Tak się jakoś stało, diabli wiedzą jak, że od dłuższego już czasu, ze znaczną regularnością otrzymuję na moją skrzynkę mailową informacje od czegoś, co się nazywa USOPAL. Ponieważ, nigdy tego czegoś nie zamawiałem – albo może zamówiłem tak jak podobno zamówiłem coś od niejakiego Brody, tylko tego faktu nie zauważyłem – nie bardzo chciało mi się dowiadywać, co to takiego. Ale że tych maili było denerwująco dużo, oznaczyłem ów adres jako spam i od tego czasu wiadomości sygnowane jako USUPAL zaczęły wpadać bezpośrednio do kosza. Oczywiście, one przychodzą dalej, ale przynajmniej widzę ich ślad jedynie jako echo.
Dziś, dzięki mojemu synowi, a bezpośrednio już Onetowi, dowiedziałem się wreszcie, co to jest ów USOPAL. Otóż USOPAL to tzw. Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej, a szefem tej organizacji jest znany mi z wcześniejszych doniesień medialnych Jan Kobylański. Onet poinformował o istnieniu tej organizacji przy takiej to okazji, że do Urugwaju, gdzie, jak się okazuje, mieszka Kobylański, pojechała grupa parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości w następującym składzie: poseł Bogusław Kowalski, oraz czterech senatorów: Ryszard Bender, Czesław Ryszka, Waldemar Kraska i Zbigniew Cichoń. O Janie Kobylańskim, jak mówię, słyszałem i go kojarzę, natomiast jeśli idzie o tych pięciu, to znam Kowalskiego i Bendera. Trzej pozostali, jak dla mnie, mogliby się równie dobrze nazywać Nowak, Nowok i Nowacki – bez znaczenia.
Chciałbym teraz powiedzieć, co sobie myślę na temat tych, których znam. Otóż Bendera i Kowalskiego fizycznie nie znoszę. Nie toleruję ich, nie mogę na nich patrzeć i ich słuchać. Dlaczego? Nie chce mi się za bardzo wyjaśniać, ale co mi tam. Opowiem. Jak idzie o Bendera, nie lubię go za sposób w jaki on mówi, no i w związku z tym, za to, co on mówi. Bender ma tę dziwną manierę takiego półprzytomnego, kompletnie zepsutego atmosferą uniwersytetu profesora, który, zanim cos powie, to musi dziesięć razy powtórzyć coś w rodzaju takiego grymaśnego „taa, taa, taa, taa, taaaa”, a później i tak już nic nie powie, bo w sumie zapomniał już, co miał powiedzieć, kiedy, i po co. Z nim jest tak że ja bym nie chciał być z nim w jednym miejscu nawet przez chwilę, bo by mi ze złości serce pękło. Jak idzie natomiast o Kowalskiego, to ja mu pamiętam kilka gestów jeszcze z lat 90., które ustawiają go w pozycji kogoś na poziomie Artura Zawiszy, tyle że o niebo cwańszego, który – w odróżnieniu od Zawiszy szybko się zorientował, że w jego sytuacji pozostaje się tylko uwiesić na czymś w miarę solidnym, i tak już wisieć. Więc wisi. A ja go nie znoszę. A kiedy jeszcze widzę tę jego dziobatą twarz, to już w ogóle koniec. I kropka.
Kobylańskiego natomiast znam tylko z nazwiska i z informacji, że on nie lubi Żydów. Poza tym, nie wiem nawet, jak on wygląda. Ponieważ jednak identyfikuje go jako w ten czy inny sposób kumpla Bendera i Kowalskiego, myślę, że jego też nie lubię. I oczywiście, nie lubię tego USOPAL-u, bo mi zaśmieca skrzynkę, nie wiadomo po jaką cholerę. I tyle na ten temat.
A teraz o Onecie. Onet, prawdopodobnie dlatego, że – podobnie jak ja – nie lubi Kobylańskiego, Bendera i Kowalskiego, daje na swoją główną stronę wielką informację pod tytułem: „Politycy PiS z wizytą u kontrowersyjnego milionera posądzanego o antysemityzm”. I muszę przyznać, że mnie ta informacja bardzo zainteresowała. Jednak nie tyle dlatego, że oni tam pojechali – bo akurat czego ja się mogę spodziewać po Benderze i Kowalskim? – ale że, jak pisze Onet, Kobylański jest zaledwie „kontrowersyjny” i „podejrzany” o antysemityzm. Dotychczas byłem przekonany, że przynajmniej z punktu widzenia Onetu i całej tej paczki, którą Onet reprezentuje, Kobylański nie jest kontrowersyjny i podejrzany, ale z niego jest prawdziwy żydożerca i wojenny przestępca. Wszystko co dotychczas słyszałem o Kobylańskim, to to, że on jest postacią tak złą i paskudną, że spotykanie się z nim jest właściwie równoznaczne z jakąś kolaboracją. Tymczasem nagle okazuje się, że on przede wszystkim jedynie budzi kontrowersje – a więc podobnie jak, że sięgnę po przykład pierwszy z brzegu, Bronisław Komorowski. No i że niektórzy twierdzą, że jest antysemitą – a więc kimś takim, jak w opinii również niektórych, na przykład ja, albo 90% Polaków. Wczoraj w telewizji, historyk Gross, na przykład, stwierdził, że dla Polaków mordowanie, rabowanie i denuncjowanie Żydów było częścią ich natury, kultury i narodowej tożsamości. Oczywiście Polacy Żydów też ratowali, ale to był zaledwie eksces. Mordowanie Żydów leżało w naszej naturze. A więc, co w tym takiego szczególnego? Pikuś. Zwykła polska norma. A oni mi mówią, że Kobylański to jakiś szatan.
