poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Czy Roman Giertych interesuje się piłką plażową?

Ponieważ w miniony weekend udało mi się wpaść w marny nastrój, i tym nastrojem bardzo niefortunnie dopasowałem się do smutków mojego kumpla Don Estebana, który dotychczas w moich smutkach zawsze stanowił dla mnie najbardziej racjonalny punkt odniesienia, dziś proponuję zakosztować nieco zwykłej ludzkiej satysfakcji. Mam na myśli satysfakcję płynącą z widoku naszych wrogów, jak to mówią, zalewanych przez krew. Okazja ku temu jest bardzo odpowiednia, jako że wczoraj właśnie, już pod sam wieczór, w telewizji TVN24 wystąpił Roman Giertych i przypuścił na Jarosława Kaczyńskiego, ale też i na jego zmarłego brata, atak, którego bezwzględność świadczyć może tylko o jednym – Roman Giertych wciąż dobrze nie śpi.
Żeby uzyskać odpowiednią pozycję, proszę sobie przypomnieć, kim był w polskiej polityce Roman Giertych, gdy przestał być już tylko synem Macieja Giertycha, wnukiem Jędrzeja Giertycha i prawnukiem Franciszka Giertycha, a jeszcze nie zaczął zarabiać na życie jako lokalnie znany adwokat. Otóż kiedy miał zaledwie 18 lat, Roman Giertych założył tak zwaną Młodzież Wszechpolską, której był zawsze mniej lub bardziej oficjalnym przywódcą. Szefując tej szczególnej organizacji, dzięki swoim niewątpliwym talentom i ambicjom, powoli robił polityczną karierę, której ukoronowaniem było dwukrotne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, przywództwo w kiedyś dość znaczącej partii o nazwie Liga Polskich Rodzin i – sukces największy – stanowisko ministra edukacji w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, które w dodatku Roman Giertych wypełniał dobrze i skutecznie. Choć dla niektórych sukces to marny, każdy kto obserwuje polską scenę polityczną pod kątem organizowanych przez System przeciwko wybranym politykom politycznych nagonek, musi przyznać, że w pewnym sensie Roman Giertych zapisał się bardzo pozytywnie w polskiej współczesnej historii, jako wróg publiczny numer 1, w pewnym momencie detronizując nawet Jarosława Kaczyńskiego. Polityczna wielkość Romana Giertycha doprowadziła go w pewnym okresie do takiej pozycji, że jeśli nie kandydował na fotel prezydenta RP – i to nie jako plankton, lecz polityk z pierwszego szeregu – to tylko dlatego, że nie miał wówczas jeszcze ukończonych 35 lat. I wtedy nastąpiło coś, co tak naprawdę stanowi sens mojego dzisiejszego wpisu. Jesienią roku 2007 Roman Giertych, uznawszy, że właśnie osiągnął idealny punkt do ataku, wypowiedział wojnę Jarosławowi Kaczyńskiemu, i w ciągu zaledwie kilku dni został zmieciony z polskiej sceny politycznej. Ot tak!
Jest coś takiego w polityce, ze ona przyciąga wszystkich. Można odnosić międzynarodowe sukcesy artystyczne, można zarabiać wielkie pieniądze w najbardziej dochodowych przedsięwzięciach, można wreszcie uzyskać sławę jako pierwszy autorytet – jest coś takiego w polityce, że to ona się staje początkiem i końcem prawdziwej kariery. Jestem głęboko przekonany, że gdyby tylko droga do politycznych sukcesów była bardziej prosta i mniej wyboista, każdy by tam lazł. Bo można być wielkim pisarzem, ale lepiej jest być pisarzem-posłem. Można być wybitnym przedsiębiorcą, ale lepiej jest być przedsiębiorcą-ministrem, można wreszcie być wielką gwiazdą dziennikarstwa, ale zawsze lepiej jest być gwiazdą-prezydentem. Taka to jest siła polityki. I Roman Giertych osiągnął w tej polityce wiele, a mógł osiągnąć wszystko. Gdyby nie jego nadmierna pycha i pospolita głupota, byłby dziś ważnym polskim politykiem, a jego nazwisko może by kiedyś świeciło w książkach do historii. Ponieważ jednak okazał się tylko nędznym, prowincjonalnym kombinatorem, będzie się już do końca życia tylko kojarzył z tą kartką papieru, na której podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego jakieś biedne ogłupiałe dziecko napisało rymowankę: „Giertych do wora, a wór do jeziora”.
Oglądam dziś Romana Giertycha i słucham słów, które z jego ust bez najmniejszego wysiłku wyciąga któryś z podrzędnych reżimowych dziennikarzy, i czuję zapach tej niebywałej wściekłości, która próbuje tak nieudolnie pokryć zwykłe ludzkie rozczarowanie. I przypomina mi się tu ten cudowny fragment z Williama Congreve’a „Niebo nie zna wściekłości miłości obróconej w nienawiść/Nie zna piekło furii nad wściekłość zawiedzionej kobiety”. Oto Roman Giertych człowiek, który kiedyś miał wszystko a dziś nie ma nic, pytany o coś tak pozornie dla siebie wygodnego, jak krzyż na Krakowskim Przedmieściu i o ludzi, którzy dla tego krzyża zgodzili się przyjąć na siebie całe zło tego świata, nie umie z siebie wyrzucić jednego słowa wiary, a zamiast tego od początku do końca wylewa ze swoich czarnych ust wyłącznie nienawiść do człowieka, który dał mu szansę przysłużenia się dla Polski, a on tę szansę zmarnował.
I oto Jarosław Kaczyński. Człowiek i polityk, który od dwudziestu już lat zostawia za sobą legiony tych, którzy widząc jak okazali się marni i nieprzystosowani do tego by służyć Polsce, mogą dziś tylko na niego pluć za to tylko, że łaskawie wskazał im ich miejsce w szeregu. Cała historia politycznej kariery Jarosława Kaczyńskiego jest udekorowana ową polityczną i ludzką nędzą, jaką pozostawiał za sobą. Czy to w postaci tych, którzy go chcieli zniszczyć zwykłym podstępem, podłym skrytobójstwem, czy też rzekomą przebiegłością. I stoi dziś przed nami, nad grobem zamordowanego przez swoich wrogów brata, potłuczony, posiwiały, posmutniały, a wokół niego wciąż ten sam wrzask i to same stare pragnienie by go unicestwić. Nienawiść ludzi, którzy od dwudziestu już lat próbują go złamać i wciąż odbijają się od niego jak od ściany. Może więc być tak, że nasz kolega Don Esteban ma racje, kiedy mówi, że oni wreszcie, po tych wszystkich latach, Jarosława Kaczyńskiego dopadli i że oto zaczął się jego powolny koniec. Może i jest tak jak beznadziejnie nam przewiduje Don Esteban. Jeśli nawet jednak ma rację, kiedy mówi, że Jarosław Kaczyński odchodzi, to jednego możemy być pewni. Że jeszcze nie odszedł. A o tym że nie odszedł, najlepiej świadczą choćby ci opętańcy grający w piłkę plażową pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, i kibicujące im, błyszczące pełnym napięcia wyczekiwaniem, oczy Romana Giertycha.

