Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media prawicowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media prawicowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Tym razem bez życzeń. Nie tym razem.

Myślę że każdy, nawet ów mniej uważny, czytelnik tego bloga wie, że, jak to śpiewał swego czasu Mistrz, „tu się psia nędza nikt nie oszczędza”. A skoro tak, to czytelnik ten też wie, że w pierwszym szeregu tych, co do których nikt się tu nie oszczędza, stoją tak zwani „dziennikarze niepokorni”. Oni na tym blogu są tępieni w sposób bezwzględny i systematyczny od lat i jak wiele na to wskazuje, sytuacja ta już raczej się nie zmieni – przynajmniej do czasu, gdy jakaś nieoczekiwana rewolucja ich raz na zawsze najzwyczajniej w świecie stąd wymiecie.
O co autor tego bloga i komentujące na nim stale osoby mają do owych „niepokornych dziennikarzy” pretensje? Otóż po pierwsze o to, że oni są słabi; zwyczajnie słabi. Pod względem umiejętności czysto dziennikarskich, niemal stuprocentowa większość z nich to amatorzy i to amatorzy z całkowitego przypadku. Po drugie, niemal stuprocentowa większość z nich – choć tu mam wrażenie, że wyjątków nie ma – pozostaje całkowicie obojętna w stosunku do sprawy, o którą rzekomo walczą. I tego jestem pewien. Gdyby każdego z nich spróbować prywatnie zaczepić w którejkolwiek ze spraw, które dręczą na co dzień każdego z nas, oni by jedynie wzruszyli ramionami i powiedzieli nam, by im nie zawracać głowy. Po trzecie wreszcie zarówno sami autorzy dostarczanych prawicowej opinii publicznej tekstów, jak i ich dysponenci, są głęboko przekonani, że oni wszyscy uprawiając tę swoją działkę, mają do czynienia z takimi durniami, że choćby oni stoczyli się do poziomu najniższego, nikt z tych bałwanów tego nie zauważy. Ja mam pretensję do polskiego tak zwanego „dziennikarstwa niepokornego” o to, że oni, z jakiegoś kompletnie dla mnie niewyjaśnionego powodu, żyją w głębokim przekonaniu, że nie ma takiego idiotyzmu w ich wykonaniu, który ja na przykład byłbym w stanie dostrzec. No i sobie używają. I za to ich tu na tym blogu tępię bez żadnej litości. Tych bezczelnych idiotów, tę ich gnuśność i wręcz karykaturalną bezmyślność.
Ponieważ jednak ta walka trwa już tyle lat – przypominam, że mój pierwszy tekst, zamieszczony jeszcze w roku 2008 pod dawnym adresem toyah.salon24.pl, dotyczył osoby i publicystycznej działalności Rafała Ziemkiewicza – mam wrażenie, że pojawiająca się tu od czasu do czasu krytyka owej „niepokornej publicystyki”, przez niektórych z nas traktowana jest jako swego czasu rytuał. Chodzi mi o to, że uważam za bardzo prawdopodobne, że kiedy my tu zajmujemy się gnojeniem jakiegoś Skwiecińskiego, czy Zaremby, pewna część czytelników uważa, że to jest tylko taka zabawa; że wszystko się bierze stąd, że autor tego bloga ma taki a nie inny charakter, a ów charakter tworzy autpmatycznie charakter tych tekstów. Otóż możliwe, że tak się niekiedy dzieje, jednak nie w tym wypadku. Gdy chodzi o kwestie dziennikarstwa – w tym przed wszystkim (inne naszej tu uwagi raczej nie zajmuje) dziennikarstwa prawicowego – tu żartów nie ma. Tu wszystko się toczy na poziomie jak najbardziej poważnym.
