Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

O wacikach dla księdza Kazimierza Sowy

Wczoraj ukazał się kolejny numer „Warszawskiej Gazety”, a w nim mój kolejny, cotygodniowy felieton. Gorąco zachęcam, a dziś dla czytelników bloga również tu. Nie rozumiem, dlaczego „Gazeta Wyborcza” – i to zwłaszcza oni – postanowiła się za to zabrać, ale to ona niedawno ujawniła listę osób i instytucji, finansujących kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej. Podobnie, mam bardzo ciężki intelektualny problem z tym, dlaczego tydzień wcześniej „Newsweek” opublikował podobne dane, tyle że dotyczące Nowoczesnej. Obie lektury robią wrażenie przede wszystkim przez to, że dzięki nim widzimy jasno, komu najbardziej na rękę było zarówno przedłużenie owych ośmiu lat rozkradania Polski, jak i, wobec nieuchronnej porażki PO, zapewnienie odpowiedniej sukcesji, no ale również fascynujące jest tu to, jak dla niektórych z nas nie jest najmniejszym problemem wyrzucić 10, czy 50 tysięcy w błoto, wyłącznie dla idiotycznej satysfakcji z tego, że się jest po właściwej stronie. Moim zdaniem jednak, wśród

Gdy cały świat wspiera posła Borysława Budkę

Parę dni temu nieznany mi działacz Platformy Obywatelskiej wrzucił na Twittera informację, że Prawo i Sprawiedliwość, konsekwentnie realizując swoją politykę inwigilacji i terroru, usunęło z sali sejmowej kamerę, która dotychczas rejestrowała zachowanie posłów reprezentujących władzę, a wszystko po to, by oni tam mogli robić, co im się żywnie podoba w tajemnicy przed światem. Odpisałem mu, że moim zdaniem to jest kompletna i oczywista bzdura, na co on mnie zapewnił, że nie, no i tyleśmy sobie porozmawiali. Nie minął nawet dzień, kiedy informacja o usunięciu kamery znad głów posłów PiS-u trafiła do ogólnopolskich mediów, a ja zgaduję, że teraz przez pewien czas to ona nas będzie utulała do snu. I to wbrew zarówno oficjalnym wyjaśnieniom osób formalnie odpowiedzialnych, ale też zdrowej logice. No bo spójrzmy na tę sytuację chłodnym okiem. Jaki idiota wpadłby na pomysł, że jeśli zdejmie się tę kamerę, to w ten sposób ukryje się wszelkie przestępcze działania posłów Prawa i Sprawiedliwości

Padają jak muchy, czyli that's entertainment

Wprawdzie nauczony na wcześniejszych cudzych błędach, ktoś tam bardzo przezornie zdecydował, żeby ciało zmarłego niedawno piosenkarza Prince’a jak najszybciej spalić, ale i tak, jak donoszą media, wychodzi na to, że przyczyna jego śmierci jest bardziej skomplikowana, niż się na początku mogło wydawać. Otóż na przykład u niego w domu znaleziono całą kupę niezrealizowanych recept na niezwykle silne środki przeciwbólowe, a w dodatku okazuje się, że owo gwałtowne lądowanie samolotu z artystą na pokładzie nie było wymuszone tym, że on akurat tam zachorował na grypę, tylko zwyczajnie gwałtowną utratą przytomności. Oczywiście, cokolwiek tam się wydarzyło, jak uczy nas życie, nie będzie miało najmniejszego znaczenia, jako że tego typu śmierci są od samego początku wpisane w koszta, a nam nic do tego. My najwyżej możemy sobie kupić płytę z piosenkami Prince’a, albo liczyć na to, że może wreszcie na youtbubie pojawią się jego koncerty. A dalej będzie tak jak było. Nie nasza sprawa. A jeśli

Czy w Reichu lubią słuchać piosenek Mariusza Kalagi?

