczególnie wybitną aktorką, ani filmy, w których występuje nie należą do najwybitniejszych dzieł światowej kinematografii, a jej uroda jest szczególna w tym tylko sensie, że owszem, niektórzy twierdzą, że jest ładna.
Powie ktoś, że film i zewnętrzne piękno to nic w porównaniu z tym, kim jesteśmy w sercu i w duszy, a Angelina Jolie to ktoś absolutnie niezwykły przez swoje poświęcenie dla afrykańskich, czy chińskich sierot, które albo wspiera finansowo, albo wręcz adoptuje i że to dzięki temu, przekaz jej dotyczący jest aż tak pozytywny. Może i tak jest, jednak moim zdaniem, to nie wyjaśnia do końca, dlaczego w światowej rozrywce nie ma drugiej osoby tak w Polsce rozpoznawanej. Wydaje się wręcz niekiedy, że nawet księżna Diana nie była aż tak mocno rozchwytywana.
Moja teoria na ten temat jest taka, że to wszystko bierze się stąd, że Angelina Jolie w obawie przed rakiem wciąż sobie coś wycina i w ten sposób bardzo skutecznie dostarcza nam kolejnych tematów, które mają nas utrzymywać w stanie intelektualnego napięcia, tak naprawdę będącym niczym innym jak narkotykiem, który pozwala nam zapomnieć o tym, co ważne. Oto Angelina Jolie w obawie przez rakiem usuwa sobie obie piersi, a Polska przez następne parę tygodni debatuje, czy za tym gestem stał Anioł, czy Szatan. Angelina Jolie usuwa sobie jajniki, bo wiadomo, że rak jajnika zabija, na co w Polsce wybucha dyskusja, podczas której jedni mówią, że to bardzo mądre z jej strony, bo życie to cenna rzecz, a drudzy – szalenie dowcipnie – że następnym razem niech ona sobie wytnie mózg.
A zatem, skoro wygląda na to, że o Angelinie Jolie gadać nie przestaniemy, proponuję coś, co faktycznie ma swoją wagę i co faktycznie może dotyczyć nas wszystkich, choćby przy okazji uchwalenia tak zwanej „ustawy antyprzemocowej”. Jak się dowiadujemy, ośmioletnia córka Jolie o fikuśnym imieniu Shiloh została ostatnio przerobiona na chłopczyka i otrzymała nowe imię John. Ja wiem, że to są nudy, bo nikt nikomu ani nic nie obciął, ani w tle nie ma raka, niemniej, skoro już zainteresowaliśmy się światowym kinem, proponuję to biedne dziecko. Od nas zależy, co z tym zrobimy.

Przypominam, że w tym tygodniu w czwartek zaczynają się w Warszawie Targi Wydawców Katolickich. Gabriel będzie od początku, natomiast ja tym razem aż dwa dni, w sobotę i w niedzielę. Zapraszam wszystkich, którzy mieszkają w zasięgu wzroku i maja ochotę się spotkać i porozmawiać. Kto nie może, niech zajrzy na stronę http://coryllus.pl/?page_id=69 i zamawia, co mu przyjdzie do głowy. Dalej szukać nie ma co.