Myślę, że nadszedł czas – a niech już będzie, że przy okazji zbliżających się Świąt – by pokazać, w czym rzecz, i to w taki sposób, by każdy z nas zrozumiał powagę sytuacji. Oto wczoraj, powiem szczerze, że nie bardzo nawet wiem dlaczego, zacząłem bardzo solidnie przeglądać kolejne wiadomości ukazujące się na portalu wpolityce.pl, który, o czym niektórzy z nas mogą nie wiedzieć, jest internetową ekspozyturą popularnego prawicowego tygodnika opinii „W Sieci”. I proszę sobie wyobrazić, że najpierw natknąłem się na tekst niejakiego (daje słowo, że ja tych redaktorów nie znam) Tomasza Domalewskiego, „wieloletniego redaktora krakowskiego ‘Dziennika Polskiego’”, który nas informuje, że premier Kopacz skompromitowała się udzielając wywiadu magazynowi „Viva” i dziś ma o tę kompromitację pretensję do „Vivy”, zamiast do siebie. „Zarówno sama Pani Premier, jak też cały fraucymer biegający za nią, zestaw doradców, opiekunów medialnych i tych od propagandy, został ośmieszony wyłącznie na własne życzenie, z powodu własnych niedostatków. Wiadomo jakich. I bicie przedświątecznej piany, próba zamiany próżności w obfitość ilorazu niczego nie zmieni. Lustereczko nie kłamie”, pisze Domalewski, a czytelnikowi pozostaje już tylko zachodzić w głowę, o co poszło. Czy Kopacz powiedziała coś głupiego, a ci zamiast ją ocenzurować, ową wpadkę puścili? Czy może „Viva” zamieściła jakieś kompromitujące ją zdjęcie? A może oni czegoś na czym Premier bardzo zależało, nie puścili? Oczywiście, zaciekawiony, o co mogło pójść, że to aż Kancelaria Premiera musiała interweniować, poszperałem w Sieci i odpowiedź znalazłem: chodziło o to, że „Viva” Kopaczowej założyła jakiś ciuch i obok właściwego tekstu zamieściła też reklamę sklepu, który owym ciuchem handluje. A więc reklama. Tyle że o tym już ani słowa. Dlaczego? To proste. Wówczas mogłoby się okazać, że my, a więc z punktu widzenia Domalewskiego i redaktorów portalu banda skończonych, nic nie wartych durniów, nie daj Boże, nie zrozumielibyśmy z tego nic, no i nie wiedzielibyśmy, że w najbliższych wyborach należy głosować na PiS, a nie na Platformę. A więc najlepiej jest po prostu obrzucić Kopacz szyderstwami i liczyć, że one nie okażą się zbyt wyszukane.
Po Domalewskim pojawia się tekst podpisany przez „Zespół wpolityce.pl” i zatytułowany „Prawie połowa Polaków nie uznaje wyniku wyborów samorządowych”, i tu już nie można mieć najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia z akcją opartą na zasadzie „ci durnie i tak nie wyjdą poza tytuł”. Bo co takiego się dzieje? Otóż z tekstu zamieszczonego na prawicowym portalu wpolityce.pl dowiadujemy się, że 68 procent osób które wzięły udział w wyborach wierzy w oficjalnie podane wyniki, natomiast z tych, którzy w wyborach udziału nie wzięły, w oficjalne dane wierzy zaledwie 48 procent. Jeśli się jednak tych ludzi spytać, co należy w tej sprawie zrobić, zaledwie 7 procent chce, by policzyć jeszcze raz wszystkie głosy. Oczywiście to nie przeszkadza „zespołowi w polityce.pl”, by tytułować swój tekst zdaniem: „Prawie połowa Polaków nie uznaje wyników wyborów samorządowych”. Czemu tak? Sprawa jest jasna. Chodzi o to, byśmy my, banda idiotów, którzy ani nie umieją czytać, ani tym bardziej myśleć, wykonali robotę za panów dziennikarzy.
