Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Hajdarowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Hajdarowicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Orwell napada od Machu Picchu

Przedstawiam kolejny felieton dla „Warszawskiej Gazety”. Powinien być na dzisiejszy dzień, jak znalazł.

Było tak, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się tekst niejakiego – słowa „niejakiego” używam szczerze i bez złośliwych intencji, bo o nim rzeczywiście słyszę po raz pierwszy – Tomasza Krzyżaka, poświęcony osobie i publicznej aktywności, w odróżnieniu od Krzyżaka znanego nam wszystkim, księdza Sowy. Tekst jak tekst, tyle że może mniej ciekawy od tych, które przyzwyczailiśmy się czytać w „Rzeczpospolitej”, no i napisany w sposób, który wskazywałby na to, że Tomasz Krzyżak dopiero wkracza w tak zwane „profesjonalne dziennikarstwo”, i to wkracza bardziej z rekomendacji, niż z powodu autentycznej pasji i naturalnego talentu.
Czy tekst Krzyżaka, pomijając jego wymiar formalny, zawiera jakieś szczególne informacje na temat księdza Sowy, których sami byśmy nie znali i które mogłyby nas w jakiś sposób zainspirować? Nie. Zero. Tam nie ma nic, czego każdy z nas by już wcześniej o Sowie nie wiedział i to nawet nie na poziomie plotek, ale prostych faktów, takich jak ten, że Sowa nie lubi PiS-u i jest zaprzyjaźniony z politykami Platformy Obywatelskiej.
Stało się jednak tak, że ksiądz Kazimierz Sowa, przeczytawszy w weekendowej „Rzeczpospolitej” ów tekst, dostał ciężkiej cholery i napisał do właściciela tytułu Hajdarowicza list, w którym go poinformował, że on sobie takich tekstów jak tekst Krzyżaka nie życzy:
Grzegorz, jeśli kiedyś będziesz się zastanawiał czy można napisać artykuł o kimś nie zamieniając z ‘bohaterem’ tekstu ani jednego słowa (choć gość mieszka parę przecznic od autora) to podpowiem ci: genialni dziennikarze pracujący w Twojej gazecie potrafią jeszcze więcej. Wiedzą co kto myśli, nawet co powie i dlatego nie muszą tracić czasu na takie pierdoły jak sięganie do źródeł”.
Odpowiedź od Hajdarowicza nadeszła natychmiast:
Kaziu, przykro mi że mam takich ludzi w redakcji, pozostaje mi mieć nadzieje, że jak najszybciej sami zmienią pracę i wyniosą się z mojej spółki do godniejszej, takiej która wydaje 2 ‘rzetelne’ tygodniki ze stałe malejącym nakładem :) im szybciej tym lepiej (!) pozdr z Machu Picchu”.
Ksiądz Sowa zareagował na to następująco:
Grzegorz nie przejmuj się niczym, bo nie ma co. Niepotrzebnie ci głowę zawracałem. Odkrywaj Peru!”.
No i znów Hajdarowicz:
Wracam 2.09, może w euforii do tego czasu wyniesie się do Wróbla, on zbiera takie towarzystwo, właśnie leżę wycięty, bo wlazłem i zlazłem (ku rozpaczy zaczadzonych) z Wayna Picchu”.
Na koniec Sowa:
Stary! Ja też to zrobiłem parę lat temu! Niezły wyczyn, ale must have!
A więc tak oto wygląda nowomowa w wydaniu III RP. Tak wygląda to kłamstwo, o którym pisał George Orwell w swojej słynnej powieści. Dwóch kumpli rozprawia sobie o egzotycznych podróżach, a świat jaki znamy dobiega końca.
Prezydent Duda objął urząd, na co „Gazeta Wyborcza” piórem swojego naczelnego złożyła mu życzenia, by zasłużył sobie na szacunek Polaków, tak jak Lech Kaczyński. Oto Euroasia w wersji turbo.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować wszystkie moje książki, z wyjątkiem pierwszej „O siedmiokilogramowym liściu”, której nakład jest już wyczerpany. Kilka ostatnich egzemplarzy mam u siebie, więc jeśli ktoś sobie życzy osobistą dedykację, proszę o kontakt na adres mailowy toyah@toyah.pl.