18 komentarzy:

  1. Giertych jako promyk Słońca?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah
    Trudno mi znów nie zahaczyć o historię. Giertychowie dziadek i ojciec życie poświęcili obłąkańczemu szerzeniu nienawiści do Piłsudskiego. To musiało wcześniej czy później wyjść z młodego. Myślę, że tę swoją karierę przy Jarosławie Kaczyńskim zmarnował przez to, że był tak naładowany nienawiścią.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Józef
    Promień. Wielki promień. Promień jak miecz.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Marylka
    Ja tam nie widzę ideologii. Ale, jak mówię, ja się nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    No nie, żadnej ideologii tam nie było, czysta bezinteresowna nienawiść do kogoś wielkiego za to że był wielki. Wzorcowa, wyprzedzająca nasz czas.
    Nawiązuję do historii, bo jest ta rocznica, i tak wiele podobieństw nieprzypadkowych. Te same podziały w rodzinach, i ten ogromny ładunek nienawiści do człowieka prawego, podsycany przez media. Tamten odniósł zwycięstwo i masy go pokochały. Ten wydaje im się słaby,więc czekają tylko, by go rozdeptać. A ci, którzy powinni go podtrzymywać, gasną i tracą wiarę, gdy nie dostarcza im oczekiwanego ładunku energii. Smutno mi czytać te wpisy, przepraszam, mazgajskie, że on odchodzi, osuwa się. Bądźmy trochę mężczyznami.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka
    Toteż jestem. Trzymam się. Powiedz tylko, że nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah
    Pewnie że mój apel nie był do Ciebie, tylko do wszystkich rozklejonych, którzy mie rozkleili nieco, więc był też i do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Chodziło mi o komentarze pod poprzednim wpisem.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Marylka
    Wiem. To nasz kumpel Don Esteban wszystkich nastraszył. Ale tak ma być.