Szukam więc w samym tekście jakiś dodatkowych informacji na temat Kobylańskiego i szczegółów tej wizyty, i czytam, że on ma na sumieniu następujące opinie: „Warszawa to tajna stolica żydostwa w Europie”, niektórzy politycy i księża to „komusze pociotki”, że „w Polsce panoszą się Żydzi” i że oni (czyli Żydzi) „wleźli do rządu, Sejmu, biznesu, a nawet do Episkopatu”. Należy tu dodać, że o ile te dwie pierwsze newsy Onet podaje jako fakt, to co dwóch kolejnych zastrzega się, że to tylko za Gazetą Wyborczą. A zatem – trochę głupio, prawda? No bo jeśli za Gazetą Wyborczą, to właściwie równie dobrze mogliby nic nie pisać. Jak idzie o inne dane – nic już konkretnego nie znajduję. Szukam więc czegoś na temat tych dwóch, albo chociaż trzech pozostałych. Poza tym, że oni są z PiS-u – zero.
Ja rozumiem, że ponieważ – co zresztą potwierdza sam Onet – Kobylański ma otwartych parę spraw przeciwko tym, którzy go rzekomo zniesławiali, może też być tak, że Onet używa tego „podobno” z czystej ostrożności. No i dobrze. Niech się boją, tylko skoro już się Onet bierze za szczucie, to niech normalnie powie, o co chodzi, a nie miesza spokojnym ludziom w głowach. Albo niech pokaże odwagę i napisze, co to za ziółko ten Kobylański. Bo na razie, z tego co tam stoi, wynika, że z niego normalny Polak – antysemita. Taki sam, jak ci chłopi na tych starych zdjęciach od Grossa i chłopaków z Wyborczej. Podobno.
I powiem szczerze, że czuję się zawiedziony. Bo sądziłem trochę, że jednak czegoś się na jego temat od takiego Onetu dowiem. Że będę mógł powiedzieć, choćby sam sobie, za co ja go tak nie cierpię. A tymczasem okazuje się, że Kobylański nie jest ani jakimś bandytą, ani nawet porządnym antysemitą, lecz zaledwie kimś kto powiedział kiedyś, że w rządzie, Sejmie, biznesie, a nawet w Episkopacie są Żydzi. No a jak są , to co z tego? Ja akurat znam paru Żydów i oni nie są ani posłami, ani biskupami. No ale jeżeli jacyś są, to co z tego? Nie wolno, czy jak? No i że Warszawa to stolica żydostwa. A ktoś mówił, że nie jest? Ja tam nie wiem. A co jest? Praga, Moskwa, a może Sztokholm? A może Rzym? Paryż? A może żydostwo w ogóle nie ma stolicy, bo posiadanie stolicy to jakiś mało koszerny obciach. Ja nie mam pojęcia, ale przydałoby się to wiedzieć. Nawet nie mnie, bo w końcu, co mnie obchodzą Żydzi? Ale taki Onet pewnie by chciał wiedzieć. Gdzie żydostwo ma swoją stolicę? W końcu to jest chyba ich ‘konik’?
Natomiast jak idzie o te „komusze pociotki”, to już w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Równie dobrze ktoś mógłby powiedzieć, że część polityków i księży to „faszystowskie balony”. Albo wiatraczki. Lub na przykład „bulba”. I co ja z tego wiem?
A może to w ogóle nie chodzi o żadną informację, tylko o zwykłe codzienne plucie? A więc zwykły onetowy poziom. Oni to napisali, wrzucili tam to Prawo i Sprawiedliwość, tak to zostawili i schowali się za winkiel, żeby spokojnie patrzeć co będzie. Na to przyszli tzw. onetowcy, przeczytali i już wiedzą, że to bardzo jednak dobrze, że ten Kaczor leży na tym Wawelu taki porozbijany, że nie wiadomo nawet gdzie noga, a gdzie ręka. Łopatą, stary, go tam wrzucali. Normalnie, stary, zimny lech. Polej. Bulba!