sobota, 1 grudnia 2012

I znów twarzą do wiatru

Oczywiście, kwestia przejęcia przez System projektu pod nazwą „Uważam Rze” i przekazanie go w ręce ludzi z punktu widzenia owego Systemu zdecydowanie bardziej wiarygodnych od tych którzy reprezentowali polską konserwatywną prawicę dotychczas, jest dla nas wszystkich bardzo zajmująca, jednak wydaje mi się że kierunek w jakim zmierza obecna debata jest zdecydowanie niewłaściwy, bo i kompletnie jałowy, a przede wszystkim pomijający sedno sprawy. Słucham wypowiedzi różnych mniej lub bardziej wpływowych przedstawicieli polskiej publicystyki, czytam teksty analizujące sytuację jaka powstała po owym przejęciu projektu wymyślonego i jakże skutecznie zrealizowanego przez tak zwanych „autorów niepokornych”, i praktycznie jedyny przekaz jaki do mnie dochodzi to ten, że Grzegorz Hajdarowicz, nie przewidziawszy demolującej wręcz siły moralnego oburzenia redakcji „Uważam Rze”, popełnił spektakularne samobójstwo. I to uważam za idiotyzm o skali szczególnej.
Dlaczego jestem tu taki jednoznaczny? Otóż uważam, że wiara w to, że na poziomie, który jak by nie było, określa rzeczywisty stan polskich mediów, nie ma mowy o tym, by komuś nagle coś strzeliło do głowy, a reszta skutki owego strzału spokojnie kontemplowała, jest naiwna w sposób wręcz zawstydzający. Ja nie potrafię uwierzyć, że ludzie, którzy często stoją znacznie bliżej branży pod nazwą „polskie media”, i od których można by wymagać zdecydowanie więcej, gotowi są nagle uznać, że przejmowanie tygodnika takiego jak „Uważam Rze” odbywa się na takiej oto zasadzie, że jakiś Grzegorz Hajdarowicz – proszę łaskawie zwrócić uwagę na to, jak ten człowiek wygląda – uniósł się ambicją i postanowił zaszaleć. A tak to się właśnie dzieje. Słucham różnego rodzaju wypowiedzi, czytam pełne publicystycznej pasji opinie, i słyszę jeden komunikat: „Hajdarowicz to oczywiście sukinsyn, ale przede wszystkim bałwan”.
Jak mówię, ci których dziś pokazuję palcem, to często osoby znacznie lepiej ode mnie zorientowane w tym, gdzie, co i jak. Dlatego też tym bardziej nie potrafię pojąć, jak to się stało że każdy z nich tak łatwo zapomniał w jaki to sposób Grzegorz Hajdarowicz kupił sobie dziennik „Rzeczpospolita” i wszystko to co się wokół niego kręciło. Przecież nawet ja doskonale pamiętam te wszystkie ówczesne komentarze, sugerujące w sposób jednoznaczny, że ów Hajdarowicz właśnie w tym przekręcie jest zaledwie pionkiem. Że za nim stoją i ludzie, którzy mają plan, ludzie którzy mają strategię i wreszcie ludzie, którzy mają pieniądze. I że skoro tak, to jest czymś niewyobrażalnie głupim angażowanie się w ten projekt na zasadzie takiej, że my im wszystkim pokażemy.
