Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknota. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

O dziewczynach na nocnym niebie

Mój kolega Coryllus napisał dziś niezwykle ważny tekst, dotyczący rzeczy zupełnie podstawowych, choć, nie zaszkodzi przy tym dodać, że chodzi o sprawy wcale nie tak nowe, w dodatku takie, o których ja sam pisałem już parokrotnie, a mam tu na myśli kwestię kulturowego, czy więc już cywilizacyjnego upadku, z jakim mamy do czynienia odnośnie mężczyzn. Jak mówię, sam o tym już pisałem, i tu i również w jednym z rozdziałów swojej nowej książki, ale ponieważ o tym nigdy za dużo, spróbuję skorzystać z okazji i ponownie zabrać tu głos. Choćby po to, by nie dać o sprawie zapomnieć.
Pamiętam jak swego czasu pewna moja znajoma, pracująca wówczas, jako chyba socjolog, opowiadała mi, jak to udała się do jakiejś szkoły rozmawiać z młodzieżą na temat planów, jakie oni sobie snują, co do swojej przyszłości. To, co ją uderzyło, to fakt, że o ile wszystkie praktycznie dziewczyny opowiadały, jak to one chcą zostać fryzjerkami, spikerkami w telewizji, asystentkami u jakiegoś dyrektora, aktorkami, modelkami – do wyboru do koloru – jak idzie o chłopców, ci jedynie tępo gapili się w sufit i wzruszali ramionami.
Pamiętam, jak to tamta relacja zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, nawet nie z powodu samego obrazu, który przedstawiała, ale przez ów niezwykle inspirujący do przemyśleń cywilizacyjny aspekt problemu, że od tego czasu zacząłem znacznie bardziej zwracać uwagę na kręcącą się wokół mnie młodzież. A więc i na to jak się zachowują, jak się noszą i wreszcie, co i jak mówią. No i to mnie doprowadziło do wniosków tak plastycznie opisanych przez Coryllusa w dzisiejszym tekście. Że mianowicie przez oczywiste dziś już zgnuśnienie młodych mężczyzn, przyszłość jawi się nam, jako perspektywa wręcz fatalna.
W miniony piątek, jak już tu pisałem, udałem się z moim kumplem LEMMINGIEM do pewnego warszawskiego klubu, jak słyszę, jednego z bardziej dziś modnych i uczęszczanych przez tak zwaną „lepszą” młodzież miejsca, aby sobie tam posiedzieć, pogadać i oczywiście napić się czegoś bardziej wykwintnego. I oto proszę sobie wyobrazić, że myśmy się tam trochę czuli, jak w klubie dla dziewcząt, bo poza nami, dwoma barmanami i chłopakiem, który grał ze czarnych płyt polski big-beat z lat 60-tych, tam niemal w ogóle nie było mężczyzn. Wszędzie dookoła otaczały nas śliczne, wystrojone dziewczyny, siedzące na tych stołkach i sączące swoje drinki, niektóre samotne, inne z koleżankami, a wszystkie cudownie wręcz udające, że one spędzają ten wieczór dokładnie tak jak zawsze chciały. Bez tych durniów, swoich chłopaków.
To był miniony piątek, a więc, jak może niektórzy już zdążyli zauważyć, tak zwany Dzień Kobiet. U nas w domu święto to nie jest w jakikolwiek sposób obchodzone, niemniej ja wiem, że ta tradycja w Polsce jest wciąż bardzo żywa, a w połączeniu z inną tradycją, a mianowicie, szczególnie rycerskim traktowaniem kobiet, żywa szczególnie. A więc to był piątek 8 marca, wieczór, ja tam nie widziałem jednej dziewczyny z kwiatkiem, i to mnie w ogóle nie zdziwiło – w końcu same miały sobie go kupić, czy jak? Z drugiej strony, w końcu, czemu nie? Moja córka na przykład dostała bardzo ładną różę od swojej koleżanki. O tak. Na zasadzie takiej, że skoro cała ta hołota zbijała bezsensownie gdzieś bąki, trzeba było sobie jakoś radzić bez niego.