Obraz
W jednym z dawnych już tekstów, w których, przyznaję, że być może ze zbyt dużą dezynwolturą, przedstawiłem swoje emocje, gdy chodzi o tak zwaną śląskość, opisałem wydarzenie, które zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie i niewykluczone, że w jakiś sposób sprawiło, że w ogóle postanowiłem na ten temat się wypowiedzieć. Otóż w pewien zimowy wieczór stałem sobie na przystanku tramwajowym w Chorzowie i czekałem na tramwaj do Katowic. Obok znajdował się tak zwany „sklep muzyczny”, co oznaczało sprzedaż płyt CD, i z wystawionych na zewnątrz głośników leciały śpiewane w języku niemieckim piosenki reprezentujące gatunek powszechnie znany pod nazwą „muzyka biesiadna”. Ktoś się zapyta: „Czyli disco polo?” Otóż nie. Przede wszystkim, disco polo, jak sama nazwa wskazuje, to jest muzyka polska, a poza tym, przy tym, co usłyszałem tamtego zimowego wieczoru na przystanku tramwajowym w Chorzowie, disco polo to zdecydowanie sztuka wysoka. Tam grano niemiecką piosenkę biesiadną. Postanowiłem dziś wrócić

James Woods - nasz człowiek w Hollywood?

Znów z pewnym opóźnieniem wymuszonym przez sprawy bieżące przedstawiam felieton z aktualnego wydania „Warszawskiej Gazety”. Jeszcze raz James Woods vs. Bono. Od kilku dni cała Polska jest pod wrażeniem wystąpienia wokalisty znanej grupy muzycznej U-2, o ksywie Bono przed amerykańskim Senatem, Wyraził ów Bono tam przekonanie, że w wielkiej europejskiej rodzinie cywilizowanych i demokratycznych państw są dwa reżimy faszystowskie, a mianowicie Węgry i Polska, i zwrócił się do Amerykanów z apelem, by odpowiednio zareagowali. Wystąpienie Boniego – nie moja wina, że tak to się chyba powinno odmieniać – Amerykanie, jak się zdaje zlekceważyli, natomiast z wielkich światowych przywódców odezwał się król Europy, Donald Tusk i na swoim profilu na Twitterze wrzucił niezwykle tajemniczą, a jednocześnie głęboką uwagę: „Pro publico Bono”, czym jednych doprowadził do prawdziwej ekstazy, a innym kazał uznać, że Bono już nie jest sam i w tej chwili mamy dwóch idiotów. Gdy chodzi o reakcję polskich me

Gdy Prawo i Sprawiedliwość poczuło moc

Ponieważ jestem pewien, że dziś naprawdę mało który z czytelników tego bloga to wie, przypomnę chętnie, że partia Porozumienie Centrum powstała w maju 1990 roku. Zbliżały się wybory prezydenckie z Lechem Wałęsą jako oczywistym faworytem, rząd Tadeusza Mazowieckiego z dnia na dzień budził coraz większą publiczną niechęć, a potem już tylko wściekłość, Bronisław Geremek na ostatnim już chyba oddechu próbował budować coś, co miało się nazywać Partią Solidarność, a co miało powtórzyć w Polsce historyczny sukces meksykańskiej Partii Instytucjonalno-Rewolucyjnej, kiedy to Jarosław Kaczyński zarejestrował partię pod nazwą Porozumienie Centrum. Gest ten wywołał oczywiście ze strony systemu falę wściekłości, jaką Polska po roku 1989 przeżyła może parę tylko razy. Przede wszystkim oczywiście poszło o Kaczyńskiego, którego oni z całą pewnością mieli na oku już od pewnego czasu, ale głownie z tego powodu, że jemu przyszło do głowy zakładać partię polityczną w sytuacji, kiedy, jak powszechnie było

Zawisza Zielony, czyli Bóg, Pieniądze i Ojczyzna

Ponieważ dzięki ostatecznemu zidioceniu Pawła Kukiza, gwiazdą na naszej politycznej scenie stał się zupełnie niespodziewanie Artur Zawisza, nie mogę nie wspomnieć swojego tekstu jeszcze z roku 2011, gdzie ów Zawisza dostał wszystko to, co dostać powinien. Zachęcam do wspomnień i refleksji. Historia którą chciałbym dziś opisać, na tle tego, czym się ostatnio musimy zajmować, nie jest ani szczególnie interesująca, ani też – co przyznaję z bólem – ja sam nie mam dość kompetencji, żeby cokolwiek stwierdzać tu autorytatywnie. Mimo to czuję się zmotywowany do tego, by się sprawą zająć z dwóch powodów. Pierwszy nazywa się Artur Zawisza, a jak wiemy, wszystko co z tą akurat postacią się wiąże, bardzo nas interesuje. Drugi natomiast z nich to niejaki Michał Maciejewski, człowiek, którego w ogóle nie znam, ale który za to opowiedział mi ową historię i prosił, by nią siebie i innych w miarę możności zainteresować. Artura Zawiszę zostawię na sam koniec, natomiast teraz o Maciejewskim. Otóż w Lu