Mimo jednak całkowitej oczywistości owego przekrętu, wielu z nas nagle uznało, że tygodnik „Uważam Rze” to kropla świętej wręcz nadziei na tym morzu kłamstwa i najbardziej okrutnej zbrodni. Że pewnie faktycznie, ten Hajdarowicz jest jakiś dziwny, no ale cóż on ma biedny zrobić, kiedy takie tuzy polskiej prawicowej żurnalistyki, jak Ziemkiewicz, Semka, Feusette, Wildstein, czy Zaremba, dzięki swoim talentom i determinacji napełniają mu kasę i skutecznie powiększają jego osobisty dobrobyt? W końcu, pewnie że ten cały Smoleńsk, te wszystkie Orliki, ta cała cyfryzacja, czy wreszcie niszczenie pisobolszewii mają swoje znaczenie, jednak biznes jest biznes.
No i dziś, kiedy Grzegorz Hajdarowicz praktycznie, jak się zdaje, zlikwidował „Uważam Rze”, pojawia się pytanie: „A czemuż to on jest taki głupi? Czemu on zatłukł na śmierć kurę, która mu znosiła złote jajka? A to bałwan!” No i że ci "niepokorni", to byli naprawdę szalenie zdolni ludzie. Żeby bez niczyjej pomocy stworzyć taki tygodnik, odnieść taki sukces! Własnie dziś możemy ów sukces oglądać na własne oczy. Zatem apeluję do wszystkich, byśmy na moment ochłonęli. Spróbujmy jednak wrócić do dni, kiedy to Grzegorz Hajdarowicz kupował sobie tę Rzepę i całą resztę. Nie bądźmy dziećmi. To nie był ani on, ani tym bardziej jego pieniądze. Nawet dziś gdzieś się pojawia sugestia, że tak naprawdę za to zapłacił Genin Bank, z jego właścicielem na czele. A skoro tak, to jeśli dziś zapadła decyzja, żeby ten biznes udać za nieudany, to Hajdarowicz w tym wszystkim w dalszym ciągu pełni wyłącznie funkcję figuranta, a samemu Czarneckiemu – tak mu chyba jest – też się wielka krzywda nie dzieje. W końcu, z jego punktu widzenia, takie „Uważam Rze”, to co to jest? To tylko paru kompletnie zniewolonych walką o finansowe przetrwanie dziennikarzy ma dziś pewien kłopot, bo w momencie gdy im się wydawało, że trafili na autentycznie złotą żyłę, okazało się, że nie. Że jeszcze nie teraz.
A co jak idzie o Hajdarowicza? On też specjalnie na tym zamówieniu nie stracił. Na początku miał niewiele, a pod koniec ma może ciut więcej. Czy przed nim jest coś jeszcze? Może tak, może nie. Jak widać, pojawił się plan, by to wszystko pociągnąć korzystając ze starego bardzo pomysłu wprowadzenia na rynek tak zwanej „prawdziwej prawicy”. W Salonie24 ukazał się dziś entuzjastyczny tekst internauty podpisującego się Alex Disease o tym, że może wreszcie uda się przepędzić tę bandę oszustów od Kaczyńskiego i zaproponować coś świeżego, coś bardziej reprezentacyjnego dla polskiej myśli liberalnej. Osobiście nie sądzę, żeby to wypaliło. Nawet gdyby ludzie stojący za Hajdarowiczem rzeczywiście mieli tu jakieś nadzieje – myślę, że nic z tego nie będzie. Trzeba więc będzie jakoś im to zrekompensować. Drobiazg. Naprawdę drobiazg.
Gorzej – tym razem już dla nas – jeśli w poniedziałek ukaże się numer „Uważam Rze” z pięknym kolorowym zdjęciem smoleńskiego wraku i wielkim tytułem „Mordercy!”, a wszyscy ci, którzy dziś są tacy bardzo pryncypialni, zaczną się drapać po głowie i powiedzą: „No, no! Może jednak warto zobaczyć, co oni tam piszą?”