A ja sobie myślę, że będzie już tylko gorzej. One w tej desperacji będą coraz piękniejsze, coraz lepiej zadbane, pewnie coraz lepiej wykształcone, a oni będą się już tylko w tym swoim ohydztwie staczać.
Siedzieliśmy tam z LEMMINGIEM, wśród tych samotnych dziewcząt, zawstydzenia jak jasna cholera, że pewnie wyglądamy tam jak dwa podstarzałe geje, a ja sobie nagle przypomniałem ten rozdział z mojej książki o Weronice i nagle sobie uprzytomniłem, że to jest właśnie coś, czego tam zabrakło, bo siłą rzeczy ograniczało się tylko do tego, co się działo już po, czyli kiedy one już wreszcie wyszły z tych swoich klubów i wracały przez nocne miasto do swoich domów i swoich łóżek, niejednokrotnie wciąż jeszcze wypełnionymi pluszakami z dzieciństwa.
No a teraz widzimy je tu, przy tych wymyślnych drinkach, w pięknych pozach, dyskretnie spoglądające w stronę drzwi, sprawdzając, kto wchodzi, a kto wychodzi. I myślę sobie, że warto spojrzeć na nie jeszcze raz, jak już śpieszą do domu przez ciemne ulice, dokładnie tak samo samotne, jak już zawsze. Gdyby ktoś nie znał, proszę sobie przeczytać rozdział o Weronice, albo prosto z książki, jeśli już ją ma, albo tu, jeśli wciąż się zastanawia, czy sobie ją kupić.
A jeśli już ja ma, a kupić na razie nie planuje, być może zechce zasilić nasze konto jakąś drobną kwotą, niech będzie, że na rozwój niezależnej publicystyki. Dziękuję.



Był rok może 1979, może 1980, moi rodzice spędzali lato na wsi, a ja zbijałem bąki w domu w Katowicach. Byłem już za stary, żeby jeździć z nimi na wakacje, a z kolei nie miałem na tyle zorganizowanego życia towarzyskiego, by aktywnie radzić sobie z tego typu wolnością. Zbijanie bąków polegało więc na tym, że z paroma wybranymi kolegami siedzieliśmy u mnie, lub u nich w domu, piliśmy wódkę, palili papierosy, słuchaliśmy muzyki i patrzyliśmy jak nam czas płynie.
Któregoś wieczora spędzałem czas z moim kolegą Kazikiem Hickiewiczem, dziś daleko od nas bardzo, bo aż w Nowym Jorku, no i strasznieśmy się upili. Kiedy już przyszła na nas pora, Kazik postanowił że czas wracać do domu, a ja mu zaoferowałem, że go odprowadzę na dworzec, by już dalej sobie sam pojechał do tych swoich Gliwic. kiedyśmy się jednak już pożegnali, coś mi strzeliło do głowy, by zamiast wracać do domu, pójść sobie na miasto i spróbować może troszkę wytrzeźwieć. Chodziłem więc po pogrążonych w peerelowskiej nocy Katowicach i w pewnym momencie spotkałem bardzo – jak do dziś mi się zdaje – ładną, zupełnie samotną dziewczynę. Siedziała sobie ona na ławce na przystanku autobusowym, i, jak mówię, robiła wrażenie. To że ona była taka sama i taka ładna, ale też trochę i przez to, że ja z kolei byłem niesiony pijacką odwagą, zrobiła na mnie takie wrażenie, że ją zaczepiłem i – pamiętam to do dziś – zapytałem, jak to jest, ze tak piękna dziewczyna chodzi tak całkiem sama po nocnym mieście. Ona mi odpowiedziała, że się spóźniła na autobus, czy coś w tym stylu, ja jej więc zaproponowałem, by poszła ze mną na spacer, ona powiedziała, że czemu nie… i tak sobie poszliśmy przed siebie.