Justyna Pochanke wstępuje do PZPR, czyli dobra zmiana

Zachowując oczywiście odpowiedni poziom ostrożności, gdy chodzi o wszelkie – powtarzam, wszelkie – poczynania naszej obecnej władzy, muszę wyznać szczerze i z podniesionym czołem, że od czasu, gdy Prawo i Sprawiedliwość wzięło się za państwowe media, swoje dotychczas ulubione TVN24 zacząłem oglądać z doskoku, natomiast jeśli zdarza mi się oglądać politykę w telewizji, to niemal wyłącznie TVP. A zatem, pragnę ogłosić, że jeśli dziś zestawimy dwa główne dzienniki informacyjne, czyli tefauenowskie „Fakty” i rządowe „Wiadomości”, to w ogóle nie ma o czym mówić. „Wiadomości” to są profesjonalnie redagowane wieczorne wiadomości, ciekawe i dostarczające wszelkiej potrzebnej wiedzy, natomiast TVN, jak się domyślam, w wyniku jakiejś ciężkiej desperacji, popadł w kompletny obłęd i już nawet nie udaje, że im chodzi o coś innego, jak tylko o tępą propagandę tworzoną na rzecz politycznej opozycji. Zdaję sobie naturalnie sprawę z tego, że od czasu, gdy w telewizji publicznej pojawili się bracia Karn

Deep in the woods, czyli o umieraniu wśród oklasków

Miałem o tym pisać już parę dobrych tygodni temu, ale tak jak to ostatnio bywa, czas mnie pożarł i tyle przynajmniej dobrego, że parę istotnych rzeczy w tym czasie udało się jednak powiedzieć. Chciałbym jednak wrócić do owej zaległej kwestii, która pod pewnym względem być może przewyższa wszystko inne, co nas ostatnio dręczy i nie daje spać. Oto, jak pewnie każdy z nas musiał w swoim czasie zauważyć, jeszcze jesienią zeszłego roku zaginęła w Poznaniu młoda kobieta nazwiskiem Ewa Tylman. Była noc z niedzieli na poniedziałek, owa Tylman bardzo wczesnym rankiem wracała z nocnego imprezowania do domu, no i gdzieś się po drodze zapodziała. Towarzyszył jej znajomy nazwiskiem Z., który akurat wrócił do domu bezpiecznie i tylko po to, by następnie zapewnić policję, że on nic z tego co się stało nie pamięta, bo oboje byli bardzo pijani. To że oni wracali razem i że był wczesny ranek wiemy z obrazu zarejestrowanego przez miejskie kamery. Ewy Tylman dotychczas nie odnaleziono. Podobno Z. wrzucił

Kaczyński przewraca płot

Zabrało mi to całe trzy dni, ale w końcu zdecydowałem się kupić tygodnik „W Sieci” i przeczytać słynny już dziś bardzo wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. I tak jak się to już okazało wielokrotnie, to co mówi Kaczyński, a sposób, w jaki jego słowa są relacjonowane przez opozycję, oraz przez komentatorów, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony politycznej sceny, to dwie kompletnie różne rzeczy. Z tego co słyszymy, pierwsza i faktycznie jedyna informacja, jaka dochodzi do nas po wypowiedzi Kaczyńskiego, to ta, że między nim a Andrzejem Dudą panuje ciężki chłód, dalszy los Beaty Szydło robi wrażenie wybitnie ponure, no a sam Prezes nie jest w stanie dłużej znieść braku uwagi, z jakim spotyka się z każdej strony. A wystarczyłoby choćby rzucić okiem na tytuł, jakim ozdobione jest okładkowe zdjęcie Kaczyńskiego: „ Musimy jeszcze mocniej ruszyć do przodu ”, by się zastanowić, czy tam przypadkiem nie chodzi o coś zupełnie innego. Nie o czyjeś osobiste pretensje, czy kompleksy, nie o próby popraw