    OdpowiedzUsuń
  10. Toteż ja starałem się podtrzymać waleczność pod poprzednim komentarzem.
    A co do Giertycha, to mamy w słowniku takie odpowiednie polskie słowo, którego tak jednoznacznie nie ma np. w angielskim i jest to - wredny. Facet, który ma pretensje a nie potrafi się wznieść ponad małości.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah

    G to taki mały szczekający piesek. Dla mnie zupełny nikt.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. @jazgdyni
    Tak, powinnam była oddać Ci sprawiedliwość!
    A wredny to świetne słowo, choć nie całkiem polskie, bo pochodzi wprost z ruskiego. Widocznie nasz język takiego paskudztwa, jakie to słowo oddaje, nie przewidywał.
    W tym wszystkim jeszcze dręczy mnie sprawa pomnika bolszewików w Ossowie, tak bardzo, że nawet mówienie o tym przychodziło mi z trudem. Dobrze, że paru ludzi skutecznie to powstrzymało, ale wiadomo, że do czasu. Wiem, że gdyby żyli jeszcze moi znajomi weterani tej wojny, pojechaliby tam na wózkach inwalidzkich, stanęliby o kulach przed tym grobem i nie dopuścili do budowy. A najgorsze, że ten, kto podejmuje decyzje w sprawie tego pomnika, Krzysztof Kunert, to facet, który im właśnie zawdzięcza swoją karierę historyka. Okazał się nie mniej wredny jak Giertych, a może nawet bardziej szkodliwy. Czas wybrać się do Ossowa.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Myślisz, że to tylko pycha i głupota?
    A mnie po łbie chodzi informacja o medalu "Za zasługi dla Obronności Kraju", który dał mu Sikorski rzekomo za to, że na Radzie Ministrów wsparł go przy jakiejś ustawie. A ten medal to w rzeczywistości WSI przyznaje swoim cywilnym współpracownikom....

    OdpowiedzUsuń
  14. ...nie widziałem Romana w TVNie, ale wyobrażam sobie co powiedział; z lubością patrzeć można na autorytety i ekspertów, którzy w tej samej stacji lata temu uważani byli za kompletnych głupków (Roman, Stefan, pewnie niebawem dołączy Andrzej)...
    Czy Jarosław Kaczyński się kończy?... To nie tak, uważam tylko, że ma prawo zrobić co tylko chce, a nam przyjdzie się z tym pogodzić. Ważniejszym pytaniem jest komu w przyszłości przekaże Klucze.

    Interesuje mnie twoja - Toyahu - opinia na temat projektu, który widać na dłoni, ale główny strumień jakoś skrzętnie plan omija. Planem tym jest stworzenie z PO władzy i opozycji w jednym, partii pięknie się różniącej, ze zmarginalizowanym (zdelegalizowanym? PiSem), i atrapami ZSL-PSL i SD-SLD.

    Jak to było?.. Partia rozpłynie się w Narodzie...

    OdpowiedzUsuń
  15. @Bendix & jazgdyni
    Możemy go nazwyać różnie. To nic nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  16. @sładkiewicz
    Moim zdaniem, w tej chwili tu nie ma żadnego planu. To jest tylko walka o to, by zabrać ten Krzyż. Strach i walka z Krzyżem. Oni są w gruncie rzeczy bardzo osłabieni.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja dzisiaj się z Wielkim Panem Tojahem nie zgodzę.Giertycha w TVN nie widziałem, w ogóle tej stacji po 10.04 nie oglądam, ale sięgnę do przeszłości.
    Otóż NIE potępię LPRu bo mam takie wspomnienie z "dzieciństwa": jak głosowano odwołanie Krzysztofa Janika z f-cji szefa MSWiA to przyszli posłowie LPRu i Samoobrony ze zdjęciem rolnika, któremu policyjjna kula wybiła oko na jakieś blokadzie i podpisem "Janik nie po oczach" Czasy były to dawne, przedinternetowe, więc linku do grafiki nie podam, bo sam nie mogę znaleźć.
    Wybaczcie. I śmiali się panowie z PiSu i PO do rozpuku i nie pamiętali o tym co strtacił to oko. I założę się że teraz tylko ja pamiętam.
    Członkiem Młodzieży był też Mariusz Olchowik, kierownik instytutu ks Jankowskiego, to z LPRu inicjatywy wybudowano pomnik Dmowskiego, którego żaden ksiądz nie chciał poświęcić, tak jak naszego smoleńskiego Krzyża i dopiero ks Prałat poświęcił.
    Ja nie mówię, że nawet nie sprawia mi ponurej satysfakcji arcydziało wyeliminowania LiSu z polityki, ale zwracam na jedno uwagę: teraz to my jesteśmy na ich miejscu, wyszydzani i wykpiwani. Pytanie, czy kiedy oni byli tam gdzie my jesteśmy dzisiaj, czy my się zachowywaliśmy godnie?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.