No i wreszcie mamy na koniec autentyczny rodzynek. Oto przed nami tekst człowieka nazwiskiem Tomasz Rakowski, który pod spodem przedstawia się jako: „Informatyk, przedsiębiorca, podwójny absolwent Politechniki Gdańskiej. Zaangażowany w działalność społeczną od 10.04.2010. Publikował w pierwszym ‘Uważam Rze’. Współpracownik Ruchu Społecznego im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Katolik, konserwatysta, homosceptyk. Dumny z tego, że jest Polakiem. Interesuje się kinematografią” (daję słowo, nic nie zmyślam). I oto okazuje się, że ów Rakowski ma dla nas naukę, w jaki sposób powinniśmy zareagować na to, że sieć EMPiK uznała za stosowne do swojej akcji promocyjnej zaangażować muzyka Adama Darskiego i gwiazdę telewizji TVN24 Marię Czubaszek, nazywanych przez Rakowskiego „satanistą” i „aborcjonistką”. Otóż zdaniem Rakowskiego powinniśmy pójść do EMPiK-u, wrzucić do koszyka towar za ciężkie pieniądze, przyjść do kasy, a kiedy kasjerka to wszystko nabije do kasy, odwrócić się na pięcie i odejść z honorem. Taki to jest plan. Rakowski, abyśmy – banda tępych durni – wszystko do początku do końca zrozumieli, opisuje nam punkt po punkcie, jak to wszystko on sam dla nas zrobił. Otóż (daję ponowne słowo honoru, że nic nie zmyślam) zaszedł ów człek do EMPiK-u, nawrzucał do koszyka przeróżnego towaru i ustawił się w kolejce do kasy. Kiedy przyszła na niego kolej, okazało się, że trzeba będzie zapłacić aż 500 zł. Tu pozwolę sobie zacytować cały odpowiedni fragment tekstu na prawicowym portalu wpolityce.pl:
- A co ze zniżką?
- Nie mogę, niestety.
- To jak to? Dla całej rodziny, na pół tysiąca zakupy i żadnej zniżki?
- Niestety.
- No cóż – skapitulowałem sięgając do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnąłem portfel. Brak gotówki.
- Można kartą? – zapytałem naiwnie.
- Można! – rozwiała moje obawy pani kierownik. Odgarnęła włosy. Jej wyciągnięta w moim kierunku ręka zawisła w powietrzu. Od mojej dłoni, w której trzymałem plastykowe pieniądze dzieliło ją kilka centymetrów.
I w tym momencie następuje atak:
- Jak się nazywa ta sieć księgarń, która reklamuje się przy pomocy satanisty? – Zmieszanie na jej twarzy było nie do ukrycia. Kobiecie odjęło mowę. Oczy zaczęły uciekać na boki, jakby w geście obrony jej ręka po raz kolejny wyciągnęła się w kierunku mojej karty. - Nie wiem – bąknęła. - No nie pamięta pani? – nie odpuszczałem - No ten satanista. Wie pani, nie chciałbym, żeby doszło do jakiejś pomyłki. On tam jeszcze występuje z jakąś starszawą panią, aborcjonistką.
I tak jeszcze przez chwilę nasz rycerz „zaangażowany w działalność społeczną od 10.04.2010” pognębia funkcjonariusza Systemu i wreszcie triumfalnie ogłasza: „A to w takim razie będzie rezygnacja” i z tym obrazem zostawia nas, bezmyślne wyborcze mięso, które z całą pewnością się ucieszy, że nasze media, panie, napisały, że ten Nergal to satanista, ta Czubaszek morduje małe dzieci, a kasjerka z EMPiK-u to jakiś tępy leming. A jeśli się nie ucieszy, to wyłącznie dlatego, że sami jesteśmy lemingami.
I ten cały, tak bezczelny przekręt, firmują Jacek i Michał Karnowscy – nasi czołowi prawicowi publicyści.
Powtórzę jeszcze raz. Ten blog działa już od siedmiu lat i naprawdę można się było przyzwyczaić. Można było również sobie pomyśleć, że to wszystko jest zaledwie taką umową między nami a nimi, gdzie my tu będziemy się na nich złościć i im dokuczać, a oni będą dalej robić to co robią, dla naszego i wspólnego dobra. Otóż nie. To tak nie działa. Bo tu nie chodzi ani o nas, ani o nich. Tu chodzi o Polskę. A jeśli w tej walce o Polsce pojawiają się jacyś – powiedzmy to wreszcie otwarcie – ruscy cwaniacy, to dla nich nie będzie litości. Oni będą niszczeni jak najgorsze robactwo. Nawet – a może szczególnie – w czasie Świąt Bożego Narodzenia.