Serdecznie proszę o wspieranie tego bloga. Choćby przez kupowanie książki o liściu. Jak ktoś mieszka w Warszawie, może się wybrać na targi książki historycznej. Przy stoisku nr 101 siedzi Coryllus i ma wszystko w odpowiednich ilościach. No i bardzo proszę o wpłaty na podany obok numer konta. Sytuacja jest autentycznie podbramkowa. Dziękuję.

czwartek, 29 listopada 2012

O ludziach z misją - taką i owaką

Mój od niedawna kolega Marcin Kacprzak zamieścił w Salonie24 tekst, w którym wyraził radość z faktu, że Grzegorz Hajdarowicz postanowił się ostatecznie wziąć za tygodnik „Uważam Rze” i zrobić tam odpowiedni porządek. Ponieważ z Kacprzakiem ostatnio zgadzamy się niemal w każdym punkcie, okazało się i tym razem, że radość związana z przesunięciami po stronie tak zwanych mediów prawicowych, zapanowała w obu naszych sercach. Co ciekawe jednak, w odróżnieniu – jak się domyślam – od redaktora Sakiewicza i jego załogi, nasza radość ma źródła szczególne. A więc, nam wcale nie chodzi o to, że dobrze tym zbójom. Po co się tak rozpylali i odbierali porządnym ludziom robotę? Nasza radość związana jest że zwykłym umiłowaniem porządku.
Muszę to jednak od razu zrobić pewne zastrzeżenie. Choć, jak mówię, Kacprzak to dziś mój kumpel, to ja wcale nie mam tak do końca pewności, czy nasza radość ma rzeczywiście to samo podłoże. Może się okazać, że jeśli on przeczyta ten tekst, uzna za stosowne założyć jakiś protest. W końcu, co by o nim nie mówić, to wciąż człowiek, który uważa że płyta „Świnie” Hołdysa to arcydzieło. No ale już może zacznę.
Otóż, jak wiemy, kiedy Hajdarowicz wywalił z „Uważam Rze” najpierw Karnowskiego, a potem Lisickiego, przez co sprawił, że ów tygodnik z dnia na dzień trafił jasny szlag, na nowego redaktora naczelnego nie powołał ani Bartosza Węglarczyk, ani Magdaleny Środy, ale nie mniej ni więcej jak tylko człowieka nazwiskiem Piński.
Kim jest ów Piński? Mówiąc bardzo krótko – a dłuższe gadanie jest tu nam niepotrzebne – jest to polski patriota w wydaniu, które już jakiś czas temu zostało autoryzowane przez z jednej strony ruch polityczny o nazwie Libertas, a z drugiej internetowy portal „Nowy Ekran”. Jak idzie o to ostatnie, Piński jest tam nawet którymś z naczelnych. Czemu ja twierdzę, że dobrze się bardzo stało, że Hajdarowicz przekazał „Uważam Rze” akurat temu Pińskiemu? Dlatego mianowicie, że w ten sposób stał się już chyba najbardziej czytelnym fakt, że wspomniana wyżej część polskiej prawicy – a nie oszukujmy się – to jest bardzo poważna siła – pełni tylko jedną funkcję: ostatniego odwodu Systemu do wykorzystania przeciwko Polsce w sytuacjach gdy sam System z jakiegoś powodu już nie daje rady.
Każdy z nas, kto miał okazję obserwować nieco uważniej rozwój wydarzeń na polskiej scenie politycznej przez minione dwadzieścia lat, miał też z pewnością okazję parokrotnie obserwować, jak to działa. Widzieliśmy to podczas pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborów do Sejmu, kiedy to nagle pojawiły się dziesiątki jakichś mikroskopijnych organizacji patriotyczno-narodowych; podczas kolejnych wyborów prezydenckich, kiedy to z zagranicy przyjeżdżali jacyś starzy patrioci z ciężkimi pieniędzmi i oferowali swe serca Matce Ojczyźnie; już w czasach Prawa i Sprawiedliwości, kiedy jacyś Jurek z Pałką i Zawiszą powoływali do życia kolejne patriotyczne inicjatywy; kiedy Prawo i Sprawiedliwość ogłaszało bojkot telewizji TVN i oni wszyscy jak na gwizdek zastępowali polityków PiS-u w tefauenowskich programach; kiedy upadał rząd Jarosława Kaczyńskiego, i nagle się tak bardzo zaktywizował LPR i wszyscy jego najwybitniejsi działacze o jak najbardziej biało-czerwonych czołach; czy wreszcie w postaci tego…. jak mu cholera jasna było? Mówię o człowieku, który w pewnym momencie przejął telewizję publiczną. Już wiem – Farfał.
No i oczywiście mówię o Nowym Ekranie, który nagle, tuż przed ostatnimi wyborami pojawił się z hukiem na scenie, by pokazać, że jest jednak alternatywa dla tego starego pierdoły – Kaczyńskiego. I tam też już czekał na odpowiedni znak Jan Piński – polski konserwatysta i patriota.
No i proszę! Wszystko zagrało idealnie. Tygodnik „Uważam Rze” wreszcie nie będzie mącił ludziom w głowach. Nie będzie dobrym, niewinnym i naiwnym ludziom wmawiał, że wszystko jest na swoim miejscu – że tu jest zła lewica, a tu dobra prawica, i że jeśli tylko pozwolimy by się za nas wzięli porządni i sprawdzeni coachowie z odpowiednimi papierami, to ostatecznie wygramy. Byleśmy się tylko głupio nie opierali. Ale też nie będzie na „Uważam Rze” wmawiało, że jest tak do dupy tylko dlatego, że jego redaktorem naczelnym nie jest ktoś „nasz”, ale ktoś „ich”. Jestem przekonany, że – choć przyznaję, że na przykład cała moja rodzina jest dziś w swego rodzaju żałobie – końcowy efekt tego co się wydarzyło na boisku zajmowanym przez tak zwanych przez siebie samych „autorów niepokornych” trenowanych przez Grzegorza Hajdarowicza, będzie dla nas wszystkich bardzo dobry. Mam nadzieję, że ostatecznie wszyscy zobaczą najwyraźniej jak tylko można, że jeśli na pierwszym miejscu nie stoi Jarosław Kaczyński z błogosławieństwem ojca Rydzyka i pod czujnym okiem Antoniego Macierewicza, nie ma co myśleć o żadnej prawicy, o żadnym interesie narodowym i o żadnej Polsce. A już na pewno nie wtedy, gdy ktoś bardzo desperacko próbuje tworzyć kolejną alternatywę.

Serdecznie proszę o wspieranie tego bloga. Choćby przez kupowanie książki o liściu. Jak ktoś mieszka w Warszawie, może się wybrać na targi ksiązki historycznej. Przy stoisku nr 101 siedzi Coryllus i ma wszystko w odpowiednich ilościach. No i bardzo proszę o wpłaty na podany obok numer konta. Sytuacja jest autentycznie podbramkowa. Dziękuję.


Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...