Do dziś nie mam pojęcia, kim ona była. Czy była zwykłą dziewczyną, która spóźniła się na nocny autobus, czy może jakąś drobną kurwą polująca na pijanych bałwanów, w każdym razie kiedyśmy tak szli, w pewnej chwili zatrzymała się obok nas milicyjna nysa i milicjanci kazali nam wejść do środka. Najpierw oczywiście zapytali nas, czemu się kręcimy nocą po mieście, potem nas zaczęli starannie legitymować i spisywać, w końcu mi powiedzieli, że mam sobie iść w cholerę, a ty lalu zostajesz z nami. A ja, i trochę przez to, że do tego czasu w owej dziewczynie byłem prawie zakochany, ale też oczywiście przez tę wypitą z moim kolegą Kazikiem Hickiewiczem wódką, próbowałem oczywiście protestować, że co z nią będzie, dlaczego, po co, i takie tam, ale milicjanci bardzo stanowczo poinformowali mnie, że jeśli się tam będę dalej kręcił, to się mną zajmą na poważnie, wyszedłem biedny i przestraszony z tego radiowozu na upalną nocną ulicę i poszedłem do domu. A oni odjechali.
Jak mówię, nie mam pojęcia kim była tamta dziewczyna i nie wiem też, co się z nią dalej stało. Czy oni jej zrobili jakąś krzywdę, czy może, wręcz przeciwnie, zawieźli ją do domu, żeby ją ochronić przed nocnymi niebezpieczeństwami owego najdziwniejszego świata Peerelu. W każdym razie pamiętam ją do dziś, no i przypominam ją sobie też zawsze, ile razy idę z moim psem na nocny spacer, i widzę samotne dziewczyny wędrujące po ulicach wciąż tego samego miasta.
Skąd te myśli? Otóż strasznie wiele się od tamtych lat zmieniło. Przede wszystkim oczywiście najprawdopodobniej raczej nie ma już niebezpieczeństwa, by dwoje spokojnie idących ulicą ludzi zostało zatrzymanych bez żadnego powodu przez patrol policji, nie mówiąc już o tym, by zatrzymana w ten sposób kobieta została w majestacie prawa zgwałcona. Ja jednak sobie dumam nad czymś innym. Otóż gdybym to dziś miał się upić z moim kolegą Hickiewiczem, a następnie ruszyć w nocne miasto, od pięknych samotnych dziewcząt bym się nie opędził. Każdego wieczora, po 23 wychodzę z moim psem na ostatni przed snem spacer, i widzę te dziewczyny, wracające samotnie do domu, najwidoczniej z tak pięknie kiedyś zwanych wieczorków. I zastanawiam się, czemu nikt ich nie odprowadza? Czemu one są takie same? Przecież to są często naprawdę bardzo ładne dziewczyny. Wystrojone, wyszykowane, zgrabne i eleganckie. Wracają same do domu, bo nikt im nie zaproponował, że je odprowadzi. Bo zapewne w momencie jak wstały, mówiąc, ze na nie już czas, jedyne co usłyszały to to okrutne „nara”. A może nawet i nic nie usłyszały, bo usłyszeć nie miały od kogo.
I kiedy się zastanawiam, gdzie są ci chłopcy, to widzę niekiedy i ich. Nawalonych, brudnych bałwanów w bejbolówkach, lub w kapturach, wyżelowanych, pokrzywionych straceńców, bez rozumu, bez ambicji i perspektyw. I tylko raz na jakiś czas, pomiędzy jednych a drugich, spadnie kromka z masłem, wyrzucona z okna na piątym piętrze przez jedną Weronikę, która powoli umiera. Jak oni wszyscy. I tylko mój pies idzie spokojnie, jakby nic już nie istniało poza tym spacerem. Zadowolony jak jasna cholera. Mój labrador.


Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...