Przypominam że nasze książki, w tym moja najnowsza o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji, są do nabycia na stronie www.coryllus.pl.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Z Jarosławem Kuźniarem po zwycięstwo

Każdy kto czyta naszego kolegę Coryllusa, miał z całą pewnością okazję zwrócić uwagę na fakt, że mamy do czynienia z kimś praktycznie całkowicie odciętym od kontaktu z mediami. Na czym ów stan dokładnie polega? Przede wszystkim na tym, że w jego domu nie ma ani radia, ani telewizora, a jeśli pojawi się od czasu do czasu jakaś gazeta, to naprawdę bardzo rzadko i tylko w tym jednym celu, by mógł on sprawdzić coś, o czym mu doniesiono, a dane internetowe są niepełne, lub wręcz nie istnieją. Skoro już znamy sytuację, zastanowić się wypada, jakie są skutki tego stanu rzeczy? Przede wszystkim, wszystko to, co Coryllus pisze, obejmuje niemal wyłącznie przestrzeń idei. W jego tekstach praktycznie nie pojawiają się nazwiska dziennikarzy, polityków, czy znanych nam z telewizji komentatorów. Nie ma zatem faktycznej możliwości, by ktoś kto zajrzy na blog Coryllusa znalazł tam tekst, w którym on szydzi z jakiegoś redaktora Morozowskiego, czy byłego ministra Nowaka. To już bardziej prawdopodobne jest to, że, zapytany o jednego czy drugiego, Coryllus odpowie, że nie bardzo te nazwiska mu się kojarzą.
Jest jednak pewien znaczący wyjątek od tej zasady. Przy okazji jakichś świąt, czy w wakacje, Coryllus z żoną i dziećmi wyjeżdżają z wizytą do babci, a tam nie dość że jest i telewizor, to jeszcze gazety, a nie dość że gazety, to same najprzedniejsze, czyli „Wyborcza”, „Polityka” i „Wysokie Obcasy”. I w tym momencie Coryllus, zupełnie jak mój wygłodniały labrador, rzuca się czy to na ów papier, czy na ekran telewizora, i chłonie… Wszystko: filmy, telewizyjne dyskusje, wiadomości, artykuły jakiejś Janiny Paradowskiej, Wojciecha Maziarskiego, czy Kazimiery Szczuki – bez różnicy i bez wyjątku. A potem wraca do domu, a my możemy mieć pewność, że kilka kolejnych jego notek nie będzie dotyczyło historii Czech, Polski Jagiellońskiej, czy Anglii, powieści Llosy, ani rynku wydawniczego w kraju i na świecie, ale właśnie rozprawiania się z tym telewizorem, czy bandą idiotek z „Wysokich Obcasów”.
Czy mnie to dziwi? Absolutnie! Powiem wręcz, że ja tę postawę doskonale rozumiem choćby z tego powodu, że sam bardzo dobrze wciąż pamiętam, jak sam przed laty nie zajmowałem się praktycznie niczym innym, jak wyszukiwaniem odpowiednich inspiracji w telewizji TVN24, czy w jakichś „Rzeczpospolitych”, czy „Dziennikach”. I wiem równie dobrze nie tylko, jak bardzo to potrafi wciągać, ale jak tam faktycznie wiele można znaleźć naprawdę fantastycznych tematów.
Dziś telewizję oglądam tylko jeśli chodzi o piłkę nożną i tenis, z gazet czytam po łebkach tygodnik „W Sieci”, który lubi mieć w domu moja starsza córka, a poza tym już mam tylko ten Internet i blogi. I powiem szczerze, że nie czuję ani jakiegokolwiek żalu, ani utraty. Mam wręcz wrażenie, że zajmowanie się tu na tym blogu tym, co nam przynoszą media ma niemal same wady. Przede wszystkim, nie jestem w stanie pozbyć się podejrzenia, że to czego dostarczają nam telewizje czy gazety stanowi czystą fikcję, w dodatku fikcję w której nie jesteśmy nawet rozpoznać właściwych hierarchii, a co gorsza fikcję, gdzie nawet najprawdziwsza prawda staję się zupełnie niepostrzeżenie kłamstwem, a to, jak wiemy, jest już czymś bardzo, ale to bardzo niebezpiecznym, i lepiej się od takich stanów trzymać z daleka.
Jest jednak jeszcze coś, co sprawia, że czynienie z doniesień medialnych tematu notek jest niewarte przysłowiowej wyprawki. Otóż moje doświadczenie jest takie, że niemal zawsze, kiedy mam ochotę zwyczajnie ponarzekać na jakiegoś Mazurka, czy Lizuta, musi natychmiast zjawić się któryś z komentatorów, który mi powie coś mniej więcej takiego: „To ty czytasz to gówno?”, albo „A kto to taki ten Lisut, bo nie znam?” A to, jak wiemy, bywa czymś najgorszym. To jest coś tak irytującego, że ja, słysząc tego rodzaju popisy, zwyczajnie tracę chęć do dłuższego przebywania w tym miejscu.