środa, 15 maja 2013

O nowym tatuażu Brada Pitta

Wiadomość, że Angelina Jolie zrobiła sobie badania genetyczne, dowiedziała się, że praktycznie nie ma szans na unikniecie raka piersi i ogarnęło ja takie przerażenie, że postanowiła dokonać zabiegu mastektomii, oczywiście robi wrażenie, choćby z tego powodu, że każdy z nas jest w stanie, lepiej lub gorzej, ale jednak jakoś tam sobie wyobrazić sytuację, kiedy dowiaduje się, że i w końcu jego to spotkało.
I wbrew pozorom, wcale nie najbardziej chodzi o to, że akurat jak idzie o kogoś takiego jak Angelina Jolie, naprawdę ciężko jest znaleźć sposób, by cokolwiek jej się zdarzy, cokolwiek ona zechce zrobić, a już najbardziej, cokolwiek ona nam powie, traktować poważnie. I znów, wcale nie najbardziej rzecz jest w tym, że jeśli mamy do czynienia z kimś, kto nie jest w stanie przeżyć jednego dnia, by w jakiś tam sposób nie okaleczyć swojego ciała, czy to przez tatuowanie, dziurawienie, nacinanie, obcinanie, doklejanie, usuwanie i w usunięte miejsca wstrzykiwanie przeróżnych, poprawiających urodę preparatów, jeśli któregoś dnia przyjdzie temu komuś do głowy amputować sobie obie piersi, i w tak przygotowane miejsce wstawić silikonowe protezy, aż się prosi, by przyjąć tę wiadomość z wzruszeniem ramion.
Tym razem jednak, jest jednak coś, co autentycznie nie pozwala do samego końca zachować w sobie tego wzruszenia i konsekwentnie stać przy Jolie i przeżywać wraz z nią ten trudny czas. Otóż ja pamiętam, jak przed kilku laty, Polskę obiegła wiadomość, że na raka zachorował biskup siedlecki Kiernikowski, tyle że wcale nie poszło o to, że on biedny męczy się i umiera, a że był dobrym człowiekiem i wielu go kochało, wielu też o jego życie drży, ale że on o swojej chorobie poinformował na Facebooku, czy jakimś innym Twitterze, i że to dopiero jest powód, by się za nim ujmować i życzyć mu wszystkiego dobrego. Że on się okazał taki nowoczesny, że o swojej chorobie poinformował przez Internet. Gdyby wiadomość o jego dramacie dotarła do nas zwykłą drogą, a więc przez oświadczenie rzecznika Kurii, czy zwykłą dziennikarską plotkę, pies z kulawą nogą siedleckim biskupem by się nie zainteresował.
I tu, w przypadku Angeliny Jolie, mamy sytuację podobną. Gdyby nie to, że ona z tym, że ma nowe piersi, wyszła publicznie, o całej sprawie dowiedzielibyśmy się z jakiegoś Pudelka, czy Super Expressu, i wiadomość tę potraktowalibyśmy jak setki innych. Tymczasem ona opowiedziała nam o całym swoim życiu, a więc o mamie, która umarła na raka, i o tym jak ona po tej śmierci cierpiała, i o tym, jak ona dziś bardzo nie chce, by jej i Brada Pitta kupa adoptowanych w Afryce dzieci tak samo cierpiały, i że to wszystko dla nich. A jak ona skończyła, przyszli inni i zaczęli opowiadać, jaka to ona dzielna i twarda, jaka pełna poświęcenia, no i przede wszystkim szczera, że zechciała tak otwarcie o tego typu rzeczach opowiadać publicznie. A kiedy skończyli oni, zrobił się już taki zgiełk, że z niego już tylko pozostała ta egzotyczna nazwa „mastektomia”, której nikt z nas dotychczas nawet nie słyszał, a dziś wypowiada z większą rewerencją, niż działo się to w przypadku owej palikotowej „apostazji”.
A ja się obawiam, że to wszystko się skończy tak, że, owszem, każdy bałwan będzie umiał bezbłędnie wypowiedzieć słowo „mastektomia”, a Angelina Jolie w międzyczasie umrze od przedawkowania kokainy, albo na zakaźną żółtaczkę, która ją dopadnie przez ten tatuaż, który sobie kazała zrobić na podbrzuszu. A następnie, ponieważ cały ten pieprzony pop już nawet nie będzie pamiętał, o co oryginalnie poszło, otrzyma pośmiertnego Nobla za zasługi dla walki z rakiem jajnika.
I jak tu się porządnie pobeczeć?

Przypominam, że jutro z Gabrielem jesteśmy na Warszawskich Targach Książki na Stadionie Narodowym, gdzie będziemy sprzedawać nasze książki, i, jeśli tylko ktoś będzie miał ochotę się z nami spotkać, będziemy służyć w każdym wymiarze. Oto nasz dokładny adres: Stoisko nr 197, sektor D 18. Zapraszam.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...