Zyta Gilowska, czyli żegnaj Kapitanie

Dziś znacznie spóźniony, bo aż z zeszłego tygodnia, mój felieton do „Warszawskiej Gazety”, poświęcony zmarłej i pochowanej już Zycie Gilowskiej. Mam jednak nadzieję, że pomoże on nam jeszcze raz, po tych wszystkich dniach, poczuć potęgę tej straty, no i pożegnać Ją raz jeszcze. Pogrzeb Zyty Gilowskiej, choć był wydarzeniem w najnowszej historii Polski czymś zupełnie wyjątkowym i przez udział w nim najwyższych przedstawicieli państwa rangę tę w pełni potwierdził, przez ściśle określoną część mediów został zlekceważony, by nie powiedzieć – zbojkotowany. Kiedy w świdnickim kościele przemawiał najpierw prezydent Duda, a zaraz zanim niezwykle poruszającą mowę wygłosił Jarosław Kaczyński, telewizja TVN24 zajmowała się końmi Shirley Watts i opiniami o Polsce krążącymi wśród niemieckich dziennikarzy, a w wieczornym podsumowaniu dnia sprawie pożegnania prof. Gilowskiej poświęciła zaledwie migawkę. Wcześniej jeszcze, odkrywając swoje intencje tak, że bardziej chyba trudno sobie wyobrazić, zapr

Dlaczego James Woods nie słucha U-2?

W ostatnich dniach, na temat Polski, poza kilkoma politykami i instytucjami Unii Europejskiej głos zabrało też dwóch artystów, a mianowicie wokalista popularnej grupy muzycznej U-2, Bono, oraz znany aktor filmowy James Woods. Ponieważ, pomijając sam początek ich muzycznej kariery, do zespołu U-2 i do Bono osobiście czuję wyłącznie pogardę, a od czasu, gdy ów Bono, przy okazji specjalnej audiencji, Janowi Pawłowi II podarował swoje okulary, uważam go za idiotę, jego opinia na mój temat jest mi wysoce obojętna. Co innego James Woods. On zawsze, jeszcze w czasach głębokiego PRL-u należał do moich ulubionych aktorów, a takie filmy jak „Cebolowe pole”, „Po sąsiedzku”, czy wreszcie „Goście” Kazana, uwielbiałem głównie dzięki niemu. Dlatego też, kiedy niedawno dowiedziałem się, że Woods jest z krwi i kości konserwatystą, naturalnie bardzo ucieszyłem się i poczułem satysfakcję. W końcu zawsze dobrze jest mieć swoich ludzi i tu i tam i wszędzie gdzie się da. Moja satysfakcja była jeszcze większ

Minister Kluzik dokonuje coming outu

Stało się tak, że dziennikarz „Wyborczej”, niejaki Wiciński, na swoim Twitterze napisał co następuje: „ 6 lat temu zwolennicy PiS obrzucili Kuczyńskiego błotem. Po ujawnieniu nowych nagrań z Tu-154 okazało się, że miał rację ”. Gdyby ktoś nie wiedział, o co Wicińskiemu chodzi, powiem krótko, że jego bardzo poruszyło opublikowanie przez TVN24 kolejnych, jak zwykle już ostatecznych, zapisów rozmów z rozbitego w Smoleńsku w drobny mak tupolewa i to w związku z tym owo wzmożenie, które doprowadziło Wicińskiego do konstatacji, że po sześciu latach okazuje się, że Kuczyński miał jednak rację. Na komentarz Wicińskiego zareagował nie kto inny jak Joanna Kluzik-Rostkowska i Wicińskiego zretwittowała, co oczywiście nie zawsze oznacza, jak to określa bardziej wykształcona część Twittera, „endorsement”, w tym jednak wypadku tu akurat z całą pewnością opinię Wicińskiego miało wesprzeć. Ponieważ Joanna Kluzik jest moją koleżanką, przed laty moim człowiekiem w wielkiej polityce, a w roku 2010 samym s

Pan Kukiz już się zbliża - repryza

Dziś po raz kolejny wspominamy Pawła Kukiza, swego czasu zdolnego muzyka i aspirującego polityka, który pewnego dnia zobaczył karuzelę, wskoczył na nią i natychmiast z niej zleciał. Przed nami drugi odcinek, w postaci notki jeszcze z roku 2014 pod tytułem „Pan Kukiz już się zbliża”. Zapraszam : W ciągu sześciu już lat prowadzenia tego bloga zanotowałem trzy poważniejsze sytuacje, kiedy to z dnia na dzień straciłem dziesiątki czytelników, a zyskałem mniej więcej tyle samo zażartych nieprzyjaciół. Pierwszy raz zdarzyło się to, kiedy zaatakowałem tu Stanisława Michalkiewicza, drugi raz, kiedy przedmiotem mojego ataku stał się, wówczas jeszcze bohater polskiej prawicy, Rafał Ziemkiewicz, no i trzeci raz – z jakiegoś, do dziś dla mnie niewyjaśnionego powodu, przypadek zdecydowanie najbardziej drastyczny – kiedy postanowiłem się rozprawić z Pawłem Kukizem za jego piosenkę o dwóch zapitych katyńskich enkawudzistach. Wydawałoby się, że ów projekt był czymś tak oburzająco skandalicznym, że, p