Mimo to, wiele wskazuje na to, że przez najbliższy przynajmniej czas będę się zajmował tym, co znalazłem w mediach. Tym razem już jednak ani w TVN-ie, ani w Superstacji, ani w Polsacie, czy we „Wproście” – ten rozdział i jest już dawno zamknięty, ale może przede wszystkim wielokrotnie przeżyty – ale w dostępnych mi mediach prawicowych. Poza tym, chyba nigdy tak jak tym razem nie miałem poczucia, że to jest coś, co mam wręcz obowiązek robić: siedzieć tam od rana do nocy i pokazywać na nich palcem. Nieraz już tłumaczyłem tego powody, ale może wypada mi to zrobić jeszcze raz.
Otóż, inaczej niż głosi wspomniany wcześniej Coryllus, ja jestem bardzo mocno przekonany, że Prawo i Sprawiedliwość wygra najbliższe, a po nich już wszystkie w tej serii, wybory. Prawo i Sprawiedliwość wygra te wybory, przejmie władzę, Platforma Obywatelska podzieli los dawnej Unii Wolności, w jej miejsce System stworzy coś zupełnie nowego… i wtedy zacznie się atak; atak, przy którym to, co przeżywaliśmy przez pamiętne dwa lata rządów koalicji PiS-u, Samoobrony i LPR-u będzie zaledwie miłym wspomnieniem. I atak ów będzie tym cięższy, im wyraźniejsze będzie nasze zwycięstwo. I stanie się tak, że przeciwko tej nowej agresji my będziemy mogli wystawić tylko dwa oddziały: uczciwą i zdeterminowaną władzę, i uczciwe i profesjonalne media. Jeśli tego zabraknie, Prawo i Sprawiedliwość wśród powszechnego gniewu i w atmosferze szyderstwa, zostanie wyrzucone poza polską politykę na zawsze. Otóż ja bardzo wierzę w to, że Jarosław Kaczyński jest w stanie – choć Bóg mi świadkiem, że nie wiem, jak – zapewnić nam rządy mądre, uczciwe i skuteczne, dzięki którym Polska zacznie się powoli wydobywać z tego nieszczęścia, w które wepchnął ja Donald Tusk i cały ten projekt znany pod nazwą Platformy Obywatelskiej. Ale wiem też, że, podobnie jak to będzie w przypadku wielkości tego zwycięstwa, im lepsze i dobre dla Polski będą te rządy, tym większa będzie nienawiść zarówno polskiej, jak i zagranicznej popkultury. I tu bez sprawnego i mądrego wsparcia niezależnej prasy i telewizji, nie damy rady.
Tymczasem, z tego co widzę, na to nie mamy w tym momencie co liczyć. Jak wszystko na to wskazuje, ci, którzy najprawdopodobniej będą stanowić tak zwaną medialną oprawę tego co ma się stać projektem dla Polski, to jest od początku do końca banda durniów, którym się wydaje, że ludzie są tak głupi, że dla nich nawet nie trzeba się szczególnie wysilać, żeby wszystko co się im powie, przyjęli. To jest wyłącznie kupa nadętych cwaniaków, przekonanych, że skoro przez osiem lat, parę stacji telewizyjnych i kilku wynajętych dziennikarzy potrafiło skutecznie robić wodę z mózgu połowie społeczeństwa, to znaczy, że oni powinni to zrobić dokładnie w ten sam sposób, tyle że jeszcze lepiej i jeszcze skuteczniej. I ani im do głowy nie przyjdzie, że działając bez wsparcia Systemu to swoje cwaniactwo mogą sobie wsadzić sam środek czegokolwiek. I wszystko wskazuje na to, że mam w tych swoich podejrzeniach rację.