Kukiz - ostatnie wejście smoka

Miałem na dziś zupełnie inne plany, jednak wczorajszy widok Pawła Kukiza gratulującego sobie z Ryszardem Petru owego – historycznego już w pewnym sensie – „zwycięstwa”, zrobił na mnie takie wrażenie, że postanowiłem najbliższe dni poświęcić właśnie jemu, Pawłowi Kukizowi, i przypomnieć dwa swoje starsze już teksty. Pierwszy z nich, zatytułowany po prostu „Kukiz” już dziś. Wrzesień 2009 roku. Jak ten czas leci! Dziwna rzecz. Powinno być zupełnie odwrotnie, a tu akurat, w moim przypadku, wszystko stanęło na głowie. Z jakiegoś powodu, pisanie na zamówienie mi służy. Jakiś czas temu, mój dobry kolega FlyingOko zażyczył sobie, bym przestał zanudzać i zaczął pisać o sprawach, nie o ludziach, napisałem specjalnie dla niego tekst o czymś co panoszy się po mojej okolicy, a nazywa się Regionalna Izba Gospodarcza, i natychmiast ojciec Rachmajda wydrukował mi ten tekst w swoich Zeszytach. Wczoraj, mimo że miałem już bardzo sprecyzowane plany co do mojego kolejnego wpisu, a tu znów FlyingOko zgł

TKM, czyli czy Witold Gadowski obejmie Ministerstwo Dobrego Filmu?

Kiedy piszę ten tekst, słynny od paru dobrych tygodni film Witolda Gadowskiego zatytułowany „Krew męczenników” pokazywany jest w telewizorze dopiero od 25 minut, a ja już mam dość. Niedawno mieliśmy okazję oglądać inny hit odzyskanej po rządach Platformy Obywatelskiej Telewizji Polskiej o zamordowanym przez Jaruzelskiego księdzu Popiełuszce i to było wydarzenie takiej rangi, że poświęciłem mu osobną notkę. Od paru tygodni TVP zapowiadała dokument Gadowskiego o ISIS, dziś nadszedł dzień premiery, a ów film, jak mówię, jeszcze się na dobre nie zaczął, a ja już wiem wszystko. Dokument Marii Dłużewskiej nie jest już liderem. Gadowski pokazał, że ściana stoi kilka metrów dalej. Ale jest jeszcze gorzej. O ile bowiem Dłużewska pokazała nam jedynie snującego się po Warszawie księdza Małkowskiego na zmianę ze starymi materiałami Milicji Obywatelskiej, co dla ludzi w moim wieku mogło mieć przynajmniej wartość sentymentalną, sama jednak pozostawała ukryta dyskretnie z drugiej strony kamery, Gadow

Udko z feniksa - w zestawie z colą

Zakończone w minioną niedzielę w Warszawie Targi Wydawców Katolickich mają swoją doroczną kulminację w uroczystości przyznania nagrody tak zwanego „Feniksa”, przez złośliwych nazywanego „Św. Feniksem”. Nic więc dziwnego, że i tym razem Feniksy zostały rozdane, a ich laureaci podczas targów święcili triumf zarówno towarzyski, jak i rynkowy, a ja, powiem uczciwie, zajęty swoimi sprawami, nawet bym nie zwrócił na to uwagi, gdyby nie fakt, że na stoisku tuż obok nas sprzedawany był literacki debiut człowieka nazwiskiem Zbigniew Minda pod tytułem „Twoja dusza była perłą”, jeden z tegorocznych laureatów Feniksa, w kategorii „Książka dla młodzieży”. Tak zwana „literatura dla młodzieży” stanowi centrum moich zainteresowań literackich z tego przede wszystkim powodu, że osobiście na tej przede wszystkim literaturze zakończyłem swoją literacką przygodę i wszystko co było później, stanowiło w mniejszym lub większym stopniu intelektualną i emocjonalną fikcję. Autentyczne przeżycia to była Ożogowska