Oto w kultowym wręcz już ostatnio na tym blogu portalu wpolityce.pl znalazłem wiadomość zatytułowaną „Co Kuźniar miał na myśli? Cudaczne zapiski dziennikarza TVN-u. Zobacz!” z dużym kolorowym zdjęciem, na którym najpierw widzimy dziennikarza TVN24 Jarosława Kuźniara z magazynem „Playboy” w ręku, a poniżej następujący tekst:
„Widzowie od dawna zastanawiają się, co chodzi po głowie prezenteraTVN24, Jarosława Kuźniara. Rąbka tajemnicy uchylił sam zainteresowany. Kamerzysta stacji telewizyjnej uchwycił jego tajemnicze notatki… Kartki z tekstem pomocnym przy zapowiadaniu kolejnych materiałów pokryły się hieroglifami popełnionymi długopisem Kuźniara. Co przedstawiają? Cyfry, figury geometryczne, a nawet fragment postaci… Zobaczcie sami”.
Pod spodem natomiast widzimy zdjęcie typowych notatek, jakie pewnie każdy telewizyjny dziennikarz ma przed sobą, a tam faktycznie jakieś gryzmoły: kwadracik, kreska, jakieś kółko… żadnej nawet postaci – w sumie nic. Prawdopodobnie Kuźniar prowadził kolejny program i ponieważ, jak wiemy, pisanie po tych kartkach jest elementem dziennikarskiego sznytu, a on akurat nie miał nic do notowania, coś sobie bazgrał. Jeszcze coś? Może chociaż – skoro pojawił się ten „Playboy” – jakiś penis, czy cycki? Nic. Tyle. Oto cała wiadomość. I oto cały powód, dla którego redaktorzy prawicowego portalu w polityce.pl postanowili się zająć Kuźniarem. No i oczywiście cały dowód na to, że Kuźniar to kretyn i my mamy głosować na Kaczyńskiego, bo on do propagandowej roboty zatrudni Krzysztofa Feusette i wreszcie będzie tak jak zawsze miało być.
Ale tu jest coś jeszcze. Otóż podana przez portal informacja zdobyła sześć czy siedem może komentarzy internautów, z których trzy mniej więcej tej samej treści: „To jest poziom, którego powinniście się wstydzić”. Oprócz tego jest też złośliwy, choć niezwykle dowcipny, komentarz jakiegoś podpisującego się nickiem „azor” antypisowca który pisze, że ten kwadracik, jaki Kuźniar narysował to pewnie dowód na obecność trotylu na pokładzie tupolewa i jeden stanowiący na te złośliwość odpowiedź, którą przytoczę w całości, w oryginalnym brzmieniu:
„Jedno jest pewne że azor ma odbyt jak Rów Mariański .Tak ostro palipierdolec rozkalibrował ryj azora i odbyt,rózowym .azor a wArczysz jak palipierdolec rzuca ci różowy aport”.
A ja już na sam koniec powiem tylko jedno, i akurat nie to, że najwidoczniej moderatorzy portalu wpolityce.pl postanowili dorównać temu, co znamy z „Wyborczej”, bo tu przynajmniej idziemy łeb w łeb. Mnie bardziej chodzi o to, że bracia Karnowscy plus Załoga uznali, że oni się będą troszczyć o internautę Azora i reprezentowana przez niego publiczność, i w ten sposób Polska stanie się wolna, zasobna i sprawiedliwa
Otóż ja Wam obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wam się nie udało.

Przypominam, że nakład moich dwóch pierwszych książek, wydanych jeszcze jako książki Toyaha, jest już niemal wyczerpany, i w związku z tym, Gabriel sprzedaje je po marne 15 złotych. Szczerze polecam. To jest naprawdę okazja. Zarówno one, jak i wiele jeszcze innych rzeczy do nabycia pod adresem www.coryllus.pl
I jeszcze jedna wiadomość bieżąca. Zmianie uległ adres w paypalu. Od dziś łączymy się przez toyah@toyah.pl

środa, 23 kwietnia 2014

Lezą nasi, z "Barką" na ustach

Jak dobrze wiedzą czytelnicy tego bloga, on ostatnio, w swojej podstawowej treści, stanowi walkę z planem, jaki najwyraźniej szykuje nam tak zwany prawicowy mainstream na wypadek przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość władzy w kraju. Krótko bardzo mówiąc, chodzi o to, by, kiedy już premierem zostanie Jarosław Kaczyński, a za medialną propagandę wezmą się tak zwani „nasi”, dało się wykorzystać wszystkie nauki jakie płyną z niemal ośmioletniej działalności propagandowej Systemu, tyle z tym założeniem, że my to zrobimy lepiej, bardziej, no i przede wszystkim prawdziwiej. A zatem, my naprawdę zadbamy o to, by już nigdy więcej nie funkcjonowały w przestrzeni publicznej takie kłamstwa jak te, że Antoni Macierewicz ma twarz wykrzywioną nienawiścią, ale że twarz wykrzywioną nienawiścią ma minister Rostowski. No i żeby, jak to niedawno zgrabnie ujął Ryszard Makowski, zawsze znalazło się tam coś dla prostego człowieka.
Niedawno poświęciłem tej sprawie osobną notkę i natychmiast pojawił się komentarz oburzonego czytelnika, który zażądał, bym dostarczył dowodów na to, że prawicowe media traktują ludzi jak najgorszych durniów, a w tym postępowaniu są tak zawzięci, że przy nich bledną media postkomunistyczne.
Wstydząc się jak cholera tego, że muszę tłumaczyć to, co tłumaczenia nie wymaga, robiłem oczywiście co mogłem, ale szczerze powiem, że wciąż nie wiem, czy moje wyjaśnienia mogły się w ogóle okazać potrzebne komuś, kto najwyraźniej i tak nie widzi, nie słyszy i nie czuje. Tymczasem jednak w przerwach, jakie w sposób naturalny pojawiły się podczas minionego świętowania, zajrzałem parę razy do Internetu, i proszę spojrzeć co znalazłem. W wpolityce.pl pojawiło się, jako trzecia wiadomość wśród tak zwanych „informacji najważniejszych” coś takiego. Ponieważ nie udało mi się zrobić z tego wystarczająco mocnego skrótu, oto całość:
„To się nazywa fantazja! 30-letni Arkadiusz Ł. poszukiwany listem gończym postanowił ukryć się przed funkcjonariuszami, którzy odwiedzili jego mieszkanie. Najwyraźniej za bardzo uwierzył w swoją zdolność do kamuflażu. Śledczy znaleźli go leżącego nieruchomo na łóżku.
Mężczyzna, wobec którego zasądzono trzymiesięczny tymczasowy areszt liczył na to, że cienka kołdra nie pozwoli policjantom na zauważenie jego obecności. W końcu tonący brzytwy się chwyta…
A warto pamiętać, że funkcjonariusze z komendy stołecznej zajmujący się poszukiwaniem i ściganiem dokładnie ustalili miejsce pobytu 30-latka. Pojawili się pod właściwym adresem z samego rana. Co ciekawe, kiedy zapukali do drzwi usłyszeli głośny szept mężczyzny rozmawiającego przez telefon. Nie kwapił się jednak otworzyć drzwi mundurowym.
W końcu policjanci zwrócili się o pomoc do straży pożarnej. Dopiero zjawienie się strażaków, umożliwiło wkroczenie do mieszkania przez balkon. To, co funkcjonariusze zobaczyli na miejscu mogło wywołać tylko uśmiech politowania. Okazało się, że ścigany mężczyzna leży schowany pod… kołdrą.
Arkadiusz Ł. ma teraz dużo czasu na wymyślanie lepszych kryjówek. Obecnie przebywa w areszcie śledczym, w którym spędzi co najmniej 3 miesiące”.
Przepraszam bardzo, ale ja już nie mam siły do tych ludzi. Ja ich nie rozumiem, oni mnie wyprzedzają pod każdym względem i powiem uczciwie, że już naprawdę nie widzę innego sposobu, jak tylko ten, by w nich walić, jak w kaczy kuper. Dzień po dniu, od rana do wieczora. I naprawdę nie chodzi mi o to, że autorem powyższego jest wspominany ostatnio przez mnie specjalista od grzebania w śmietnikach z nadzieją, że uda mu się znaleźć jakiegoś odpowiednio interesującego trupa, ale o problem znacznie poważniejszy. Dziennikarze tygodników „Do Rzeczy”, „W Sieci”, wpolityce.pl, czy Telewizji Republika naprawdę stoją pierwsi w kolejce do tego, by tworzyć elitę przyszłego układu władzy, a człowiek, którego tekst omawiam wyżej, a którego nazwiska wstyd mi powtarzać, z całą pewnością znajdzie swoje miejsce w rozdaniu, które musi nastąpić. A jeśli tak się stanie, wystarczy parę miesięcy, żebyśmy się nie pozbierali najpierw ze wstydu, a następnie spod gradu zgniłych pomidorów, którymi niechybnie zostaniemy zasypani. I ja daję słowo, że nie rozumiem, czemu oni to robią. Oto ukazuje się kolejny numer tygodnika „W Sieci”, gdzie na okładce widzimy Jana Pawła II z zaciśniętą w złości twarzą, który nam wygraża pięścią, a obok tytuł-informacja, że Jan Paweł II byłby wściekły na III RP. Przepraszam bardzo, ale to jest bez porównania coś gorszego, niż wczorajsza paplanina Tuska, że papieżowi bardzo by się spodobał klip za 7 milionów o Polsce nucącej „Hey Jude”, bo to był człowiek z poczuciem humoru i dystansem.
A zatem, raz jeszcze: Co to za ludzie? Rozumiem, że część z nich to zwykli durnie, których nam Dobry Bóg zesłał szczodrze i po równo, ale oto niedawno miałem okazję, również na wspomnianym portalu wpolityce.pl, czytać tekst czołowego przecież naszego dziennikarza Jerzego Jachowicza, gdzie on ni mniej ni więcej jak tylko zastanawiał się nad tym, do kogo podobny jest z twarzy były minister Jacek Rostowski. Popatrzmy na fragment tych refleksji:
„Obawiam się jednej rzeczy, że pod wpływem kłamstw i fałszywych oskarżeń PiS o wszystko, co najgorsze, twarz Rostowskiego może zdeformować się do tego stopnia, że zatraci ludzkie rysy. Wtedy mogłaby zamienić się w głowę… nie, nie jestem w stanie tego słowa wypowiedzieć. Czy on naprawdę tego nie widzi? Niech się przejrzy w Niesiołowskim”.
A ja się już zwrócę może do nas samych, czy tego naprawdę nie widać, co oni wyprawiają? Popatrzmy więc może na coś takiego:
„Obawiam się jednej rzeczy, że pod wpływem kłamstw i fałszywych oskarżeń rządu o wszystko, co najgorsze, twarz Kaczyńskiego może zdeformować się do tego stopnia, że zatraci ludzkie rysy. Wtedy mogłaby zamienić się w głowę… nie, nie jestem w stanie tego słowa wypowiedzieć. Czy on naprawdę tego nie widzi? Niech się przejrzy w Macierewiczu”.
Niechby coś takiego spłodził chory umysł jakiegoś Maziarskiego, lub Lisa. Co byśmy wtedy sobie pomyśleli nie o tym przesłaniu, ale o tym poziomie dziennikarstwa? Jakie mielibyśmy reflesksje, gdy idzie o tak zwany dziennikarski obiektywizm, gdy idzie o to, co nam oferuje dzisiejsza władza. Otóż ja odpowiem na to pytanie dokładnie tak samo, jak odpowiedziałem jeszcze w zeszłym roku, kiedy bohater dzisiejszej notki portal wpolityce.pl opublikował sondaż pod tytułem „Czy wstydzisz się za radnych Platformy Obywatelskiej?”: nie mielibysmy żadnych z tej prostej przyczyny, bo tego typu tekst nie mógłby wyjść ani spod palca Wojciecha Maziarskiego, ani Tomasza Lisa. Oni bowiem nawet jeśli nie mają wstydu, mają pewną dyscyplinę związaną z podstawowym choćby szacunkiem dla czytelnika.
A zatem, powtarzam po raz kolejny: Nadchodzą nasi. Szykujmy się na poważne wrażenia.

Przypominam wszystkim, że w księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl wciąż włączona jest promocja na szereg książek, których nakład się powoli wyczerpuje, w tym na obie książki Toyaha. To jest zaledwie 15 zł. od egzemplarza, a zatem nie ma powodu, by zwlekać, nawet jeśli ktoś już je ma. Na prezent będą jak znalazł. No i jak zwykle, serdecznie proszę o stałe wspieranie tego bloga. Bez Waszej pomocy nie ma nic. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...